2
Jak bezpieczeństwo Litwy zależy od amerykańskich wyborów

 Nie znamy strategii Trumpa w wielu kwestiach, nawet na tym etapie, gdy zostaje miesiąc do wyborów, uważa Linas Kojala  Fot. archiwum

Nie znamy strategii Trumpa w wielu kwestiach, nawet na tym etapie, gdy zostaje miesiąc do wyborów, uważa Linas Kojala Fot. archiwum

„Gdyby Donald Trump został prezydentem i zaczął urzeczywistniać linię polityczną, o której mówi, powstałyby wątpliwości, czy architektura bezpieczeństwa, od której w dużej mierze zależy bezpieczeństwo krajów bałtyckich, pozostanie niezachwiana” — zauważa w rozmowie z „Kurierem” Linas Kojala, dyrektor Centrum Studiów Wschodnich.

Zbliżające się wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych wzbudzają niemałe emocje także w Europie, która z zainteresowaniem słucha kolejnych wystąpień kandydata republikanów. Największe zaniepokojenie budzi jego stosunek do NATO, które jest podstawową gwarancją bezpieczeństwa, zwłaszcza dla państw bałtyckich, obawiających się zagrożenia ze strony Rosji. Czy rzeczywiście jest się czego obawiać w przypadku zwycięstwa milionera?

— Rzeczywiście, biorąc pod uwagę dotychczasową retorykę Trumpa, jego ewentualna wygrana w wyborach prezydenckich może niepokoić. Jego wypowiedzi niejednokrotnie wskazywały na to, że zamierza zmienić strategiczną linię USA w odniesieniu do NATO — zauważa Linas Kojala. Według dyrektora Centrum Studiów Wschodnich zaniepokojenie mogą budzić np. wypowiedzi określające NATO jako przestarzałą organizację oraz deklarowana gotowość do negocjacji z prezydentem Rosji Władimirem Putinem.
— To oczywiście powoduje niepokój, ponieważ może zachwiać całą obecną architekturą bezpieczeństwa w Europie i na Zachodzie, która jest aktualnie oparta o jedność, solidarność, pryncypialność NATO — podkreśla Kojala.

W swoich wypowiedziach Donald Trump lubi podkreślać, że tylko 5 państw realizuje swoje zobowiązania wynikające z członkostwa w Sojuszu, czyli przeznacza 2 proc. PKB na finansowanie obrony. W tej kwestii Trump docenia szczególnie zaangażowanie Polski. W czasie spotkania z przedstawicielami Polonii w Chicago z uznaniem wypowiedział się o wypełnianiu przez Polskę zobowiązań i o jej roli w Sojuszu, obiecując przy okazji zniesienie wiz dla Polaków już w pierwszych tygodniach prezydentury. Absolutnym liderem w kwestii obronności pozostają jednak Stany Zjednoczone, które przeznaczają na ten cel ponad 3,5 proc PKB. Bez ich zaangażowania nie można wyobrazić sobie skuteczności sił NATO.

W tej chwili retoryka Trumpa może być dla Litwy także okazją do spojrzenia na własną gotowość do obrony. Po tym, jak w lipcu kandydat na prezydenta USA w wywiadzie dla „New York Times” uzależnił udzielenie pomocy członkom NATO w zależności od wywiązywania się przez nich z zobowiązań sojuszniczych, pojawiło się niemało komentarzy. Była minister ochrony kraju, posłanka partii konserwatywnej Rasa Juknevičienė nazwała wypowiedź Trumpa „zimnym prysznicem, ale całkiem zdrowym”.

„Od początku, od wstąpienia do NATO, lekceważyliśmy nasze zobowiązanie; to, że my sami jesteśmy przede wszystkim odpowiedzialni za bezpieczeństwo swego kraju” — mówiła Juknevičienė, zwracając uwagę, że „nie może być tak, że my nic nie robimy, a Ameryka przyjdzie i nas obroni”.

Warto przypomnieć, że przez pierwsze 10 lat obecności w NATO, od 2004 roku, Litwa na obronę kraju przeznaczała zaledwie 0,8 proc. PKB. Mniejszy budżet na ten cel w Sojuszu Północnoatlantyckim miał tylko Luksemburg. Od 2014 r., czyli od początku konfliktu na Ukrainie, wydatki na obronność konsekwentnie wzrastają. W przyszłym roku mają one wynieść 1,79 proc. PKB, a więc około 725 mln euro, jednak wymagany poziom, czyli 2 proc. PKB, Litwa może osiągnąć dopiero w 2018 roku.

Linas Kojala uważa, że dotychczasowe wypowiedzi Trumpa nie przesądzają jeszcze jego rzeczywistej polityki, jako ewentualnego prezydenta USA.
— Tak naprawdę w tej chwili główny problem polega na tym, że Trump jest nieprzewidywalny. Być może jako prezydent wzmocniłby NATO jak nigdy dotąd w historii, ale istnieje też możliwość, że zechce zmienić NATO radykalnie. Teraz tego nie wiemy, ponieważ Trump nie jest politykiem i jego wypowiedzi są tylko deklaracjami. Głównym powodem do niepokoju nie jest to, co on mówi, lecz to, że nie znamy jego strategii w wielu kwestiach, nawet na tym etapie, gdy zostaje miesiąc do wyborów — uważa Kojala.

W Stanach Zjednoczonych nie brakuje jednak osób, które sprawy bezpieczeństwa państw bałtyckich traktują poważnie. O tym, że USA już teraz, nie czekając na wyniki wyborów prezydenckich, powinny wysłać jasny komunikat do Moskwy, przekonany jest były doradca prezydenta USA do spraw bezpieczeństwa narodowego prof. Zbigniew Brzeziński.

„W swoich ostatnich miesiącach administracja Obamy powinna prywatnie powtórzyć Rosji, że dowolne wtargnięcie do państw bałtyckich oznaczałoby wojnę. To nie groźby, po prostu fakt” — napisał na Twitterze Brzeziński.
***
„Wrogowie Litwy będą także wrogami USA” — zapewniał w 2002 r. w Wilnie prezydent George W. Bush. Czekając na wyniki listopadowych wyborów w Stanach Zjednoczonych pozostaje mieć nadzieję, że słowa, które zostały wyryte na jednej z tablic na wileńskiej starówce, pozostaną nadal aktualne.

2 odpowiedzi to Jak bezpieczeństwo Litwy zależy od amerykańskich wyborów

  1. Dudak mówi:

    Miała Pani też z kim gadać : typowy antyruski analityk,bliski władzy.Trump chce,by USA zajmowały się tylko tymi sprawami,które są żywotnie ważne dla USA, nie zaś bieganiem z pałą żandarma po świecie i niejasne w czyich interesach.

  2. W.Litwin mówi:

    Rzeczywiście cały świat interesuje się i szykuje inwazję na ‘pępek świata’ Litwę, gdzie megalomania sięga wyżej niż Kilimandżaro

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.