1
70 lat cichej i pokornej służby Bogu i ludziom siostry Ireny Kardis

 Siostra od Aniołów Irena Kardis wraz ze swoją siostrą Marią przed rodzinnym domem Fot. S. Rita Gvazdaitytė

Siostra od Aniołów Irena Kardis wraz ze swoją siostrą Marią przed rodzinnym domem Fot. S. Rita Gvazdaitytė

Niedaleko podwileńskich Bujwidz pomiędzy szerokimi łąkami otoczona lasami leży mała wioseczka Pryciuny. Tam od wielu lat był dom zakonny Sióstr Zgromadzenia od Aniołów. W Wilnie, a konkretnie w Kalwarii Wileńskiej, było ich jeszcze kilka.

9 czerwca 1945 roku w Domu Rekolekcyjnym w obliczu Boga i ówczesnego proboszcza już śp. Stanisława Miłkowskiego złożyła pierwsze śluby zakonne młoda Irena Kardis. Jej nowicjat przebiegał w Kalwarii, gdzie mieli 4 domy. Jedna posesja nazywała się „Klonówka” (dwa domy otoczone klonami), drugi dom o kilka metrów dalej nazywał się „Folwark”, a trzeci, jeszcze nieco dalej — „Górka” z figurą Matki Bożej, która do dziś stoi. Potem siostra Irena spędziła wiele lat w Pryciunach. Dziś też tam mieszka wraz z rodzoną siostrą Marią, która jest świecką osobą, tylko że już nie ma domu zakonnego i obie mieszkają w domu po rodzicach.

W pewnym momencie z asfaltowej drogi skręciliśmy na dość wąską piaszczystą dróżkę, która prowadziła do Pryciun. Cisza jak makiem zasiał, szumiał tylko po obu stronach las i słychać było trele ptaków. W szczerym polu, pośród dziewiczych łąk stał domek, wokół ogródek. Siostra Irena przed domem czekała na nas z piękną wiązanką jaśminu i tak się do nas odezwała: „Witam dostojnych gości tą skromną wiązanką kwiatów, które mają zapach nieba. Nie wiem, dlaczego, ale jestem przekonana, że w niebie musi jaśminem pachnieć i te kwiaty nazywam niebiańskimi”.
Gdy matka przełożona, która ze mną przyjechała, przedstawiła mnie, kim jestem, siostra Irena rzuciła się na szyję wołając: „Dziecko, przecież ja ciebie znam z Kalwarii, znałam twoich rodziców, a ty wtedy byłaś taka młodziutka i bardzo szczupła. Dziś już bym ciebie nie poznała, tak zmieniłaś się. Ja czytam też twoje artykuły, jak mi ktoś gazetę dowiezie”. Gdy weszliśmy do domu, zaczęła się cała seria wspomnień o mieszkających obok nas siostrach. Siostra Waleria zajmowała się ogrodami i zawsze częstowała sąsiadów pierwszymi pomidorami, siostra Zofia kosze jabłek ludziom rozdawała, a siostra Justyna była mistrzynią kuchni.

 Św. pamięci s. Wanda Boniszewska

Św. pamięci s. Wanda Boniszewska

W latach wojennych bywałam u sióstr często. Nie przelewało się wtedy nikomu i odżywiano się skromnie, ale tak smacznej zacierki, jaką gotowała siostra Justyna, nigdy nie jadłam. I choć rodzice gniewali się, to wyskakiwałam czasem do „Klonówki” na siostry zacierkę lub gryczane bliny. A w międzyczasie siostra jakiejś modlitewki, czy wierszyka nauczy. Była też siostra Marianna, Julianka, Irena i wiele z nich wracając z kościoła przystawało przy naszej bramce, by trochę porozmawiać. Siostry te raczej nie miały większego wykształcenia, ale promieniowała z nich zaiste anielska dobroć i prostota. Zajmowały się głównie ogrodami. Latem przyjmowały do siebie dzieci na wypoczynek (rzekomo z biednych rodzin), by potajemnie uczyć ich katechizmu i przygotowywać do Pierwszej Komunii. Niejedna z nich przypłaciła to więzieniem.
Jako zupełnie jeszcze małe dziecko — pamiętam jedną noc, jak podjechał „czornyj woron” i zatrzymał się pomiędzy naszą bramką i sióstr. Rodzice, wiedząc co to oznacza, zaczęli się modlić — do której bramki wejdą politruki. Poszli do sióstr i zaczęli je dosłownie wyciągać i pakować do samochodu, siostry strasznie płakały, sąsiedzi próbowali błagać, by im dano spokój. Nic nie pomogło. Były osądzone politycznie jako „wragi naroda” tylko dlatego, że znaleziono w ich domu literaturę katolicką.

Św. pamięci s. Helena Majewska

Św. pamięci s. Helena Majewska

Niewiele wtedy z tego rozumiałam, a i rodzice nie chcieli mi niczego tłumaczyć, tylko w domu zaczęli skrzętnie segregować książki i niektóre chować w stodole na strychu. Los katorgi nie ominął także i siostry Ireny. Przebyła 5 lat w Kazachstanie. Różne ciężkie prace wykonywała, najgorsze było to, że najbardziej doskwierał głód. Rano dawali chochlę zupy i łyżkę kaszy i tyleż samo wieczorem.
— Ale i tu miałam szczęście. W moim baraku była też jedna z naszych sióstr, Bronisława, która pracowała na plantacjach czerwonych arbuzów. Mogła nie tylko jeść, ile chciała, ale jeszcze i do baraku przynieść. A więc stale mnie podkarmiała arbuzami. Mało tego, nocą zakradała się do kuchni i gotowała z tych arbuzów wspaniałe powidła i nam przynosiła — mówi siostra Irena.

Ale to jeszcze nie wszystko. W kuchni przy zmywaniu naczyń pracowała pewna pani Janina z Wilna. Nie wiem jak, ale często umiała nam nieco jedzenia „skombinować” i po kryjomu przynosiła. A więc i pod tym względem siostry miały szczęście.
Powróćmy jednak do dnia dzisiejszego. Czym żyje i jak spędza czas siostra Irena? Żyje spokojnie zatopiona w modlitwie i wraz ze swoją siostrą Marią mają piękne ogrody: ziemniaki, różne warzywa, trochę kwiatków. I we wszystkim siostra widzi cuda Boże. Dobrze też pamięta siostry — Wandę Boniszewską i Helenę Majewską.

— To były anielskie osoby, ciche, pokorne i zawsze optymistyczne. Kiedy przełożoną była siostra Helena, to była nam lepsza niż matka — mówi.
Z wielkim sentymentem siostra Irena wspomina swego nauczyciela Józefa Koteckiego.
— W Pryciunach były cztery klasy, a on był nie tylko nauczycielem, ale w pewnym sensie ojcem duchownym, bo był bardzo pobożny i nas tego uczył — mówi siostra Irena.
Boże, było tyle wspomnień, śmiechu, uścisków i łez radości, że nie sposób tego wszystkiego tu opisać. Ale nie mogę też pominąć jednego momentu. Siostra Irena bardzo dobrze się czuła w klasztorze, ze wszystkimi siostrami żyła nie tylko w zgodzie, ale i w przyjaźni, tylko bardzo tęskniła za swoją mamą. Ówczesna matka przełożona nawet zaproponowała jej, żeby wobec tego wyszła z zakonu. Ale z zakonu wyjść nie potrafiła, bo tu czuła się najlepiej.
Powróćmy raz jeszcze do Pryciun. Pomimo że są trochę na odludziu, bo do najbliższego kościoła do Bujwidz mają 7 kilometrów, nie mają też sklepu, tylko raz w tygodniu przyjeżdża sklep objazdowy i niezbędne produkty można w nim kupić, to życie tu całkiem nie zamarło. Latem jest ludno i czasem bardzo ludno. Przyjeżdża młodzież, wycieczki z Polski itp. W Pryciunach stoi spora kapliczka jeszcze z pierwszej połowy XIX wieku, gdzie ludzie się często modlą. Od dobrych kilkunastu lat z Bujwidz do Pryciun 31 lipca zawsze idzie piesza pielgrzymka „Śladami Wandy Boniszewskiej”, a teraz i śladami Heleny Majewskiej do tej kapliczki, którą zawsze prowadzi obecny proboszcz Ryszard Peciun i przy kaplicy odprawia Mszę św. o rychłe wyniesienie tych obu sióstr na ołtarze. A ubiegłoroczny wrzesień dla siostry Ireny był wyjątkowy. Skończyła właśnie 90 lat, a bal był na 24 fajerki. Zjechały się siostry zakonne, rodzina, znajomi. Było chyba z 50 osób. Życzenia, kwiaty, gratulacje…
— Nie wiem, jak to się stało, ale tak się natańczyłam na te swoje urodziny i to natańczyłam się z młodzieżą, aż mi teraz wstyd, gdy to przypominam — mówi siostra Irena.
I przypomniała sobie wiersz, który na imieniny śp. ks. Czesława Barwickiego, który był w jej młodości w Kalwarii, nauczyła ją siostra Wanda Boniszewska i cały wiersz z pamięci nam zarecytowała.
„Gdybym była wielkim panem/Hrabią lub z baronów/Albo tureckim sułtanem/I wśród licznych miast i włości/Miała tak ze sto milionów/To bym ci we własnym domu/Sprawiłabym imieniny/O jakich nie marzyło się nikomu”.

 Przydrożna kapliczka w Pryciunach Fot. S. Rita Gvazdaitytė

Przydrożna kapliczka w Pryciunach Fot. S. Rita Gvazdaitytė

Gdy tak sobie po powrocie chciałam wszystko ułożyć w głowie, to w pewnym momencie uświadomiłam, że Bóg zupełnie inaczej ocenia ludzi niż my, wybiera czasem niezrozumiałe dla nas miejsca i sytuacje dla swojej działalności. Z pewnością niewiele osób wiedziałoby coś o Pryciunach, gdyby nie kandydatki na ołtarze Wanda Boniszewska i Helena Majewska, a kto wie, może też w przyszłości siostra Irena i kardynał Henryk Gulbinowicz, bo wszak się też z tych okolic wywodzi.
Za całokształt swojej cichej i niewidzialnej działalności przed paroma laty siostra Irena Kardis została nagrodzona przez ówczesnego prezydenta Polski Bronisława Komorowskiego Złotym Krzyżem Zasługi Rzeczpospolitej Polskiej. Było to dla niej ogromnym zaskoczeniem, ale i ogromną radością.
— Wie pani, to może trochę nie jest skromne, co teraz powiem, ale ta okolica chyba jest jakaś magiczna, ona po prostu zmusza, by człowiek był lepszy, ona ma coś w sobie z niebiańskiego uśmiechu — w międzyczasie dorzuca siostra Irena.
Oby tak rzeczywiście było i oby nadal tu panowała taka kojąca, pełna dobrych emocji atmosfera i wydawała nowych robotników żniwa, jak wspomniane siostry.

HISTORIA ZGROMADZENIA SIÓSTR OD ANIOŁÓW

Bezhabitowe Zgromadzenie Sióstr od Aniołów zostało założone w Wilnie przez ks. Wincentego Kluczyńskiego, przy współudziale Bronisławy Stankowicz w 1889 r. Zgromadzenie należy do wachlarza niehabitowych zgromadzeń, zakładanych w warunkach prześladowania Kościoła, których członkowie stanowili armię, której ponoć car rosyjski miał się więcej przestraszyć niż przegranej wojny z Japonią. Główną ideą towarzyszącą zakładaniu zgromadzenia było werbowanie i formowanie światłych niewiast, które bez zwracania na siebie uwagi będą pomagać kapłanom w ewangelizacji. „Idźcie, torujcie światu drogę do zbawienia. Idźcie…!” Ich praca miała polegać na aktywizowaniu świeckich do apostolstwa, działających w społeczeństwie na wzór sieci pajęczej. Idea apostolstwa we współpracy ze świeckimi okazała się prekursorska dla współczesnego charakteru pracy Kościoła.
Obecnie siostry są w Polsce, na Litwie, Białorusi, Ukrainie, w Rosji, Czechach, a także w 3 krajach afrykańskich: Rwandzie, Kongo i Kamerunie. Są zaangażowane w różnych profesjach, często na etatach państwowych jako pielęgniarki, lekarze, psychologowie, wychowawczynie, nauczycielki itp. Pracę z młodymi ludźmi, na rzecz przyszłości społeczeństwa i Kościoła traktują priorytetowo. Nieposiadanie habitu ułatwia im kontakt ze świeckimi, toteż nierzadko odgrywają rolę „łącznika” między zsekularyzowanym światem a Kościołem, wspierając Go z pozycji świeckich. Wzorem dla nich jest Jezus świadczący wszystkim dobro. Aniołowie są ich nauczycielami w służeniu Bogu i człowiekowi. Nazaret — szkołą życia ukrytego.

Jedna odpowiedź do 70 lat cichej i pokornej służby Bogu i ludziom siostry Ireny Kardis

  1. schlange mówi:

    współczesne ,,Siłaczki” … )))

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.