17
Wileńskie ślady „Ostrej Bramy”

 Przez 1 dzień Wilno było polskie. Tylko tak długo nad miastem powiewała polska flaga, którą zawiesił na Baszcie Zamkowej (Giedymina) Artur Rychter „Zan” Fot. Marian Paluszkiewicz
image-78739

Przez 1 dzień Wilno było polskie. Tylko tak długo nad miastem powiewała polska flaga, którą zawiesił na Baszcie Zamkowej (Giedymina) Artur Rychter „Zan” Fot. Marian Paluszkiewicz

Próżno szukać pamiątkowych tablic w miejscach, gdzie Polacy walczyli o Wilno, nic więc dziwnego, że zarówno wielu mieszkańców, jak i polskich turystów przechodzi obok nich zupełnie obojętnie.
Tymczasem ślady Operacji „Ostra Brama” znaleźć można na trasie niejednej wycieczki.

Obszar najbardziej krwawych walk z lipca 1944 r. znajduje się dziś na południowo-wschodnich krańcach Wilna, w obrębie dzielnic Kolonia Wileńska i Nowa Wilejka. Oddziały Armii Krajowej ruszyły do ataku w nocy z 6 na 7 lipca 1944 roku. Zgodnie z planem natarcia miało to nastąpić od cmentarza na Rossie do Belmontu. Kierunki uderzenia wyznaczały miejscowości Lipówka, Hrybiszki, Góry i Kolonia Wileńska. Po przełamaniu obrony oddziały partyzanckie miały skoncentrować się na Placu Katedralnym.

W ciągu całej wojny kościół i klasztor jezuitów były najsilniejszym punktem oporu polskiego podziemia  Fot. Marian Paluszkiewicz
image-78740

W ciągu całej wojny kościół i klasztor jezuitów były najsilniejszym punktem oporu polskiego podziemia Fot. Marian Paluszkiewicz

Niemcy nie zamierzali jednak oddać miasta bez walki, mieli nad żołnierzami AK zdecydowaną przewagę liczebną, jednak najbardziej odczuwalna była przewaga w uzbrojeniu. Polacy znaleźli się pod ostrzałem nieprzyjacielskich dział i moździerzy. Z lotniska na Porubanku wystartowały samoloty, które zbombardowały akowców i ostrzelały ich ogniem z broni pokładowej.

Kolonia Wileńska – spotkanie z pociągiem pancernym.

W nocy z 6 na 7 lipca 8. Brygada z marszu zdobyła miejscowość Kolonia Wileńska. Niespodziewanie jednym z najbardziej krwawych miejsc podczas natarcia na Wilno okazało się przejście przez tory kolejowe. Naprzeciw partyzantom nadjechał pociąg pancerny wypełniony niemieckim wojskiem, doskonale wyposażony w broń maszynową. Ta ruchoma twierdza skutecznie zatrzymała natarcie. Pociąg stanął na stacji Kolonia Wileńska i ostrzeliwał wszystkich, którzy próbowali przejść przez tory.

Z pociągiem spotkała się również 3. Brygada. Tak wspominał walkę Olgierd Christa „Noc”: „W obrębie stacji, na stosunkowo małym odcinku, walczyło ze sobą łącznie 500 ludzi, przy użyciu broni ręcznej i granatów. (…) W 3 kompanii pada dowódca plutonu. (…) Pluton harcerzy traci dowódcę drużyny »Środę«. Straty w zabitych poniósł pluton CKM, gdzie zginął m. in. jego dowódca »Robak« (Władysław Masiulaniec) oraz dowódca drużyny 2. Plutonu 2 kompanii”.

Belmont – przeprawa przez Wilenkę.

Kluczowym punktem w ataku 3. Brygady był Francuski Młyn, czyli Belmont – obecnie jedno z najbardziej popularnym miejsc rekreacyjnych w okolicach Wilna. 72 lata temu tędy właśnie wiodła droga brygady porucznika Gracjana Fróga „Szczerbca” do Zarzecza, a następnie Traktem Batorego do Antokolu. Żołnierze AK obładowani bronią, musieli przeprawić się pod ostrzałem niemieckiej broni maszynowej przez rzekę. Przeprawę opisał „Brzoza”, dowódca 2. Kompanii:
„Wąską kładką przedostajemy się na drugi brzeg Wilenki. Niepokoi mnie coraz ostrzejsza strzelanina na lewym skrzydle. A może to 1. Kompania trafiła na Niemców? (…) Właśnie w tej chwili wahania dostaję ogień ze wzgórza, obramowującego dolinę od zachodu. (…) Teren zadrzewiony, dobry do ataku i obrony. Strzały na wzgórzu milkną – placówki nieprzyjaciela wycofały się. Tyraliera moich dwóch plutonów forsuje wzgórze”.

Zdobycie Ratusza.

W Wilnie walki toczyły się w zasadzie o każdy dom. Oddziały Garnizonu Wilno rozpoczęły działania 7 lipca przed południem. 9 lipca nad ranem oddziały polskie rozpoczęły przeprawę przez Wilię, a następnie kontynuowały natarcie w kierunku centrum miasta — ul. Wielkiej i Ratusza. Dotarły tam 10 lipca nad ranem po stoczeniu zaciekłych walk ulicznych. Zdobycie Ratusza było jednym z trudniejszych zadań. Żołnierze AK nieustannie ostrzeliwali z okien pobliskich domów Niemców, którzy jednak nie zamierzali ustąpić. Kapitulacja nastąpiła dopiero 12 lipca w godzinach porannych.

Subocz – zdobycie bunkra łączności.

Płk Aleksander Krzyżanowski „Wilk” został podstępnie aresztowany 17 lipca w kwaterze Czerniachowskiego, znajdującej się przy ul. Kościuszki 16 Fot. Marian Paluszkiewicz
image-78741

Płk Aleksander Krzyżanowski „Wilk” został podstępnie aresztowany 17 lipca w kwaterze Czerniachowskiego, znajdującej się przy ul. Kościuszki 16 Fot. Marian Paluszkiewicz

Ślady strzałów z broni maszynowej do dziś można zobaczyć na fragmentach przedwojennego muru przy ul. Bakszta. Tu żołnierze AK walczyli z wojskiem niemieckim o potężny bunkier łączności znajdujący się na ulicy Subocz. Kompania por. Wacława Korzeniowskiego „Andrzeja” przy wsparciu por. Wacława Pietkiewicza „Mocnego” zaatakowała bunkier wieczorem, 10 lipca. W nocy Niemcy opuścili bunkier, a stanowisko obrony przenieśli do Zakretu. W walce został ranny por. „Mocny”.
Zdobycie bunkra, który stanowił najsilniejszy węzeł niemieckiej obrony, było jednym z największych sukcesów AK podczas walk o Wilno.

Polska flaga na Baszcie Zamkowej (Giedymina).

Przez 1 dzień Wilno było polskie. Tylko tyle czasu nad miastem powiewała polska flaga, którą zawiesił na Baszcie Zamkowej Artur Rychter „Zan”.
O tym wyczynie opowiadał drugi uczestnik wyprawy, Jerzy Jensz „Krepdeszyn”:
„Rano 13 lipca otrzymałem rozkaz, by nie osłabiając stanowisk osłony Komendy przy ulicy Jakuba Jasińskiego, opanować basztę na Górze Zamkowej i tam zawiesić naszą, biało-czerwoną, polską narodową flagę. Wybrałem sześciu najlepiej uzbrojonych żołnierzy z drużyny kaprala »Zana«… Szliśmy w tym patrolu w dół Ludwisarską, za nami dopalały się kamienice ulicy Wileńskiej, a po prawej stronie od ulic: Świętojańskiej, Dominikańskiej, Niemieckiej oraz od utworzonego przez Niemców getta dla Żydów wznosiły się ciemne dymy palącego się miasta, przysłaniając czarną chmurą letnie poranne słońce”.

Dojście na szczyt nie było łatwe. „Zan” i „Krepdeszyn” musieli przedostać się nie tylko przez ostrzał niemiecki, ale także sprytnie unikać spotkań z Armią Czerwoną. Sowieci nie pozwolili jednak, by biało-czerwona flaga górowała nad miastem – szybko ja usunęli, wywieszając czerwoną flagę.

Antokol – kwatera gen. Czerniachowskiego.

Polacy nie mieli się jednak długo cieszyć zwycięstwem. Niezależnie od ich wysiłków i ofiar o losach Wilna zadecydowali już przywódcy wielkich mocarstw. Wilno miało być sowieckie, a w scenariuszu przygotowanym na konferencjach w Jałcie i Teheranie dla polskiej władzy na tych terenach nie było miejsca.

 Zdobycie bunkra u zbiegu ulic Bakszta i Subocz — było jednym z największych sukcesów AK podczas walk o Wilno  Fot. Marian Paluszkiewicz
image-78742

Zdobycie bunkra u zbiegu ulic Bakszta i Subocz — było jednym z największych sukcesów AK podczas walk o Wilno Fot. Marian Paluszkiewicz

O sowieckich zamiarach Polacy przekonali się już 17 lipca. Dzień wcześniej płk Krzyżanowski został zaproszony na spotkanie z dowódcą 3 Frontu Białoruskiego gen. Czerniachowskim. Odbyło się ono w kwaterze Czerniachowskiego, znajdującej się przy ul. Kościuszki 16, nieopodal kościoła pw. św. Piotra i Pawła. „Wilkowi” towarzyszył szef sztabu mjr. Teodor Cetys „Sław”.
Tak koniec polskich nadziei na porozumienie opisał por. Edmund Banasikowski „Jeż”: „»Wilk« ze »Sławem« usiedli na krzesłach stojących przed biurkiem. »Sław« trzymał w ręku teczkę z opracowaniem Orde de Bataille polskiej, planowanej dywizji. (…) I nagle stała się rzecz straszna, mrożąca krew w żyłach. Czerniachowski poderwawszy się z krzesła, silnym uniesionym głosem skandował: »Nikakowa dogawora nie budiet. Po poruczeni sowieckowo prawitelstwa ja was dołżen obiezorużit«.
»Eto nasza ziemla« – waląc pięścią w stół, krzyczał na całe gardło inny generał stojący w pobliżu”.

Z tego spotkania oficerowie nie wrócili do oddziałów. Inna grupa oficerów, omawiająca z oficerami sowieckim w miejscowości Bogusze szczegóły wyposażenia dywizji, również została aresztowana i osadzona w więzieniu w Wilnie. Następnego dnia sowieci przystąpili do rozbrajania oddziałów AK. Mimo prób wydostania się z okrążenia i przyjęcia walki w Puszczy Rudnickiej, większość polskich oddziałów złożyła broń lub rozwiązała się.

Tysiące żołnierzy osadzono w obozie w Miednikach, a wobec odmowy wstąpienia do podporządkowanej sowietom Armii Berlinga wywieziono wkrótce w głąb Związku Sowieckiego i przymusowo wcielono w szeregi Armii Czerwonej.

Kościół św. Kazimierza i klasztor jezuitów.

Nie sposób wymienić wszystkich miejsc związanych z walką Polaków o Wilno, gdyż toczyła się ona w zasadzie o każdy odcinek miasta. Wydaje się, że warto przy tej okazji wspomnieć jeszcze klasztor jezuitów — miejsce, w którym rozgrywały się decydujące wydarzenia w historii polskiego podziemia w ciągu całej wojny.

Już 28 grudnia 1939 r. w kolegium jezuickim przy kościele św. Kazimierza spotkali się przedstawiciele polskich organizacji konspiracyjnych i stronnictw politycznych. Zebrani zadecydowali, że wszystkie dotychczasowe organizacje zostaną podporządkowane powstającej strukturze wojewódzkiej — Służby Zwycięstwu Polsce, która wkrótce została przekształcona w Związek Walki Zbrojnej. Jednolite dowództwo wprowadzono w Wilnie wcześniej niż w innych rejonach, co w przyszłości zaowocowało siłą tutejszej Armii Krajowej.

Także w tym miejscu bracia Warakomscy – Romuald „Hilary” i Michał „Piotr”, z wykształcenia artyści plastycy rozpoczęli pracę w Komórce Legalizacyjnej, która zarówno w czasie niemieckiej okupacji, jak i sowieckiej produkowała fałszywe dokumenty, umożliwiając ukrywanie się członkom podziemia i ratując tysiące ludzi przed represjami.

W ciągu całej wojny kościół i klasztor jezuitów były najsilniejszym punktem oporu polskiego podziemia. Tu właśnie ukrywali się kolejni komendanci AK, tu znajdowały schronienie inne osoby zagrożone. Mimo wielokrotnych rewizji miejsce to nigdy nie zostało rozpracowane.

Na podstawie: Józef Krajewski, Wojenne dzieje Wilna 1939-1945; film: Operacja „Ostra Brama” — wileńskie ślady.

 

17 odpowiedzi to Wileńskie ślady „Ostrej Bramy”

  1. JM mówi:

    Czytanie harlekinów z historii Wilna, krajwskiego, skutkuje tym „pociągiem pancernym”…
    Swoją drogą to idioci nie dowódcy musieli zaplanować atak na miasto przez góry i bunkry Belmontu.

  2. JM mówi:

    „W ciągu całej wojny kościół i klasztor jezuitów były najsilniejszym punktem oporu polskiego podziemia. Tu właśnie ukrywali się kolejni komendanci AK, tu znajdowały schronienie inne osoby zagrożone. Mimo wielokrotnych rewizji miejsce to nigdy nie zostało rozpracowane”.
    Wyjątkowo głupie było to gestapo, Abwehra, NKWD, Smiersz ?
    Czy może poziom panny Ilony jest na poziomie bajkowym i powinna bardziej prowadzić rubrykę kulinarną ?

  3. SCM mówi:

    Głupi to jest troll podpisujący się jako „JM”. A nie pomyślałeś, że może na tyle sprytnie było wszystko zamaskowane, że mimo wieloktornych rewizji nic nie wykryto?
    Pamięta ktokolwiek, żeby osobnik „JM” napisał choć raz pozytywny komentarz o czymkolwiek? Ty musisz mieć strasznie przykre życie…

  4. JM mówi:

    Tak naiwne lemingi jak scm powinny czytać tylko Gówno Wartą, harlekiny i czerwony sztandar.
    Historia AK w Wilnie nie zasługuje na robienie takich czytanek dla idiotów. Była bardziej wyrazista i nie czarno – biała. Rozumienie faktów przerasta wielu idiotów. To rzecz naturalna.

  5. ts mówi:

    Spiec. sluzby nie drzemia.Na portalach Delfi zauwazylez te same ludzie od wieliu lat od 6 rano do 24 godz komentuja i oczarniaja kto inaczej mysli.Spac ida z komputerem i za to urzymuja nie male pieniazki.

  6. Ali mówi:

    Naiwne teorie spiskowe prezentuje JM snobujący na Józefa Mackiewicza ( jak same inicjały o tym świadczą). JM zdaje się sugerować, że Gestapo celowo pozwalało na funkcjonowanie wileńskiego sztabu AK, prawdopodobnie po to, aby zorganizował akcję „Ostra Brama”, a wcześniej wspomagał tworzenie oddziałów leśnych walczących także z Niemcami. W myśl tej koncepcji w Warszawie tamtejsze Gestapo w sposób przemyślany doprowadziło do wybuchu Powstania Warszawskiego, natomiast wcześniejsze aresztowanie generała Grota- Roweckiego spowodowane było niezadowoleniem Niemców z efektów jego pracy konspiracyjnej.
    Oczywiście można bronić takich koncepcji, ale nasuwa się proste pytanie, po co ? Gdyby wszystkie służby specjalne na świecie działały doskonale, nie byłoby skutecznych zamachów stanu, przewrotów, rewolucji itd. Znowu można twierdzić, że przewroty te były za każdym razem prze owe służby wywoływane, a co najmniej kontrolowane i tylko czasami wymykały się spod ich kontroli.
    Takie założenie prowadzi prosto do demonizacji służb i kreowania wizji rozwoju ludzkości opartego na spiskowej teorii dziejów. Jest ona niewątpliwie pociągająca, gdyż upraszcza wiele problemów, politykę czyni pozornie o wiele bardziej klarowną. Trzeba tylko przyjąć wstępnie jeden aksjomat : W służbach pracują sami geniusze, wszystko wiedzą, wszystko przewidują i nigdy się nie mylą. Chodzi oczywiście o służby działające na rzecz sprawujących władzę, nigdy zaś o służby organizacji podziemnych, gdyż tam pracują same niedorajdy, oszołomy i debile.

  7. JM mówi:

    Naiwny jest Ali snobujący na znawcę. Nie psy gepo było tutaj głównym rozgrywającym. Zatrzymałeś się swojej wiedzy na latach 80, czyli typowe dla peerelowca. Nie zrozumiesz tej gry bez nauki gry w szachy. Czytaj więcej aktualnych rzeczy, a nie koraba-żebryka i internet

  8. Ali mówi:

    Twoja odpowiedź jest żenująca. Zamiast polemizować merytorycznie uciekasz się do obraźliwych insynuacji. Skąd wiesz, co czytam, a czego nie czytam ? Lepiej podaj źródła swojej wiedzy tajemnej. Podaj nazwiska autorów, tytuły książek lub artykułów, wydawców, miejsca i lata wydań. Wówczas dopiero będzie można rzeczowo skonfrontować Twoje poglądy z moimi.
    Natomiast co do Twojej sugestii, że w czasie okupacji niemieckiej „głównym rozgrywającym” na Wileńszczyźnie był wywiad sowiecki, powiem tylko tyle, że masz mocno przerysowane mniemanie o omnipotencji tych służb. Sowieci, pomimo iż wysługiwali się w pracy wywiadowczej miejscowymi komunistami, wielu istotnych rzeczy o polskim podziemiu niepodległościowym nie wiedzieli, a na dodatek ich agenci bywali skutecznie eliminowani z gry przez służby kontrwywiadu AK, m.in. przez grupę „Cecylia”. Szerszą wiedzę na temat akowców zdobyli dopiero po ponownym zajęciu Wilna w roku 1944.

  9. JM mówi:

    Od edukacji ignorantów są szkoły, uczelnie i net. Więc szukaj skutecznie dalej. Głównym rozgrywającym był Berlin. Na tyle samobójczą politykę prowadząc nie tylko w Ostalndzie, ale na Wschodzie, że musiało się to skończyć tak jak się skończyło. Ale nie wymagajmy za wiele od narodowych socjalistów tak jak od od ich braci ideowych bolszewików. Jedna hołota z podobnie ograniczonym horyzontem. Niewiele czytasz i rozumiesz z tego co przeczytasz jak posługujesz się nadal językiem peerelowskim, czyli UB, na określanie służb informacyjnych AK. Może Okręg Wileński 44-48 to też MOWAK ?

  10. Ali mówi:

    Doprawdy nie wiem o co ci chodzi z tym rzekomo peerelowskim językiem. Grupa „Cecylia” była komórką kontrwywiadu Wileńskiego Okręgu AK utworzoną w celu zwalczania infiltracji komunistycznej i działała w latach 1943-1944 głównie na terenie miasta Wilna, chociaż nie tylko tam. Domyślam się, że nie masz o tym zielonego pojęcia, ale takie są fakty.Ogólnie jednak trudno jest rzeczowo dyskutować z takim doktrynerem jak ty, który zamiast podawać i analizować fakty posługuje się i wyświechtanymi frazesami oraz schematami myślowymi.
    Berlin rzeczywiście był w latach 1941-1944 głównym rozgrywającym na Wileńszczyźnie, ale to wcale nie znaczy, że wszystko wiedział i wszystko mógł. Nigdy tak się nie dzieje w okresie działań wojennych, gdyż przeciwnicy mają również swoje wpływy i swoje możliwości działania, chociażby nawet mniejsze niż główny rozgrywający.
    Co szkół i uczelni, to po analizie twoich wpisów na tym forum wnoszę, że wykształcenie zdobyłeś , jak na dzisiejsze standardy, raczej skromne. Widzę natomiast nabożną, niemalże religijną fascynację pisarstwem Józefa Mackiewicza. To trochę za mało, aby uważać siebie za mędrca i znawcę tematu.
    Na koniec : Poprawnie OMOWAK, a nie „MOWAK”.

  11. JM mówi:

    Masz takie samo pojęcie o „Cecylii” jak i MOWAK-u. Język peerelu oznacza język bezpieki. Nie istniała i pierwsza i drugie. Był kontrwywiad tylko i tylko Okręg Wileński. Albo aż tyle. Z racji wpisów wnoszą, że wiedzę masz iście peerelowską. Tyle w temacie uświadamiania gimbusów. Czytaj, zgłębiaj, ucz się, zanim zaczniesz cokolwiek popularyzować.

  12. Ali mówi:

    „Cecylia” była grupą kontrwywiadu Okręgu Wileńskiego AK w założeniu wyspecjalizowaną w zwalczaniu infiltracji komunistycznej, a nazwę wzięła od pseudonimu konspiracyjnego szefa komórki Mirosława Głębockiego, przedwojennego sędziego.
    OMOWAK to Ośrodek Mobilizacyjny Okręgu Wileńskiego Armii Krajowej. Powstał po odprawie ocalałych członków Sztabu Okręgu Wileńskiego, jaka odbyła się na przełomie sierpnia i września 1945 w Łodzi pod kierownictwem majora Antoniego Olechnowicza, ostatniego dowódcy tegoż Okręgu. Była to zatem struktura działająca po wojnie, już na terenach dzisiejszej Polski, ale złożona z żołnierzy Wileńskiego Okręgu AK ( m.in. partyzanci Szendzielarza „Łupaszki”).
    To tyle w temacie. Z językiem PRL ma to tyle wspólnego co twoja „erudycja” ze znajomością omawianych spraw. Co do twoich aroganckich napomnień odnośnie nauki powtórzę swoją diagnozę : Nie posiadasz gruntownego wykształcenia ogólnego, masz natomiast nadmiernie rozdęte ego. To widać po twoich wpisach. Takich mędrków często niestety spotyka się w dyskusjach internetowych. Cóż na to poradzić ?

  13. JM mówi:

    Wyjaśnienia z akt UB o „Cecylii” i MOWAK możesz popularyzować Pacanowie.

  14. Ali mówi:

    To już ostatni mój wpis w tej spawie. Nie dogadamy się. Zarówno grupa „Cecylia” jak i OMOWAK istniały naprawdę. Ubecy tego nie wymyślili. Poza materiałami ze śledztw UB istnieją jeszcze inne źródła, m.in. relacje członków rodzin skazanych, relacje niektórych członków tych organizacji, którzy byli poszukiwani przez UB, ale szczęśliwie nie zostali ujęci lub w ogóle nie zidentyfikowani, a nawet niektóre zbiory prywatne osób powiązanych z tymi organizacjami ( w przypadku „Cecylii” z komórką organizacyjną). Ludzie ci byli ( bo dzisiaj i ci w większości nie żyją) dumni z przynależności własnej bądź ich bliskich do rzeczonych organizacji, gdyż wbrew ohydnej propagandzie komunistycznej było z czego być dumnym. Wiem, że nie każdy miał możność poznania tych źródeł, ale one istniały ( istnieją).
    Natomiast co do języka UB, to przypuszczam, że w przypadku skrótowca „MOWAK” operujesz nieprawidłowym skrótem użytym przez esbeków w instrukcji ( planie operacyjnym) z roku 1962, dotyczącej inwigilacji środowisk wileńskich akowców. W ten niezamierzony sposób sam propagujesz „język bezpieki”.

  15. JM mówi:

    Relacje żon i córek w zakresie historii kontrwywiadu, każdego, mają taką wartość, jak prasa oficjalna i skróty „Cecylia” i MOWAK. Prawie żadną. Czasami we fragmentach do układanki ogólnej się przydają. The end.

  16. Ali mówi:

    Są także relacje samych członków kontrwywiadu. Pisałem o tym powyżej. No, ale gdy się bardzo chce, wszystko można zanegować.

  17. Zbee mówi:

    Przez parę godzin rano i po połudnuiu 13 lipca wisiały na maszcie baszty Góry Zamowej dwie flagi : polska i sowiecka. Były umocowane na poprzeczce. Sam widziałem z ul.Kościuszki. Po południu została ju tylko czerwona flaga – na jednym z ramion poprzeczki. Czyżby Krepdeszyn, może ktoś po nim powiewsił owe dwie flagi. Nikt o tym nie pisze,. a widziałem z całą pewnością; miałem wtedy 19 lat

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.