0
Opozycja w parlamencie — Białoruś daje sygnał Zachodowi

Obserwatorzy mieli zastrzeżenia przede wszystkim do zawyżanej frekwencji oraz nieodpowiedniego przechowywania urn z głosami Fot. EPA-ELTA

Obserwatorzy mieli zastrzeżenia przede wszystkim do zawyżanej frekwencji oraz nieodpowiedniego przechowywania urn z głosami Fot. EPA-ELTA

Prezydent Białorusi Alaksandr Łukaszenka oświadczył w niedzielę po oddaniu głosu, że chce, by w jego kraju istniała opozycja i żeby była ona konstruktywna. I stało się. Po raz pierwszy od 20 lat opozycja będzie reprezentowana w białoruskiej Izbie Reprezentantów.

Wybory parlamentarne na Białorusi jak zawsze miały charakter narodowego święta. Kolorowe stoiska przed lokalami wyborczymi, występy artystyczne i poczęstunek. To wszystko miało zachęcić obywateli Białorusi do oddania swoich głosów.
Udało się — według oficjalnych danych frekwencja w wyborach wynosiła 74,32 proc.
Mimo że zewnętrzna oprawa wyborów była podobna do tych z poprzednich lat, można zauważyć, że zarówno przebieg wyborów jak i wyniki świadczą o zmianach w białoruskiej polityce.

Świadczą o nich przede wszystkim wyniki wyborów.
Po raz pierwszy od 20 lat w białoruskim parlamencie reprezentowana będzie opozycja.
Zgodnie z wynikami opublikowanymi na stronie internetowej Centralnej Komisji Wyborczej, w jednym z okręgów Mińska wybory do Izby Reprezentantów zwyciężyła przedstawicielka opozycyjnej Zjednoczonej Partii Obywatelskiej Hanna Kanapacka. 39-letnia prawniczka, pracująca w biznesie. W parlamencie znajdzie się także przedstawicielka środowisk niezależnych Alena Anisim, wiceprzewodnicząca niezależnego Towarzystwa Języka Białoruskiego, która będzie deputowaną z obwodu mińskiego.
Do Izby Reprezentantów wejdzie także lider proreżimowej, ale niereprezentowanej dotąd w parlamencie Białoruskiej Partii Patriotycznej, Mikałaj Ułachowicz, który startował w wyborach prezydenckich 2015 r.

Wydaje się, że Mińsk daje jasne sygnały, że chce wyjść naprzeciw zachodnim apelom o demokratyzację. Co może zyskać Białoruś na tego rodzaju posunięciach? Bez wątpienia, najbardziej pożądanym efektem byłoby uznanie przez Zachód wyników wyborów i samego parlamentu (po raz pierwszy od 2000 r.). Władzom zależy również na podtrzymywaniu odwilży, wyrażającej się m. in. w zniesieniu sankcji przeciwko Białorusi po wyborach prezydenckich w 2015 r.

Jak zauważają niektórzy komentatorzy, bardzo przyjacielskie relacje między Białorusią a Rosją uległy lekkiemu ochłodzeniu w 2014 r., kiedy doszło do aneksji Krymu. Wtedy Łukaszenka zwrócił się w kierunku Zachodu. Na poprawę relacji pomiędzy Białorusią a krajami zachodnimi miał wpływ m. in. przebieg wyborów prezydenckich.

Łukaszenka wielokrotnie podkreślał, że Białoruś podejmuje wysiłki, by Zachód nie miał żadnych zastrzeżeń do przebiegu wyborów, których przebieg śledziło ponad 40 tys. obserwatorów. Zarejestrowanych zostało ponad 800 obserwatorów międzynarodowych ze Wspólnoty Niepodległych Państw, OBWE, Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy oraz Szanghajskiej Organizacji Współpracy. Akredytacje otrzymało także wielu spośród zagranicznych dyplomatów i białoruskich obserwatorów niezależnych.

Monitorowaniem przebiegu wyborów zajęła się także opozycja w ramach kampanii „Prawo wyboru”. Zdarzały się również przypadki pozbawienia akredytacji. Podczas czterech pierwszych dni przedterminowego głosowania cofnięto akredytację siedemnastu niezależnym obserwatorom oraz piętnastu obserwatorom kampanii „Prawo wyboru”.

Według Szefowej Centralnej Komisji Wyborczej Lidziji Jarmoszynej, nie odnotowano skarg na poważne nieprawidłowości. „Jeśli chodzi o skargi, które wpływają do Centralnej Komisji Wyborczej, to mogę powiedzieć, że liczba ustnych zgłoszeń jest niewielka. Poważnych zgłoszeń, które świadczą o jakichś nieprawidłowościach wpływających na wyniki wyborów, nie ma” — cytuje wypowiedź Jarmoszynej PAP. Według niej skargi dotyczą przede wszystkim tego, że mieszkańcy nie otrzymali zaproszenia na wybory lub nie zostali wpisani na listę wyborców.

Obserwatorzy mieli zastrzeżenia przede wszystkim do podawanej frekwencji wyborczej oraz nieodpowiedniego przechowywania urn z głosami podczas przerwy obiadowej i w nocy. „Zapędzano ludzi na głosowanie przedterminowe i dopisywano osoby, które nie przychodziły, do frekwencji” — oświadczył koordynator kampanii „Prawo wyboru” Dzianis Sadouski. Według niego, w jednym z punktów wyborczych, frekwencję w stosunku do obliczeń obserwatorów zawyżono aż o 50 proc.

„Stwierdziliśmy też nieodpowiednie przechowywanie urn — lokale nie były zapieczętowane podczas przerwy obiadowej i w nocy. Karty do głosowania można było po prostu zamienić. Nie możemy zaufać wynikom wyborów” — podkreślał Sadouski.

Czy tegoroczne wybory mogą mieć znaczący wpływ na relacje Zachód-Białoruś?

— Widać co prawda pewien zwrot Białorusi w kierunku Zachodu, ale jest on w dużej mierze wymuszony sytuacją gospodarczą — powiedział w rozmowie z „Kurierem” dr Andrzej Pukszto, kierownik katedry politologii na Uniwersytecie im. Witolda Wielkiego w Kownie. — Jeśli prezydent Łukaszenka uważa, że jedną przedstawicielką opozycji w parlamencie może otworzyć sobie drzwi na Zachód, to to zdecydowanie za mało, tym bardziej, że Hanna Kanapacka nie jest osobą bardzo znaną, którą można by nazwać liderką opozycji.

Leave a Reply

Your email address will not be published.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.