0
Do Kretyngi, do hrabiego… na obiad!

krtinga

Muzeum rozlokowane w pałacu Tyszkiewiczów w Kretyndze na brak popularności narzekać nie może Fot. archiwum

Muzeum rozlokowane w pałacu Tyszkiewiczów w Kretyndze na brak popularności narzekać nie może. W ciągu roku ma średnio około 125 tysięcy zwiedzających.  
I co najważniejsze, liczba ta z roku na rok rośnie.
Rośnie zawdzięczając nowym ekspozycjom, które rozlokowały się w odrestaurowanych w latach 2010-2015 pomieszczeniach: domu ekonoma, wozowni, dołączony też został gmach dawnej wytwórni spirytusu, młyn wodny.
Kupując jeden bilet jest możliwość zwiedzenia 10 obiektów. Co prawda, bilet jest drogi, bo wynosi 5 euro. Dla porównania bilety w innych muzeach Litwy są tańsze: w Muzeum Bursztynu w Połądze — 2,40 euro, w stołecznym Pałacu Władców — 2,9 euro, w Kowieńskim Muzeum im. M. K. Čiurlionisa — 2 euro.
Emeryci, uczniowie, studenci, zarówno tu, jak we wszystkich innych muzeach Litwy, mają zniżki.

No, ale przecież człowiek nie każdy dzień do tejże Kretyngi przyjeżdża.
Od stolicy kawał drogi (314 kilometrów), ale jeżeli się jest na wybrzeżu bałtyckim to dosłownie krok (niespełna 10 kilometrów) i warto się wybrać, bo w tym muzeum można spędzić właściwie cały dzień.
Każdy z wymienionych gmachów tego zespołu pałacowego wart jest, aby go obejrzeć, bo mieszczą się tam bardzo ciekawe ekspozycje.
A co dopiero mówić o pałacu Tyszkiewiczów, który został zbudowanym w roku 1874 i w którym gospodarze mieszkali do 1944 roku. Jakież ciekawe wnętrza i jakże bogaty ogród zimowy.

Kto był w Kretyndze przed kilku laty, to w pierwszej chwili będzie zdumiony, gdy ujrzy, jakie zaszły zmiany w sierpniu roku ubiegłego.
A mianowicie: po wielkich bataliach muzealników został zburzony sowiecki „przylepek” — 5-kondygnacyjny gmach, który bardzo szpecił ogólny widok.
Łatwo powiedzieć „zburzony”, ale każdy, kto tu pracuje — od dyżurnych sal ekspozycyjnych i przewodników powie, jak zażartą walkę — przy tym proces sądowy — musiała stoczyć wieloletnia dyrektorka tej placówki Vida Kanapkienė, by ten relikt sowieckiego budownictwa no i polityki ówczesnej został usunięty. Więc znikł ten obiekt w końcu lata roku ubiegłego.
Przypomnijmy, że blok zbudowany w latach sowieckich z białej cegły sylikatowej zasłaniał widok na przepiękny park.
— Zburzenie, to był pierwszy etap, albowiem oczekuje nas w tym roku i w następnych latach wiele prac. Należy wzmocnić obrzeża stawu, przełożyć nowe dróżki dookoła pałacu, posadzić drzewa i kwiaty.
To na pierwszy ogień, bo w planie mamy odbudowanie werandy, która w roku 1925 została zdemontowana. Odbudujemy w postaci takiej, jaka była autentyczna przy Józefie Tyszkiewiczu. Mamy nadzieję, że będzie bardzo przyjemnym akcentem – mówi dyrektorka placówki.

„Weranda wiodła do Białej Sali, w której odbywały się bale i właśnie tu, na   pogawędkę, na lampkę wina i cygaro, obejrzenie pięknego krajobrazu wychodzili goście” — opowiada historyk tego muzeum Julius Kanarskas.

A w planach są wieczory muzyki dętej, aby spacerujący po parku mogli zachwycać się melodiami, które tak lubili Tyszkiewiczowie.

Dziś natomiast możemy się podziwiać stylowe wnętrze pałacu z przełomu XIX i XX wieku.
Bardzo ciekawe są dwie sala: Różowa i Biała. Eksponowane jest tu wyposażenie  wnętrz z tej epoki: meble, obrazy, rzeźby, portrety Tyszkiewiczów. Między innymi wystawiane są także zbiory archeologiczne, rzeźba w drewnie itd.
Oranżeria, czyli jak większość miejscowych ją nazywa Ogród Zimowy — to osobne miejsce do obejrzenia.
Przypałacową oranżerię zlikwidowaną w 1940 r. przez komunistów jako „pańską fanaberię”, ale odbudowano w 1987 roku — tworząc Salę Zimową. Mieści się w niej obecnie także popularna kawiarnia „Pas Grafą” („U Hrabiego”).
Pierwotnie główny korpus oranżerii miał kształt walca, o szkielecie drewnianym, w całości oszklony później zamieniony na metalowy.

Wysoki na trzy kondygnacje, przykryty został stożkowatym dachem. Wnętrze oranżerii, której parter został poszerzony poza obwód walca, było obszerne, mieściło trzy stawki, połączone kanałami, nad którymi przerzucono mostki. Nie zabrakło tam fontann, a nawet wodospadu, spadającego po skałach z wysokości jednego piętra. W sztucznych skałach wydrążono jaskinie i to tak duże, że w tej, w której niekiedy jadano podwieczorki, mogło zasiąść do stołu stu biesiadników. Rosło tu wiele egzotycznych roślin, takich jak agawy, araukarie, bananowce, drzewa cytrusowe, kaktusy, palmy daktylowe i olejowe. Podczas niedzielnych i świątecznych obiadów w oranżerii grała orkiestra złożona z czeskich muzyków. Czesi byli jednocześnie rzemieślnikami i zostali sprowadzeni do wykonywania prac stolarskich, ślusarskich czy rymarskich, ale angażując, stawiono warunek, że muszą być także utalentowani muzycznie.

Dziś w oranżerii orkiestry nie ma. Ale stawki połączone są ze sobą, a w nich pływają ryby, żółwie stanowiąc ogromną atrakcję dla dzieci. Oranżeria to przede wszystkim roślinność.
Na powierzchni 693,16 mkw rośnie 580 gatunków. Największą część stanowią pnącza, agawy, palmy, paprocie, bananowce, draceny oraz przedstawiciele gatunków  jedwabistych. W basenach, w których prym wiodą lilie, doskonale się zadomowiły japońskie karpie, a wśród kaktusów obejrzeć można jeden z najpiękniejszych kaktusów na świecie „Królowa nocy”.
Wśród tej roślinności doskonale się zadomowiła rodzina białych żółwi oraz kolorowe papużki.

No i jeszcze jedna atrakcja, która znajduje się w oranżerii — to kawiarnia „Pas Grafa”.
Oczywiście, że wstąpimy, wszak nie każdego dnia człowiek ma okazję zjeść obiad u hrabiego.
W dzień jest prawie pusta, ale za to podczas świąt stolik trzeba zawczasu zamawiać, bo spożycie potrawy w takiej bajecznej scenerii — w otoczeniu egzotycznych roślin — jest na pewno smaczniejszy. Obsługa jest bardzo dobra, a kuchnia wyśmienita. Wszelkiego rodzaju przekąski, pstrąg w białym winie, „Kaprys hrabiny” (pieczona pierś gęsia), stek hrabiego, pieczeń dzika — słowem do wyboru, do koloru.
No, ale wystarczy o kuchni. Wszak przed nami jeszcze tyle pałacowych obiektów do zwiedzenia.

Najpierw idziemy do domu ekonoma, który znajduje się po przeciwległej stronie ulicy. To duży kamienny budynek, który został zbudowany w roku 1868 i w którym obejrzeć można 13 stoisk, przedstawiających wiele dziedzin z życia końca XVII i drugiej połowy XX wieku.

Plany muzeum ma ogromne. Jak się dowiemy, ma być odnowienie i zagospodarowanie do potrzeb muzealnych wszystkich gmachów, w tym też ogromnego parku.

Kiedy hrabia Tyszkiewicz nabył pałac w Kretyndze, to nie było tu parku. Były tylko stare drzewa — pozostałość po hetmanie Chodkiewiczu.

Hrabia Józef sprowadził słynnego ogrodnika — Węgra Hajduka — by zaprojektował park pałacowy i dopilnował robót.
Słynny ogrodnik zabrał się do pracy. Teren nadawał się do założenia parku, ze względu na naturalne pofałdowanie i rzekę Okmianę oraz wpadający do niej malowniczy strumień. W parowie, wzdłuż trasy strumyka ustawiono trzy zapory wodne. Utworzono trzy stawy. Dwa zasilały turbinę wodną, a woda spływająca po sztucznych skałach tworzyła malowniczą kaskadę.
Trzeci, najwyżej położony staw, zasilał park, pałac i niektóre zabudowania gospodarcze.
Park składał się z trzech części. Ogród francuski znajdował się przed samym pałacem. Cztery duże kwadraty, czyli tzw. „gabinety”, otoczone były szpalerami strzyżonych lip. Każdy kwadrat ozdobiony został cementowym basenem z wodotryskiem, wypływającym z dużych kompozycji z brązu. Po rogach kwadratu na cokołach ustawiono mitologiczne rzeźby. Do parku włączono las ze wszystkimi polankami i dróżkami. Na tym terenie znajdowała się „bażantarnia” i wielkie ogrody warzywno-owocowe oraz liczne szklarnie, tzw. „cieplarnie”.

Dziś park zajmuje powierzchnię 23 hektarów.
Kiedyś było pięć fontann.
Dziś czynna jest tylko jedna. Znajduje się naprzeciwko pałacu. Odbudowana i uruchomiona była w roku 2009.
W parku między innymi zachowały się ponad stuletnie dęby, lipy, kasztany oraz drzewa innych gatunków. Są w nim romantyczne alejki, Kamień Miłości, a także kalendarz astronomiczny z zegarem słonecznym.

Ale wróćmy do pałacu i do naszej rozmowy z historykiem Juliusem Kanarskasem, który mówi:
„Mamy sporo niewykorzystanych zdjęć z archiwum osobistego hrabiów, gdyż Tyszkiewiczowie mieli swego fotografa i te zbiory wyeksponujemy w osobnej sali poświęconej historii miasta. Umieścimy tam również makietę z widokiem dawnego Placu Ratuszowego”.

Słowem prace w Kretyndze są prowadzone pełną parą. Bo nie jest to „martwe” muzeum, ale czynnie działająca placówka, która ma swoje tradycyjne święta, do których niewątpliwie należy zaliczyć Dni Pałacu, odbywające się już od osiemnastu lat.

Ale poświęćmy słów kilka samemu miasteczku, leżącemu nad rzeczką Okmianą.
Wszak jest jednym z najstarszych miast na Litwie. Według legendy, miał je założyć w IV wieku n. e. król Gotów — Armon — i zbudować tutaj zamek.
Nie ma jednak na to żadnych dowodów, natomiast zapiski historyczne z 1253 roku podają, iż w pierwszej połowie XIII wieku istniał tu zamek krzyżacki.

Pierwszym właścicielem Kretyngi był Jan Karol hr. Chodkiewicz, który został pochowany w podziemiach miejscowego kościoła. Potem Kretyngę przejęli Sapiehowie. Dalsze losy tego miasta były burzliwe i w ciągu lat zmieniali się właściciele.

Prawdopodobnie w 1860 roku od Aleksandra hr. Zubowa, nabył Kretyngę Józef hr. Tyszkiewicz-Łohojski. Nie było tam wówczas ani pałacu, ani nawet dworu. Zastał tam dwa nadające się do zamieszkania budynki murowane, które postanowił połączyć ze sobą właśnie oranżerią.

sodas

Oranżeria to przede wszystkim roślinność Fot. archiwum,

Wyjdźmy na spacer do miasteczka.
Po drodze obejrzymy dawny miejski młyn wodny z 1769 roku, w którym obecnie mieści się bar Malūnas.

W centrum znajduje się Plac Ratuszowy. Zabudowany był domami z XVII-XVIII w., pośrodku stał, aż do połowy XIX w. Ratusz, później cerkiew prawosławna.
Obecnie na tym placu znajduje się pomnik poświęcony 10-leciu niepodległej Litwy.
Do placu przylega neogotycki, ceglany kościół luterański zbudowany w latach 1896-99.
Najcenniejszymi zabytkami Kretyngi jest niewątpliwie klasztor franciszkanów i przylegający do niego kościół pod wezwaniem Boskiego Objawienia św. Dziewicy Maryi. Wewnątrz na ścianach portrety fundatorów: Zofii i Jana Karola Chodkiewiczów oraz mnichów-męczenników. Jest też sporo ładnych rzeźbionych dekoracji. Ponadto ołtarze, ambona ozdobiona 11 rzeźbami.
Oprócz klasztoru franciszkanów, klasztor sióstr franciszkanek – misjonarek,  które osiedliły się tu w roku 1991, zakładając własny klasztor. Mniszki Matki Teresy opiekują się miejscowymi staruszkami. Po nich pojawiły się, budując od 1998 roku również klasztor, klaryski. Jest też dom sióstr św. Franciszka Nieustannej Pomocy Przenajświętszej Dziewicy Maryi, w którym opiekują się one mieszkającymi z nimi zakonnicami – staruszkami.
Stara dawna Kretynga — mimo że liczba mieszkańców, jak i na całej Litwie maleje (emigracja) – tętni życiem. Ma dobre połączenie z Kłajpedą oraz innymi miastami Litwy, w tym też ze stolicą. A co najważniejsze bardzo dba o to, by dawne zabytki były pieczołowicie strzeżone i każdego roku wraz z nowym sezonem letnim czeka na gości. Bo mimo że muzeum jest czynne przez cały rok, praca tu uaktywnia się oczywiście latem, kiedy wczasowicze przyjeżdżają nad Bałtyk.

Leave a Reply

Your email address will not be published.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.