2
Po Kaziukach: wesoło, kolorowo i… drogo

image-81992

Piękne wileńskie palmy otaczają katedrę

Przez trzy dni całe Wilno żyło Kaziukowym Jarmarkiem, którego tradycja sięga już ponad 400 lat. W tym roku wzięło w nim udział ponad 1 500 uczestników z Litwy i sąsiednich krajów.

Jak zwykle było wesoło i kolorowo. Niektóre stoiska były wręcz oblegane. Najwięcej było żywności, na stołach piętrzyły się kiełbasy, szynki i słoniny. Ta ostatnia zrobiła prawdziwą „karierę”, gdyż na co dzień tak grubej i smacznej na żadnym wileńskim targowisku nie uświadczy się. A i cena była przystępna, bo od 5 do 6 euro za kilogram. Aldona z Ukmerge tylko w ciągu jednego dnia sprzedała 40 kilogramów słoniny i to z własnego chowu. Natomiast wędliny i kiełbasy były nawet po 10 euro za kilogram.

image-81993

Drewniane łyżki i łyżeczki na każdy gust

Dużo było wszelkiego rodzaju koszy i koszyczków z wikliny, ale wyroby nie należały do najtańszych. Przykładowo małe koszyczki, na tzw. „święconkę”, kosztowały od 3 do 9 euro. Zwiedzających przyciągały również stoiska z rzeźbionymi świątkami. Było ich dużo i różnej wielkości. Jednak chętnych do kupienia raczej nie było, bo ceny wahały się od 100 do 300 euro. Drogie też były zwykłe drewniane łyżki oraz denka.

image-81994

Wyroby ceramiczne na każdy gust

Chociaż przez te trzy dni przewinęły się ogromne tłumy, to kupujących nie było zbyt wielu, a jeśli już coś kupowano, to symboliczne drobiazgi na pamiątkę lub żywność.
Kupowano też palmy, ale tym razem nie było większego wyboru. Zdecydowanie za mało było tradycyjnych wałeczków w suchych kwiatkach. Tradycja dawnych palm zachowała się jeszcze w podwileńskich Ciechanowiszkach. Od tych palmiarek palmy kupiła nawet pani prezydent. Wanda Doronkiewicz z podwileńskiej wsi Wilkuliszki miała bardzo ładne, maleńkie palmy wałeczki i tylko po 1 euro.

— Kiedyś moja mama robiła takie palemki i ja się od niej nauczyłam. Sama hoduję kwiatki, farbuję je i potem wyplatam takie drobne palemki. Po pierwsze lubię to robić, no i mam zajęcie. Małe palemki trudno się robią, ale nie robię tego wiele, a małe lekko przywieźć — powiedziała nam pani Wanda.

image-81995

Zapachniało Wielkanocą i malowanymi jajkami

Zanim zdążyłam obejść wszystkie stoiska, to z 30 palemek pani Wanda miała już tylko jedną. Generalnie, pomimo że palm nie brakowało, powodzeniem raczej się nie cieszyły, gdyż wiele z nich  przypominało bardziej jakieś gałęzie ze sztucznych kwiatów niż prawdziwe palmy.
Jak już wspomniałam, dużo było koszy i koszyczków, ale na wszystkich stoiskach były takie same i wyraźnie było widać, że produkowane seryjnie i żadnego z nich nie dotknęła ręka prawdziwego wikliniarza. To samo z drewnianymi łyżkami, które były rzeźbione na obrabiarkach.

image-81996

Coś smacznego dla podniebienia

Na tegorocznym Kaziuku można też było kupić prawdziwe, ruskie walonki z owczej wełny. Takie nieco poza kostkę kosztowały 60 euro, a do pół łydki 100 euro. Niestety, nie cieszyły się jednak większym zainteresowaniem, bo i gdzie przy naszych zimach w nich chodzić? Trochę jednak dziwne, że nigdzie nie można było znaleźć prawdziwej, owczej, wiejskiej wełny. Owszem, było sporo namiastki wełny, takiej którą można kupić w każdym sklepie, ale prawdziwej brakowało.

Powodzeniem cieszyły się też różnego rodzaju wyroby z ceramiki. Były to talerze, dzbanki, dzbanuszki itp. Na wielu stoiskach pachniało już Wielkanocą, bo można było nabyć naprawdę ładnie malowane drewniane jajka i farby do jajek.
Ale byli i tacy cwaniacy, co to w sklepach kupili różne lizaki i cukierki dla dzieci, by na Kaziuka sprzedawać je dwukrotnie drożej. Dla wielu kupujących i zwiedzających wyraźnie zabrakło prawdziwych ręcznych wyrobów: serwetek, lauferków, zabawek dla dzieci itp. Niestety, nie udało się też spotkać żadnego stoiska z domowymi wypiekami, brakowało małych bułeczek, rogalików.

image-81997

Ach, te palmy, ile się trzeba przy nich napracować

— Mnie osobiście zabrakło też takich rzeczy, jak łopaty, grabie, motyki oraz innych narzędzi do uprawy działki. Zabrakło też samej postaci św. Kazimierza i jego ducha. Była jakaś kukła, ale niezbyt udana. Pamiętam dawne Kaziuki, kiedy to najstarszy uczestnik otwierał uroczystość modlitwą: „Cześć Tobie naszej krainy Patronie/ Ziomku nasz święty, synu naszej ziemi/ Gdy Kościół w smutku i lud we łzach tonie/ Módl się za nami, rodakami swymi”.
Następnie senior jarmarku nakazywał wszystkim sprzedającym, by odwiedzających stoiska częstować jedzeniem. I tak jak się obejdzie kilka stoisk, to całkiem syty człowiek odchodzi — przypomina stara wilnianka Józefa Jodko. Pamiętam też duże kaziukowe serca z napisanymi wierszykami dla ukochanej dziewczyny. Były różne napisy, ale jeden szczególnie utkwił w pamięci: „Weronicia, moja życia/ Daj mnie igła, daj mnie nicia/ A ja wezma serca swoja/ I przyszyja, tam gdzie twoja — dodaje pani Józefa.

image-81998

Prezydent szukała palm właśnie z podwileńskich Ciechanowiszek

Ładna to i chwalebna była tradycja częstowania uczestników jarmarku, bo wszak św. Kazimierz słynął z wielkiej dobroczynności. Dziś pewnie również można by było zorganizować taki namiot dla biednych, do którego każdy sprzedający podarował choć po parę plasterków wędliny, czy kiełbasy i szklankę gorącej herbaty. Byłby to bardzo ładny gest. Nie szkodziłoby tam też mieć do rozdania nieco obrazków św. Kazimierza i małych ulotek z jego życiorysem Wszak jest on patronem Litwy i młodzieży, a stosunkowo niewiele o nim wiemy.

Pięknym akcentem wieńczącym tegoroczne Kaziuki, była wieczorna Msza święta odprawiona w intencji wszystkich Kazimierzy i Kazimier. Księża pozdrawiali wszystkich, a całą uroczystość uświetniły przepiękne śpiewy braci zakonnych z różnych klasztorów.

KAZIUKOWE PRZYSŁOWIA

Na św. Kazimierza zima do morza zmierza.
Dzień św. Kazimierza resztki zimy uśmierza.
Na św. Kazimierza dzień się z nocą zmierza.
Na św. Kazimierza wyjdzie skowronek spod pierza.

Fot. Marian Paluszkiewicz

2 odpowiedzi to Po Kaziukach: wesoło, kolorowo i… drogo

  1. Lubomir mówi:

    W wymiarze międzypaństwowym Imieniny Świętego Kazimierza są najwyraźniej mniej znaczącym wydarzeniem, niż polsko-czeskie spotkania w Karkonoszach, w dniu imienin świętego Wawrzyńca. Może do imprez kazimierzowskich należałoby dołączyć wspomnienia o Kazimierzu Wielkim, Kazimierzu Warneńczyku i Kazimierzu Jagiellończyku. Przecież Kaziuki powinny stać się wielkim świętem Polaków i Litwinów – w Trokach, Wilnie i Kownie, w Krakowie, Warszawie i w Gdańsku.Tam gdzie trudno dotrzeć ze słowem, niech jednoczy muzyka Obojga Narodów!.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.