2
Pieszo z Suwałk do Ostrej Bramy

Apel pamięci w Koniuchach, gdzie w styczniu 1944 r. grupa sowieckich partyzantów zamordowała co najmniej 38 Polaków Fot. Anna Mroczek

Apel pamięci w Koniuchach, gdzie w styczniu 1944 r. grupa sowieckich partyzantów zamordowała co najmniej 38 Polaków Fot. Anna Mroczek

Uczestnicy XXVI Międzynarodowej Pieszej Pielgrzymki z Suwałk do Wilna dziś już pożegnają się z Ostrą Bramą. „W tym roku pielgrzymowanie było naszym przygotowaniem do Światowych Dni Młodzieży w Krakowie” – podkreśla salezjanin ks. Tomasz Pełszyk.
 
W tym roku pielgrzymi wyruszyli 15 lipca, a więc nieco wcześniej niż w poprzednich latach. W pielgrzymce wzięło udział ok. 630 osób. „To nieco mniej niż zwykle, prawdopodobnie ze względu na Światowe Dni Młodzież – wyjaśniał w rozmowie z »Kurierem« kierownik pielgrzymki ks. Tomasz Pełszyk. — Wyraźnie widać także, że wśród uczestników jest mniej młodzieży”.

Uczestnictwo w pielgrzymce nie musi jednak oznaczać rezygnacji z wyjazdu do Krakowa. Organizatorzy zadbali o to, by wydarzenia udało się połączyć. „Traktujemy pielgrzymkę, jako rekolekcje w drodze przygotowujące do Światowych Dni Młodzieży – mówi przewodnik. – Jest to pewne wyzwanie, zwłaszcza ze względu na organizację powrotu do Polski. Część uczestników, ja zresztą również, w zasadzie prosto z Wilna jedzie do Krakowa”.

Między uczestnikami pielgrzymki a mieszkańcami Wileńszczyzny rodzą się swego rodzaju przyjaźnie. Ludzie czekają na pielgrzymów, mówią, że potrzebują tego świadectwa wiary. Pielgrzymi również potrzebują tych spotkań. Jak mówią, to wspaniała wymiana doświadczeń.

Pielgrzymka w Roku Miłosierdzia nie mogłaby się odbyć bez konkretnych dzieł miłosierdzia. W tym roku pielgrzymi postanowili wesprzeć Hospicjum bł. ks. Michała Sopoćki. Udało im się zebrać prawie 16 tys. zł. Kierownik pielgrzymki podkreśla, że nie jest to jakaś wyjątkowa akcja.

Mieszkańcy Wileńszczyzny czekają na spotkania z pielgrzymami i przeżywają je z ogromnym wzruszeniem Fot. Anna Mroczek

Mieszkańcy Wileńszczyzny czekają na spotkania z pielgrzymami i przeżywają je z ogromnym wzruszeniem Fot. Anna Mroczek

– Pielgrzymka obfituje w tego rodzaju wydarzenia. Największa zbiórka odbyła się właśnie na hospicjum, ale po drodze wspieramy osoby chore czy potrzebujące, niektóre z nich znamy od lat. – mówi ks. Tomasz Pełszyk. – Staramy się, by ta pielgrzymka nie była tylko przemarszem, ale by pozostawiła jakiś trwały ślad. Dlatego oprócz zebranych pieniędzy przekazaliśmy hospicjum figurkę Matki Bożej Wspomożycieli Wiernych. Tych figurek pozostawionych przez nas na Wileńszczyźnie jest już ponad 20.

O tym, że pielgrzymka jest niezwykłym wydarzeniem, są przekonani przede wszystkim sami uczestnicy.
Donata Czulak zdecydowała się na wyruszenie z suwalską pielgrzymka po raz pierwszy.
„Słyszałam o tej pielgrzymce już dawno – opowiada. — Dwa lata temu byłam na drodze św. Jakuba i zaznałam doświadczenia pielgrzymowania. Chciałam, zobaczyć, czym jest pielgrzymowanie w tradycyjnej, zorganizowanej polskiej grupie”.

Jak mówi, za wyborem właśnie pielgrzymki suwalskiej przemówiły przede wszystkim rodzinne sentymenty.

– Moja mama pochodzi z Głębokiego. Dziś jest to Białoruś, ale dla mojej mamy zawsze pozostała to Wileńszczyzna, z którą jest tak silnie związana, że prosiła nawet, żeby na jej nagrobku znalazł się napis, że jest z Ziemi Wileńskiej – opowiada Donata Czulak.

Rodzina jej mamy opuściła Wileńszczyznę w tragicznych okolicznościach. Na początku wojny została wywieziona do Kazachstanu. Nigdy nie powrócili już na Wileńszczyzną. Z Kazachstanu wyjechali już po wojnie, do Polski — w nowych granicach.

„Polacy na Wileńszczyźnie mają bardzo otwarte serca i domy – podkreśla Donata. — Te spotkania są jednym z najsilniejszych przeżyć podczas pielgrzymki. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, że polskość jest tu tak żywa”.

„Pielgrzymuję z Ostrej Bramy do Ostrej Bramy – mówi Zygmunt Sabat ze Skarżyska Kamiennej, gdzie pochodzący z Wilna bp Materski zbudował wierną kopię kaplicy ostrobramskiej. – To moja szósta Pielgrzymka do Wilna. Po raz pierwszy zdecydowałem się, gdy wygrałem w czasie jednego z konkursów turystycznych namiot. Wcześniej myślałem o pielgrzymowaniu, ale właśnie brak namiotu było przeszkodą. Niby koszt niewielki, ale jednak… Po tym, jak wygrałem brakujący sprzęt, nie było już wytłumaczenia”.

Zygmunt Sabat ma 75 lat, ale pozostaje nadal bardzo aktywny: „Dużo jeżdżę rowerem. Po pielgrzymce jadę do Skarżyska Kamiennej rowerem, potem dwa dni przerwy i kolejna pielgrzymka, tym razem do Częstochowy”.

Pielgrzymowanie jest dla wielu rodzinną tradycją.
W tym roku najmłodszy z uczestników miał półtora roku. Drogę znosił świetnie, natomiast jego rodzice mieli zdecydowanie więcej pracy. Musieli iść razem z pielgrzymami, a na postojach biegać za dzieckiem. Takie rodzinne pielgrzymowanie nie jest wcale wyjątkiem.

„Czternaście lat temu zabrałam na pielgrzymkę do Częstochowy moją córkę, która miała wówczas 2 latka – mówi Wioletta z Boblic. — Myślałam wówczas, że to będzie moja ostatnia pielgrzymka. Chciałam uroczyście się pożegnać, wydawało mi się, że rodzina i pielgrzymowanie są nie do pogodzenia. Okazało się jednak, że moja córka świetnie się spisała i od tamtej pory pielgrzymowałyśmy razem”.

W tym roku po raz pierwszy wyruszyły oddzielnie.

„Ja zdecydowałam się na pielgrzymkę do Ostrej Bramy, a moja córka pielgrzymuje do Częstochowy” – mówi Wioletta.
Czy kiedyś chciały zrezygnować?

„Oczywiście, co roku mówię, że to już ostatnia pielgrzymka. A potem przychodzą wakacje, pakuje plecak i wyruszam w drogę” – śmieje się Wioletta.

Anna Mroczek powróciła na szlak pielgrzymkowy po długiej przerwie.
„Na Pielgrzymce Suwalskiej byłam ostatnio 15 lat temu – opowiada. — Zadziwiały mnie w tym roku dwie rzeczy. Pierwsza to, jak bardzo zmieniła się Wileńszczyzna. Prawie każda miejscowość, przez którą przechodziliśmy, ma jakiś nowy ośrodek, dom kultury czy wyremontowaną szkołę. Druga – to że ludzie pozostają tak samo serdeczni, jak zawsze, że spotkania z pielgrzymami się im nie znudziły, że nadal na nie czekają i przeżywają z ogromnym wzruszeniem”.

„Przyjmujemy pielgrzymów już od wielu lat – mówi dyrektor Gimnazjum im. Św. Rafała Kalinowskiego w Niemieżu Zbigniew Maciejewski. — Była, co prawda, pewna przerwa, gdyż Pielgrzymka Suwalska omijała Niemież. W tym roku zatrzymali się u nas na dłużej, z czego bardzo się cieszę”.

Dyrektor podkreśla, że, mimo iż grupy pielgrzymkowe są dosyć liczne, nigdy podczas pobytu pielgrzymów nie było żadnych problemów.
„Pielgrzymka jest świetnie zorganizowana, zawsze wszystko zostaje w najwyższym porządku. Zresztą nie tylko my wspieramy pielgrzymów, ale i oni nas — zawsze zostawiają ofiarę na potrzeby szkoły” – zaznacza.

„Ziemia Wileńska jest dla Polaków Świętą Ziemią , gdzie rodacy od stuleci pozostają wierni Bogu i Ojczyźnie pomimo przeciwności — podkreśla ks. Jarosław Wąsowicz, salezjanin, historyk i publicysta. — Staramy się nieustannie w naszych modlitwach pamiętać o bohaterach Wileńszczyzny”.

Pielgrzymi przynoszą do Ostrej Bramy nie tylko swoje intencje, ale czasem także owoce modlitwy Fot. Anna Mroczek

Pielgrzymi przynoszą do Ostrej Bramy nie tylko swoje intencje, ale czasem także owoce modlitwy Fot. Anna Mroczek

Długoletni przewodnik „Grupy żółtej”, który w tym roku po raz pierwszy był kwatermistrzem pielgrzymki, swoją pracę duszpasterską realizuje głównie w środowiskach kibiców.

„To bardzo wartościowa młodzież, która potrafi realizować ważne inicjatywy – podkreśla salezjanin. — Od kilku już lat kilka grup kibiców organizuje wypoczynek w Polsce dla dzieci z Wileńszczyzny, włączają się w działalność Stowarzyszenia Odra – Niemen. Kibice są również zaangażowani w akcję »Paczka dla Rodaka i Bohatera na Kresach«”.

Warto podkreślić, że pomysł akcji zrodził się właśnie podczas pielgrzymki w 2014 r. W pielgrzymce szła wówczas grupa ze Szczecina, w której był Wojciech Woźniak. W Turgielach, spotkał na swojej drodze starszą panią, która witała pielgrzymów i częstowała kanapkami. Zdjęcie, które wtedy zrobił, dało początek inicjatywie, w którą włącza się coraz więcej osób.

„W czasie pielgrzymki mamy zwykle 3 stałe punkty, o szczególnym znaczeniu – zawsze pierwszym miejscem, gdzie staramy się pomodlić za polskich bohaterów, są bramy Wileńszczyzny, czyli Orany, gdzie jest kwatera żołnierzy, którzy zginęli w walkach o granice odradzającego się państwa polskiego. Drugim miejscem są Koniuchy, gdzie dokonano na naszych rodakach brutalnego mordu. Tam zatrzymujemy się co roku na apel pamięci, w którego przygotowanie zaangażowani są także kibice” – ks. Jarosław Wąsowicz.

Jak mówi, w tym roku, niestety, nie udało się zrealizować trzeciego z obowiązkowych punktów: „Ze względu na to, że musimy zdążyć na niedzielną Mszę parafialną do Ostrej Bramy, musieliśmy zrezygnować z postoju i modlitwy przy grobach polskich żołnierzy na Rossie, gdzie zwykle się zatrzymujemy”.

Niektórzy pielgrzymi wyruszyli do swoich domów już w niedzielę wieczorem. Inni właśnie wracają. Powrócą jednak za rok, licząc na to, że Wileńszczyzna będzie dla nich gościnna jak zawsze.

2 odpowiedzi to Pieszo z Suwałk do Ostrej Bramy

  1. Tadeusz mówi:

    Co to,marsz kiboli “Legii”?Przynajmniej tak widać na zdjęciu.

  2. shlange mówi:

    Tadeusz
    odwiedź koniecznie okulistę bo nie widzisz w centralnym miejscu Krzyża, a już obowiązkowo psychiatrę, bo nie rozumiesz tekstu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.