0
Najniebezpieczniejsze stworzenia na świecie, do których serce mężczyzny lgnie okrutnie

image-81964

Historyk, pisarka, publicysta Liliana Narkowicz

W przededniu Międzynarodowego Dnia Kobiet rozmowa z dr Lilianą Narkowicz, historykiem, pisarką, publicystką.

Zbliża się dzień 8 marca. Jaka jest historia tego wiosennego święta?

Kobiety miały swoje święto już w starożytnym Rzymie, gdzie były obchodzone tak zwane Matronalia. Był taki zwyczaj, że raz do roku, z początkiem marca, czyli po zimowym przesileniu, płeć piękna udawała się do gaju, jak powiedzielibyśmy dzisiaj – na babskie spotkania. Odbywały się one w świątyni Junony, której w ofierze składano kwiaty i owoce. Kwiaty miały zapewnić kobietom jak najdłuższą piękność, owoce – płodność. Do II wojny światowej w języku polskim było używane staroświeckie słowo „matrona”. Oznaczało ono kobietę starszą, poważną, dobrych obyczajów. Pochodzi od łacińskiego słowa mater, czyli matka, ale było też utożsamiane ze słowem „pani”.

Dziś unika się często marcowego Dnia Kobiet, także w Polsce i na Litwie, usprawiedliwiając się, że jest to przeżytek z czasów sowieckich…

Uważam, że niesłusznie. Oficjalny Dzień Kobiet w dniu 8 marca został w Rosji ustanowiony dopiero po rewolucji październikowej 1917 r. Natomiast 8 marca jako dzień międzynarodowy, mający krzewić ideę praw kobiecych, został ustalony w Danii w 1910 r. O swoje prawa ekonomiczne i polityczne jako pierwsze ubiegały się kobiety w Nowym Yorku jeszcze w  1857 r., czyli długo przed ustaleniami kopenhaskimi.

Pani zdaniem trzeba świętować ten dzień?

Myślę, że kobiety jako matki, babcie, siostry, córki oraz przyjaciółki zasłużyły na odrobinę  odskoczni od codzienności. Nie wszystkie kobiety mają szansę zostać w życiu matkami, dlatego Dzień Matki, oficjalnie ustalony zresztą dużo później niż międzynarodowy Dzień Kobiet, stawia wszystkie bez wyjątku w jednym rzędzie. Dziewczyny i kobiety, wiedząc, że 8 marca dostaną kwiatek lub drobny upominek w domu czy w pracy, starają się w tym dniu wyglądać ładniej – zadbana fryzura, nowa bluzka czy sukienka, zmiana nutki perfum… Czy to źle? Widok pięknej i uśmiechniętej kobiety zawsze dodatnio działa na mężczyzn, a więc i im poprawia samopoczucie.

Które z państw, oprócz krajów postsowieckich, obchodzą to święto do dzisiaj?

Dzień 8 marca jest oficjalnym świętem nie tylko w wielu krajach europejskich (np. Albanii, Białorusi, Bośni, Hercegowinie, Portugalii, Słowenii, Włoszech), ale i na przykład  w Ameryce Południowej (Brazylia, Kuba) oraz Afryce (Algieria, Kamerun, Zambia). Pod każdą szerokością geograficzną ofiarowywane dziewczynom i kobietom prezenty to przede wszystkim kwiaty. Amanda, moja włoska przyjaciółka, 8 marca nazywa „żółtym dniem pachnącym akacją”. A wszystko za sprawą wiosennych gałązek akacji srebrzystej, którymi obdarowywane są w Italii tego dnia wszystkie kobiety, te starsze i te młodsze. Akacja srebrzysta, z powodzeniem stosowana w wiosennym bukieciarstwie, znana jest także w Rosji, ale pod nazwą mimoza, choć faktycznie jest to wyraz włoski, a nie rosyjski. Mimoza, obok czerwonych goździków, jest najczęściej wręczanym kwiatem w Dniu Kobiet w Rosji. Natomiast w Polsce i na Litwie według danych statystycznych tego dnia najwięcej sprzedaje się tulipanów. Z półek sklepowych znika też czekolada, a wzniesiona lampka szampana stała się już poniekąd tradycją.

Kobiety odgrywały ważną rolę w utworach polskich romantyków…

Już będąc po sześćdziesiątce, Józef Ignacy Kraszewski poznał w Operze  Wiedeńskiej dziennikarkę i literatkę, Christine von Thaler o pseudonimie Christa del Negro, odpowiadającą mu duchowo intelektualistkę, tłumaczkę na język niemiecki jego słynnej powieści „Hrabina Cosel”. Niskiego wzrostu, przygarbiony  starszy pan musiał mieć do kobiet wyjątkowe podejście, skoro piękna Christa, młodsza prawie o 40 lat od pisarza, dostrzegła w nim nie tylko „zwierciadło wielkich myśli”, ale i „usta uduchowione”. Zniewoliły ją zarówno intelekt pisarza, jak i opiekuńczość oraz szacunek względem płci pięknej. Kraszewski jest autorem licznych aforyzmów o kobietach, a jeden z nich brzmi: „Kto kocha, ten czuć powinien i przeczuwać, a kto nie odgadnie serca kobiety – ten go nie wart”. Jako mężczyzna był Kraszewski opiekuńczy i kurtuazyjny. Przy wszystkich swoich niedoskonałościach, któż ich nie ma, nie tylko znał się na kobietach, ale i miał ich w swoim życiu niemało. Pisarz zmarł w wieku 74 lat, ale nie ukrywał, że i w ostatnich latach łączyły go więzi intymne z wdową Florą Heinitz, która prowadziła mu dom w Dreźnie.

Podobno pisze Pani teraz książkę o kobietach?

Tak, jestem obecnie w trakcie pracy nad książką o roli i obowiązkach kobiety w domach ziemiańsko-arystokratycznych na przełomie XIX i XX w. w oparciu o wspomnienia panien i mężatek z Tyszkiewiczowskich dóbr Waka. Jak zauważył w swoim czasie jeszcze mistrz Jan Kochanowski, na linii kobieta-mężczyzna od wieków nic nie zmienia. Swoje myśli, jako mężczyzna, poeta z Czarnolasu wyrażał wprost: „Daj, czegoć nie ubędzie, byś najwięcej dała…”.

image-81965

Pochodząca z początku XX w. kartka niemieckiej produkcji miała charakter edukacyjny. Podobne były wysyłane z okazji Dnia Kobiet i uczyły dziewczynki, by dbały o siebie, gdyż jako przedstawicielki płci pięknej, niezależnie od wieku, są w centrum uwagi płci przeciwnej

A jakie były te Tyszkiewiczowe panie na wackim pałacu?

Przede wszystkim oczytane, dbające o dom, mężów i dzieci, ale też bardzo różne. Izabella Hortensja Tyszkiewiczowa (ur.1836), z domu Tyszkiewiczówna, była osobą religijną i wielką patriotką, potrafiącą odmówić spotkania w swoim domu w dniu imienin nawet samej małżonce carskiego gubernatora wileńskiego, co w czasach zaboru rosyjskiego było nie tylko wielkim afrontem, ale i mogło grozić drastycznymi konsekwencjami, włącznie z nasłaniem rygorystycznej komisji mandatowej na Tyszkiewiczowski majątek. Elżbieta Maria Tyszkiewiczowa (ur.1871), z domu Krasińska, to przede wszystkim miła, elegancka i lubiana w kręgach towarzyskich pani. Anna Janina Tyszkiewiczowa (ur. 1907), z domu Radziwiłłówna, to dzielna gospodyni dużego majątku, ograbionego i zrujnowanego na skutek I wojny światowej i wojny polsko-bolszewickiej. Była adresatką licznych listów napisanych przez jej męża, który na skutek problemów rodzinnych i finansowych często był w podróży. Obsypywał ją pieszczotliwymi słówkami typu „Najdroższa moja”, „Kociatka moja”, „Oczko moje” i nigdy nie żałował swego wyboru.

Podobno wzajemne relacje Tyszkiewiczowych kobiet nie były łatwe?

Cóż, każda chce być lepszą od innych, to chyba odwieczne zagadnienie i nie dotyczy jednie rodu Tyszkiewiczów. W swoim archiwum posiadam listy Elżbiety Marii Tyszkiewiczowej pisane do świekry hrabiny Izabelli Hortensji Tyszkiewiczowej, pani na Wace. Elżbieta Maria od dzieciństwa była chora na nieuleczalną w tamtych czasach gruźlicę i po zamążpójściu przeważnie przebywała za granicą, szukając ratunku u prywatnych lekarzy, w austriackich lecznicach, szwajcarskich sanatoriach. To matka jej męża zajmowała się w Wace czwórką małych dzieci zostawionych na czas choroby i leczenia, co trwało prawie bez przerwy. Z korespondencji wiadomo, że synowa była bardzo wdzięczna za ponoszony każdego dnia trud i wyrozumiałość. Natomiast Izabella Anastazja pisała do chorej synowej listy krzepiące na duchu, z poradami nieupadania na duchu i dbania o siebie w imię rodziny i dzieci, szukania oparcia w bliskich i codziennej modlitwie. A przy tym wszystkim donosiła o tym, co nowego domu (czyli w Wace), jak pięknie zazielenił się w maju park i jakie nowe kwiatki zasadzono przy pałacu tego sezonu. To bardzo ciepłe listy, świadectwo solidarności kobiet, mówiące serdecznych relacjach świekry i synowej.

Jaki był wzór kobiety według mężczyzn z Tyszkiewiczów?

Każda epoka lansuje inny typ wzoru kobiety. W XIX w. niewątpliwie miała to być dama, obeznana z modą i zasadami savoir vivre obowiązującymi na pałacowych salonach, umiejąca tańczyć, prowadzić konwersacje, flirtować w dopuszczalnych granicach. Biała cera i długa szyja były znaczącym miernikiem urody. Znano też już coś takiego jak depilacja, czyli usuwanie zbędnych włosków na różnych częściach ciała. Jednak w tamtej epoce nadmierne owłosienie u kobiety było odbierane jako jej seksapil. „Mały, czarny wąsik nad górną wargą młodych wdówek i mężatek – pisał jeden z Tyszkiewiczów w liście do przyjaciela – po prostu mnie zniewala i sprawia, że moje serce zaczyna bić goręcej, a dłonie wilgotnieją…”. Na podstawie dostępnych materiałów wnioskuję, że kanon ogólny kobiety pięknej nie odbiegał od tego jeszcze z czasów Imperium Osmańskiego, czyli wymogów przyjmowania do haremu. „Nie może być bardzo brzydka, ani za gruba, ani za chuda…”.

Jakie Pani zdaniem są współczesne kobiety?

Przede wszystkim samodzielne i dążące do niezależności na różnych płaszczyznach życia, ale też nerwowe i zabiegane, za mało czułe, za rzadko całujące i przytulające. Nie poświęcające dostatecznej uwagi sprawie cementującej każdy związek, rodzinę czy przyjacielskie grono – gromadzeniu się przy jednym stole. W pewnym sensie jest wygodnie, że każdy sam zje na mieście albo zrobi sobie kanapkę w pracy lub w domu, a potem usiądzie w swoim pokoju, przy swoim laptopie czy smartfonie. Jednak zrozumieć innych i wzajemnie się szanować łatwiej jest przebywając ze sobą, a więc słuchając, opowiadając, obcując. Mówi się, że człowiek jest jak ptak, może znaleźć wiele miejsc, w których się zatrzyma i odpocznie, ale gniazdo, dom jest tylko jedno. Jaki jest i będzie ten dom głównie zależy od nas, kobiet.

Czy kobiety to rzeczywiście „płeć słaba”?

Już nie pamiętam, kto powiedział coś w tym rodzaju: „Spróbuj będąc w łóżku z kobietą przeciągnąć kołdrę na swoją stronę, a przekonasz się kto jest silniejszy”. Wspominany powyżej Józef Kraszewski nazywał kobiety „najniebezpieczniejszymi stworzeniami na świecie”, do których serce mężczyzny „lgnie okrutnie”. Według psychologów kobieta posiada siłę, która zadziwia mężczyznę. Nieraz krucha i delikatna doskonale potrafi radzić sobie z kłopotami, daje z siebie wszystko, by chronić najbliższych, kocha głęboko i namiętnie, sprawia szczęście. Proszę też zauważyć, że za każdym silnym mężczyzną nieraz stoi równie silna kobieta, często niewidoczna dla innych, niedoceniona przez tegoż mężczyznę czy męża.

Może Pani zaproponować jakieś specjalne życzenia z okazji 8 marca przyjaciółkom i koleżankom, ale też nieznajomym, po prostu kobietom?

Przede wszystkim „auguri”, czyli „wszystkiego najlepszego”. Tak właśnie we Włoszech z okazji Dnia Kobiet pozdrawia się nie tylko matki, siostry, córki i przyjaciółki, ale również dziewczyny i kobiety spotykane tego dnia przed domem, w parku,  na przystanku… Tak sobie nieraz myślę, że życie jest nam dane nie po to, by je tylko przeżyć, lecz żeby z tej szansy skorzystać i przejść przez nie z sensem, a przy okazji mieć także trochę zwykłych, babskich przyjemności. Musimy także starać się ułożyć je tak, by znalazła się w nim przestrzeń na naszą twórczość, hobby, zainteresowania, pasje.

Fot. archiwum Liliany Narkowicz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.