0
Wilia, krokodyle i morze Marmara — pułapki konkursu „Mistrz ortografii”

W konkursie o tytuł mistrza ortografii wzięło udział 35 uczniów ze szkół polskich na Wileńszczyźnie Fot. autorka

W konkursie o tytuł mistrza ortografii wzięło udział 35 uczniów ze szkół polskich na Wileńszczyźnie Fot. autorka

O tym, że język polski nie jest nauką łatwą ani małą, wie już każdy uczeń polskiej szkoły, który głowi się często nad pisownią poszczególnych wyrazów: łącznie czy rozłącznie, wielka czy mała litera, „rz” czy może „ż”? Podobne rozterki przeżywał pewnie wczoraj, 14 grudnia, niejeden uczestnik dyktanda o tytuł mistrza ortografii. Z poprawną polską pisownią w Domu Kultury Polskiej w Wilnie zmierzyli się uczniowie 10-tych klas szkół polskich na Litwie. Honorowy tytuł mistrza ortografii w XIII edycji konkursu w 2016 r. został przyznany Justynie Turuto oraz Emie Sinkewicziute ze Szkoły im. Szymona Konarskiego w Wilnie.

— Niestety, nikt w tym roku nie napisał dyktanda bezbłędnie, ale tekst miał wiele pułapek, nie było to zwykłe dyktando, które uczniowie piszą w szkole. W tym roku tekst układała moja koleżanka dr Barbara Dwilewicz. Było bardzo dużo wyrazów na pisownię łączną i rozłączną, także niektóre wyrazy obcego pochodzenia, ale nie jakieś wymyślne, tylko takie, których się używa na co dzień. Okazało się, że spora część uczniów nie potrafiła poprawnie napisać wyrazu „e-mail”, którego na pewno codziennie używa. Dyktando nie było łatwe, nic dziwnego, że również mistrzynie ortografii parokrotnie się potknęły — powiedziała „Kurierowi” doc. dr Irena Masojć.

Tekst ułożony przez doc. dr Barbarę Dwilewicz obfitował w pułapki Fot. autorka

Tekst ułożony przez doc. dr Barbarę Dwilewicz obfitował w pułapki Fot. autorka

Dodatkowo komisja postanowiła wyróżnić następujących uczestników: Antoninę Parusyte z Gimnazjum im. Michała Balińskiego w Jaszunach, Radosława Macutkiewicza z Gimnazjum im. Adama Mickiewicza w Wilnie, Patrycję Petkewicziute z Gimnazjum im. Jana Pawła II w Wilnie oraz Edwina Orłowskiego z Gimnazjum im. Stefana Batorego w Ławaryszkach. Stowarzyszenie Nauczycieli Szkół Polskich na Litwie „Macierz Szkolna” wszystkim uczestnikom wręczyło dyplomy za udział oraz książki, zaś zwycięzcom — dyplomy i atrakcyjne nagrody rzeczowe .

Żartobliwy, choć tym niemniej najeżony pułapkami językowymi tekst dyktanda pt. „Kaczka dziennikarska” został ułożony przez doc. dr Barbarę Dwilewicz z Centrum Języka Polskiego, Kultury i Dydaktyki Litewskiego Uniwersytetu Edukologicznego.

— Dyktando było dość trudne, może z tego powodu, że zazwyczaj podczas konkursu ulatniają się wszystkie reguły — zdradziła w rozmowie z „Kurierem” Dorota Sokołowska, uczennica Szkoły Średniej im. Władysława Syrokomli w Wilnie. — Szczególne było to, że tekst dyktanda został ułożony przez Panią Dwilewicz, a nie zapożyczony z jakichś źródeł. Tekst był oryginalny i całkowicie dotychczas niespotykany.

Konkurs ortograficzny, zorganizowany przez Stowarzyszenie Nauczycieli Szkół Polskich na Litwie „Macierz Szkolna”, nie traci na popularności. W kolejnej edycji dyktanda „Mistrz ortografii” swych sił spróbowało w tym roku 35 uczniów polskich szkół na Wileńszczyźnie.

Doc. dr Barbara Dwilewicz Fot. autorka

Doc. dr Barbara Dwilewicz Fot. autorka

— Udział w dyktandzie ortograficznym to wyzwanie, a takie wyzwania warto jest podejmować, bo jest to doskonała okazja do samodoskonalenia się. Choć w konkursie biorą udział najlepsi uczniowie, oni też solidnie się przygotowują. Myślę sobie, że gdyby nauczyciele poloniści też usiedli razem do pisania dyktanda, czy nie przydarzyłyby się im jakieś błędy ortograficzne, bo przecież polszczyzna jest pełna niespodzianek — mówiła w rozmowie z „Kurierem” Bożena Bandalewicz, polonistka Gimnazjum im. Jana Śniadeckiego w Solecznikach.
***
Przedsięwzięcie zostało dofinansowane przez Senat Rzeczypospolitej Polskiej w ramach konkursu projektów „Współpraca z Polonią i Polakami za Granicą w 2016 r.” za pośrednictwem Fundacji Pomoc Polakom na Wschodzie w Warszawie.

TEKST DYKTANDA O TYTUŁ MISTRZA ORTOGRAFII

Kaczka dziennikarska

Półleżąc na kanapie, pisałem e-maile, kiedy nieoczekiwanie zjawił się kolega w ciemnozielonym supermodnym sweterku z weekendowym numerem „Kuriera Porannego” pod pachą. Był jakiś nieswój, mówił półgłosem, gestykulował z ożywieniem, a następnie niezgrabnie usiadł na fotelu stojącym nieopodal okna i w okamgnieniu znieruchomiał. Nie mogłem po prostu zrozumieć, o co mu chodzi. „Grzegorzu, powiedzże nareszcie, co się stało?” — z niepokojem go zapytałem. Natychmiast się ocknął, bezradnie popatrzył na mnie, nadaremnie starając się opanować wzburzenie, lecz nadal milczał. Nareszcie przemówił, powoli dobierając słowa. W dalszym ciągu niewiele z tego mogłem pojąć. Toteż Grzesiek rozwinął gazetę, a następnie pokazał mi dziwny komunikat. Niepodobna było w to uwierzyć. Ponoć w naszej Wilii są krokodyle, niedawno je widział przewrażliwiony ekoturysta, który tutaj się kąpał. Pojutrze mają się odbyć coroczne zawody pływackie i mój kolega bierze w nich udział. Pływa nie najgorzej, wygrał w ćwierćfinale, ale czy da radę uciec przed tym niesamowicie szybkim drapieżnikiem, jeżeli znienacka pojawi się na jego drodze. Zrezygnować z turnieju naprawdę nie może z powodu prestiżowej nagrody, którą jest dwutygodniowy pobyt na Wyspach Kanaryjskich lub nad morzem Marmara. Jest zatem w głębokiej rozterce. Chciałby wierzyć, że to najprawdopodobniej dezinformacja, bo skąd mogły się wziąć krokodyle w naszym klimacie, przecież to ani Egipt, ani Amazonia. Należałoby tę niezwykłą sytuację na wszelki wypadek wyjaśnić. Ze wszech miar chciałem pomóc przyjacielowi. Nagle przypomniałem sobie, że moim sąsiadem z naprzeciwka jest eksminister ochrony środowiska. On na pewno nadal jest nieźle zorientowany we wszystkich wydarzeniach. Raz-dwa i już byliśmy pod jego drzwiami. Na nasze szczęście zastaliśmy go w domu, w przededniu powrócił z Bielska-Białej. Kiedy usłyszał nasze opowiadania o krokodylach, śmiał się z całego serca, gdyż była to kaczka dziennikarska.

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.