0
Wileńska i krakowska twarz Bożego Miłosierdzia

Obraz wileński miał burzliwą historię, co znacznie wpłynęło na jego stan. Konserwację wykonała Edyta Hankowska-Czerwińska z Włocławka Fot. Marian Paluszkiewicz

Obraz wileński miał burzliwą historię, co znacznie wpłynęło na jego stan. Konserwację wykonała Edyta Hankowska-Czerwińska z Włocławka Fot. Marian Paluszkiewicz

Obraz Jezusa Miłosiernego znany jest chyba na całym świecie. W większości kościołów znajdziemy jednak nie ten wzorowany na obrazie wileńskim, ale na dużo późniejszym dziele Adolfa Hyły.

Do Krakowa ludzie mieli o wiele łatwiejszy dostęp niż do Wilna w czasach sowieckich. Często również z Polski ludzie wyjeżdżali na Zachód Europy i na inne kontynenty, przewożąc ze sobą reprodukcje obrazu Hyły. Ludzie bardzo polubili ten obraz, ale nie tylko. Można powiedzieć, że Bóg zsyłał na łaski, również przez ten obraz, mimo że nie był on tak wierny wizji s. Faustyny — opowiada „Kurierowi” s. Iwona ze Zgromadzenia Sióstr Jezusa Miłosiernego.

Pierwszy obraz Jezusa Miłosiernego powstał w Wilnie w pracowni Eugeniusza Kazimirowskiego według wskazówek s. Faustyny i dzięki staraniom ks. Michała Sopoćki w 1934 r. Kapłan postarał się, by został zawieszony w kościele pw. św. Michała, którego był rektorem. Obraz wisiał tam przez cały czas wojny. Po wejściu Armii Czerwonej rozpoczął się nowy okres w dziejach Wileńszczyzny, znaczony także prześladowaniami wiary i Kościoła. W 1948 r. kościół zamknięto. Obraz uratowały dwie kobiety, członkinie sodalicji Mariańskiej.

— Zobaczyły, że w kościele pojawili się robotnicy. Drzwi były uchylone, więc weszły do środka. Udało im się nakłonić robotników, by za pewną sumę pieniędzy pozwolili im wyjąć obraz z ramy i wynieść z kościoła. Tłumaczyły, że zależy im na obrazie, ponieważ jest on ich pamiątką rodzinną — opowiada s. Iwona.

Siostra Patrycja podkreśla, że obraz wileński jest pełen głębokiej symboliki Fot. Marian Paluszkiewicz

Siostra Patrycja podkreśla, że obraz wileński jest pełen głębokiej symboliki Fot. Marian Paluszkiewicz

Kilka lat obraz przeleżał na strychu zwinięty w rulon, w niezbyt dobrych warunkach. Zainteresował się nim dopiero przyjaciel ks. Sopoćki ks. Józef Grasewicz, który w 1956 r. powrócił do Wilna po kilkuletnim uwięzieniu w sowieckim obozie pracy.

— Ks. Grasewicz znalazł go w kościele pw. Ducha Świętego. Zapytał, czy może go zabrać. Proboszcz bez wahania powiedział „bierz” i tak obraz znalazł się na Białorusi, w Nowej Rudzie — wyjaśnia nam s. Faustyna ze Zgromadzenia Matki Miłosierdzia, którego ks. Grasewicz był współzałożycielem.

— Obraz był u nas do 1970 r. Zawieszony został bardzo wysoko, pod samym sufitem. Ludzie bardzo się do niego przywiązali, odmawiali koronki. Wreszcie kościół zamknięto. Władze nakazały wywieźć z niego wszystkie sprzęty. Ks. Grasewicz bardzo bał się o obraz. Chciał go przewieźć do ks. Sopoćki do Polski, ale to było zbyt niebezpieczne. Powiedział więc „Chyba Pan Jezus chce wrócić do Wilna”. Nie było to jednak łatwe. Po pierwsze dlatego, że ludzie nie chcieli go oddać. Wiedzieliśmy jednak, że grozi mu zniszczenie i trzeba go zabrać. Nasze dwie siostry — Cecylia i Benigna — weszły więc w nocy przez dach i zamieniły go na kopię — opowiada s. Faustyna.

Obraz został więc ocalony, wywieziony co prawda z Białorusi, ale nadal pozostawał na terenie Związku Sowieckiego, co sprawiało, że znacznie trudniej było rozpowszechniać wiadomości o nim.

— Ks. Sopoćko myślał o przewiezieniu obrazu na teren Polski, jednak granica między Związkiem Sowieckim a PRL była trudną do przekroczenia, zwłaszcza, gdyby ktoś chciał przewieźć tak dużą rzecz. Obraz Kazimirowskiego był więc oddzielony od Zachodniego świata o wiele bardziej niż obraz krakowski. Kontakty między Polską a krajami Europy Zachodniej były o wiele łatwiejsze, co pozwalało na łatwiejsze rozprzestrzenianie się wiadomości — wyjaśnia s. Iwona ze Zgromadzenia Sióstr Jezusa Miłosiernego.

Tymczasem o namalowanie kolejnego obrazu według wizji s. Faustyny zabiegały siostry z jej zgromadzenia. Już po śmierci świętej szukały malarza, którzy mógł namalować obraz, podobny do tego, jaki znajdował się wcześniej w kaplicy sióstr w Warszawie na Żytniej, jednak został spalony razem z domem w czasie Powstania Warszawskiego. Siostry miały do dyspozycji czarno-białe zdjęcia i opis w dzienniczku.

Siostra Iwona Fot. Marian Paluszkiewicz

Siostra Iwona Fot. Marian Paluszkiewicz

— Zgłosił się Adolf Hyła. Do tych informacji, jakie przekazały mu siostry, dołożył on swoją fantazję. Malował tak, by obraz był jak najpiękniejszy. Jego pierwszy obraz przedstawiał Jezusa na tle krajobrazu łąki. Ksiądz Sopoćko, gdy zobaczył i porównał dzieło Hyły z obrazem, który nosił w sercu, był przerażony. Nie był ujęty pięknem obrazu, ale akcentował różnicami z opisem s. Faustyny — zauważa s. Iwona.

Siostry podkreślają, że obraz wileński jest jak ikona, każdy szczegół ma w nim znaczenie symboliczne i teologiczne.

— Obraz Hyły zawiera wiele z fantazji malarza. Ks. Sopoćko prosił malarza, aby zmienił obraz — przede wszystkim, jeśli chodzi o tło. Chciał również, aby ręka Jezusa była umieszczona nieco wyżej, aby jego spojrzenie było inne, by postać była dostojna. Hyła, zanim zmienił cokolwiek na obrazie, który znajduje się w Łagiewnikach, namalował ok. 200 kopii i rozesłał je po całym świecie. Ten wizerunek bardzo się ludziom podobał, był kolorowy, bardzo przyjemny. Nieznana była przecież symbolika obrazu — opowiada s. Iwona.

Obraz wileński przedstawia Jezusa na ciemnym tle, ze spojrzeniem skierowanym ku ziemi. Na pierwszym obrazie Hyły czarne tło zastąpił łagiewnicki pejzaż, a wzrok Jezusa skierowany jest na wprost. Obraz nie mieścił się jednak w ołtarzowej wnęce w Łagiewnikach, dlatego siostry zleciły artyście namalowanie duplikatu. Poświęcenie drugiego obrazu nastąpiło 16 kwietnia 1944 r., w pierwszą niedzielę po Wielkanocy, dzisiaj Święto Miłosierdzia Bożego.
Obraz natychmiast zasłynął łaskami. W 1954 r. na prośbę ks. Sopoćki artysta zamalował krajobraz ciemnym tłem. Ks. Sopoćko nie był jednak zadowolony z dzieła krakowskiego malarza. Ze względu na trudności z przewiezieniem oryginalnego obrazu na teren PRL-u zabiegał o zorganizowanie konkursu na nowy obraz. Zwyciężyło dzieło Ludomira Sleńdzińskiego, jednak temu obrazowi nie udało się zastąpić znanego już dobrze obrazu z Łagiewnik.

Warto przy okazji zauważyć, że krakowski obraz nie był zwykłym zamówieniem, ale wotum wdzięczności za ocalenie rodziny malarza.

— Adolf Hyła przywiązywał wielką wagę do modlitwy w Łagiewnikach, uważał, że to wtedy ważyły się losy jego i jego bliskich, stąd też można chyba powiedzieć, że obraz tworzył z potrzeby serca. Obraz Kazimirowskiego był natomiast wyrazem posłuszeństwa, zarówno s. Faustyny jak również ks. Sopoćki i malarza — zauważa s. Partycja ze Zgromadzenia Sióstr Jezusa Miłosiernego.

Kult Miłosierdzia napotykał na przeszkody nie tylko na terenie ZSRS. Szerzenie jego było ograniczane również w samym Kościele.

— Kult Miłosierdzia Bożego rozwijał się w pewny nie do końca kontrolowany sposób. Fragmenty „Dzienniczka” siostry Faustyny były przepisywane na maszynie i szły w świat. Przy robieniu kolejnych kopii w ten sposób pojawiały się błędy. Zdarzało się np. że słowa, które w oryginale były podawane jako słowa Jezusa, w maszynopisach występowały jako słowa s. Faustyny. Co więcej — takie kopie tłumaczono na inne języki, co jeszcze bardziej zniekształcało przesłanie. Dla czytających te teksty s. Faustyna jawiła się nie jako posłuszna zakonnica, ale jako osoba, uważająca siebie za kogoś niezwykłego — wyjaśnia s. Iwona.

Kult Miłosierdzia zgodnie z przesłaniem, jaki w swoim „Dzienniczku” spisała s. Faustyna, został na pewien czas zakazany.

— Kościół podjął prawidłową decyzję, że sprawę trzeba zbadać. Zanim została zbadana, trzeba było w jakiś sposób ograniczyć kult. Notyfikacja o zakazie kultu według, jak mówiono „rzekomych objawień s. Faustyny” była ogłoszona w L’Osservatore Romano, a wcześniej list, jako poważne ostrzeżenie, był przekazany ks. Sopoćce przez kard. Wyszyńskiego. Ks. Sopoćko był proszony, by zaprzestał szerzenia kultu Miłosierdzia Bożego. Od tej pory ks. Sopoćko pisał tylko do szuflady, powołując się na Pismo Święte i na ojców Kościoła — uważa nasza rozmówczyni.

Biskupi w Polsce zdecydowali, że obrazy Jezusa Miłosiernego mogą pozostać w tych kościołach, gdzie wierni już się do nich przyzwyczaili, ale Koronka nie może być odmawiana publicznie.

Mimo że na całym świecie bardziej znany jest obraz krakowski, w domach sióstr znajdują się najczęściej wizerunki zbliżone do wileńskiego Fot. Marian Paluszkiewicz

Mimo że na całym świecie bardziej znany jest obraz krakowski, w domach sióstr znajdują się najczęściej wizerunki zbliżone do wileńskiego Fot. Marian Paluszkiewicz

— Dotyczyło to także naszego zgromadzenia. Siostry przez długi czas mogły się modlić nią tylko indywidualnie. Ks. Sopoćko zmarł na kilka lat przed oficjalnym zatwierdzeniem przez Kościół kultu Bożego Miłosierdzia, o jakim mówiła s. Faustyna. Kościół postępuje mądrze, ma czas, czeka, aż sprawa się wyjaśni. Ks. Sopoćko pisał zresztą w swoim dzienniku, że nie obawia się trudności, bo sama s. Faustyna mówiła, że na jakiś czas wszystko będzie zamknięte jakby w ciemnej skrzyni, a później jeszcze raz wybuchnie z nową siłą. On sam doskonale rozumiał, że ta sprawa potrzebuje oczyszczenia — dodaje s. Iwona.

S. Partycja z wykształcenia jest malarką. Do tej pory wykonała kilka mniejszych kopii obrazu Kazimirowskiego, ale przyznaje, że nie ma odwagi zająć się większą pracą.

— Dla mnie ten obraz to tajemnica. Wydaje mi się, że w jego przypadku najlepszym sposobem na rozpowszechnianie są kopie cyfrowe. Teraz technika daje ogromne możliwości, zresztą widzimy, że wileński wizerunek jest coraz bardziej rozpoznawany na całym świecie — wyjaśnia.

Według niej najważniejsza jest symbolika, jakiej pełen jest wileński obraz.

Najbardziej znanym obecnie na świecie obrazem Jezusa Miłosiernego jest obraz autorstwa Adolfa Hyły

Najbardziej znanym obecnie na świecie obrazem Jezusa Miłosiernego jest obraz autorstwa Adolfa Hyły

— Spojrzenie Jezusa na obrazie Kazimirowskiego to spojrzenie z krzyża. Ważne jest także ułożenie ręki, które odpowiada wymogom przedsoborowej liturgii. W tym obrazie możemy dostrzec dwie największe tajemnice chrześcijaństwa — Mękę i Zmartwychwstanie. Dwa promienie, które w obrazie Kazimirowskiego się łączą, to symbole sakramentów: biały promień, który usprawiedliwia duszę, to symbol pokuty i pojednania. Czerwony to pokarm dla dusz, czyli symbol Eucharystii. Czarne tło również nie jest przypadkowe — jest symbolem ciemności grzechu w naszej duszy. Jezus przychodząc przynosi światło, którego źródłem na obrazie wileńskim wyraźnie jest serce Jezusa — opowiada.

Mimo że na całym świecie bardziej znany jest obraz krakowski, w domach sióstr znajdują się najczęściej wizerunki zbliżone do wileńskiego.

— Właśnie do tego obrazu, także ze względu na opinię ks. Sopoćki, przywiązane jest nasze zgromadzenie. Ten wileński obraz był otaczany jego szczególną opieką od samego początku. Właśnie on najlepiej oddaje przesłanie s. Faustyny. Zresztą Jezus wielokrotnie mówił s. Faustynie, że nie w pięknie obrazu jest siła. Ma on o wiele głębszy wymiar, który nie ogranicza się do przedstawienia postaci Jezusa — podkreśla s. Patrycja.

— I w Krakowie obraz obwieszony jest wieloma wotami, i w Wilnie ludzie otrzymują wiele łask za jego pośrednictwem. My jesteśmy przywiązani do oryginału, dlatego że powstawał właśnie tutaj według wskazówek s. Faustyny — mówi s. Iwona.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.