1
Aleksandr Wasiljew-Gulewicz: do Wilna wracam, aby zaczerpnąć pozytywnych emocji

Aleksandr Wasiljew-Gulewicz z ambasadorem Francji Philippe Jeantaud Fot. Włodzimierz Gulewicz

Dziś naszym rozmówcą jest Aleksandr Wasiljew-Gulewicz, znany rosyjski historyk mody, dekorator, scenograf, kostiumograf, kolekcjoner, który urządził cały cykl wspaniałych wystaw mody różnych epok w muzeach wileńskich.

Jest Pan częstym gościem w naszym mieście. Co sprowadziło Pana tym razem do Wilna?

Otwarcie mojej nowej, wystawy poświęconej modzie „Oswojona przyroda”.
Kolejna — ósma z rzędu ekspozycja w Wilnie — prezentuje różnorodność motywów flory i fauny w projektowaniu strojów i akcesoriów. Poświęcona jest przede wszystkim pierwotnej symbiozie natury i mody w różnych kombinacjach na przestrzeni trzech stuleci – od XVIII wieku do naszych dni. Eksponaty są pogrupowane według bloków tematycznych – las, ogród, morze, ocean, dżungla, sawanna i egzotyka. Mam nadzieję, że spodoba się wileńskiej publiczności.

Podczas otwarcia wystawy został Pan uhonorowany przez ambasadora Francji Orderem Kawalera za zasługi w dziedzinie sztuki i literatury. Jakie emocje towarzyszyły podczas uroczystości?

Jestem dumny, że moja praca została tak wysoko oceniona. Tym bardziej że  niewielu ludzi rosyjskiego pochodzenia otrzymało tak wysokie wyróżnienie. Są to ludzi zasłużeni dla kultury światowej – Maja Plisieckaja, Andrej Tarkowskij, Wasilij Aksionow, Galina Wiszniewskaja, Mstisław Rostropowicz, Aleksandr  Solżenicyn.

Z Wilnem łączą Pana więzy rodzinne…

Wilno jest pierwszym miastem, które jako niespełna roczne dziecko odwiedziłem. Moja mama, z domu Gulewicz przywiozła mnie, aby pokazać swoim najbliższym krewnym. Przyjechaliśmy do przepięknie położonej drewnianej willi, która obecnie liczy ponad sto lat, na Krzywym Pagórku w Kolonii Wileńskiej. Zbudował ją w 1912 roku Dymitry Gulewicz. W nim przyszedł na świat syn Dymitra — Arseniusz, znany wileński inżynier, a przed wojną m. in. organizator prac budowlanych najwyższej części kolejki linowej na Kasprowy Wierch w polskich Tatrach. Do tego domu w czasie wojny przybyła jego młodziutka żona, Zofia z Wernickich, warszawianka, tancerka baletu Teatru Wielkiego w Warszawie, współtwórczyni i wieloletni choreograf zespołu „Wilia”. Z wielkiej miłości do męża, inżyniera Arseniusza Gulewicza, porzuciła karierę teatralną i przeniosła się do Wilna. Tu przyszły na świat ich dzieci: Włodzimierz i Ludmiła — moi kuzyni.
Włodzimierz jest znanym wileńskim fotografikiem, długoletnim pracownikiem agencji prasowej ELTA. Moja mama Tatiana była kuzynką Arseniusza. Jej ojciec Ilja, a mój dziadek był bratem Dymitra Gulewicza. Mama, zawodowa aktorka grała w teatrach moskiewskich.
Jako dziecko co roku spędzałem wakacje w domu dziadków w Kolonii Wileńskiej. To były wspaniałe czasy. Gdy Litwa odzyskała niepodległość, pojawiła się możliwość częstszych przyjazdów na Litwę. Po latach już od obcych ludzi, ówczesnych właścicieli, odkupiłem należącą do nich część naszej rodzinnej posesji i stałem się współwłaścicielem domu na Krzywym Pagórku.

Przeprowadził Pan renowację rodzinnej posesji, dzięki czemu odzyskała dawną świetność…

Odnawiając dom, starałem się zachować atmosferę początku XX wieku, zachować jak najwięcej autentycznych elementów dekoru. Nie zamieniłem okien na plastikowe,  odnowiłem stuletnie drewniane ramy okienne, zachowała się pierwotna dachówka, okiennice.

Wszyscy mieszkańcy tego pięknego domu zawsze słynęli z gościnności.
Podobno, gdy Pan przyjeżdża do Wilna, dom na Krzywym Pagórku ożywa…

Jestem bardzo przywiązany do tego miejsca, urządzam tu spotkania z wybitnymi osobistościami świata kultury i sztuki. Tak jak w dawnych latach, rozkwita tu życie artystyczne i kulturalne. Dom często odwiedzała m. in. moja mama, siostra   Natalia, z zawodu filolog. Często goszczę Ksenię Tripolitową (z domu Rubom),  byłą tancerkę słynnych baletów Diagilewa. Urodzona w Wilnie, w kwietniu skończyła 102 lata, obecnie mieszka w Paryżu. Dom służył jako miejsce dekoracji do filmu o znanej rosyjskiej baletnicy Maji Plisieckiej, której krewni pochodzili z Wilna. Mój dom w Kolonii Wileńskiej często odwiedzają dziennikarze z Polski. Publikują na łamach polskich czasopism zdjęcia wnętrz. Interesują ich przede wszystkim polskie akcenty, życie kulturalne Wilna okresu dwudziestolecia przedwojennego. Zachowały się u nas książki, stare mapy geograficzne, portret Józefa Piłsudskiego, plakaty wydarzeń kulturalnych tamtego okresu, archiwalne filmy, stare gazety i czasopisma.

Na czym polega zawód historyka mody?

Jestem autorem 30 książek z historii mody. Część przetłumaczona na wiele języków, wydane zostały w Anglii, Ameryce, Japonii, Łotwie.  Trzy moje książki ukazały się w języku litewskim. Organizuję wystawy, seminaria, prowadzę wykłady o modzie. Współpracuję z wieloma teatrami, projektuję dekoracje oraz stroje dla tancerzy.
Pracowałem w Teatrze Rosyjskim Litwy, gdzie przed wojną mieścił się Teatr Polski na Pohulance, współpracowałem z Narodowym Teatrem Opery i Baletu Litwy.  Przygotowywałem scenografię do spektaklu „Trzej muszkieterowie” w Teatrze Wielkim w Warszawie. Organizuję wystawy mody nie tylko w Wilnie, ale także w Kownie, Szawlach. W najbliższym czasie otwarte zostaną wystawy w Połądze i Kłajpedzie.
Coraz większą popularnością cieszy się moja szkoła wyjazdowa. Dla grona pań organizuję wycieczki kulturowo-edukacyjne do różnych miast świata.
Pokazuję im Rzym, Londyn, Paryż, Brukselę, Kopenhagę, Monachium, Wiedeń, Madryt.  Zwiedzamy także bardziej odlegle zakątki świata — Maroko, Kambodżę, Turcję, Gruzję. Jest to atrakcja, na którą stać bogate kobiety — to one właśnie stanowią moje audytorium. Za pięciodniowy wyjazd, który obejmuje zwiedzanie miasta, muzeów, teatrów, kolacje w ekskluzywnych restauracjach każda dama gotowa jest zapłacić co najmniej 3 000 euro. Są to zamożne Rosjanki z Anglii, Szwajcarii, Białorusi, Łotwy, a nawet z Alaski.

Marzy Pan od dawna o założeniu Muzeum Mody w Wilnie. Kiedy powstanie muzeum?

Już przed kilku laty na ten cel zostało przeznaczone skrzydło byłego Pałacu Radziwiłłów przy ulicy Wileńskiej. Niestety, brakuje funduszy potrzebnych na renowację pałacu. Takie muzeum powstało tej jesieni w Rydze.
Znalazła się w Rosji mecenaska, która na ten cel przeznaczyła własne pieniądze.  Teraz tam jest eksponowana coraz to inna część mojej kolekcji.

Proszę opowiedzieć o swojej kolekcji mody.

Kolekcjonować stare przedmioty zacząłem przed 40 laty. Obecnie moja kolekcja liczy 60 tys. przedmiotów — malarstwo, grafikę, stroje, obuwie, akcesoria, biżuterię, kapelusze, parasole itd.
Przechowywana jest w Muzeum Sztuki Stosowanej w Wilnie. Przed dwoma laty zawarłem z tą placówką umowę, na mocy której w ciągu dziesięciu lat wszystkie eksponaty będą znajdować się w tej placówce. Jestem z tego bardzo zadowolony. Część eksponatów co jakiś czas wypożyczana jest na wystawy do Brukseli, Monte Carlo, Waszyngtonu, Londynu, Stambułu.
Kolekcja jest bogata, brakuje w niej jednak przedmiotów pochodzących z okresu dwudziestolecia międzywojennego, wykonanych przez mistrzów wileńskich.
Za pośrednictwem „Kuriera” zwracam się z wielką prośbą do wszystkich osób, które posiadają różnego rodzaje przedmioty pochodzące z tamtego okresu. Jeżeli ktoś postanowi z nimi rozstać się, to chętnie wyeksponujemy je w muzeum, aby szersza publiczność mogła poznać urok tamtej epoki. Oczywiście niezwykle interesujące byłyby stroje, obuwie, torebki, parasolki, fotografie. Ale dla mnie niezwykle  wartościowe są nawet najmniejsze drobiazgi — puste flakoniki do perfum, pudełeczka do pudru.
Mam nadzieję, że są ludzie, którzy nie spalili te przedmioty w piecu, podobnie jak moja ciotka Halinka Piekarska, która miała zwyczaj palenia wszystkiego, czego nie używała. Moja babcia Maria Gulewicz także bezlitośnie wrzucała do pieca suknie, które były już niemodne. Doszedłem do wniosku, że niszczenie rzeczy, które w tej chwili wydają się niepotrzebne, jest cechą charakterystyczną Polaków.
Na przykład, Anglicy niczego nie wyrzucają, latami gromadzą różne przedmioty oraz przekazują je z pokolenia na pokolenia. Będę niezmiernie szczęśliwy, jeżeli ktoś zgłosi się w tej sprawie do Muzeum Sztuki Stosowanej lub do mnie osobiście, jeżeli akurat będę w Wilnie. Dobrze byłoby, gdyby do każdej rzeczy był załączony krótki opis, do kogo należała, skąd pochodzi. O wiele ciekawiej jest oglądać eksponaty, o których historii coś wiadomo.

Jest Pan właścicielem domów w Wilnie, Moskwie, Paryżu. Gdzie jest to prawdziwe ustronie, do którego z przyjemnością się wraca?

Mam domy i w innych miastach, lecz obecnie z powodu nawału zajęć moim domem najczęściej jest samolot albo pociąg. Z przyjemnością zawsze powracam do Wilna, przyjeżdżam co najmniej raz w miesiącu. Nawet w czasach, gdy nie organizowałem tu swych wystaw, byłem tu częstym gościem. Przyjeżdżam do Wilna przede wszystkim po to, aby zaczerpnąć pozytywnych emocji.
Kiedyś przez 25 lat mieszkałem i pracowałem w Paryżu, wówczas miasto nad Sekwaną było moim domem. Tak się złożyło, że po śmierci mamy należało uregulować wiele spraw w Moskwie. Zacząłem częściej tam bywać.
W pewnej chwili otrzymałem propozycję prowadzenia programu o modzie w jednej z największych rosyjskich telewizji. W ten sposób zaczął się zupełnie nowy etap w moim życiu. Średnio w ciągu miesiąca odwiedzam 15 miast. Moim rekordem jest pobyt w 5 krajach w ciągu doby. Pewnego razu jechałem pociągiem z Moskwy do Wilna i obudziłem się na granicy z Białorusią. Przyjechałem do Wilna, w domu zjadłem śniadanie, rozpakowałem walizy i poleciałem do Kopenhagi. Po zjedzeniu obiadu w duńskiej stolicy wsiadłem do samolotu podążającego do stolicy Francji. W swym paryskim mieszkaniu wypiłem filiżankę herbaty, zostawiłem bagaż i pośpiesznym pociągiem wyjechałem do Belgii. Za półtorej godziny byłem już w Brukseli na uroczystym otwarciu mojej wystawy.

Wielką sławę Pan zyskał dzięki pracy w telewizji…

W telewizji zadebiutowałem będąc dzieckiem. Mieszkałem wtedy w Moskwie i prowadziłem poranny program dla dzieci „Budzik” oraz „Teatr Dzwoneczek”. Na początku lat 2000 współpracowałem z rosyjskim kanałem „Kultura” przy kręceniu 5 seriali o modzie. Seriale cieszyły się wielką popularnością. Dopiero wtedy zostałem zaproszony jako prowadzący programu o modzie na jednym z największych rosyjskich kanałów telewizyjnych. Program istnieje ponad 9 lat. W roli prowadzącego jestem już prawie od 8 lat z rzędu. Cieszę się, ponieważ zawsze — wg rankingu — jest to najlepszy program i wysoka oglądalność bije wszelkie rekordy. Dziennie są nagrywane cztery programy. Trwa to od godziny 11 rano do 1 w nocy, czasami dłużej.

Taka praca pewnie jest wyczerpująca?

Wyczerpanie jest proporcjonalne zarobkowi. Jestem człowiekiem chciwym, lubię zarabiać pieniądze. Gdyby powiedziano, że trzeba nagrać nawet sześć programów w ciągu dnia, bez namysłu zgodziłbym się. Moim zdaniem, tylko głupi nie skorzystałby z takiej okazji.

Wróćmy do Pana największej pasji — mody. Co to znaczy być modnym?

Trzeba śledzić wszystkie nowości ze świata mody, czytać czasopisma o modzie,  kupować kreacje z najnowszych kolekcji znanych projektantów w ekskluzywnych butikach. Być modnym to droga przyjemność, na którą stać tylko bogatych ludzi.

A jak być modnym nie mając dużych pieniędzy?

Niekoniecznie być modnym, można być stylowym, posiadać własny niepowtarzalny styl. Styl nigdy nie wychodzi z mody, zawsze górował nad modą, moda zaś umiera młodo — zapamiętajcie tę tezę. Gdy moda nabiera obroty, to zostaje natychmiast zepchnięta z piedestału. Aby być stylowym można wynająć osobistego stylistę, gdy posiada się gust —  jest łatwiej, wtedy można samemu wybrać sobie styl. Ale poczucie gustu to już cecha wrodzona.
Może to być styl kobiety wampa czy femme fatale, sportowy, militarny, bohemy, egzotyczny, etniczny — jest ich mnóstwo.

Ale niektóre modne tendencje wracają?

To się staje po 25 latach. To pewien cykl – pokolenie. Przeważnie w takim wieku ludzie zakładają rodziny, rodzą się dzieci, które chcą doświadczyć tego, co ich rodzice, ubierać się tak jak oni.
W przyszłym roku najbardziej popularnym kierunkiem w modzie będzie moda   początku 90. lat ubiegłego wieku — styl grunge. To dziurawe dżinsy, potarte ubranie z second handu czy humany, oversize, czyli super wielkie ubrania, wiszące rękawy. Styl grunge jest imitacją biedy. Powróci moda na wstawki, które optycznie poszerzają ramiona, zaś najmodniejszym zestawem kolorów będzie czarny z czerwonym.

Zgodnie z chińskim horoskopem rok 2017 jest rokiem Koguta. Jaką powinna być sylwestrowa kreacja?

Rok czerwonego koguta nastąpi dopiero w lutym, dlatego niekoniecznie sylwestrowy strój powinien o tym przypominać. Jeżeli jednak chcemy zrobić rewerans czerwonemu kogutowi, to idealnie pasują wszystkie odcienie czerwieni, kolory pomarańczowy, bordo, koralowy, złote odcienie.

Czy istnieje pojęcie mody sylwestrowej?

Nie, tak samo, jak nie istnieje pojęcie mody na Dzień św. Walentyna czy święta Halloween. Jest moda świąteczna, która stwarza wspaniałą okazję dla kobiet do założenia długiej kreacji, która doskonale pasuje także na zabawę noworoczną.

Gdzie Pan spotka Nowy Rok?

W Paryżu z damami z mojej szkoły wyjazdowej. Pójdziemy na przedstawienie baletowe do Grand Opera, a potem do nocnego klubu na dyskotekę — tańczyć do białego rana.

Czego życzyłby Pan sobie w Nowym Roku?

Zdrowia i energii — wszystko inne już mam.

A czytelnikom „Kuriera Wileńskiego”?

Poszukać w kufrach i na strychach rzeczy do mojej kolekcji mody.

Aleksandr Wasiljew-Gulewicz  Fot. Włodzimierz Gulewicz

Jedna odpowiedź do Aleksandr Wasiljew-Gulewicz: do Wilna wracam, aby zaczerpnąć pozytywnych emocji

  1. Lubomir mówi:

    Trzeba szanować i cenić tlące się w ludziach iskierki polskości. W ilu Rosjanach, Litwinach, Białorusinach i m.in. Niemcach – płynie polska krew?. Oni często nie mają czasu o tym myśleć. Polskość trzeba wciąż budzić. To musi procentować w przyszłości!.

Leave a Reply

Your email address will not be published.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.