4
Liliana Narkowicz: Książka była obecna w moim życiu odkąd pamiętam…

Liliana Narkowicz, John i Zygmunt Tyszkiewiczowie w Wace Trockiej przy miejscu pochówku Jana Tyszkiewicza w czerwcu br. Fot. archiwum Liliany Narkowicz, Marian Paluszkiewicz

Liliana Narkowicz, John i Zygmunt Tyszkiewiczowie w Wace Trockiej przy miejscu pochówku Jana Tyszkiewicza w czerwcu br. Fot. archiwum Liliany Narkowicz

Dziś naszą rozmówczynią jest dr Liliana Narkowicz, wilnianka badająca dzieje rodu Tyszkiewiczów, autorka wielu publikacji z tej dziedziny. Spotykamy się w przededniu prezentacji jej najnowszej książki pt. „Zatrocze i Pogorzela Tyszkiewiczów”, która odbędzie się 18 sierpnia o godz. 18.30. w Sali Balowej Pałacu Tyszkiewiczów w Wace Trockiej.

Bada Pani dzieje rodu Tyszkiewiczów. Dlaczego właśnie tematyka „tyszkiewiczowska” tak Panią fascynuje?

Z racji moich zainteresowań dworami i ze względu na powiązania rodzinne.

Jakie jeszcze tematy porusza Pani w swych publikacjach?

Zawodowo zajmuję się biografistyką i życiem społeczno-kulturalnym Wilna międzywojennego. Badam rody arystokratyczne, ich siedziby i roztaczany przez możnych mecenat. W swoich publikacjach poruszam sprawy związane z muzealnictwem, gromadzonymi niegdyś w siedzibach ziemiańskich kolekcjami; także dotyczące hodowli koni i kwiatów, mody i nawyków żywieniowych przełomu XIX-XX wieków.

Pałac Tyszkiewiczów w Zatroczu Fot. archiwum Liliany Narkowicz

Pałac Tyszkiewiczów w Zatroczu Fot. Marian Paluszkiewicz

Czym wyróżnia się najnowsza książka  „Zatrocze i Pogorzela Tyszkiewiczów” na tle reszty Pani książek?

Jest to już czwarta z kolei książka (z 20 wydanych), w której występuję nie tylko jako autorka, ale i wydawca. Ukazała się w językach polskim i litewskim. Zawiera sporo nigdy dotąd niepublikowanych zdjęć z albumu prywatnego. Odsłania kulisy niebadanego dotąd okresu życia (do I wojny światowej) Tyszkiewiczów z ordynacji zatrockiej — jakie ubrania i buty nosili, co jedli i pili, dokąd wyjeżdżali, jak wychowywali dzieci etc. Opowiada o życiu świątecznym i codziennym rodziny hrabiowskiej, funkcjonowaniu dawnych majątków, służbie pałacowej i powojennych losach ludzi, którzy przez wiele wieków, będąc śmietanką towarzyską społeczeństwa, znajdując się na najwyższej drabinie społecznej, raptem znaleźli się u jej stóp tracąc majątki, pieniądze i ojczyznę. Aby przeżyć, mieć chociaż podstawowe źródło utrzymania, chronić swoje dzieci, sami musieli prać, szyć, sprzątać u innych, na dodatek na obczyźnie. I dali radę, bo tak ich wychowano. Swoistym przedłużeniem epopei zatrockiej są natomiast wspomnienia o majątku Pogorzela (Wielkopolska). W 1921 r. przeniosła się tu Joanna Zofia Tyszkiewiczówna (1898-1995), najstarsza córka właścicieli Zatrocza, wychodząc za mąż za swego kuzyna Stefana Tyszkiewicza, syna III ordynata birżańskiego. Utrzymuję kontakt z ich córkami mieszkającymi w Brytanii i Francji.

Jak zaczęła się Pani przygoda z książką?

Książka była obecna w moim życiu odkąd pamiętam, dzięki domowej biblioteczce. Rodzice prenumerowali mi dziecięce czasopisma z Polski: „Miś”, „Świerszczyk”, „Płomyczek”…Lubiłam słuchać opowiadań babci i w ogóle osób starszych o tym „jak to dawniej było”. Latami pisałam pamiętnik. Pod wpływem dziesiątków przeczytanych tomów Józefa Kraszewskiego jeszcze w szkole średniej próbowałam pisać opowiadanka historyczne. Oczywiście, do szuflady. Niektóre tytuły pamiętam jednak do dziś: „Otruta Barbara Radziwiłłówna”, „Królowa Bona — przebiegła Włoszka”, „Tragedia hrabiny Cosel”. A propos, dopiero w tym roku udało mi się dojechać do Stolpen, by zobaczyć wieżę, w której była więziona niepokorna kochanka królewska Anna Konstancja Cosel. To bardzo romantyczny zamek i pewnie tam jeszcze kiedyś pojadę.

Najnowsza książka Liliany Narkowicz Fot. archiwum Liliany Narkowicz

Najnowsza książka Liliany Narkowicz

Co zainspirowało Panią do pisania? Jaka była pierwsza książka?

Pierwsza książka to „Tradycje i obyczaje Wileńszczyzny w pracy pozalekcyjnej” (Wilno 1998). Pracowałam wówczas w charakterze nauczycielki i częściowo zastępcy dyrektora ds. pozalekcyjnych.
Nauczyciele niechętnie organizowali imprezy motywując brakiem materiałów, gotowych scenariuszy, nie było na czym się wzorować. W tamtych latach nie mieliśmy jeszcze tak łatwego dostępu do książek wydawanych w Polsce jak obecnie. Pierwsza książka powstała raczej jako pomoc naukowa do pracy w szkole, z zawodowej potrzeby. Następna „Kościół św. św. Piotra i Pawła w Wilnie” (1999) jest  już wynikiem moich zainteresowań, bo ciekawi mnie historia sztuki.

Posiada Pani dyplom doktora nauk humanistycznych z zakresu historii. Czy wykształcenie pomaga w pisaniu ?

Na pewno nie przeszkadza. A co pomaga? W moim wypadku znajomości ze światem naukowym (także wyjazdy na sympozja i konferencje), liczne podróże, obcowanie z ludźmi i czytanie książek. Te ostatnie przyczyniają się do zrozumienia świata i ludzi, skłaniają do przemyśleń, czasem inspirują, ale też otwierają oczy na samą (samego) siebie.

Który okres historyczny jest dla Pani najciekawszy?

Osobiście najbardziej lubię epokę romantyzmu, muzyków, poetów i malarzy ze złamanymi sercami i niespokojną duszą. Te tematy poruszam między innymi w publicystyce. Jednak jako badaczka głównie zajmuję się ziemiaństwem, ich siedzibami i losem rodzin szlacheckich do II wojny światowej.

Jakie są ulubione Pani miejsca i jak one wpływają na twórczość ?

Komfortowo czuję się we wnętrzach zamków, dworów i przypałacowych ogrodach zdobniczych. W takich miejscach żyję „tamtym życiem”, jakbym na głowie nosiła diadem, a na ciele krynolinę z fiszbinami. Automatycznie włącza się w moim mózgu guziczek z pytaniami: W którym to miejscu była garderoba? A gdzie wychodek? Jakimi kwiatami ozdabiano stoły w dniu imienin gospodyni? Co konkretnie z Moniuszki grano w salonie? Pito na wieczór porto, maderę czy tokaje?…

Czym jest dla Pani pisanie? Sposób na życie, zawód, pasja?

Każdy człowiek ma swoją poprzeczkę: wyżej siebie nie przeskoczysz. Wiadomo, że tylko nieprzeciętnym udaje się żyć z pisarstwa. Pisanie to moje hobby, sposób na przetrwanie trudniejszych chwil w życiu, uniknięcie stanów depresyjnych, pożywka dla umysłu, okazja, by się czegoś nowego dowiedzieć i podzielić się tym z czytelnikiem. Z domu wyniosłam, że żyjemy nie po to, by życie przeżyć, lecz po to, by coś po sobie zostawić. Każdy według swego talentu i możliwości. Ja chcę zostawić po sobie książki.

Przy chińskim murze Fot. archiwum Liliany Narkowicz

Przy chińskim murze Fot. archiwum Liliany Narkowicz

Nie ma co ukrywać, czytelnik dziś sięga najczęściej po bestsellery. Kto jest Pani czytelnikiem?

Odbiorcami książek historycznych, w szczególności monografii naukowych, jest garstka zawodowców zajmujących się tym lub pokrewnym tematem. Moi podstawowi czytelnicy to osoby chcące poznać dzieje stron rodzinnych, przyjaciele i znajomi, jak też rozsiani po świecie Rodacy noszący w sercu Wileńszczyznę i Wilno. Moimi wiernymi czytelnikami są też potomkowie różnych rodów arystokratycznych, ci urodzeni jeszcze przed II wojną światową w rodzinnych siedzibach i tam wychowani.

Cały dochód ze sprzedaży książki „Dzieje dworu i pałacu w Wace” przeznaczyła Pani na renowację ołtarzy w kaplicy pw. Najświętszej Maryi Panny w Wace Trockiej. Bardzo szlachetny cel…

Nie tylko „Dzieje dworu i pałacu w Wace” (Wilno 2015), ale i „Kaplica Tyszkiewiczów w Wace” (Wilno 2016) zostały przygotowane, napisane, wydane (dzięki pomocy i zaangażowaniu mieszkańców Waki Trockiej), także rozpowszechnione, z myślą o renowacji kaplicy w dawnym majątku Tyszkiewiczów i odtworzenia jej dziewiętnastowiecznego ołtarza, znajdującego się od czasów powojennych w kościele katolickim w Druskienikach.

Podczas pobytu w Australii Fot. archiwum Liliany Narkowicz

Podczas pobytu w Australii Fot. archiwum Liliany Narkowicz

Czy według Pani pisanie jest wrodzonym talentem, czy umiejętnością, którą można nabyć?

Jedno i drugie. Każdy warsztat można ulepszyć, udoskonalić, ale nie da się tego zrobić bez podstawy.

Mieszka Pani w Niemczech, co sprowadziło Panią do tego kraju?

Praca naukowa mego męża Ryszarda, fizyka z zawodu.

Jak lubi Pani spędzać wolny czas?

Mam rodzinę, więc na brak zajęć i obowiązków nie narzekam. Do tego jestem fanatyczką aktywnie uprawianego sportu, między innymi aerobiku. W Niemczech zostałam członkiem Towarzystwa Gimnastycznego TuS Westfalia Sölde, z którym nie tylko intensywnie ćwiczę, ale jeżdżę na wycieczki i biorę udział w spotkaniach towarzyskich. Przed laty mieszkając w Lozannie robiłam z rodziną liczne wypady w góry, dziś wolę podróże poznawcze. Między innymi zwiedziłam Afrykę, Amerykę i Australię. Gdziekolwiek jestem, staram się przede wszystkim poznać życie codzienne przeciętnego obywatela, ale też zajrzeć do muzeum i pozwiedzać zabytki. Leniuchowanie na plaży (choć bardzo lubię) staram się zepchnąć na plan dalszy. Z wyjazdów rodzinnych bodajże najciekawsza była wycieczka do Chin. A sama marzę jeszcze wybrać się na Antarktydę…

Na obrazie Władysława Ławrynowicza Fot. archiwum Liliany Narkowicz

Portret pisarki pędzla Władysława Ławrynowicza Fot. archiwum Liliany Narkowicz

Ma Pani jeszcze jakieś hobby poza pisaniem ?

Lubię muzykę Chopina, poezję Słowackiego, ale też chętnie zajmuję się pielęgnowaniem kwiatów i roślin dekoracyjnych w przydomowym ogródku. Nie zarzuciłam moich pasji studenckich — archeologii, tanatologii, numizmatyki i epistolografii epoki romantyzmu. Niemodne dziś odręczne pisanie listów i wysyłanie kartek znajomym, tak popularne w k. XIX w., w moim domu pozostaje bez zmian.

Jakie książki lubi Pani czytać?

Biograficzne i historyczne. Ale jak jestem u starszego syna Krzysztofa, to chętnie sięgam po fantastykę, bo wiem, że syn byle czego nie kupi. Moje ulubione książki to realistyczno-psychologiczne, głównie o tematyce kobiecej. Temat „Anny Kareniny”, „Pani Bovary” czy „Lalki” zawsze będzie aktualny. Trzeba tylko te „stare” książki umieć na nowo przeczytać.

Nad czym obecnie Pani pracuje?

Jeżeli szczerze, to nad trzema nowymi edycjami naraz. Jednak tylko jedna będzie dotyczyć tematyki rodziny Tyszkiewiczów, a ściślej zachowanej korespondencji w ich prywatnym archiwum. Mam jednak nadzieję, że jako pierwsza ukaże się książka o jednej zapomnianej dziś podwileńskiej miejscowości. O którą konkretnie wieś chodzi, niech to jeszcze zostanie na jakiś czas tajemnicą.

4 odpowiedzi to Liliana Narkowicz: Książka była obecna w moim życiu odkąd pamiętam…

  1. JM mówi:

    Jan Obst = bardzo dobre ujęcie. Gratulacje.

  2. Jur mówi:

    Pani Liljanie Narkowicz jako interesującej się historią rodów wileńskich polecam stronę gdzie występuje nazwisko Narkowicz http://www.oszmianszczyzna.pl/downarowicze.html

  3. Jur mówi:

    Panią Justynę Giedrojć uprzejmie proszę podać w “leave reply” , kto wydał książkę,jaki jest ISBN ile kosztuje i gdzie można ją kupić w Polsce.

  4. Roman Kurmin mówi:

    Witam serdecznie poszukuje ksiazki pani Lilliany Narkowicz pt .Sorbuciany na rozdrozach historii .Za wszelkie info z gory dziekuje.

Leave a Reply

Your email address will not be published.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.