1
Potrójne przybrane szczęście w rodzinie Valiukasów

nnnn
image-78825

Duży dom czeka jeszcze na wykończenie, ale już jest wypełniony dziecięcym gwarem i zabawkami Fot. Anna Pieszko

Mały Matas przynosi kolorowy rysunek i ufnie tłumaczy: „To tata, to mama, to ja, to Ewelina i Rasa”. „A to pani!” — dodaje.

Tak to przypadkiem i ja trafiłam do namalowanego dziecięcego świata. Wszystkie buzie na rysunku są szeroko uśmiechnięte, pociągnięte pewną kreską. Mama zajmuje miejsce pośrodku, trzyma za ręce tatę i Matasa. Nie byłoby w tym obrazku niczego niezwykłego, gdyby nie to, że mama i tata są rodzicami przybranymi, a cała trójka dzieci została adoptowana.

— Z dziećmi jest zawsze ciekawie. Jakoś zawsze mnie lubiły, ze wzajemnością zresztą. Lubimy razem się bawić, wspólnie spędzać czas. Od zawsze kochałem dzieci, toteż zdecydowaliśmy z żoną, że odwiedzimy jakiś dom dziecka. Tak też i zrobiliśmy – opowiada tata Gediminas Valiukas.

Na początku była decyzja. Najtrudniejsza w całym procesie adopcyjnym. Trzeba było do niej dojrzeć, przemyśleć wszystkie argumenty za i przeciw, zapragnąć.
W końcu Gediminas i Swietłana Valiukasowie postanowili, że stworzą swój nowy świat, wypełniony sensem i treścią. Dzisiaj z poprzedzających decyzję o adopcji dawnych rozterek już się śmieją, gdyż po ostatecznym podjęciu postanowienia wszystko potoczyło się z górki.

nnnn
image-78826

Matas i Rasa — są rodzeństwem, a Swietłana z Gediminasem postanowili maluchów nie rozdzielać Fot. Anna Pieszko

Pierwsze kroki skierowali do służby ochrony praw dziecka przy samorządzie rejonu solecznickiego. Po załatwieniu wstępnych formalności rodzina została w Wilnie wciągnięta do rejestru rodzin oczekujących na dziecko.
Nawet chodzenia po urzędach i składania papierów nie było za wiele. Wystarczyło napisać podanie, zaliczyć badania lekarskie, ukończyć kurs rodziców. Potrzeba było tylko czasu, zanim zapadły wszystkie decyzje, spełnione zostały wszystkie formalności.
Jak żartuje Swietłana, czas oczekiwania na dopełnienie prawnej adopcji dziecka trwa w przybliżeniu tyle, co ciąża – średnio około 9 miesięcy. A i urzędnicy są życzliwi, pomagają chętnie w dopełnianiu formalności. Następnie przysyła się rodzinie pisemne oferty z charakterystyką dzieci adopcyjnych. Wystarczy wybrać.

— Kiedy przed pięcioma laty zobaczyłam w papierach zdjęcie Ewelinki – już wtedy wiedziałam, że to moje dziecko. Dziś nie wyobrażam sobie, że mogło być inaczej. Znajomi mówią nawet, że jest podobna do taty – opowiada Swietłana.

Na początku procesu adopcyjnego można dziecko zabierać do domu na jakiś określony czas. Jest to okazja, by się nawzajem przyjrzeć, oswoić. Dzięki temu dzieci po jakimś czasie czują się zadomowione. Swietłana przyznaje, że naprawdę przydatne były szkolenia dla rodziców. Zapamiętała m. in., że nie wolno dzieciom adoptowanym pobłażać ani litować się nad nimi. Należy je traktować normalnie, tak jak własne dzieci, czyli ustalać normy i granice, których przekroczyć nie wolno, konsekwentnie wymagać. Najtrudniejszy był pierwszy rok, kiedy wszyscy oswajali się z nową sytuacją.

— Kiedy Ewelinka po raz pierwszy przekroczyła próg naszego domu, jej pierwszym pytaniem było: „Czy teraz już wszystko mi wolno?”. Odpowiedziałam, że będzie tak, jak trzeba. Myślała, że wszystkie zasady zostawiła w przeszłości, w domu dziecka. Musiała uznać prawidła panujące w domu. Dzisiaj wie, że ma swoje obowiązki, bardzo pomaga mi w domu – mówi Swietłana.

Dzisiaj Ewelinka ma 11 lat, jest prawdziwą prawą rączką mamy. Potrafi przyrządzić obiad, usmażyć kotlety albo pączki, posprzątać, pomóc przy młodszym rodzeństwie. Jest uzdolniona artystycznie, niezwykle wrażliwa, czuła na czyjąś krzywdę. Jest otwarta i miła.

Jak mówią państwo Valiukasowie, specjalnie nie planowali, że adoptują kilkoro dzieci. Tak to się jakoś potoczyło samo. Doszli do wniosku, że Ewelinka musi mieć rodzeństwo, zwłaszcza że córka zaczęła napomykać, że dobrze by było mieć brata albo siostrę. Zapamiętali też dobrze widok tych wszystkich dzieci z domu dziecka, które z nadzieją patrzą na przyjeżdżających dorosłych, nazywają ich od razu mamą i tatą i czepiają się rąk i nóg, nie chcąc puścić.

Przed kilkoma miesiącami udali się do domu dziecka po raz drugi. Takim sposobem przybrana córka dostała od razu i brata, i siostrę, gdyż kolejne adoptowane dzieci – 5-letni Matas i 6-letnia Rasa — są rodzeństwem, a Swietłana z Gediminasem postanowili maluchów nie rozdzielać. Najtrudniejszy okres adaptacji w rodzinie mają już za sobą. Oczywiście, że bywa różnie. Bywają nieposłuszne, ale to tak jak u wszystkich dzieci – badają granice tego, co jest dozwolone.

Malutka Rasa dopiero oswaja się z nową dla niej sytuacją, a na to potrzeba czasu.
— Adaptacja dziecka w rodzini

Fot. autorka i archiwum rodzinne
image-78827

Rodzinka ma już swoje ustalone tradycje i rytuały, które porządkują świat, zapewniają stabilność i bezpieczeństwo Fot. archiwum rodzinne

e trwa około roku. Jest jeszcze trochę jakby wycofana, zamknięta w sobie, ale mimo to lubi skupiać uwagę na sobie. Ma zamiłowanie do porządku, przed pójściem spać zawsze posprząta swój pokój. Jest uzdolniona muzycznie, lubi śpiewać, tańczyć. Zna już literki i cyferki, ładnie deklamuje – opowiada mama.

Matas, odwrotnie, jak to chłopak, sprzątać nie lubi, ale rośnie na małego dżentelmena. Potrafi powiedzieć komplement, przepuści w drzwiach mamę przodem. Poza tym jest otwarty, ufny, kontaktowy. Lubi się przytulać.

Rodzinka ma już swoje ustalone tradycje i rytuały, które porządkują świat, zapewniają stabilność i bezpieczeństwo. Co niedziela wszyscy udają się na Mszę św. do kościoła, co wieczór musi być książeczka do poduszki. Jak jest czas, to starają się gdzieś wyruszyć na wycieczkę.

rep-dzieci5
image-78828

Doszli do wniosku, że Ewelinka musi mieć rodzeństwo, zwłaszcza że córka zaczęła napomykać, że dobrze by było mieć brata albo siostrę Fot. archiwum rodzinne

Swietłana pracuje w szkole nauczycielką. Gediminas pracuje niemalże na okrągło: na dwóch pracach w dwie zmiany. Duży dom czeka jeszcze na wykończenie, ale już jest wypełniony dziecięcym gwarem i zabawkami. Z trójką dzieci na początku było trudno, zanim wszystko się ustatkowało, teraz jest dużo łatwiej. Na szczęście dzieci są w miarę samodzielne. Wychowankowie domu dziecka tacy już są.

Ewelinka od początku była niezwykle dojrzała. Mimo swoich pięciu lat, zadała swej przyszłej mamie bardzo poważne pytanie: „Ar jūs mane įvaikinsit?” („Czy mnie adoptujecie?”).

— Pamiętam, że byłam trochę zaskoczona. Ale Ewelinka tak już miała – zawsze była trochę ponad wiek dojrzalsza. Kiedy przyjechała do nas z domu dziecka, zupełnie nie znała języka polskiego. Bardzo szybko przyswoiła sobie ten język, słyszała go w przedszkolu, w domu, gdyż w domu rozmawia się po polsku. Będąc już w zerówce, powiedziała wychowawczyni, że nie chce rozmawiać po litewsku, gdyż nie podoba jej się ten język. Widocznie litewski kojarzył się jej z domem dziecka, wypierała go podświadomie, zapomniała nawet wyrazów i końcówek, tak, że w szkole musiała go uczyć się od nowa – opowiadała Swietłana.

To dlatego teraz z Matasem i Rasą rozmawia również po litewsku – żeby nie zapomniały języka. Kiedy młodsze dzieci przyjechały z domu dziecka, zapytały: „Kokia jūs kalba kalbat?”. Ale bardzo szybko nauczyły się polskiego i rosyjskiego, rozmawiają po polsku w przedszkolu, rosyjski słyszą w podwórku. O domu dziecka chciałyby już zapomnieć.

Jeszcze zanim trwał proces adopcji Matasa i Rasy, Ewelinka dowiedziała się, że ma w tym samym domu dziecka rodzoną siostrzyczkę Vaivę, która niebawem będzie miała 3 latka. Rodzina już rozpoczęła starania o adopcję czwartego dziecka. Swietłana i Gediminas nie mieli żadnych wątpliwości, choć dyrektor domu dziecka proponowała dobrze zastanowić się nad podjęciem decyzji i wstrzymać adopcję Matasa i Rasy.
— Nie mogliśmy tych dzieci odrzucić po raz drugi. Są nasze. Podobnie jak Vaiva. Odwiedzamy ją teraz stale wszyscy razem. Pamiętam dobrze, jak na pierwszym spotkaniu dziewczynka uczepiła się ręki Eweliny i nie chciała jej puścić. Czuję, wiem, że to jest kolejne nasze dziecko. Zdaję sobie sprawę z tego, że będzie trudno, ale nie możemy inaczej. Niezadługo odbędzie się posiedzenie sądu, na którym musi zapaść postanowienie o przyznaniu nam praw do opieki nad tym dzieckiem. Mamy nadzieję, że wkrótce będzie nas więcej… — mówi Swietłana.

WARUNKI DO OPIEKI LUB ADOPCJI DZIECI

Zmiany w systemie opieki nad dziećmi zainicjowane przez prezydent RL Dalię Grybauskaitė zakładają przejście do nieinstytucjonalnej opieki nad dziećmi: umieszczanie dzieci w rodzinach zastępczych lub adopcję.
Adoptować dzieci mogą odpowiednio przygotowane pełnoletnie osoby obu płci w wieku do 50 lat. W drodze wyjątku sąd może przyznać prawo do adopcji dziecka także osobom starszym lub nie będącym w związku małżeńskim.
Opiekunem może zostać osoba w wieku od 21 do 65 lat, niekoniecznie będąca w związku małżeńskim. Podstawowym warunkiem jest zapewnienie odpowiednich warunków do rozwoju i wychowania dziecka. Bliskim krewnym dziecka (dziadkom, braciom i siostrom) prawo do opieki nad dzieckiem ze względu na wiek opiekuna nie jest ograniczane (opiekować się bliskim krewnym może też osoba poniżej 21 lat).

 

Jedna odpowiedź do Potrójne przybrane szczęście w rodzinie Valiukasów

  1. Kris mówi:

    Dzieci podświadomie czują że ta nowolitevska kalba to sztuczny twór bez duszy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.