0
Wystawa Piotra Ibiańskiego: Zwykłe — niezwykłe obrazy

Fot. Antanas Žitkauskas

Autor podczas otwarcia wystawy na tle swych obrazów Fot. Antanas Žitkauskas

W auli Wileńskiej Szkoły Muzycznej na Karolinkach na kilka prawie miesięcy rozgościła się ekspozycja znanego wileńskiego plastyka Piotra Ibiańskiego. Ekspozycja nieduża, wszak i nazwę nosi „Migawki twórczości”.

Ale jakże treściwa, jakże nastrojowa, zmuszająca każdego na te chociażby kilka chwil przenieść się do innego świata — świata malarstwa klasycznego, malarstwa akademickiego, wymagającego perfekcyjności i dokładności w tworzeniu.
I nieważne, czy to jest pejzaż wileński, czy surowej Syberii, gdzie plastyk spędził ponad dziesięć lat, czy też widoki Montrealu (kolejny okres życia), wszystkie te prace łączy jedna wspólna cecha — nastrojowość i precyzja mistrzowska.
Piotr Ibiański to zawodowiec i mimo że w dyplomie ukończenia Wileńskiego Instytutu Sztuk Pięknych (obecnie Akademia) widnieje: mozaika i fresk, tym niemniej obok przez całe jego życie jest malarstwo. Będące jak gdyby tym spoiwem relaksującym po tych tak trudnych pracach monumentalnych, jakie w ciągu swego życia stworzył oraz jakże pracochłonnym fresku.

Malarstwo było od dzieciństwa i dlatego jakże wymowny i znaczący jest fakt, że właśnie ta jego wystawa autorska ma miejsce w wileńskiej szkole muzycznej, że jest prezentowana przede wszystkim dla młodzieży.
Młodzież przyjemnie zadziwiła. Sala szczelnie wypełniona. Uczniów interesowało wszystko: od pierwszych chwil, kiedy plastyk sięgnął po pędzel, skąd bierze pomysły, przez dobór kolorów, mieszanie farb itd.
Piotr Ibiański umie słuchacza zainteresować. Wszak życie miał tak ciekawe, bogate i trudne. Dlatego dla zebranej młodzieży była to jednocześnie lekcja historii niedawnej, niezapomnianej, przeżytej przez utalentowanego człowieka, który udowodnił , że pozostać człowiekiem subtelnym, delikatnym, można nie zważając na bardzo trudne koleje losu. Wszak jako małe siedmioletnie dziecko wraz z rodzicami został wywieziony przez sowietów na ogołoconą lodem Igarkę, gdzie spędził ponad dziesięć lat.
Tu w tym miejscu dowiedzieliśmy się również, że pierwsze rysunki mały Piotrek narysował… węglem właśnie tam, na dalekiej Syberii, gdyż farb nie było. Tam też poznał swą pierwszą nauczycielkę rysunku Mirzę Kangarse z Łotwy, która wraz z mężem pastorem była również zesłana.

— W tym, że zacząłem rysować, na pewno jest wielka zasługa pani Mirzy. Dlatego dziś smutno żartuję, że Stalin planował wszystkich zniszczyć, w tym moją rodzinę i mnie, a zrobił dobrą przysługę — poznałem wspaniałego człowieka, która potrafiła mi miłość do sztuki zaszczepić. Dziś interesuje mnie akwarela i fresk, imałem się prac monumentalnych, pasjonuję się fotografią — powiedział podczas otwarcia prezentacji twórca. I dodał: „Potem na swej drodze życiowej spotkałem wielu wspaniałych nauczycieli, wielu wspaniałych ludzi, ale oczywiście sam bardzo dużo pracowałem. Przy tym tak się życie ułożyło, że ciężko fizycznie. Ale zawsze wykrajałem czas na to, bez czego nie umiem żyć, bez malarstwa — olejnego, akwareli.

A dorobek malarski Piotr Ibiański ma znaczny. Mieliśmy okazję część jego prac obejrzeć przed ponad rokiem, kiedy odwiedziliśmy jego mieszkanie szczelnie wypełnione obrazami. A gdzież jeszcze te znajdujące się w zbiorach państwowych, prywatnych, daruje je też dla przyjaciół, znajomych.

Zdjęcie na pamiątkę tej chwili: wśród bliskich, rodziny, przyjaciół Fot. Antanas Žitkauskas

Zdjęcie na pamiątkę tej chwili: wśród bliskich, rodziny, przyjaciół Fot. Antanas Žitkauskas

Jego obraz posiadają prezydent Valdas Adamkus oraz Czesław Miłosz, wszak, jak mówi autor, z Miłoszem są ziomkami — z tych samych stron kiejdańskich pochodzą.
O swych stronach nie zapominał nigdy. I nawet kiedy tyle lat pracował w Kanadzie, kiedy przyjeżdżał na Litwę, to organizował wystawę dla swych rodaków, jak to było np. w roku 2008. Wtedy to w Kiejdanach zorganizował swój pokaz pt. „Od Igarki do Montrealu”. Pokaz będący częścią jego życia, kroniką tych smutnych chwil i radosnych wydarzeń.
Do radosnych niewątpliwie należą takie chwile, jak ta, otwarcie kolejnej wystawy, którą jakby podarował na swoje 75-lecie.

„Nie, specjalnie nie przywiązuję znaczenia do dat, szczególnie swoich jubileuszy — mówi skromnie — ale, że tak się świetnie złożyło, że mam w tym czasie taki pokaz, na którym widzę tylu mi bliskich ludzi — rodzinę, dzieci, wnuków, przyjaciół, to oczywiście cieszy”.
Trudno wyszczególnić jakąś jedną pracę na tej wystawie, będącej hołdem miłości do swych stron. Swego miasta Wilna, gdzie tyle lat pracował jako wykładowca w Instytucie Sztuk Pięknych (obecna Akademia), gdzie mieszka z rodziną obecnie.
„Owszem, za granicą żyć wygodnie, bardziej dostatnio, ale jest zimniej dla człowieka, nie ma ciepła stron ojczystych. Dla mnie nawet deszcz tu inaczej pada, inaczej płatki śniegu na ziemię spadają” — mówi.
Jest bardzo romantyczny, bardzo delikatny. I takie są jego obrazy, w które wkłada swą duszę. Nieprzypadkowo powiedzieliśmy o deszczu, śniegu, szronie, bo takie chwile lubi szczególnie. I dlatego potem powstaje np. takie osnute w delikatnej mgle „Zarzecze”, subtelny obraz, od którego trudno wzrok oderwać. Co nie znaczy , że w jego pracach brak kolorystyki, ale nawet te jaskrawe kolory dachów wileńskich są ciepłe, niekrzyczące, takie wypieszczone, bo nowe obrazy czasami pieści miesiącami.

Na pytanie, ile potrzebuje czasu na namalowanie obrazu, uśmiechnął się i odpowiedział: „To najtrudniejsze pytanie, bo bardzo trudno określić — czasami kilka godzin wystarczy, innym razem i pół roku mało”.
Obecna na prezentacji żona żartobliwie dodała: „A czasami po całodziennym siedzeniu na przyrodzie ze szkicownikiem wraca nie tylko że z pustym, bo nic nie namalował, ale po prostu go… zapomniał. Wiadomo, człowiek twórczy i bardzo wymagający do swej twórczości”.
I ta precyzja jest widoczna w każdej pracy. Odpoczywa, kiedy maluje, sam najpierw przeżywa to piękno, które chce przelać na płótno. I dlatego jego obrazy są swoistym dziennikiem osobistym, pełnym subtelności, delikatności. Te widoki ulic rodzinnego miasta, placów, jak gdyby są nieco ukryte od postronnego oka, by nic nie zeszpeciło ich naturalnego piękna. Właśnie naturalnego, nie wymyślonego, wszak uprawia malarstwo klasyczne.
W ciągu swego życia stworzył wiele prac, które eksponowane były w wielu krajach: Polsce, na Łotwie, w Austrii, Kanadzie, no i oczywiście na Litwie.

Jest też autorem prac monumentalnych. Do takich można zaliczyć mozaikę „Drzewo” znajdującą się na frontonie gmachu Technikum Rolniczego w Łanczunowie. To mierzące 70 metrów kwadratowych dzieło jest jednym z największych na Litwie.
„Udało mi się z czasem w Montrealu i wystawę swych prac zorganizować, i główny ołtarz w kościele Matki Boskiej Ostrobramskiej wykonać, i sporo zwiedzić, bo zawsze byłem ciekaw świata” — powiedział nam podczas pierwszej znajomości twórca.
Zwiedził dokładnie Kanadę, Francję, Kubę, skąd oczywiście przywiózł mnóstwo utrwalonych widoków. Ale nigdy nie zapomniał o Wilnie, swych rodzinnych stronach niedaleko Kiejdan, nigdy nie zapomniał o swoich polskich korzeniach. Dziękując za możliwość zorganizowania prezentacji w murach tej szkoły dyrektor Aldona Skruibytė powiedziała:  „Że jest tu utalentowany człowiek, to każdy się przekona, jak prace obejrzy, ale że jest tak pracowity, to przekonaliśmy się w ciągu kilku minut, kiedy omawiając szczegóły wystawy plastyk dosłownie w ciągu kilku chwili narzucił na szkicowniku nasze portrety. Nie umie siedzieć bezczynnie, jest w stałym procesie twórczym. I tego mu życzyć trzeba na dalsze lata.”

Kwiaty od bliskich, krewnych, rodziny. Przepięknie wykonana piosenka od najstarszej wnuczki Pauliny, całusy od młodszych wnuków — Petrasa i Pauliny— czy to wszystko może nie cieszyć.
Zamiast posłowia: Jeszcze jedno zdanie z życia tego skromnego utalentowanego człowieka, które znalazłam szykując się do pisania relacji o wystawie. W rubryce Plastycy Litwy, którzy weszli do historii Litwy, znajduję również nazwisko: Petras Ibianskas, czyli Piotr Ibiański. I tytuły jego prac „Pejzaż. Zarzecze. 1973r.” oraz „Ulica Šiltadaržio 1980 r.”, które są chronione w najbardziej prestiżowej skarbnicy sztuki kraju — Litewskim Muzeum Narodowym.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.