1
Jubileusz 155-lecia Nowych Święcian — miasta w małej ojczyźnie Piłsudskiego

Prezes nowoświęciańskiego koła ZPL Wacław Wilkojć ze swymi najwierniejszymi pomocnikami Jadwigą Kazakiewicz, Marią Ažubalienė oraz wnukiem Marcinem Fot. Marian Paluszkiewicz

Prezes nowoświęciańskiego koła ZPL Wacław Wilkojć ze swymi najwierniejszymi pomocnikami Jadwigą Kazakiewicz, Marią Ažubalienė oraz wnukiem Marcinem Fot. Marian Paluszkiewicz

Głęboko myliłby się ten, kto by dziś tu szukał pomnika Marszałka. Ale myliłby się również ten, kto by sądził, że w tym historycznym miasteczku, powstałym przy kolei Petersburg-Warszawa, w którym przed wojną zamieszkiwało około 70 procent Polaków, nie ma człowieka, który by nie pamiętał, w którym miejscu znajdował się ten pomnik, jak też innych, gdzie były jakiekolwiek ślady polskości.

Gdzie były i na szczęście dzięki miejscowym Polakom nie zostały zatarte. Takich ludzi znaleźć tu można wielu. Są oni zjednoczeni w nowoświęciańskim kole oddziału Święciańskiego ZPL, któremu prezesuje człowiek niezwykle energiczny — Wacław Wilkojć.
Chętnie nam to dziś puste miejsce pokaże, pozdrowi w języku ojczystym. Nie tylko zresztą on, zrobi to prawie każdy starszy mieszkaniec tego miasteczka. Młodzież, raczej językiem polskim się nie posługuje, a jeżeli któreś dziecko ten język zna, to go tylko w domu używa. Wszak polskiej szkoły ani w Nowych Święcianach, ani w Święcianach nie ma. Najbliższa w Podbrodziu. Tym niemniej duch polski w Nowych Święcianach, które odwiedziliśmy w przededniu jubileuszu 155-lecia miasta, tu żyje. Żyje dzięki garstce niestrudzonych entuzjastów, żyje dzięki niedzielnej szkółce języka polskiego, która tu działa i do której uczęszcza ponad 20 dzieci, żyje dzięki polskiemu zespołowi „Marzenie”, który już swe dziesięciolecie zaliczył.

Kościół w Nowych Święcianach pw. św. Edwarda Fot. Marian Paluszkiewicz

Kościół w Nowych Święcianach pw. św. Edwarda Fot. Marian Paluszkiewicz

Żyje w miejscowym kościele pw. św. Edwarda, gdzie w każdą niedzielę o godzinie 10.30 miejscowi Polacy modlą się w swym języku ojczystym, tak jak i ich praojcowie i gdzie działa chór parafialny, który Pana chwali w języku polskim.
„A jak może być inaczej, wszak trudno nam ta polskość dziś się dostaje. W wolnym państwie lat dwadzieścia z górą żyjemy, ale z zachowaniem polskości nie jest lżej niż przy sowietach i gdyby nie entuzjazm miejscowych, to na pewno i tego by nie było” — mówi Wacław Wilkojć. „Ale, niestety, sami nie ze wszystkim możemy dać radę. Oto chociażby wstąpcie do naszego Domu Polskiego, który w lutym roku ubiegłego został uroczyście otwarty. Jaka to była radość” — kontynuuje nasz rozmówca.

Jak za chwilę się dowiem, dziś entuzjazmu jest mniej. Z najzwyklejszej przyczyny: nie ma umeblowania. Powie to i prezes koła, który jest także prezesem stowarzyszenia mniejszości narodowych „Kuna”, radnym rejonu święciańskiego oraz, jak żartuje, zimą opalaczem tego Domu, bo nie ma komu tego robić, a inaczej zimą rury z zimna popękają.
Wiernie mu sekundują dwie przesympatyczne gościnne panie, jego zastępca Maria Ažubalienė oraz Jadwiga Kazakiewicz, które bardzo aktywnie polskości się udzielają, w zespole „Marzenie” śpiewają, jak też w chórze kościelnym wigilię tu świętują, Trzech Króli i inne nieliczne okazyjne imprezy.

„Byłoby tych imprez sporo i gości moglibyśmy przyjąć nawet na nocleg, gdyby to przepiękne pomieszczenie, które nam Polska w darze dała, zagospodarować. Ale nie mamy na to pieniędzy” — z ubolewaniem mówią obie panie.
A ten Dom — dla miejscowych Polaków — prawdziwy pałac. Najmilszy sercu, bo swój, polski, bo przecież to dla nich zbudowane zostało to całe pomieszczenie o powierzchni 560 metrów kwadratowych. Działkę tę o powierzchni 36 arów, zaniedbaną, zachwaszczoną nabył przed laty Związek Polaków na Litwie i przekazał Stowarzyszeniu „Wspólnota Polska”. Na budowę Domu Polskiego, jego wyposażenie i uporządkowanie terenu Senat RP przyznał wówczas 2 mln złotych.
A kiedy w lutym roku ubiegłego miejscowi Polacy tu się zebrali na jego otwarcie, to z dumą mówili jeden drugiemu, że będą się tu mieściły biuro ZPL, biblioteka, pokoje przeznaczone dla polskiej szkółki niedzielnej, dla harcerzy, że będą tu miały siedzibę polskie zespoły artystyczne, no i że w tej dużej sali będą mieli swoje spotkania. Swej miejscowej Rodziny Polskiej.

Dom Polski piękny, ale pusty, brakuje pieniędzy na umeblowanie Fot. Marian Paluszkiewicz

Dom Polski piękny, ale pusty, brakuje pieniędzy na umeblowanie Fot. Marian Paluszkiewicz

Jak na razie z tych pięknych planów prawie nic. Dom jest, a umeblowania żadnego. Kilka ławek, które zrobił mąż pani Jadwigi Edward Kazakiewicz, złota rączka i złote serce, kilka stołów z domów poprzywozili i opłatkiem wigilijnym przy nich już się przełamali.
„Nasz motor to nasz Wacław. On to, jak trzeba, da nam znak. Zbierzemy się wtedy do jednej kupy, tu i gości herbatką podejmujemy i jak trzeba na noc jedną, czy kilka zakwaterujemy. Wtedy pościel z domów przynosimy. Bo zobaczcie — w Domu Polskim tyle miejsca. A można byłoby nawet mały mini-hotelik urządzić, wszak teren prześliczny — obok rzeka Żejmiana, wielu turystów z wypraw kajakowych mogłoby tu się zatrzymać, a my na swe potrzeby trochę grosza zarobilibyśmy” — mówią zgodnie dzisiejsi rozmówcy.
Pani Jadwiga zaprasza, by obejrzeć włości i znów wraca wspomnieniami do chwili otwarcia: „Jaka to była radość, że u nas, w Nowych Święcianach taki Dom powstał, jaka nadzieja, że może młodych do życia polskiego wciągniemy, że nie damy im swego ducha zapomnieć” — mówi gościnna gospodyni.

Budynek Dworca Kolejowego w Nowych Święcianach zbudowany w drugiej połowie XIX w. Fot. Marian Paluszkiewicz

Budynek Dworca Kolejowego w Nowych Święcianach zbudowany w drugiej połowie XIX w. Fot. Marian Paluszkiewicz

Życie Jadwigi upłynęło w Wilnie, teraz, kiedy oboje z mężem są na emeryturze, wrócili do stron rodzinnych męża. Miejscowość przepiękna, dom, obok ogród — czysty zadbany, kościół niedaleko. A kiedy zbudowano Dom Polski, to wyglądało, że już nic więcej do życia nie będzie potrzeba. Oboje wszak są bardzo patriotycznie nastawieni, energiczni, udzielają się wszędzie gdzie tylko mogą i żadnej imprezy polskiej starają się nie opuścić, ani tu na miejscu, ani w Wilnie. No, bo jak nie przyjechać na koncert jubileuszowy np. „Wilenszczyzny” czy też „Wilii”. Wtedy te 90 kilometrów do stolicy i tyleż z powrotem staje się dla nich przysłowiową pestką.

Wacław Wilkojć miejscowy, jak mówi, tej ziemi na wieki przypisany. Mieszka w Nowych Święcianach, pełnił wiele funkcji kierowniczych, miał swe przedsiębiorstwo prywatne, a i dziś nie siedzi bezczynnie — pracuje w Święcianach w przedsiębiorstwie „Komunalinis ūkis”, no i jak nadmieniliśmy powyżej, pełni wiele kierowniczych funkcji społecznych.
Pokaże nam każdy zakątek tego miasteczka, wszystkie ciekawsze miejsca, zapozna z ludźmi, których zna chyba wszystkich. „Dzień dobry”, „labas”, „zdrastwujte” — coraz to odpowiada napotkanym. Bo te trzy języki nadal tu na co dzień się przeplatają. Co prawda, polskiego najmniej słyszeć, wszak Polacy miejscowi stanowią tylko 20 proc. obecnych mieszkańców.
„50 procent straciliśmy chyba bezpowrotnie, a przecież jak tu ludzie walczyli o wiarę, o budowę kościoła, do Moskwy nawet z prośbą jeździli” — mówi.
90-letnia Jadwiga Longina Tumałowicz jest jedną z czwórki parafian, którzy w kwietniu 1957 roku do Moskwy wraz księdzem się wybrali, aby uzyskać pozwolenie na dokończenie budowy rozpoczętego przed wojną kościoła.
— Pamięta pani te chwile?

Jadwiga i Zenon Tamulewiczowie mają co wspomnieć Fot. Marian Paluszkiewicz

Jadwiga i Zenon Tamulewiczowie mają co wspomnieć Fot. Marian Paluszkiewicz

— Też pani pyta, do końca życia nie zapomnę — mówi szacowna seniorka. — Toż to było jak wczoraj. Jechało nas 4 parafian — dwóch Litwinów i dwóch Polaków wraz z naszym księdzem Janulewiczem. Dobry to był duszpasterz. Dla Litwinów był Broniusem Janulevičiusem, dla nas Bronisławem Janulewiczem, tak wszyscy go kochaliśmy i szanowaliśmy. U niego nie było podziałów. Bo na naszych terenach przesiąkniętą krwią ludzi niewinnych było różnie. Nie tylko Żydów strzelano, ale i Polaków, Rosjan. Księży naszych też nie oszczędzono. Za co? Ano za to, że są Polakami. Nie mogę już pokazać miejsca zbiorowej zbrodni, gdzie 25 niewinnych ludzi śmierć poniosło. W tym dwóch księży — Bazewicz i Naumowicz — tylko za to, że byli Polakami. Nogi nie bardzo służą, ale pan Wacław zapewne pokaże. Ślad tych strasznych czasów — ze łzami w oczach mówi Jadwiga. Godnie jej sekunduje jej rówieśnik mąż Zenon, który swoje życie umila pisaniem wierszy. Na papierze utrwala wszystko, co przeżył. Kiedy pytam, jak dziś tu ludziom się żyje, z westchnieniem odpowiada: „Gorzej, proszę pani, gorzej. Nie tylko z racji na starość, ale przecież szkoły polskie zamykają , do kościoła młodzież mniej się garnie, młodzi bez ślubu żyją. Ot takie to niewesołe życie w naszych tych kolejarskich Nowoświęcianach”.
Gospodarz całe życie na kolei pracował, w Leningradzie często bywał, trochę świata zwiedził. A i teraz wie z radia, telewizji, co się na świecie dzieje. Ale niewesoło, och jak niewesoło jest na jego duszy, dlatego tęsknotę za tym, co bezpowrotnie mija, na papier wylewa. Ma tego czytania, jak mówi, na cały dzień, ale nie ma już komu słuchać, rówieśnicy odeszli, a młodzi śpieszą, śpieszą…

Mogiła rozstrzelanych księży Polaków — Bazewicza i Naumowicza — na cmentarzu Mieżenelskim Fot. Marian Paluszkiewicz

Mogiła rozstrzelanych księży Polaków — Bazewicza i Naumowicza — na cmentarzu Mieżenelskim Fot. Marian Paluszkiewicz

Niestety i my nie mamy czasu na dłuższą rozmowę z zacnymi seniorami, którzy wiele ciekawego mogliby o życiu swego miasteczka opowiedzieć. Ale musimy przecież obowiązkowo i to miejsce straceń ludzi odwiedzić oraz cmentarz Mieżenelski, gdzie znajdują się groby wyżej wymienionych dwóch rozstrzelanych księży Polaków oraz mogiły 204 żołnierzy Wojska Polskiego, którzy w latach 1919-1920 walczyli i polegli w okolicach Małych Święcian. Tak głosi napis na monumencie tu wzniesionym.
„Ambasada Polska w Wilnie rokrocznie tu wieńce składa, ludzie się gromadzą , znicze zapalają. Ale potrzebna jest stała opieka. A takich oddanych opiekunów jest coraz mniej. Starsi ludzie umierają, a młodzież nie ma czasu” — mówi nasz przewodnik po Nowych Święcianach Wacław Wilkojć. „A dogląd potrzebny jest stały. To biało-czerwone wstęgi, którymi krzyże są przepasane, zerwą, to farbą zamalują. Wandale, czy współcześni nacjonaliści, nie wiem jak nazwać, bo i jedno i drugie do takich ludzi pasuje” — kontynuuje prezes koła w drodze do miejsca masowego rozstrzału niewinnych ludzi. A miejsce to znajduje się w odległości kilku kilometrów przy drodze do Święcian. Wysoki żelazny monument, a na nim dzwony. U dołu dwie tablice z napisami w języku litewskim i rosyjskim.

Ogród Jadwigi Kazakiewicz tonie w kwiatach i kwitnących słonecznikach Fot. Marian Paluszkiewicz

Ogród Jadwigi Kazakiewicz tonie w kwiatach i kwitnących słonecznikach Fot. Marian Paluszkiewicz

„Była trzecia w języku polskim, ale ją zerwano. Widać miejsce po gwoździach, gdzie się znajdowała” — mówi nasz przewodnik. „Zobaczcie, same polskie nazwiska. I żadnego dopisku, kto to zrobił. Ale starzy ludzie doskonale pamiętają, że była to policja litewska, którą kierował Jonas Maciulevičius, kolaborująca z Niemcami. Policja ta 20 maja 1942 roku rozstrzelała kilkuset Polaków ze Święcian i pobliskich miejscowości, z Nowych Święcian 26 osób, w tym dwóch kapłanów: ks. Bolesława Bazewicza, proboszcza parafii i ks. Jana Naumowicza, prefekta.
Po tym, jak Armia Czerwona zajęła miasteczko, Polacy zwrócili się z prośbą do nowych władz o ekshumację ofiar. Otrzymali zgodę na ekshumację jedynie księży, których, jak już wam pokazywałem, pochowano w mogile wśród grobów legionistów z 1920 r.” — dodaje prezes koła ZPL święciańskiego oddziału ZPL.
Nie jest to jedyne miejsce straceń niewinnych ludzi. Gdyż rok wcześniej — w 1941 — wymordowano tutejszych Żydów. Straszna ta nie tak już dawna historia.
„Nie można jej zapominać, bo jak my ją nie będziemy przypominać, to kto to zrobi” — z zadumą jakby sam do siebie mówi Wacław.

Monument ku czci rozstrzelanych przy drodze do Święcian, niestety, bez polskiej tablicy Fot. Marian Paluszkiewicz

Monument ku czci rozstrzelanych przy drodze do Święcian, niestety, bez polskiej tablicy Fot. Marian Paluszkiewicz

Wilkojć robi co może, dosłownie dwoi się i troi, by ślady polskości na tej ziemi utrwalać. Za swe pieniądze ustawia krzyże, jak to zrobił między innymi tuż przy wyjeździe z Nowych Święcian, gdzie widnieje 6-metrowy krzyż dębowy dla fundatora cerkwi i kościoła w Święcianach Kazimierza Czechowicza. Ustawił go własnym kosztem w roku 2007. Jeden z wielu. Fundował je i ustawiał w różnych miejscach ziemi święciańskiej. Ziemi, na której znajdują się również Nowe Święciany, miasto, które rozwinęło się z osady przy dawnej Kolei Warszawsko-Petersburskiej.

„A czy wiecie, że w naszym mieście urodzili się ksiądz Antoni Dilys — więzień łagrów sowieckich, Kazimierz Antonowicz — polski fizyk specjalizujący się w fizyce doświadczalnej, profesor i wielu innych zacnych ludzi” — mówi z dumą na pożegnanie Wilkojć.
Mszą świętą celebrowaną w miejscowym kościele pw. św. Edwarda rozpoczną się 13 sierpnia, uroczystości jubileuszowe poświęcone 155-leciu miasta. W ich programie przewidziane są zawody sportowe, spotkanie z literatami, wystawa fotograficzna, kiermasz świąteczny, koncerty, fajerwerki.
„Co prawda, polskich akcentów na nim prawie nie będzie” — mówią ze smutkiem poznani nasi dzisiejsi rozmówcy…

Jedna odpowiedź do Jubileusz 155-lecia Nowych Święcian — miasta w małej ojczyźnie Piłsudskiego

  1. Anonim mówi:

    Widać jakich mamy braci litwinów,
    Tak wspierali okupantów,
    Tak sprzedali swój kraj za Wilno,
    Pamiętam jak z paradą,
    Wchodzili do Wilna!
    A i niemców z radością witali,
    A potem swoją wdzięczność okazywali,
    W Ponarach celnie strzelali.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.