2
Młodzi, zdolni — studiujący emigranci

 Studenci z Wileńszczyzny założyli w Warszawie własną drużynę koszykówki Lituanica Warsaw. Na zdjęciu — członkowie drużyny i kibice Fot. Jolanta Paluszkiewicz
image-80845

Studenci z Wileńszczyzny założyli w Warszawie własną drużynę koszykówki Lituanica Warsaw. Na zdjęciu — członkowie drużyny i kibice Fot. Jolanta Paluszkiewicz

Wielu młodych Polaków z Wileńszczyzny wybiera studia w Polsce. Wśród nich przeważają ci najzdolniejsi, którzy mogą liczyć na szeroką ofertę stypendialną.

— Prawie każdy wyjeżdżając mówi, że po 3 czy 5 latach chce wrócić na Litwę. Tymczasem w rzeczywistości większość zostaje w Polsce — mówi „Kurierowi” Małgorzata Aleksandrowicz. Niewątpliwie Polska w ten sposób zyskuje. Czy jednak przypadkiem nie okrada trochę Wileńszczyzny z jej największego bogactwa?
— Według mnie to raczej Wileńszczyzna nie docenia zdolnych młodych ludzi i pozwala im wyjechać — uważa Aleksandrowicz.

Artur Markiewicz studiuje w Warszawie dopiero od października. Skończył studia I stopnia na wydziale medycznym Uniwersytetu Wileńskiego. Studiował zdrowie publiczne, jednak swoją pracę licencjacką poświęcił badaniom nad eutanazją.
— Zainteresowała mnie bardzo bioetyka. Uważam, że to ważne, dlatego chciałem na tym kierunku rozpocząć studia magisterskie. Niestety, na Litwie nie ma takiej możliwości. Dlatego zdecydowałem się na wyjazd do Polski i studia na Uniwersytecie Warszawskim — wyjaśnia „Kurierowi”.

Jakie są pierwsze wrażenia ze studiowania w kraju, który — wydawałoby się — dobrze się zna?

— Nie jest łatwo. Może też dlatego, że do tej pory studiowałem na wydziale medycznym, teraz — na filozoficznym. Z drugiej strony — uczę się wiele nowego, stykam się z poglądami, z którymi niejednokrotnie się nie zgadzam, ale to też wpływa na mój rozwój — zauważa.

Do Warszawy wyjechał jako stypendysta rządu polskiego.

— Po raz pierwszy myślałem o studiach w Polsce w klasie maturalnej, ostatecznie wybrałem jednak wtedy Uniwersytet Wileński. Po licencjacie szukałem możliwości znalezienia stypendium na wyjazd do Polski. Zadzwoniłem do konsulatu i okazało się, że jest to możliwe — mówi.
Według niego załatwienie formalności związanych z wyjazdem nie było zbyt trudne.
— Bardzo pomogli mi wykładowcy z Uniwersytetu Wileńskiego. Potrzebowałem opinii i kilku dokumentów z uczelni. Trochę trudniej było na Uniwersytecie Warszawskiem, ale również do przejścia — opowiada.

Artur deklaruje, że po studiach wróci na Litwę.

 „Widzę w Polsce większe perspektywy, doskonale się odnalazłam” — mówi Małgorzata Aleksandrowicz Fot. Jolanta Paluszkiewicz
image-80846

„Widzę w Polsce większe perspektywy, doskonale się odnalazłam” — mówi Małgorzata Aleksandrowicz Fot. Jolanta Paluszkiewicz

— Jeśli chodzi o mój kierunek — nie mam złudzeń — w Polsce nie znajdę pracy. Chcę wracać na Uniwersytet Wileński. Na Litwie bioetyka nie jest zbytnio popularna, nie ma wielu specjalistów w tej dziedzinie, wydaje mi się więc, że moje wykształcenie może się przydać — mówi o swoich planach na przyszłość.
Przed nim jednak jeszcze prawie 2 lata studiów, a przez ten czas dużo może się zmienić.

Jolanta Paluszkiewicz mieszka w Warszawie piąty rok. Zrobiła już licencjat z filologii polskiej, teraz studiuje kulturoznawstwo. Uważa, że warunki, na których studiują Polacy z Wileńszczyzny w Polsce, są bardzo korzystne przede wszystkim pod względem ekonomicznym. Przez 4 lata była stypendystką rządu polskiego.

— Utrzymywałam się tylko ze stypendium, które wynosi 900 zł miesięcznie. 5 lat temu za akademik płaciłam 270 zł, czyli zostawało jeszcze ponad 2/3. Jeśli żyje się z głową i nie imprezuje zbyt dużo, to wystarcza, by poradzić sobie nawet bez regularnej pomocy rodziców — mówi o początku swojego życia w Warszawie.

W tym roku otrzymała stypendium Wspólnoty Polskiej. Jest to jednorazowa pomoc — 4 370 zł na rok, w kolejnych latach można się ubiegać o nieco niższą sumę — 3 690 zł. Jolanta przyznaje, że nie jest to stypendium, z którego można się utrzymać, ale uważa, że dzięki niemu można realizować swoje marzenia. Jeśli ktoś pracuje i zarabia ok. 1 500-2 000 zł na rękę, może stypendium wykorzystać na podniesienie swoich kwalifikacji, np. zrobienie kursu językowego czy prawa jazdy.

— Dla mnie to będzie pomoc w zrobieniu swojej wystawy. Nie mam na to sponsorów, pieniądze muszę znaleźć sama. Oprócz filologii polskiej studiowałam także fotografię prasową. Zrezygnowałam na ostatnim roku m. in. ze względu na duże koszty związane ze zrobieniem wystawy, która jest konieczna do ukończenia studiów. Zbyt szybko się poddałam, teraz będę mogła wznowić studia — opowiada o swoich planach.

Wspólnocie Polskiej zależy na tym, żeby jej stypendyści, poza studiami, wykazywali się też aktywnością społeczną. By uzyskać stypendium, potrzebne są tzw. raporty o działalności na rzecz Polonii.

— Wydaje mi się, moim głównym atutem była trwająca cały sezon praca w Operze Narodowej w Warszawie. Pracowałam w biurze w centrum promocji i informacji, ale tak naprawdę robiłam wszystko. Razem z koleżanką zrobiłyśmy kampanię reklamową jednego z baletów i nasz pomysł został zrealizowany. To wszystko była praca społeczna, za którą nie otrzymywałam wynagrodzenia — mówi Jolanta.

Stypendium Wspólnoty Polskiej otrzymała w tym roku również Małgorzata Aleksandrowicz. W Polsce mieszka już od 6 lat, nie przestaje jednak angażować się w prace na rzecz Polaków na Litwie.

— Nadal jestem czynnie działająca harcerką, współpracuję z Wileńską Młodzieżą Patriotyczną, również z mediami na Wileńszczyźnie — opowiada o swoim zaangażowaniu.

Małgorzata skończyła studia magisterskie na kierunku dziennikarstwo i komunikacja społeczna na Uniwersytecie Warszawskim. Obecnie kończy drugi kierunek — negocjacje w dyplomacji w Collegium Civitas. Podobnie jak Jolanta uważa, że pod względem materialnym studia w Polsce są bardzo korzystnym wyjściem. Nie oznacza to jednak, że nie ma trudności. Obie opowiadają o tym, że nie jest łatwo przekroczyć barierę, która jednak dzieli Polaków po obu stronach granicy.

— Na początku było bardzo ciężko. Na pewno nie czułam się jak u siebie. To nie jest tak, że się przyjeżdża i każdy Polak od razu jest przyjacielem. Takie wyobrażanie można mieć, gdy Polskę zna się tylko z wyjazdów na kolonie. W życiu tak nie jest — mówi Jolanta.

Największą barierą był język.
— Bardzo często byłam uważana za osobę z Białorusi lub z Ukrainy czy z Rosji. Kiedy tylko się odezwałam, słyszałam: „Ty jesteś z Białorusi?”. To było bardzo męczące. W pierwszych miesiącach też myślałam, że może jednak trzeba wracać. Studia to też nie było to, czego chciałam. Wybrałam filologię polską dlatego, że nie dostałam się na psychologię. Teraz bardzo się cieszę, że tak się stało, bo te studia dały mi dokładnie to, czego potrzebowałam — opowiada.

Małgorzata po szkole średniej w Mejszagole wyjechała na studia do Bydgoszczy.
— Musiałam się tam odnaleźć w zupełnie innym studenckim świecie niż ten w Warszawie. Tu łatwiej odnaleźć znajomych z Wileńszczyzny. W Bydgoszczy nie było nikogo. Musiałam nawiązać bardzo dużo nowych kontaktów, poradzić sobie z istniejącą jednak barierą językową, akcentem. Musiałam w pewien sposób udowodnić, że nie jestem na tych studiach gorsza — opowiada o początkach swojego pobytu w Polsce.

Do Warszawy przyjechała już po licencjacie, na studia magisterskie. Od wykładowców słyszała, że Bydgoszcz bardzo jej posłużyła.

— Na tle osób z Wileńszczyzny, które mieszkały od początku studiów w Warszawie, wyróżniałam się przede wszystkim językowo. Przebywanie w wileńskim środowisku w Warszawie utrudnia asymilację — uważa Aleksandrowicz.

Dlaczego dla Polaków z Litwy, którzy przecież kończą polskie szkoły, największą z barier jest właśnie bariera językowa?

— Język wynosi się z domu, a w naszych domach mówi się bardzo różnie. Niemało jest rusycyzmów, naleciałości. Ja miałam może trochę łatwiej, ponieważ moja babcia z wykształcenia jest polonistką i od początku bardzo zwracano mi uwagę na poprawność języka — mówi Małgorzata. — Oczywiście ważna jest szkoła, to przede wszystkim wielka praca polonistów. Wydaje mi się jednak, że w polskich szkołach powinniśmy się bardzo przykładać do poprawności języka także nauczycieli innych przedmiotów. Od każdego nauczyciela przecież uczeń coś przejmuje — zauważa.

Studia nie będą jednak trwać wiecznie. Czy zamierzają wrócić na Litwę?
— To bardzo trudne pytanie. Tam są moi przyjaciele, rodzina… Wilno to jest miasto, które kocham i staram się wszędzie o tym mówić. Ale wrócić… Raczej nie — mówi Jolanta.
Jako powód podaje przede wszystkim sprawy ekonomiczne.
— Odstrasza mnie euro. Ten rozdźwięk między cenami w Polsce i na Litwie przeraża mnie za każdym razem, gdy przyjeżdżam. Patrząc w dalszej perspektywie, np. kupna mieszkania, również wydaje mi się, że na Liwie jest to poza moim zasięgiem. Nie wiem, kim bym musiała być, gdzie pracować, żeby mieć szansę na realizację takich planów. W Polsce wydaje mi się to realne. Może nie za 5 lat, może za 10-15, ale wydaje mi się to bardzo realne — wyjaśnia.

Jolanta Paluszkiewicz pieniądze ze stypendium Wspólnoty Polskiej zamierza przeznaczyć na zrobienie własnej wystawy Fot. Jolanta Paluszkiewicz
image-80847

Jolanta Paluszkiewicz pieniądze ze stypendium Wspólnoty Polskiej zamierza przeznaczyć na zrobienie własnej wystawy Fot. Jolanta Paluszkiewicz

Wracać nie zamierza również Małgorzata.
— Widzę w Polsce większe perspektywy, doskonale się odnalazłam. Bardzo lubię przyjeżdżać na Litwę, ale raczej na kilka dni. Nie oznacza to, że nie zamierzam robić nic dla Wileńszczyzny, ale wracać zdecydowanie nie zamierzam — mówi.

Aleksandrowicz zauważa, że wyjazd na studia za granicę — niekoniecznie do Polski — jest dobrym wyjściem, o którym myśli coraz więcej młodych ludzi.
— Obserwuję swoich znajomych, także harcerzy, którzy kończą teraz szkoły na Litwie. Bardzo wielu z nich myśli o wyjeździe. Często świetnie znają język angielski, nie ma więc problemów, by wyjechać gdzieś dalej. Od studiowania na Litwie odstraszają przede wszystkim ceny studiów. Nie w każdej rodzinie są takie pieniądze. Z drugiej strony nie ukrywajmy — zagraniczne dyplomy liczą się w świecie bardziej niż litewskie — podkreśla.

Czy młodych zdolnych ludzi naprawdę nie można na Litwie zatrzymać? Czy jakakolwiek reforma systemu szkolnictwa wyższego może jeszcze coś zmienić? Jarosław Wołkonowski, prodziekan ds. Ogólnych Wydziału Ekonomiczno-Informatycznego Uniwersytetu w Białymstoku w Wilnie uważa, że nawet najlepsze zmiany w systemie studiów nie wystarczą.
— Jeżeli tych młodych ludzi jeszcze lepiej wykształcimy, to prawdopodobnie, brutalnie mówiąc, jeszcze szybciej wyjadą z Litwy — mówi „Kurierowi”.

Według Wołkonowskiego młodzież jedzie za granicę przede wszystkim ze względu na lepsze warunki życia.
— Jeżeli poziom życia na Litwie będzie się poprawiać, jeżeli przepaść pomiędzy warunkami życia na Litwie i w Polsce będzie się zmniejszać — młodzi ludzie będą zostawać. Ale tu chodzi przede wszystkim o zmianę stosunku urzędników tego państwa do młodego pokolenia. Tymczasem w tej chwili nie ma dobrych relacji między państwem a młodym pokoleniem — uważa Wołkonowski.

2 odpowiedzi to Młodzi, zdolni — studiujący emigranci

  1. Tadeusz mówi:

    Pani Ilono, z tym okradaniem to nie tylko wielka przesada, ale przede wszystkim nietakt. Do Polski nie przyjeżdżają już wykształcone orły, tylko młodzi ludzie po naukę. Po skończonych studiach każdy się stara urządzić w taki sposób, gdzie będzie mu najlepiej, co jest rzeczą zrozumiałą. Gdyby nasze kraje zapewniały takie warunki, ludzie by nie wyjeżdżali gdzie indziej, lecz wracali.

  2. Artur mówi:

    Bardzo przykre, ze wiekszosc z tych mlodych ludzi nie chce wracac na Litwe, ale niestety takie jest zycie. Ja Polak z Polski (z Warszawy) patrze na to przez pryzmat zachowania polskosci na Kresach, lecz ci mlodzi ludzie kieruja sie w swoich decyzjach swoja przyszloscia, co jest w pelni zrozumiale. Ot brutalna prawda.

Leave a Reply

Your email address will not be published.