0
Wielkanocna wyprawa na… Litewską Wyspę Wielkanocną

jjjj

„Od dzieciństwa byłem dziwakiem” — śmieje się Romas Šimanauskas z Mariampola Fot. z archiwum Romasa Šimanauskasa

Ogromne rzeźby na skraju Mariampola przykuwają uwagę każdego, kto kiedykolwiek trafił w te strony. Przykuwają z racji na to, ze są kopią rzeźb moai w miejscu, które nazwane zostało Wyspą Wielkanocną (Wysp ‘Top of Form), należącą do Chile.

Ogromne posągi otaczają obejście. Patrzą w jedną stronę na ciągnące się równiutkie pola i hen tam nieopodal leżący cmentarz.
To ogrodzenie domu rzeźbami jest bardzo nietypowym dla Litwy widokiem. Tym bardziej, że są one miniaturowymi kopiami słynnych rzeźb moai, które to wyspę na Pacyfiku uczyniły słynną na cały świat. I która to od pierwszej chwili, kiedy została odkryta 5 kwietnia 1722 roku — dokładnie w Niedzielę Wielkanocną — nosi nazwę Wyspa Wielkanocna.

Litewska Wyspa Wielkanocna ma bardziej miniaturowe wymiary, rzeźby litewskie sięgają niecałe trzy metry, gdy natomiast te z Wyspy Wielkanocnej mają ponad 10 metrów i ważą od 8 do 20 ton.
Jednakże wieść o litewskiej wyspie też się rozeszła daleko w świat i kiedy, jak nie teraz, w przededniu święta Wielkanocnego, ją odwiedzać. Tym bardziej, że znajduje się stosunkowo niedaleko od stolicy, dosłownie na przedmieściu Mariampola, miasta leżącego 139 kilometrów od Wilna, a 38 kilometrów od granicy z Polską.

Inżynier elektryk, specjalista obróbki drewna, murarz, filozof, założyciel miejscowej szkoły aikido, japońskiej sztuki walki. Ileż jeszcze do tego trzeba byłoby dodać zajęć, by wymienić wszystkie zainteresowania jednego człowieka, którymi żyje, które rozwija, którymi raduje i… zadziwia otoczenie.
Wszystko to dotyczy znanego rzeźbiarza litewskiego, autora tych gigantycznych rzeźb Romasa Šimanauskasa.

Jego rzeźby wywołują tak wiele kontrowersji z racji najzwyklejszej — analogów u nas na Litwie nie ma. I nie są ustawione w jakiejś sali wystawowej, a otaczają jego dom prywatny, tworząc długi szpaler posągów jakże podobnych do gigantycznych rzeźb moai. Więc nic dziwnego, że wielu, kto je kiedykolwiek zobaczył, tę samą nazwę temu miejscu nadało — Wyspy Wielkanocnej.

Fot. z archiwum Romasa Šimanauskasa

Ogromne posągi otaczają obejście Fot. z archiwum Romasa Šimanauskasa

— Siedziałem sobie pewnego wieczora na skraju swej posesji i patrzyłem na krajobraz roztaczający się dookoła. Była to wiosna roku 2011. I raptem „zobaczyłem” rzeźby moai i pomyślałem: a gdyby to podobne posągi postawić tu? Zamiast płotu stworzyć rzeźby — mówi Romas. Bo zwykłe ogrodzenie to bardzo banalne, a mnie chciało się czegoś wyjątkowego — mówi twórca. Od razu, kiedy tylko wróciłem do domu, zrobiłem szkic i przy pomocy komputera zacząłem snuć w myślach i na wykresie przyszłe rzeźby. Długo się nad nimi głowiłem, długo pracowałem. Trzy i pół lata mi zajęło, zanim powstały te oto giganty — mówi rozmówca.
Dlaczego 12?
— Przecież to takie proste. Liczba 12 ma znaczenie magiczne. Symbolizuje ona przymierze Boga z Ziemią. 12 plemion Izraela przewija się wielokrotnie w całej Biblii. Było 12 apostołów, którzy mieli ogłosić Boże przymierze całemu światu, 12 bram, 12 aniołów i 12 imion na bramach Nowego Jeruzalem. Więc i ja stworzyłem swoją magiczną dwunastkę, wieść o której się rozeszła o wiele wcześniej aniżeli te rzeźby posągi zajęły swoje miejsca na uprzednio przygotowanych metrowych postumentach — zaznacza gospodarz domu.

Jak się okazuje, dom łatwiej było zbudować, aniżeli ustawić to ogrodzenie.

— Najpierw powstała mała makieta 20-centymetrowych rzeźb. Spodobało się, potem zrobiłem dużą, a potem wreszcie sam szkielet — przypomina rzeźbiarz.
Ale dopiero wtedy czekała chyba najtrudniejsza praca — należało doskonale przemyśleć, z jakiego materiału powstaną. Wszak tufu wulkanicznego, z jakiego są stworzone autentyczne rzeźby na Wyspie Wielkanocnej, na Litwie nie znajdziesz. Dlatego musiał sporo się pogłowić, zanim powstał ten zlepek prawie 20 składników, wśród których podstawowym jest… szkło.
Szkło? Wszak z daleka wyglądają na bardzo masywne, ciężkie. Ale kiedy do nich człowiek podejdzie i zapuka, to wydają taki dziwny dźwięk, jakby były puste.
I tu twórca zaczyna swój wykład o tej tak pracochłonnej pracy. Bo ten zlepek materiałów w budowie jest bardzo niełatwy, można z niego tworzyć tylko latem, kiedy temperatura sięga ponad 20 stopni ciepła. Między innymi z podobnego materiału tworzone są łódki, stosowany jest w lotnictwie. Materiał zastyga w ciągu godziny i dlatego gdyby nie pomoc kolegów, sam mistrz na pewno nie dałby rady, gdyż trzeba było śpieszyć. Sam też stworzył specjalny utrwalacz oraz szkielet.

— Czasami miałem tego dość, złościłem się sam na siebie, że taką pracę rozpocząłem, wyglądało, że to beznadziejne zrobić coś, czego nie było. Ale potem się uspakajałem i dalej robiłem, bo nie lubię niezakończonych prac. Cieszyłem się bardzo, że zdążyłem je ustawić przed Dniem Zmarłych. A w ogóle cały ten proces nad nimi trwał równo 3,5 lata — opowiada.

Za to teraz, kiedy otaczają dom, widok jest fascynujący. Każda rzeźba ma po dwa i pół metra. Przy tym stoi na metrowym postumencie…

— Nigdy nie byłem na Wyspie Wielkanocnej, marzę oczywiście o tym, ale te gigantyczne rzeźby w internecie oglądałem. Urzekły mnie swą tajemnicą, bo te posągi moai patrzące na ocean widzą chyba to, czego my, zwykli , nie widzimy… Zawsze interesowały mnie takie do końca nieodkryte tajemnice cywilizacji. Dlatego wzrok swoich rzeźb skierowałem na cmentarz, na świat już nieziemski…
Prawdopodobnie, jak mówią ludzie, którzy tu przyjeżdżają, niosą jakąś aurę. Ja tego ani potwierdzam, ani neguję, jestem zadowolony, że udało mi się zrobić coś nietypowego, ale do końca jeszcze niezakończonego — mówi z satysfakcją Šimanauskas.

Romas planuje ustawić analogiczne rzeźby z innej strony domu. Ale na to oczywiście potrzeby jest czas i potrzebne są pieniądze.

— Ile kosztowały? To mnie jako „rodzicielowi” bardzo trudno je ocenić. Bo czy rodzic może swoje dziecko ocenić, ile kosztuje? Więc i dla mnie jest niemożliwie obliczyć. Ale jeżeli tak bardzo pragmatycznie, to proszę, zajmiemy się matematyką. 3,5 lata pracy. Obliczmy to tak: 42 miesiące mnożymy na minimum 600 euro miesięcznie. Otrzymujemy 25 200 euro. Dodajemy jeszcze 7 000 euro i jest około 32 200 euro. No, a potem dzielimy na każdą rzeźbę — śmieje się gospodarz i dodaje: wszak ramki do obrazu Leonardo da Vinci były droższe niż wtedy oceniano obrazy… Kiedy zakończę? To trudne pytanie, bo zawsze tych dodatkowych pieniędzy na takie moje dziwactwa nie ma — żartuje Šimanauskas.

Romas to wielki filozof. Godzinami może mówić o poszukiwaniu swej drogi. Nie, nie twórczej, z tym jak zaznacza, było łatwiej, ale duchowej. Wiele lat sam dochodził do istoty tak ważnej dla każdego człowieka, jaką jest sens bycia na ziemi, co każdy może pożytecznego zrobić, by rzeczy materialne nie przesłoniły duchowych.

— Od dzieciństwa byłem dziwakiem — śmieje się rzeźbiarz. — Dlatego nie miałem najłatwiejszych relacji z kolegami, ale za to lubiłem spróbować wszystkiego, co można rozmontować, naprawić. Ale tak naprawdę pochłonęło mnie drewno, bo taką specjalność — obróbka drewna — zacząłem studiować w Szkole Sztuk Pięknych im. St. Zukasa w Kownie.

Potem były różne etapy w jego życiu. Osiem lat spędził w Norwegii, doskonale mu się powodziło, ale sprawy materialne nigdy nie były na pierwszym miejscu, dlatego wrócił na Litwę.

Fot. z archiwum Romasa Šimanauskasa

Rzeźby zrobione są z włókna szklanego Fot. z archiwum Romasa Šimanauskasa

Dziś trudno by było określić, kim faktycznie jest, bo rzeźbiarstwo to tylko jedna z dziedzin, jaką się interesuje i uprawia. To on w Mariampolu założył przed laty szkołę walki japońskiej aikido, bo jak mówi, aikido to nie tylko walka, to filozofia zmuszająca człowieka złe instynkty skierować na drogę harmonii, zgody.

Jak tylko ma okazję, wyjeżdża do miejsc magicznych do końca niezbadanych. Na przykład w ubiegłym roku był w Stonehenge (południowa Anglia), by obejrzeć tajemnicze kamienie. Wabi go oczywiście i Wyspa Wielkanocna i jest przekonany, że uda mu się ten wyjazd zrealizować.
Plany, plany… Tylko, jak dodaje, życie człowieka ma tak określone ramy. Dlatego stara się czas, jaki jest dany każdemu z nas, wykorzystać tak, by coś po sobie pozostawić. Bynajmniej nie rzeczy materialne.
Czy nie planuje zrobić jakiejś wyjątkowej pisanki?

— Nie, ten etap mam poza sobą. Teraz więcej uwagi zwracam na sprawę duchowego doskonalenia, swego, bliskich. I dlatego nie zwracam bynajmniej uwagi na stół świąteczny, a więcej na sedno tego tak ważnego dla nas wszystkich Święta Wielkanocy. Bo przecież to szczególny czas wspominania sensu i celu śmierci oraz Zmartwychwstania Jezusa Chrystusa, który ostatecznie pokonał śmierć.
I dlatego od tego dnia, my, jako niedoskonali ludzie, otrzymaliśmy łaskę poprzez naszą wiarę być usprawiedliwieni oraz stanąć przed naszym Stwórcą — Stwórcą Wszechświata.

— A jeżeli już dalej tę myśl rozszerzyć — snuje twórca, — to przecież dzięki Chrystusowi mamy możliwość szczodrze „jeść pokarm” z Drzewa Życia. I to jest największa radość świętowania tego dnia. W gronie rodziny, kiedy to odwiedzamy rodziców, kiedy siadamy wszyscy do stołu, by nacieszyć się radością obcowania.

WYSPA WIELKANOCNA

Położona na środku oceanu i oddalona od najbliższego zamieszkanego zakątka o prawie 2 tys. km wyspa kryje wiele tajemnic. Jej symbolem stały się wielkie kamienne posągi, których autorstwo przypisuje się czasem… kosmitom.
Wyspa Wielkanocna, inaczej Rapa Nui, należy do Chile od 1888 roku, a jej nazwa jest związana z pierwszym Europejczykiem, jaki tu dopłynął. Był nim Holender Jacob Roggeveen, a stało się to dokładnie w Wielkanoc A. D. 1722. Dlaczego to właśnie o tej samotnicy napisano setki książek i nadal budzi ona emocje i spory wśród uczonych?
Budzą emocje przede wszystkim ogromne rzeźby moai, na widok których w tym mikroskopijnym świecie oblanym wodami Pacyfiku cisną się na usta słowa: niemożliwe, niewiarygodne.

 

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.