1
Upamiętniono Kruminis-Łozowskich — „Sprawiedliwych wśród Narodów Świata”

Rachela Varejes (trzecia od lewej) przy grobie swych przybranych rodziców Marii i Antoniego Kruminis-Łozowskich, „Sprawiedliwych wśród Narodów Świata” Fot. Anna Pieszko
image-78554

Rachela Varejes (trzecia od lewej) przy grobie swych przybranych rodziców Marii i Antoniego Kruminis-Łozowskich, „Sprawiedliwych wśród Narodów Świata” Fot. Anna Pieszko

Do niezwykłego spotkania doszło w niedzielę 26 czerwca w Jaszunach. Zjechali tu z różnych krańców Polski oraz Litwy krewni z rodziny Kruminis-Łozowskich oraz Rachela Varejes z rodziną, która przybyła tu z Izraela.

Rachela jako 3-letnia dziewczynka w 1941 r. w czasach okupacji niemieckiej została uratowana przez polską rodzinę z Jaszun. Na starym cmentarzu przy grobie jej opiekunów — Marii i Antoniego Kruminis-Łozowskich  — została odsłonięta tablica pamiątkowa „Sprawiedliwi wśród Narodów Świata”, które to odznaczenie zostało jaszunianom przyznane w 2005 r. przez izraelski Instytut Pamięci Narodowej Yad Vashem „w dowód uznania, że z narażeniem własnego życia ratowali Żydów prześladowanych w latach okupacji hitlerowskiej”.

— Spotkaliśmy się tutaj, ponieważ jesteśmy bardzo dumni z tych ludzi. Oni każdego dnia ryzykowali życiem, bo każdemu, kto przechowywał człowieka narodowości żydowskiej, groziła kara śmierci. Trzeba było mieć wielką odwagę, żeby zdobyć się na ratowanie życia ludzkiego w czasach, kiedy człowiek innej narodowości był skazany na śmierć i nie miał prawa żyć. Na tym terenie doświadczyli tego tysiące Żydów. Ale na szczęście ocalała mała dziewczynka, która znalazła naszego dziadka, a raczej on znalazł ją i Rachela (Haneczka) zachowała swoje życie. Dzięki temu może tu być dzisiaj z nami ze swoimi córkami i mężem — przemawiał inicjator oraz organizator spotkania gdynianin Marek Kruminis-Łozowski, wnuk śp. Marii i Antoniego.

 Marek Kruminis-Łozowski (od lewej) przy domu swych dziadków na stacji Jaszuny Fot. Anna Pieszko
image-78555

Marek Kruminis-Łozowski (od lewej) przy domu swych dziadków na stacji Jaszuny Fot. Anna Pieszko

Dzień obfitował w wiele wydarzeń, emocji i wspomnień. Spotkanie obu rodzin, które przybyły do Jaszun z Warszawy, Gdyni, Olsztyna, Sosnowca, Landwarowa i Izraela, zostało poprzedzone Mszą św. w kościele pw. św. Anny w Jaszunach w intencji zmarłych, następnie odsłonięto tablicę pamiątkową na grobie Marii i Antoniego Kruminis-Łozowskich. W lesie w Lenkiszkach nieopodal Jaszun przy zbiorowej mogile chwilą ciszy uczczono pamięć Żydów pomordowanych tu 25 września 1941 r., w tym przypuszczalnie — również matki Racheli, Estery Friedman. Kolejna część spotkania na zaproszenie kierownika Kazimierza Karpicza przeniosła się do dworku Balińskich w Jaszunach. Tu Marek Kruminis-Łozowski przedstawił prezentację dziejów rodziny utrwaloną na fotografiach z okresu ostatnich stu lat.

Historia małej dziewczynki Racheli Fridman zasługuje na osobną formę literacką. Jej ojciec Zalman Fridman był przed wojną redaktorem jednej z żydowskich gazet w Kownie wydawanej w jidysz. Przypuszczalnie zginął w pierwszej fali ludobójstwa Żydów w getcie kowieńskim w czerwcu 1941. Matka Chaja Ester Fridman z dwójką dzieci — 3-letnią Rachelą i jej starszym o 7 lat bratem Abrahamem — zdołała uciec. Kierując się z Kowna na południowy wschód trafiła aż do Jaszun. Ester Friedman w desperacji wepchnęła komuś dziewczynkę, starszy syn uciekł do lasu.

Tragiczny los nie ominął Ester Fridman, matki Racheli. Wysoce prawdopodobne jest, że zginęła ona w lesie w Lenkiszkach, miejscu masowego mordu dokonanego na Żydach przez służących Niemcom żołnierzy byłej armii litewskiej. Wszyscy zebrani udali się tego samego dnia do miejsca zbiorowej mogiły w lesie za Jaszunami. Kierownik dworku Kazimierz Karpicz przedstawił historię tego miejsca.
Jak mówił, Niemcy po ataku na ZSRR wykorzystały w swych celach żołnierzy z armii litewskiej. Rozlokowano ich po całej Litwie, by spełniali funkcje policyjne oraz wyłapywali Żydów. W ten sposób w Jaszunach w 1941 r. pojawiło się od 15 do 20 żołnierzy litewskich. Przez czerwiec, lipiec, do połowy sierpnia miejscowi Żydzi nie zdawali sobie sprawy z zagrożenia.

 Tabliczka pamięci została umieszczona tu przed kilku dniami Fot. Anna Pieszko
image-78556

Tabliczka pamięci została umieszczona tu przed kilku dniami Fot. Anna Pieszko

— W sierpniu wszystkich napiętnowano gwiazdami Dawida i od 1 września 1941 r. zaczęto ich zwozić do zdewastowanego w 1939 r. dworku Balińskich w Jaszunach. W końcu września w budynkach gospodarczych i w piwnicy dworku było ich już ogółem 575 osób, zwiezionych całych rodzinami z okolic Jaszun od Pirciupi aż do Miednik. Dzięki danym udostępnionym na stronie Instytutu Yad Vashem znane są nazwiska 270 osób spośród nich. Figuruje na niej również nazwisko Fridman z Kowna — opowiadał Kazimierz Karpicz.

W połowie września mężczyzn wypędzano na pole w Lenkiszkach (dziś rośnie tu las), gdzie rosły ziemniaki. Kazano im kopać dół, rzekomo do przechowywania kartofli. 25 września przyjechało 3 Niemców (żołnierz, kierowca i oficer) i obserwowali, jak litewscy pomocnicy likwidują Żydów. Strzelano początkowo po 10 osób, następnie po 15-20. Połowa drużyny strzelała, połowa konwojowała. Prób ucieczki i oporu nie było. Wieczorem egzekucja się skończyła. Pijani oprawcy kazali kilku miejscowym mieszkańcom zasypać doły piachem.
— Dokładna liczba ofiar jest znana z tzw. raportu standartenfuehrera Karla Jaegera, na 6 str. pod datą 25 września figuruje nazwa miejscowości Jaszuny. Z raportu wynika, że skazano tu na śmierć 575 Żydów: 215 mężczyzn, 229 kobiet, 131 żydowskich dzieci — mówił Kazimierz Karpicz.

Pola zarosły lasem. Na pocz. lat 60-tych rodzina Solecznickich uporządkowała i ogrodziła teren. Na kamiennym pomniku umieścili oględną tabliczkę w języku litewskim, taką, na jaką zezwoliły władze radzieckie: „W 1941 r. byli tu rozstrzelani mieszkańcy okolic Jaszun, w tym rodzina Solecznickich”. Pomniczek z gwiazdą Dawida pojawił się tu dopiero po odzyskaniu przez Litwę suwerenności. Przyjeżdżają tu dziś wycieczki uczniów i turystów na rozmowy o historii.

Jaki był dalszy los dzieci Ester Fridman? W pamięci 3,5-letniej Racheli odbił się bardzo wyraźnie obraz wysokiego postawnego pana w pięknym mundurze kolejarza. Zapytał u niej wtedy po polsku, czy zechce pójść z nim. Odpowiedziała, również po polsku (tego języka nauczyła ją w Kownie bona, która była Polką): „Tak, proszę pana”. „No, to teraz nie mów do mnie „pan”, tylko tatuś” — powiedział. Zamieszkali razem w dużym pięknym domu na stacji Jaszuny. Antoni Kruminis-Łozowski i jego żona Maria, para w wieku około 50 lat, mieszkali tu z czwórką własnych dorosłych dzieci: Józefem, Kazimierzem, Heleną i Aleksandrem. Zdecydowali zabrać błąkające się na stacji dziecko, choć byli pewni, że dziewczynka jest Żydówką. Dali jej polskie imię Anna. Oficjalnie zarejestrowano ją na wszelki wypadek jako nieślubną córkę syna Antoniego — Józefa — i pod przybranym imieniem Haneczki Czechowicz żyła aż do 1949 r. w rodzinie Kruminisów. Nie wolno jej było tylko samej wychodzić z domu i kontaktować się z innymi dziećmi.

 Rodziny Varejesów i Kruminis-Łozowskich oddały hołd przy zbiorowej mogile pomordowanych Żydów w lesie w Lenkiszkach Fot. Anna Pieszko
image-78557

Rodziny Varejesów i Kruminis-Łozowskich oddały hołd przy zbiorowej mogile pomordowanych Żydów w lesie w Lenkiszkach Fot. Anna Pieszko

Wzruszająca jest historia rozpoznania Racheli-Haneczki przez jej starszego brata Abrahama. W roku 1949 ten 16-17 letni chłopak szukał swej siostry. Zapukał pewnego razu do Kruminisów z pytaniem, czy jest tu może około 10-letnia dziewczynka.

— Dziadek Antoni rozumiał, że jest to delikatna sprawa, zaprosił go, żeby przyszedł kilka razy na herbatę, by dziewczynka mogła się oswoić. Po kolejnym pobycie dziadek powiedział jej: „Słuchaj, Haneczko, to jest twój brat”. Zdziwiła się. Abraham poprosił ją odsłonić kosmyk włosów. „Kiedyś uderzyłem cię łopatką, tam masz bliznę” — powiedział. Rzeczywiście, miała tę bliznę. Kolejnym razem poszedł na spacer i powiedział jej: „Chaja, ty jesteś Żydówką”. To był dla niej szok. Wcześniej została ochrzczona i przyjęła Komunię św. — opowiadał Marek Kruminis-Łozowski.

W 1950 r. znaleźli się krewni Racheli ze strony matki, Iliya i Hinda Szapira, którzy ją adoptowali. W Wilnie skończyła szkołę medyczną, wyszła za mąż za inżyniera budownictwa Miszę Varejesa, który pochodził z Telsz na północnym zachodzie Litwy. Pobrali się prawdopodobnie w 1959 r , w 1960 r. urodziła się starsza córka Ester. W 1972 r. wyjechała do Izraela, gdzie urodziła się druga córka, Rina. Rachela była w ciągłym kontakcie ze swymi wybawcami aż do 1972 r.

Rina, Ester, Rachela oraz Misza Varejes w dworku w Jaszunach Fot. Anna Pieszko
image-78558

Rina, Ester, Rachela oraz Misza Varejes w dworku w Jaszunach Fot. Anna Pieszko

Na niedzielnym rodzinnym spotkaniu wspomnieniom nie było końca. Jak opowiadał Marek Kruminis-Łozowski, dziadek Antoni od połowy lat 20-tych do 1939 r. był zawiadowcą odcinka kolejowego długości ok. 60 km od Porudaminy, Wołczun, Taraszyszek aż do Stasił. Nadzorował on stan techniczny drogi. Mieszkali najpierw za stacją, a od 1930 r. zbudował przepiękny dom w ramach tzw. planu „Miasto-ogród Jaszuny”. Kruminisowie byli bardzo związani z tym terenem, cieszyli się powszechnym szacunkiem. Kiedy wybuchła wojna, zostali w Jaszunach, choć mieli już dokumenty na repatriację do Polski. Babcia Maria Kruminis-Łozowska, która była spiritus movens pozostania na Wileńszczyźnie, sądziła, że być może historia inaczej się potoczy. Synowie Aleksander i Józef w 1945 roku wyjechali do Polski, założyli tam rodziny. Kazimierz ostatni raz przed wybuchem II Wojny Światowej był w rodzinnym domu wiosną 1939 r. Był żołnierzem w służbie meteorologicznej Morskiego Dywizjonu Lotniczego w Pucku. Walczył z Niemcami we wrześniu 1939 r. w obronie Półwyspu Helskiego. Dostał się do niewoli niemieckiej.
Po wojnie, już na stałe, pozostał w Polsce, w Gdyni. Dopiero po 17 latach, w roku 1956 mógł przyjechać do swojego rodzinnego domu w Jaszunach. Odwiedził rodziców i siostrę Helenę wraz ze swoimi synami.

Wnukowie z Polski w latach 60-70-tych przyjeżdżali stale do Jaszun do dziadków na wakacje. Sąsiedzi czekali, kiedy przyjadą „Polaki”. Wtedy się wyciągało opony, spotykało się na rogu ul. Rybackiej i Robotniczej i wesołą kompanią szło się kąpać nad Mereczankę.
Dom był jednym z najpiękniejszych na stacji w Jaszunach. Posiadał otwarty ganek z werandą, na której toczyło się całe życie rodzinne. Tam jedzono obiady, rozmawiano, kobiety śpiewały, młócono zboże cepami. Na górze były strychy, na których dzieciarnia lubiła szperać, gdyż była to okazja odnalezienia różnych cudnych rzeczy.

Chodzono do lasu po grzyby.
— Szło się na 5-10 minut i przynosiło się pełne kosze. Takich grzybów już nigdy nie spotkałem w Polsce. Grzyby rosły jak na perskich dywanach, w miękkim mchu, a po drugiej stronie rozciągały się rojsty, jak z powieści Konwickiego, które napawały uczuciem trwogi i tajemniczości — wspominał Marek Kruminis.

W rodzinie Varejes temat bolesnych przejść był wspominany niechętnie — dopiero młodsza córka Rina już po odbyciu służby w Armii Obrony Izraela doprowadziła do zgłoszenia danych o rodzinie Kruminisów do instytutu Yad Vashem.
7 marca 2005 r. Rada ds. Sprawiedliwych wśród Narodów Świata przy Instytucie Pamięci Narodowej Yad Vashem zdecydowała przyznać tytuł „Sprawiedliwych wśród Narodów Świata” Marii i Antoniemu Kruminis- Łozowskim.

Mała Rachela „Haneczka” z rodziną Kruminis-Łozowskich na ganku domu na stacji Jaszuny Fot. archiwum rodziny Kruminis-Łozowskich
image-78559

Mała Rachela „Haneczka” z rodziną Kruminis-Łozowskich na ganku domu na stacji Jaszuny Fot. archiwum rodziny Kruminis-Łozowskich

Potem w październiku 2011 rodzina Varejesów przyjechała do Jaszun. Szukali kontaktów do Kruminisów, zostawili własne numery telefonów.
— Chciałam odnaleźć dom Kruminisów, dowiedzieć się więcej o życiu mamy, zobaczyć to miejsce, gdzie wyrosła mama, gdzie się urodziłam sama — opowiadała starsza córka Ester, zamieszkała dziś w Izraelu, nauczycielka, mama 3 synów.
Przyjaciele z Jaszun przekazali kontakty. Marek Kruminis zatelefonował pod numer Riny Varejes, młodszej córki Rachel — „Haneczki”. Po drugiej stronie odebrano słuchawkę, Marek się przedstawił. Najpierw zapadła cisza. Potem był płacz i wielka radość.

Marek Kruminis-Łozowski od dawna nosił się z zamiarem przywiezienia do Jaszun tablicy upamiętniającej czyn dziadków. W tym roku zwołał całą rodzinę, zorganizował przyjazd rodziny Varejesów z Izraela, przywiózł z Trójmiasta pamiątkową tablicę „Maria i Antoni Kruminis-Łozowscy. Sprawiedliwi wśród narodów świata”. Medal ten odebrał w imieniu dziadków jeszcze w 2005 r. w Instytucie Yad Vashem. Będąc teraz w Jaszunach przypominał okoliczności odebrania tego odznaczenia. Odbyła się wtedy wielka uroczystość, panował podniosły nastrój, przybyło wielu bliskich. Był tam również członek rodziny Varejesów, Chaim, który zadał mu retoryczne pytanie: „Czy wiesz, co jest napisane na tym medalu?”

Powiedział, że nie zna hebrajskiego. Chaim odrzekł, że ten medal jest rodzajem Nagrody Nobla. Z tym, że Nagroda Nobla jest tylko Nagrodą Nobla, natomiast ten medal — to jest życie. Dodał jeszcze, że to odznaczenie Kruminisowie otrzymali nie od państwa Izrael, nie od Instytutu Yad Vashem. Mówił on, że medal dla Marii i Antoniego Kruminis-Łozowskich jest od narodu żydowskiego, opowiadał pan Marek.

— Co dla nas znaczy to spotkanie? To rodzina — bez zastanowienia mówi Rina Varejes, młodsza córka Rachel. — Mama nadal jest uważana za kuzynkę, utrzymuje bliskie stosunki, przyjeżdża do Polski. Żyje.

Jedna odpowiedź do Upamiętniono Kruminis-Łozowskich — „Sprawiedliwych wśród Narodów Świata”

  1. JM mówi:

    Trzeba otworzyć w Wilnie Muzeum Ratujących Żydów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.