0
Śpiewy, tańce i zabawa w Wileńskim Seminarium Duchownym

Wspaniała młodzież solecznicka cieszy się każdym dniem wakacji Fot. Tadeusz Romanowski
image-79019

Wspaniała młodzież solecznicka cieszy się każdym dniem wakacji Fot. Tadeusz Romanowski

Wileńskie Seminarium Duchowne już nie po raz pierwszy latem urządza w swoich murach wakacje dla dzieci. Ten rok też nie jest wyjątkiem. W tej chwili wypoczywa tu 50-osobowa grupa dzieci z rejonu solecznickiego, której kierownikiem i opiekunem jest były biznesmen z Solecznik Tadeusz Romanowski.

A więc, zanim klerycy są na wakacjach, tymczasowymi gospodarzami seminarium stali się uczniowie z rejonu solecznickiego. Oni tu teraz „rządzą” niemal w pełnym tego słowa. I być może nikt by o tym nie wiedział, gdyby już pierwszego dnia swego pobytu w Kalwarii raptem nie „wpadła” do parafialnego kościoła spora grupa lekko rozbrykanej młodzieży i jeszcze przede Mszą św. padła na kolana, by głośno wyrecytować: „Niech będzie pochwalony Przenajświętszy Sakrament”. Mało tego, od tego dnia codziennie podczas wieczornej Mszy św. też wiodą prym czytając Słowo Boże oraz śpiewając psalmy.
Wiek obozowiczów jest bardzo różny. Od malucha aż po chłopców „pod wąsem”.

Najmłodsza Aleksandra ma dopiero 2 latka i przyjechała tu wraz ze swoją mamą Olgą i oczywiście jest najbardziej aktywna, bo nawet w kościele musi zwiedzić każdy kątek, wszystkiego dotknąć, no i, niekiedy po swojemu jakąś piosneczkę Jezusowi zaśpiewać. To takie żywe srebro, które zauroczyło nie tylko parafian kalwaryjskich, ale i księży, Ba, w niektórych momentach młodzi nawet „wyręczali” księdza, bo to oni wymieniali intencje, w których chcą się modlić. A intencje były różne i tak bardzo wszystkim bliskie: za mamę, za tatę, siostrę, brata, kolegę itp.
Rejon solecznicki zawsze słynął z tradycji zarówno ludowych, jak i religijnych, bo wielu kapłanów ostatnio z tego rejonu się wywodzi.

Dwuletnia Aleksandra wraz ze swoją mamą Olgą Fot. Tadeusz Romanowski
image-79020

Dwuletnia Aleksandra wraz ze swoją mamą Olgą Fot. Tadeusz Romanowski

Mniej więcej przed rokiem zebrała się kilkuosobowa grupka aktywistów, która założyła w swoim rejonie Wspólnotę Miłosierdzia Bożego. Był to Tadeusz Romanowski, Zdzisław Palewicz, mer rejonu, Jarosław Wojciechowicz, Regina Sokołowicz i Ola Kowzan.
Skąd właściwie zrodziła się taka idea?
— Chyba z potrzeby serca. Nasz rejon nie jest rejonem bogatym, ale kilka osób potrafiło się już w życiu czegoś dorobić trudną i mozolną pracą. Zabezpieczyliśmy siebie i swoje rodziny. I w pewnym momencie, może nieco zainspirowani zachętą papieża Franciszka, a może tymi strasznymi wydarzeniami, jakie się dzieją na świecie, coś nas tknęło. Pewnie, całemu światu nie da się pomóc, ale przynajmniej w gronie najbliższych możemy coś zdziałać. Zebrało się nas kilku i postanowiliśmy, że swoimi dobrami możemy podzielić z tymi najbliższymi. No i tak w imię Boga ruszyliśmy do przodu — opowiada przewodniczący Wspólnoty Miłosierdzia Bożego Tadeusz Romanowski.

Wspólnota prowadzi działalność charytatywną, oparta jest na miłości braterskiej, której celem jest wspierać i akceptować wszystkich potrzebujących, podupadłych, ubogich oraz słabych. Udziela pomocy socjalnej, troski duchowej, edukacyjnej dla osób i rodzin pokrzywdzonych, znajdujących się w trudnej sytuacji życiowej niezależnie od pochodzenia, wiary, czy narodowości.
W tej chwili są wakacje, ale daleko nie wszystkie dzieci mogą gdzieś wyjechać. To właśnie dla tych najbiedniejszych Wspólnota organizuje letnie wakacje zarówno w Polsce, jak i na Litwie.
— Trudno sobie wyobrazić, że niektóre dzieci nie mają pojęcia co to takiego jest wanna lub prysznic, nie mówiąc już o innych rzeczach. Mamy też rodzinę, której brakuje przynajmniej najskromniejszych mebli do spania dla dzieci — mówi Tadeusz Romanowski.

.Opiekun młodzieży Tadeusz Romanowski Fot. Tadeusz Romanowski
image-79021

.Opiekun młodzieży Tadeusz Romanowski Fot. Tadeusz Romanowski

Tego lata 42 dzieci skorzysta ze sportowo-katolickich wakacji w Polsce. Warunki obozowe będą zorganizowane tak, by rozwijać sprawność fizyczną dzieci, kształtować ich mentalność moralną, odkrywać w młodzieży nowe talenty.

W tej chwili już druga grupa (50 osób) ma wakacje w Wileńskim Seminarium Duchownym. Młodzi ludzie nie tylko się modlą, uczestniczą w codziennej Mszy św., ale zapoznają się także z historią Kalwaryjskiej Drogi Krzyżowej, historią kościoła, bawią się, grają w piłkę, pomagają przy nakryciu stołów do posiłków, mają wycieczki itp. Ktoś kiedyś trafnie powiedział, że młodzi często odnajdują Boga na łonie przyrody, podczas gry w piłkę, jeździe na rowerach.

— Boga można odnaleźć wszędzie, jak się Go będzie szukać. Trzeba mieć tylko szeroko otwarte oczy i uszy na Jego wezwanie — mówi Olga Kowzan, jedna z współzałożycielek Wspólnoty Miłosierdzia Bożego z Solecznik.

 „Oto jest dzień, który dał nam Pan” Fot. Tadeusz Romanowski
image-79022

„Oto jest dzień, który dał nam Pan” Fot. Tadeusz Romanowski

Ale powróćmy do grupy, która obecnie spędza wakacje w Wileńskim Seminarium Duchownym. Są to głównie dzieci z najuboższych rodzin, mówiący różnymi językami. Dzieci, którym kościół i modlitwa nie są niczym nowym, ale są i tacy, którym te tradycje są bardzo mało albo niemal wcale nieznane. Nie bacząc na to wszystkie, jak jedno dziecko, przed wyjazdem na wakacje nauczyły się wielu modlitw i nawet pieśni po polsku.

Jesteśmy właśnie w seminarium na takim wspólnym śniadaniu, które się rozpoczyna mottem grupy: „Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego” oraz „Modlitwą i pracą ludzie się bogacą”. A potem krótka modlitwa, którą prowadzą sami wakacjusze: „Pobłogosław, Panie, z wysokiego nieba, by nam nie zabrakło codziennego chleba”. No i do jedzenia. A na śniadanie była wyśmienita kasza gryczana z jajecznicą i płatki owsiane z mlekiem. Młodzi jedli aż się im uszy trzęsły. A dodajmy, że zawsze można było poprosić o dokładkę.

Po śniadaniu znowu krótka, ale jakże pełna młodzieńczego humoru i prostoty modlitewka: „Dzięki Ci, Jezusku, za to co mam w brzuszku. Amen!”

Jak mówi kierownik grupy Tadeusz Romanowski, młodzi mają wiele podobnych lokalnych modlitw na różne okazje, a najważniejsze, że najczęściej układają je wspólnie, lub nawet tylko sami młodzi.

Tej niedzieli gośćmi Seminarium była rodzina państwa Tomaszewskich z Polski: mama, tata, synek i córka, którzy od dawna „kibicują” Miłosierdziu Bożemu we wszystkich Jego przejawach. Wspierają także finansowo, dobre uczynki.

Jak na tradycję przystało, po śniadaniu ogłoszono krótki wypoczynek, bo za pół godziny w seminaryjnej kaplicy miał się odbyć specjalny uroczysty koncert. Młodsi mogli sobie te pół godzinki „poleżakować”, ale niektórzy mieli lekką tremę i musieli sobie coś niecoś powtórzyć. Starsza zaś młodzież musiała zadbać o mikrofony, aparaty fotograficzne. Prowadzący Justyna i Radek też jakoś musieli się do swojej roli przygotować.

Mariusz Tomaszewski recytuje ostatnią modlitwę Fot. Tadeusz Romanowski
image-79023

Ostatnia modlitwa po zakończeniu koncertu Fot. Tadeusz Romanowski

Warto też nadmienić, że dzień wcześniej młodzi malowali plakaty, robili naklejanki na różne tematy. Jedni malowali aniołków, tak jak je sobie wyobrażali, ktoś Matkę Bożą lub Pana Jezusa. Jeszcze inni robili malunki swoich patronów lub świętych, których lubią. Malowali niebo, przyrodę itp. Trzeba przyznać, że niektóre prace były bardzo pomysłowe i oryginalne. Malunki te służyły im potem w pewnym sensie jako pomoc poglądowa do takiej lub innej pieśni czy wierszyka.

Repertuar koncertu składał się z pieśni (nie tylko religijnych), ale także z recytacji wierszy. I tu nie było, moim zdaniem, ni lepszych, ni gorszych, bo wszyscy byli bardzo fajni. Starsi coś tam podpowiadali młodszym, młodsi się trochę starszym pod nogami plątali, jak to w życiu bywa. Najważniejsze, że wszystkich twarze były uśmiechnięte i rozradowane. Od najmłodszego do najstarszego wszyscy mówili, że są bardzo zadowoleni z wakacji, tylko szkoda, że za krótko.

A że dzieci były rzeczywiście szczere, że panuje tam prawdziwie koleżeńska atmosfera, to niemal od razu dało się zauważyć. Podziwiałam, że w ciągu paru dni już się potrafiły ze sobą zżyć pomimo różnego wieku i charakterów.
Najbardziej jednak podziwiałam kierownika grupy pana Tadeusza, jak sobie radzi z tak dużą grupą mniejszych i większych rozrabiaczy. Tymczasem na twarzy szefa obozu stale gościł uśmiech, stale któreś dziecko się do niego przytulało, a on odpowiadał : „Ja tu praktycznie nic nie robię. Daję tylko cynk i prawie wszystko robi sama młodzież”.

 

Leave a Reply

Your email address will not be published.