0
„Ardena”: mistrzowie gry światła i cieni

image-81387

Jak mówi Czesław Litwinowicz, najlepiej efektywność termożaluzji sprawdza się, jeżeli są zawieszane na stronie południowej Fot. Marian Paluszkiewicz

„Przepis na sukces w biznesie? To bardzo proste — należy wszystko robić z miłością. Kochaj to, co robisz i pamiętaj o szacunku do ludzi, zarówno przyjaciół, jak też konkurentów. Sukces bowiem lubi tych, którzy sami umieją lubić” — mówi Czesław Litwinowicz, dyrektor działu produkcji firmy „Ardena”.

Świętująca w tym roku swoje 25-lecie „Ardena”, założona w Wilnie przez rodzinę Litwinowiczów i Romaszewskich, naprawdę ma się czym pochwalić. Firma jest pionierką na Litwie w zakresie produkcji żaluzji, świadczy usługi oświetleniowe oraz urzeczywistnia wiele dużych projektów na Litwie i za granicą.

„Ardena” realizowała między innymi projekt oświetlenia rezydencji prezydenta Białorusi, zespołu budynków białoruskiego rządu czy lotniska w Mińsku. Na Litwie do największych projektów firmy należy oświetlenie zamku w Trokach, areny Žalgirio w Kownie i Švyturio w Kłajpedzie.

Natomiast w grudniu ubiegłego roku firma, prowadzona przez polskich przedsiębiorców, zdobyła złoty medal w corocznym konkursie „Litewski produkt roku 2016” („Lietuvos metų gaminys 2016”), organizowanym przez Litewską Konfederację Przemysłowców. W tym konkursie w kategorii „Grupa przemysłu budowniczego i materiałów budowlanych” wyróżniony został jeden z najnowszych produktów „Ardeny” ― energetycznie efektywne termożaluzje „Collect&Reflect”.

Cóż tak szczególnego może być w zwykłych na pierwszy rzut oka żaluzjach?
Chodzi o to, że żaluzje „Collect&Reflect” to produkt stworzony przez litewskich naukowców, który nie ma analogów na świecie. Służą one nie tylko do osłony okien, bo dzięki specjalnej technologii, pozwalają na wykorzystanie energii słonecznej, aby zimą nagrzewać, a latem chłodzić pomieszczenie. Dodatkowo produkt wytwarza prąd powietrza, który wentyluje wnękę okienną, w ten sposób chroniąc okna przed pleśnią. Najlepiej efektywność tych termożaluzji sprawdza się, jeżeli są zawieszane na oknie południowym.

Ciekawe, że cała historia robiących wrażenie firmowych osiągnięć zaczęła się przy rodzinnym stole…
Jak żartuje w rozmowie z „Kurierem” Czesław Litwinowicz, pomysł handlu osłonami przeciwsłonecznymi na Litwie powstał podczas rutynowej rozmowy Ryszarda Litwinowicza i Jana Romaszewskiego przy filiżance herbaty.

image-81388

Ślusarz Witold Limanowski pracuje w „Ardenie” od jej założenia Fot. Marian Paluszkiewicz

— Ryszard mieszkał wtedy w Olsztynie. W tych niespokojnych 90. latach, gdy tutaj panował chaos, wyjechał do Polski. Jednak chciał wrócić, bo tęsknota po rodzonej Ziemi Wileńskiej wzięła górę. Siedział więc kiedyś przy stole wraz z przyjacielem Jankiem, rozmawiali o życiu i planach. Rozumieli, że po rozpadzie Związku Sowieckiego, mimo panującego chaosu, otwierają się też możliwości, z których należało skorzystać. Potrzebny był tylko pomysł na biznes. I ten pomysł wisiał sobie na oknie podczas rozmowy. Żaluzje! W świecie robiły furorę, a na Litwie wówczas nie były znane. Postanowili więc wypełnić tę niszę, a pomysł znalazł poparcie całej rodziny — opowiada o początkach biznesu Czesław Litwinowicz.

Biznes wystartował 1 września 1992 roku, gdy warsztat opuściły pierwsze wyprodukowane przez „Ardenę” aluminiowe żaluzje. Spółka robiła swoje pierwsze kroki w maleńkim wynajętym przy stołecznej ulicy Kareivių pomieszczeniu, liczącym zaledwie 150 metrów kwadratowych. Firma się rozrastała. Oprócz produkcji żaluzji, chroniących przed światłem słonecznym, zaczęto zajmować się też towarem, służącym do zupełnie innego celu — „Ardena” rozpoczęła handel sprzętem oświetleniowym.
Obecnie spółka współpracuje z partnerami w Polsce, na Łotwie, w Estonii, sprowadza towary z Włoch, Szwecji, Niemiec, Anglii, Francji, Hiszpanii oraz Czech. Realizuje duże projekty w Rosji i na Białorusi. Firma zatrudnia 150 osób w filiach w Wilnie, Kownie, Kłajpedzie, Szawlach i na Białorusi. Zatem hale produkcyjne „Ardeny” zajmują już nie 150 mkw. — jak to było na początku — ale około 1 700 mkw. i znajdują się w nabytym budynku przy wileńskiej ulicy Vytenio 50. Natomiast na klientów czeka sklep w niedalekim sąsiedztwie ― przy ul. Vytenio 20. Warto zaznaczyć, że żaluzje „Ardeny” produkowane są za pomocą własnoręcznie skonstruowanego sprzętu. Materiały – wykorzystywane w produkcji żaluzji, rolet, romanetek, siatek na owady czy też parawanów – są najwyższej jakości i na żadnym z nich nie znajdziemy, wydawałoby się, wszechobecnej metki „Made in China”.

image-81389

Żaluzje są produkowane za pomocą własnoręcznie skonstruowanego sprzętu Fot. Marian Paluszkiewicz

Jak przyznaje szef produkcji „Ardeny”, jakość odbija się na cenie towaru.

― Jednak inaczej być nie może. Na przykład, dobra niemiecka czy angielska tkanina roletowa będzie kosztowała drożej niż chińska. Wyglądać mogą praktycznie jednakowo, ale waga tej pierwszej wyniesie 240 gramów na metr kwadratowy, zaś tej ostatniej — 160 gramów. To znaczy, że w produkcji wykorzystano mniej nitek. Co do żaluzji poziomych, grubość dobrej lameli aluminiowej powinna wynosić co najmniej 0,18-0,21 milimetrów. Wtedy po przeprowadzeniu palcem pionowo po żaluzjach zobaczymy, że taśmy są stabilne i wracają na miejsce. Cieńsze taśmy są jak papierowe, po prostu szybko się pogną, czyli cała żaluzja już będzie do zamiany. Taki towar jest tańszy, ale czy naprawdę mamy tak dużo pieniędzy, żeby kupować tanie rzeczy? ― retorycznie pyta pan Czesław.

Jak podkreśla, nie warto w sklepach kusić się na towary, na które jest obiecywana 80-procentowa zniżka. Wyjaśnia, że robienie ogromnych zniżek na jakościowy towar, którego już zakup dużo kosztuje, po prostu nie opłaca się.

― Natomiast obniżyć cenę na masowo produkowany towar z trzecich krajów, to już pomysł. Wszyscy chcą zaoszczędzić i marketolodzy o tym wiedzą. Ludzie widzą słowo „zniżka” i dają się nabrać. Lepiej jednak kupić coś drożej, ale wiedząc, że to posłuży w ciągu wielu lat. Zajmując się sprzedażą żaluzji i sprzętu oświetleniowego przytrzymujemy się tej samej filozofii, czyli nie sprzedajemy byle sprzedać. Jeżeli człowiek zrozumie, że sprzedawca „wepchnął” mu byle co, poczuje się oszukany i nie wróci do tego sklepu. Swoich klientów cenimy i dajemy gwarancję na produkcję. Toteż jeżeli coś się psuje, gdy jeszcze nie powinno, naprawiamy — mówi przedstawiciel „Ardeny”.

Jak podkreśla rozmówca, największym bogactwem firmy są ludzie – zarówno pracownicy, jak też klienci. Większość pracowników jest w spółce praktycznie od jej początku, jak, na przykład, ślusarz Witold Limanowski, który to właśnie brał udział w produkcji pierwszej aluminiowej żaluzji „Ardeny”. Dziś zatrudniony w firmie jest jego syn, przez dłuższy czas pracowała też żona Danuta.
Podobnie sytuacja wygląda także w przypadku większości innych pracowników tego 150-osobowego zespołu, których po prostu nie dałoby się wymienić w jednym artykule. Każdego swojego pracownika spółka ceni, wszyscy czują się w wileńskiej firmie jak w rodzinie — razem się cieszą i świętują, razem się smucą i rozwiązują problemy. Cały zespół zatem stara się i robi wszystko, aby klienci firmy czuli się docenieni i byli zadowoleni.

― Chodzi tu nie tylko o jakość towaru, który oferujemy. Od samego początku działalności stawialiśmy  na uprzejmy stosunek do klienta, szacunek do niego. Nasi specjaliści starają się jak najdokładniej wytłumaczyć wszystko na temat towaru, aby człowiek wiedział, co dla niego najbardziej pasuje. Potrzeby bywają przecież różne, a wybór jest duży — pomagamy więc w tym wyborze się nie pogubić — tłumaczy pan Czesław.

O żaluzjach, ich produkcji, komforcie, który przynoszą do domu i gatunkach osłon okiennych pan Czesław może mówić wiele i z dużym zapałem. Zaangażowanie rozmówcy w sprawy, o których entuzjastycznie i zarazem rzeczowo opowiada, może zaciekawić nawet typowy kobiecy umysł, daleki od spraw technicznych. Zainteresowanie pojawia się już po usłyszeniu kilku ciekawostek z historii powstania osłon okiennych i pytaniu „co jest wspólnego między żaluzją a zazdrością?”. Otóż okazuje się, że słowo żaluzja – po francusku la jalousie (czyt. żaluzi) – oznacza… zazdrość.

image-81390

Wyprodukowane żaluzje są kompletowane ręcznie Fot. Marian Paluszkiewicz

― Nie jest to przypadkowa gra słów. Kilka wieków temu, w czasach, gdy okna nie były zasłaniane, przechodnie mogli gapić się na to, co się dzieje w domach. Jeżeli ktoś żył zamożniej niż inni czy po prostu miał ładną żonę, powodowało to elementarną ludzką zazdrość, która niszczy spokój ― tłumaczy z uśmiechem pan Czesław. ― Osłony okienne pojawiły się więc przede wszystkim po to, aby ochronić naszą prywatność przed zazdrosnym spojrzeniem. Właśnie na tę funkcję wskazuje pochodzenie nazwy najpopularniejszej dziś ruchomej zasłony okiennej.

Żaluzje były stosowane znacznie dawniej niż wielu mogłoby sądzić. Co prawda, nie miały takiej formy, jak te stosowane obecnie, ale pełniły tę samą funkcję. Na przykład, starożytni Egipcjanie używali powiązanych ze sobą trzcin, chroniąc się w ten sposób przed ciekawskimi spojrzeniami. Tymczasem Chińczycy przesłaniali swoje okna łodygami bambusa i to rozwiązanie w Azji wykorzystywane jest do dzisiaj.

Wracając do dzisiejszych trendów, jest ich bardzo wiele — wystarczy włączyć swoją wyobraźnię, a specjaliści pomogą ci w otrzymaniu tego, czego pragniesz.

― Coraz więcej ludzi chce mieć w swoich domach żaluzje czy rolety ze sterowaniem automatycznym, co jest naprawdę bardzo wygodne. Na topie są także rolety typu dzień i noc. Trudno jednak wymyślić coś lepszego niż klasyczne i czasem sprawdzone aluminiowe żaluzje, które pozostają najbardziej funkcjonalne pod względem zaciemniania pomieszczenia — mówi Czesław Litwinowicz.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.