0
To w Wilnie czuję się u siebie…

Ojciec z rodzeństwem. Od lewej — siedzą — stryj Władysław (z żoną i córką Litwinką i 4-letnią wnuczką wywieziony z rodziną w 1946 r., pochowany w Krasnojarsku, rodzina wróciła do Wilna w 1956 r.), stryj Bronisław (mój ojciec chrzestny), ciotka Stanisława, Jan — mój ojciec i stryj Piotr. Stoją — stryj Marian (jako wójt Postaw, aresztowany przez NKWD zaraz po wejściu sowietów i zamęczony potem w Berezweczu) oraz stryj Leon (został pod Wilnem, na wsi) Fot. archiwum rodzinne Teresy Gumowskiej-Kacmajor

Ojciec z rodzeństwem. Od lewej — siedzą — stryj Władysław (z żoną i córką Litwinką i 4-letnią wnuczką wywieziony z rodziną w 1946 r., pochowany w Krasnojarsku, rodzina wróciła do Wilna w 1956 r.), stryj Bronisław (mój ojciec chrzestny), ciotka Stanisława, Jan — mój ojciec i stryj Piotr. Stoją — stryj Marian (jako wójt Postaw, aresztowany przez NKWD zaraz po wejściu sowietów i zamęczony potem w Berezweczu) oraz stryj Leon (został pod Wilnem, na wsi) Fot. archiwum rodzinne Teresy Gumowskiej-Kacmajor

Teresa Gumowska-Kacmajor przyjechała do Gdańska z Wilna w wieku 11 lat.
Tu ukończyła szkołę średnią, studia lekarskie, tu realizowała się zawodowo i rodzinnie. Jednak nigdy nie czuła się prawdziwą gdańszczanką.

Gdy w latach 70. przyjechała po raz pierwszy na Litwę już jako osoba dorosła, chodząc po grodzie nad Wilią ze swoją stryjeczną siostrą, rozumiała, że jednak to jest jej ojczyste miasto.
Wspomnienia wyjazdu z Wileńszczyzny do dziś są bardzo wyraźne i jasne. Choć była dzieckiem, rozumiała, że miejsce, z którego wyjeżdża, nie jest już Polską. Rodzice mało mówili na ten temat, wyjeżdżali z ciężkim sercem i ze świadomością, że zapada żelazna kurtyna, że żegnają się na zawsze. Wyjeżdżają z Litwy również bracia ojca Jan, Bronisław i Piotr, zostaje Władysław (później wywieziony na Syberię) i Leon, który został na wsi. Siostra Stanisława jest w Paryżu, Marian już nie żyje.

— Pamiętam, jak się przekraczało granicę i zobaczyłam żołnierza z orzełkiem. Bez korony. I wtedy okazało się, że to już jest Polska. Mój stryj po raz drugi ożenił się z Litwinką, miał dwoje dzieci. Dzieci, żeby rodzicom nie było przykro, uzgodniły między sobą, że jedno będzie Polakiem, a drugie Litwinem. No i syn zdecydował, że będzie Polakiem, a córka zdecydowała, że będzie Litwinką. I została w Wilnie. W Wilnie wyszła za mąż za Litwina. Na Litwie zostawiliśmy dwa takie mająteczki. Mniej więcej 40 hektarowe. Mój dziadek ze strony ojca miał sześciu synów i córkę. Pracował jako administrator majątków cudzych na Litwie, zanim się dorobił, że tak powiem swojego. Między innymi pracował w majątku Karłowicza. I potem tę ziemię podzielił między swoje dzieci. Z tego działu ojciec miał taki właśnie swój mająteczek, Polankę. Tak się nazywał. A potem jeszcze kupił drugi, niedaleko, który się nazywał Karczmiszcze. Te wszystkie majątki były blisko siebie, rodzina była bardzo zżyta, bliska — przypomina pani Teresa.

Z 2008 r. Cała rodzina w Irlandii, gdzie mieszka młodsza córka pani Teresy — Magda. Od lewej — zięć Andrzej, mąż Juliusz, córka Magda z Markiem, Teresa Gumowska-Kacmajor, córka Anna z dziećmi i pies Grappa Fot. archiwum rodzinne Teresy Gumowskiej-Kacmajor

Z 2008 r. Cała rodzina w Irlandii, gdzie mieszka młodsza córka pani Teresy — Magda. Od lewej — zięć Andrzej, mąż Juliusz, córka Magda z Markiem, Teresa Gumowska-Kacmajor, córka Anna z dziećmi i pies Grappa Fot. archiwum rodzinne Teresy Gumowskiej-Kacmajor

Ojciec pani Teresy — Jan Gumowski — był dyrektorem Państwowej Szkoły Technicznej w Wilnie na Holenderni. W 1945 roku, kiedy rodzina zastanawiała się nad wyjazdem, ojciec napisał list do Gdańska do ówczesnego Ministerstwa Oświaty, w którym zaproponował przeniesienie częściowe tej szkoły technicznej. Otrzymał twierdzącą odpowiedź. Dyrektorem był tylko 2 lata — jak już wszystko zorganizował — stał się wrogiem klasowym.

Ojciec nigdy nie rozmawiał o Wilnie, o tęsknocie za rodzinnym miastem.
To mama, która długie wakacje spędzała jako nauczycielka pod Wilnem w domu letniskowym należącym do rodziny, bardzo tęskniła za tym grodem, za przyrodą wileńską, często wspominała Wileńszczyznę i to od niej wiem o Ziemi Wileńskiej najwięcej — mówi pani Teresa.

Do szkoły na Litwie pani Teresa nie chodziła, próbowała do litewskiej chodzić kilka dni, ale niczego tam nie rozumiała, więc przestała.
W Gdańsku trafiła do szkoły wcześniej niż planowano, przez przypadek.
Koleżanka z podwórka też repatriantka, która już chodziła do szkoły, poprosiła ją pewnego dnia pójść z nią razem, aby tak sobie pogadać na lekcjach, a dyrektor szkoły, gdy zobaczył, jak dobrze czyta, pozwolił zostać. Tak trafiła do szkoły pod koniec 5 klasy. Nie przypomina, aby była jakoś gorzej traktowana, dzieci się śmiały jedynie z jej wymawianego wileńskiego „ł”.
Chociaż nie ukrywa, że z jednej polskiej szkoły tuż przed maturą mogła wyjść z „wilczym biletem”.
— Wywalono mnie za nieprawomyślność. To był bardzo niełatwy okres, okres bardzo aktywnych bojówek ZMP (Związek Młodzieży Polskiej). Na lekcji historii na pytanie nauczyciela: „Kto zaproponował ostatni rozbiór Polski?”, ja szeptem koleżance powiedziałam: „Towarzysz Stalin”.

2010 r. Spotkanie z okazji przyjazdu z Wilna Wandy, wnuczki stryja Władysława (wywiezionej ongiś na Syberię czterolatki). Od lewej — Kalina, wnuczka Piotra; Wanda; ja; córka Anna z mężem i córeczką Melą; Olek, wnuk Władysława z żoną Izą; mój wnuk Julian i mąż Juliusz Fot. archiwum rodzinne Teresy Gumowskiej-Kacmajor

2010 r. Spotkanie z okazji przyjazdu z Wilna Wandy, wnuczki stryja Władysława (wywiezionej ongiś na Syberię czterolatki). Od lewej — Kalina, wnuczka Piotra; Wanda; ja; córka Anna z mężem i córeczką Melą; Olek, wnuk Władysława z żoną Izą; mój wnuk Julian i mąż Juliusz Fot. archiwum rodzinne Teresy Gumowskiej-Kacmajor

A usłyszał to kolega, który zbierał „punkty” na uczelnię, bo wówczas w ten sposób się zbierało punkty i odpowiednio to nagłośnił. Były zebrania potępiające, w ogromnej auli i itd… Mnie zawieszono na początku. Dyrektor był jednak wspaniałym człowiekiem. Pomógł mi dostać się do innej szkoły, gdzie zdałam maturę. Los tak chciał, że później ten dobrze słyszący kolega, ja i nasz dyrektor spotkaliśmy się na oddziale w szpitalu podczas praktyk lekarskich na studiach – dziś z uśmiechem przypomina tę dramatyczną historię pani Teresa.

Z ogromnym wzruszeniem nasza rozmówczyni wspomina swe pobyty na Litwie.

— W Wilnie tak naprawdę poczułam się na swoim miejscu. U siebie. Stryj Władysław zmarł koło Krasnojarska, a jego żona z córką i wnuczką wróciła do Wilna. Swój rodzinny dom w opłakanym stanie odzyskali dopiero w 1990 roku, ale to dzięki nim poznałam moje Wilno poprzez historię swojej rodziny, tych miejsc, które były bliskie sercu moim rodzicom i moim krewnym.
Pani Teresa jest mamą dwóch córek i babcią dwojga wnuków. Gdańsk i Gdynia to miasta, gdzie spędziła swe życie. Pracowała i nadal pracuje jako lekarz. Nieco ze smutkiem mówi dziś o tym, że w pewnym wieku człowiek pragnie już mieć wszystko uporządkowane.
Na honorowym miejscu w domu pani Teresy są piękne, ogromne segregatory pełne starych dokumentów, zdjęć i pamiątek rodzinnych.

Jedną z wielu wileńskich tradycji rodziny pani Teresy jest przygotowywanie wileńskich śliżyków, co jest nie tylko pracochłonne, ale jest to swoisty rytuał, celebrowany w rodzinie jako obraz „małej ojczyzny”, a też pewne zaprzeczenie  procesu „wykorzenienia” wynikającego z pozbawienia przesiedleńców ojczyzny.

Teresa Gumowska-Kacmajor na Helu, na tle bunkrów obronnych z czasu wojny Fot. archiwum rodzinne Teresy Gumowskiej-Kacmajor

Teresa Gumowska-Kacmajor na Helu, na tle bunkrów obronnych z czasu wojny Fot. archiwum rodzinne Teresy Gumowskiej-Kacmajor

Każda rodzina jest inna. Jednak rodziny kresowian są bardzo podobne. Są otwarte, ciepłe, życzliwe. Kilka godzin spędzonych na rozmowie z panią Teresą to niezapomniana podróż do krainy kilku rodzin wileńskich, które zawsze miały swego ducha, własne wspomnienia i tajemnice przekazywane tylko jej członkom. Stanowią one jednak nie tylko indywidualne obrazy przeszłości, ale są pięknymi przykładami zachowań rodzinnych chroniących ważne dla każdego Polaka wartości moralne i etyczne.

Z pewnością współczesne społeczeństwa tak naprawdę trwają dzięki pamięci przeszłości przekazywanej z pokolenia na pokolenie.
W zglobalizowanym świecie szczególną rolę pełni rodzina, w której przekazywane jest dziedzictwo kulturowe. Poczucie więzi genealogicznej, historie rodzinne, pamiątki rodzinne, zwyczaje i obyczaje, wzory zachowań, przekonania i wartości to podstawowe elementy międzypokoleniowej kontynuacji kulturowej, która przetrwa między innymi dzięki takim osobom, jaką jest pani Teresa Gumowska-Kacmajor.

Leave a Reply

Your email address will not be published.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.