X
    Categories: Wiadomości

Przedwyborcze rozgrywki reklamowe

Obecnie trwa kampania wyborcza Fot. Marian Paluszkiewicz

W toku jest kampania wyborcza do Sejmu. Ordynacja wyborcza drastycznie ogranicza reklamę kandydatów w telewizji państwowej. Skandale korupcyjne, w których są zamieszani m. in. były przewodniczący Ruchu Liberałów Eligijus Masiulis i wiceprzewodniczący Partii Pracy Vytautas Gapšys spowodowały, że budżety partii są pod większym nadzorem służb państwowych.

W poniedziałek odwołano zaplanowany wywiad z premierem Litwy Algirdasem Butkevičiusem w telewizji LRT w programie „Laba diena, Lietuva”.

— Zgodnie z ustawą wyborczą politycy, którzy biorą udział w wyborach, nie mogą brać udziału w bezpośrednich transmisjach w państwowej telewizji czy radiu. Ustawa ta nie dotyczy prywatnych telewizji. Nie rozumiem, dlaczego media robią tyle szumu z powodu tego, że premierowi zabroniono wziąć udział w programie „Laba diena, Lietuva” państwowej telewizji LRT. Dotąd nigdy nie było z tym żadnego problemu — powiedział „Kurierowi” Zenonas Vaigauskas, szef Głównej Komisji Wyborczej (GKW).

Jak mówi, nadal są transmitowane programy w telewizji państwowej, gdzie udział biorą kandydaci. Nikt nie proponuje rezygnować z takich programów. Można na przykład transmitować już nagraną rozmowę, lub dyskusje. O tym, czy dany program można transmitować, czy nie, decyduje nie GKW, a sama telewizja.

— Reklam podczas tegorocznej kampanii wyborczej być może jest mniej, zwłaszcza w telewizji. Przyczyna jest bardzo prosta. Za reklamę polityczną telewizje prywatne chcą trzy, a nawet cztery razy więcej niż za reklamę komercyjną. Finanse partyjne są ostro kontrolowane. Służby specjalne mają prawo sprawdzić księgowość partyjną, żeby nie było nielegalnych transakcji. Dlatego być może i odczuwa się, że tej reklamy jest trochę mniej. Być może są też jakieś inne przyczyny. Osobiście nie myślę, że brakuje reklamy wyborczej — tłumaczy Zenonas Vaigauskas.

Edmundas Jakilaitis, prowadzący programu „Dėmesio centre” w państwowej telewizji LRT w rozmowie z „Kurierem” zaznaczył, że władza powinna czuć ciągłą presję ze strony społeczeństwa.

— Nie rozumiem, dlaczego nie możemy zapraszać do programu kandydatów do Sejmu. Muszę więc, dopóki nie odbędą się wybory, zamknąć swój program? Czy teraz kandydaci są na wakacjach? Nikt nie może ich krytykować? To nonsens. Społeczeństwo ma prawo wiedzieć, co dzieje się obecnie. Nie rozumiem, dlaczego podczas wyborów kandydaci nie muszą tłumaczyć się ze swoich podjętych decyzji. Chociaż idą wybory, życie też toczy się dalej. Nie pamiętam, żeby kiedyś nie można byłoby zapraszać premiera do programu tylko dlatego, że trwają wybory. Dla mnie to coś nowego — powiedział Edmundas Jakilaitis.

Rimvydas Valatka, sygnatariusz Aktu Niepodległości, powiedział, że to, iż politycy nie mają prawa uczestniczyć w niektórych programach politycznych, bo trwa kampania wyborcza, jest głupotą.

— Nie rozumiem, dlaczego społeczeństwo nie może lepiej poznać kandydatów. Właśnie dzięki takim programom kandydaci są poznawani z różnych stron. Nie myślę, że reklamy politycznej brakuje. Na pewno wystarcza. Wyborca nie powinien znać wszystkich. Wystarczy, że zna kandydatów ze swojego okręgu wyborczego. I bez reklamy na pewno każdy wie, kiedy są wybory — zaznaczył Rimvydas Valatka.

Honorata Adamowicz :