1
„Wileńszczyzna śpiewa, tańczy, gra…” „Przyjaciółki” razem na scenie i poza nią

W zespole, który łączy przyjaźń i zamiłowanie do piosenek ludowych, panuje rodzinna i radosna atmosfera Fot. Marian Paluszkiewicz

„W radiu dziś, niestety, już nie usłyszymy pieśni ludowych. Starsze pokolenie tęskni do melodii z dawnych lat, a młodzież tych piosenek po prostu nie zna. Jednak podczas koncertów i imprez rejonowych mamy okazję do śpiewania i słuchania tych pieśni na żywo. Dlatego tak ważna jest działalność amatorskich zespołów ludowych, które dbają, aby znacząca część naszej polskiej kultury nie odeszła w zapomnienie” — mówi Bernadetta Mikulewicz, założycielka zespołu ludowego „Przyjaciółki” w Kowalczukach.

Wtórują jej pozostałe członkinie zespołu, z którymi „Kurier” spotkał się w Centrum Wielofunkcyjnym w Szumsku. Raz tygodniowo 9 członkiń „Przyjaciółek” zbiera się na próby w Kowalczuckim Domu Kultury. Obecnie tam trwa remont, więc spotkanie przenieśliśmy o kilka kilometrów dalej, do gościnnego Szumska.

Pierwsza próba zespołu, który początkowo liczył 12 osób, odbyła się 16 lutego 2005 roku. Pierwszą kierowniczką „Przyjaciółek” była Walentyna Fedorowicz, ale właśnie to pani Bernadetta zrzeszyła amatorki pieśni ludowej w Kowalczukach.

Bernadetta Mikulewicz

― Zawsze podczas spotkań w gminie brzmiały tak miłe dla ucha i serca polskie piosenki ludowe. Jednak brakowało organizacji w tym śpiewaniu. Czasami tak wypadało, że, na przykład, znamy początek piosenki, ale ostatnich zwrotek już nie pamiętamy. Ktoś podczas jednej z imprez zauważył, że warto byłoby zorganizować amatorski zespół pieśni ludowej. Pomyślałam: „a dlaczego nie?” i zaczęłam szukać chętnych — wspomina początki „Przyjaciółek” Bernadetta Mikulewicz.
Jak mówi, założenie takiego zespołu było potrzebne, bo chodzi nie tylko o to, aby kilka lubiących muzykę kobiet miało sobie jakieś hobby. Ważnym było również to, aby znalazły się osoby, które będą wykonywały stare pieśni, które odchodzą już w zapomnienie.
― Członkinie zespołu ciągle pogłębiają swoją wiedzę w tym zakresie, ponieważ skarbonka naszych dziadów i pradziadów jest rzeczywiście bardzo bogata w piosenki ludowe na przeróżne tematy. Na pewno nie wszystkie jeszcze zostały wyśpiewane — tłumaczy pani Bernadetta, pokazując nam duży czerwony — swego autorstwa — album z napisem „Kronika zespołu Przyjaciółki”, w którym akuratnie zostały zebrane zdjęcia z imprez, pisane od ręki teksty oraz artykuły czasopism, w których wspomniany został zespół z Kowalczuk.

Walery Wołujewicz

W ciągu ponad dekady działalności „Przyjaciółki” miały około 80 występów.
Jak mówią, nigdy nie odmawiały, gdy zespół gdzieś zapraszano, chętnie uczestniczyły we wszystkich imprezach rodzinnej gminy. Rokrocznie śpiewają podczas największego święta w Kowalczukach „Witaj, Święta, Wniebowzięta”. Zespół regularnie bierze udział w ludowych zabawach andrzejkowych, obchodach ważnych rocznic, imprezach rejonowych – m. in. w popularnym święcie plonów rejonu wileńskiego w Pikieliszkach – oraz świętach organizowanych przez ZPL.

Jak żartobliwie wspominają charyzmatyczne „Przyjaciółki”, w 2006 roku – „mając zaledwie roczek” – uczestniczyły w rejonowym przeglądzie zespołów wokalnych. Natomiast już w styczniu 2007 roku kobiecy zespół miał swój pierwszy wyjazd do Polski na Powiatowy Przegląd Tradycyjnych Form Kolędowania w Knyszynie. „Przyjaciółki” brały również udział w Międzynarodowych Spotkaniach Wielkanocnych „Z Konopielką”, gdzie zaprezentowały tradycje podwileńskiej wsi, czyli wielkanocne pieśni łałymki. Także zespół z Kowalczuk miał okazję śpiewania podczas Mszy św. w kościołach Krypna i Knyszyna.
Po raz kolejny „Przyjaciółki” odwiedziły Polskę w roku 2008, gdzie wzięły udział w powiatowym przeglądzie zespołów kolędniczych „Kolędy bożonarodzeniowe – scenki biblijne muzyczno-recytatorskie”.

Wilia Nowicka

Ze szczególnym sentymentem panie wspominają również swój wyjazd do Dobrego Miasta na tradycyjny kiermasz „Kaziuki-Wilniuki”, dokąd zostały zaproszone przez Towarzystwo Miłośników Wilna i Ziemi Wileńskiej. Natomiast w najbliższych planach zespołu jest świąteczny kolędowy występ w styczniu w Kowalczukach.

― Wileńszczyzna jest bardzo bogata w swoje tradycje, które zrodziły się właśnie w tych okolicach. To na naszej ziemi powstały słynne palmy wileńskie czy tradycja kaziukowa, która powędrowała również za granicę. Nasze tradycje, zwyczaje świąteczne – bożonarodzeniowe czy wielkanocne ― są dawne, cenne i bardzo głębokie. Musimy się z tym liczyć, musimy czcić nasze dziedzictwo po przodkach, pielęgnować je i szczycić się nim. Wszystko to należy przekazać dla młodszego pokolenia, umieć je zachęcić do poznawania i szanowania swoich korzeni – uważa pani Bernadetta.

Jak mówią „Przyjaciółki”, wszystkie piosenki ludowe są ważne, bo każda odzwierciedla ludzkie przeżycia – miłość, smutek, radość. Co do wyboru repertuaru panie podkreślają, że w zespole panuje demokracja, toteż wszystkie razem wybierają piosenki, które będą wykonywać.
― Zawsze się radzimy, słuchamy pomysłów, które proponują koleżanki. Praca w zespole przecież właśnie na tym polega, że każdy ma wnosić jakiś swój wkład i razem ze wszystkimi dążyć do wspólnego celu. Przyjaźń, poczucie wspólności, zamiłowanie do muzyki, szacunek do tradycji oraz chęć zachowania i przekazania tego dziedzictwa dla przyszłych pokoleń ― to podstawowe czynniki, które nas łączą i motywują — opowiada Wilia Nowicka, która jeszcze do niedawna kierowała zespołem.

Szeroko uśmiechnięte panie jednogłośnie tłumaczą, dlaczego zespół w ciągu prawie 12 lat jest razem — bo łączy je przyjaźń.
― Zaprzyjaźniłyśmy się nie dlatego, że się pojawiły „Przyjaciółki”. To „Przyjaciółki” pojawiły się dlatego, że my się przyjaźnimy. Jesteśmy prawie rodziną. Widzimy się nie tylko podczas prób czy koncertów, ale również z innych okazji — czy to wesołych, czy też smutnych. Czy ktoś się urodził, czy ktoś zmarł — wszystko przeżywamy razem, dzieląc się swymi przeżyciami i zawsze wiedząc, że mamy kogoś, na kim możemy polegać — tłumaczą zespolanki.
Jak mówią, razem się cieszą i razem płaczą.
— Gdy mój mąż ciężko chorował, byłam naprawdę bardzo załamana. Ale nie byłam sama, bo miałam bardzo mocne zaplecze. Przyjaciółki doskonale mnie podtrzymały i pomogły pokonać trudności — wspomina niełatwe chwile Teresa Ciunowicz.
Jednak zaznacza, że powodów do świętowania bywa więcej niż do smutku.
Na przykład obchodzone są urodziny każdej zespolanki, a to znaczy, że praktycznie co miesiąc odbywa się jakaś impreza. Wyjątkiem jest post, podczas którego zgodnie z tradycją kościelną zachowywana jest cisza i spokój.

Jak udaje się natomiast dopasować pracę, obowiązki rodzinne i udział w zespole?
― Nasze dzieci już są dorosłe, więc bywa lżej znaleźć czas na spotkania i próby. Zresztą, nie traktujemy swojej działalności w zespole jako obowiązku. To jest ulubione zajęcie, dla którego chętnie się poświęcamy. Zwykle próby odbywają się raz tygodniowo, a godziny uzgadniamy. Dostosowujemy się do potrzeb każdej z koleżanek oraz ― przede wszystkim ― naszego nowego kierownika. Jest najmłodszy i najbardziej zajęty, bo dojeżdża na nasze próby z Wilna, gdzie teraz pracuje i mieszka. My wszystkie mieszkamy w Kowalczukach, więc nam jest lżej dopasować się niż kierownikowi ― tłumaczy pani Wilia.


Rokrocznie „Przyjaciółki” śpiewają podczas największego święta w Kowalczukach „Witaj, Święta, Wniebowzięta” Fot. archiwum zespołu

Ów nowy kierownik, Walery Wołujewicz, jak przysługuje na prawdziwego mężczyznę w ekspresyjnym kobiecym otoczeniu, jest rzeczowy i spokojny.
„Zamiast gadania ― on robi” — żartują zespolanki, podkreślając, że bardzo cenią swojego najmłodszego kolegę, który dołączył do zespołu w 2008 roku, będąc jeszcze nastolatkiem.
― Byłem właśnie na pierwszym roku akademii muzycznej. Należałem wtedy do wolkalno-muzycznego zespołu młodzieżowego. Jednak zespół rozpadł się. Ktoś wyjechał za granicę, ktoś po prostu już nie chciał poświęcać czasu na granie. Ja chciałem kontynuować swoją przygodę z muzyką, więc zaprzyjaźniłem się z „Przyjaciółkami”, z czego bardzo się cieszę — opowiada Walery Wołujewicz, który w zespole gra na akordeonie.
Pracuje natomiast w Centrum Ochrony Środowiska Linii Kolejowych, czyli w dziedzinie zupełnie odmiennej od muzyki. Po pracy śpieszy do domu, gdzie na niego czeka ukochana żona z 2-letnim synkiem. Jednak ani praca, ani obowiązki rodzinne nie przeszkadzają poświęcać czas na ulubione hobby. W dodatku, jak mówi Walery, działalność w zespole jest również okazją do regularnego odwiedzania stron rodzinnych, czyli Kowalczuk.
Jak mówią członkinie zespołu, w swoim repertuarze mają piosenki „barwne jak samo życie” ― poczynając od tematu wojennego, patriotycznego po kolędy i muzykę współczesną. „Przyjaciółki” mają również kilka własnych utworów, do których słowa ułożyły panie Bernadetta i Wilia, a pan Walery napisał muzykę.
― Rodzimy folklor, te piękne melodie i słowa, zaczerpnięte z samego życia, wzmacniają duch narodu. Musimy więc śpiewać, aby ten duch pozostawał żywy — mówi Bernadetta Mikulewicz.

Jedna odpowiedź do „Wileńszczyzna śpiewa, tańczy, gra…” „Przyjaciółki” razem na scenie i poza nią

  1. Anonim mówi:

    Wspaniały zespół. Bardzo dobrze, że śpiewają po polsku. Piękne są pieśni o Matce co w Ostrej Świeci Bramie i czuwa nad pozostałymi Tu Polakami. W Polsce ten zespół śpiewający ” Przyjaciółki ” jest juź znany. Gratulacje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.