2
Po Kaziukach: wesoło, kolorowo i… drogo

Piękne wileńskie palmy otaczają katedrę

Przez trzy dni całe Wilno żyło Kaziukowym Jarmarkiem, którego tradycja sięga już ponad 400 lat. W tym roku wzięło w nim udział ponad 1 500 uczestników z Litwy i sąsiednich krajów.

Jak zwykle było wesoło i kolorowo. Niektóre stoiska były wręcz oblegane. Najwięcej było żywności, na stołach piętrzyły się kiełbasy, szynki i słoniny. Ta ostatnia zrobiła prawdziwą „karierę”, gdyż na co dzień tak grubej i smacznej na żadnym wileńskim targowisku nie uświadczy się. A i cena była przystępna, bo od 5 do 6 euro za kilogram. Aldona z Ukmerge tylko w ciągu jednego dnia sprzedała 40 kilogramów słoniny i to z własnego chowu. Natomiast wędliny i kiełbasy były nawet po 10 euro za kilogram.

Drewniane łyżki i łyżeczki na każdy gust

Dużo było wszelkiego rodzaju koszy i koszyczków z wikliny, ale wyroby nie należały do najtańszych. Przykładowo małe koszyczki, na tzw. „święconkę”, kosztowały od 3 do 9 euro. Zwiedzających przyciągały również stoiska z rzeźbionymi świątkami. Było ich dużo i różnej wielkości. Jednak chętnych do kupienia raczej nie było, bo ceny wahały się od 100 do 300 euro. Drogie też były zwykłe drewniane łyżki oraz denka.

Wyroby ceramiczne na każdy gust

Chociaż przez te trzy dni przewinęły się ogromne tłumy, to kupujących nie było zbyt wielu, a jeśli już coś kupowano, to symboliczne drobiazgi na pamiątkę lub żywność.
Kupowano też palmy, ale tym razem nie było większego wyboru. Zdecydowanie za mało było tradycyjnych wałeczków w suchych kwiatkach. Tradycja dawnych palm zachowała się jeszcze w podwileńskich Ciechanowiszkach. Od tych palmiarek palmy kupiła nawet pani prezydent. Wanda Doronkiewicz z podwileńskiej wsi Wilkuliszki miała bardzo ładne, maleńkie palmy wałeczki i tylko po 1 euro.

— Kiedyś moja mama robiła takie palemki i ja się od niej nauczyłam. Sama hoduję kwiatki, farbuję je i potem wyplatam takie drobne palemki. Po pierwsze lubię to robić, no i mam zajęcie. Małe palemki trudno się robią, ale nie robię tego wiele, a małe lekko przywieźć — powiedziała nam pani Wanda.

Zapachniało Wielkanocą i malowanymi jajkami

Zanim zdążyłam obejść wszystkie stoiska, to z 30 palemek pani Wanda miała już tylko jedną. Generalnie, pomimo że palm nie brakowało, powodzeniem raczej się nie cieszyły, gdyż wiele z nich  przypominało bardziej jakieś gałęzie ze sztucznych kwiatów niż prawdziwe palmy.
Jak już wspomniałam, dużo było koszy i koszyczków, ale na wszystkich stoiskach były takie same i wyraźnie było widać, że produkowane seryjnie i żadnego z nich nie dotknęła ręka prawdziwego wikliniarza. To samo z drewnianymi łyżkami, które były rzeźbione na obrabiarkach.

Coś smacznego dla podniebienia

Na tegorocznym Kaziuku można też było kupić prawdziwe, ruskie walonki z owczej wełny. Takie nieco poza kostkę kosztowały 60 euro, a do pół łydki 100 euro. Niestety, nie cieszyły się jednak większym zainteresowaniem, bo i gdzie przy naszych zimach w nich chodzić? Trochę jednak dziwne, że nigdzie nie można było znaleźć prawdziwej, owczej, wiejskiej wełny. Owszem, było sporo namiastki wełny, takiej którą można kupić w każdym sklepie, ale prawdziwej brakowało.

Powodzeniem cieszyły się też różnego rodzaju wyroby z ceramiki. Były to talerze, dzbanki, dzbanuszki itp. Na wielu stoiskach pachniało już Wielkanocą, bo można było nabyć naprawdę ładnie malowane drewniane jajka i farby do jajek.
Ale byli i tacy cwaniacy, co to w sklepach kupili różne lizaki i cukierki dla dzieci, by na Kaziuka sprzedawać je dwukrotnie drożej. Dla wielu kupujących i zwiedzających wyraźnie zabrakło prawdziwych ręcznych wyrobów: serwetek, lauferków, zabawek dla dzieci itp. Niestety, nie udało się też spotkać żadnego stoiska z domowymi wypiekami, brakowało małych bułeczek, rogalików.

Ach, te palmy, ile się trzeba przy nich napracować

— Mnie osobiście zabrakło też takich rzeczy, jak łopaty, grabie, motyki oraz innych narzędzi do uprawy działki. Zabrakło też samej postaci św. Kazimierza i jego ducha. Była jakaś kukła, ale niezbyt udana. Pamiętam dawne Kaziuki, kiedy to najstarszy uczestnik otwierał uroczystość modlitwą: „Cześć Tobie naszej krainy Patronie/ Ziomku nasz święty, synu naszej ziemi/ Gdy Kościół w smutku i lud we łzach tonie/ Módl się za nami, rodakami swymi”.
Następnie senior jarmarku nakazywał wszystkim sprzedającym, by odwiedzających stoiska częstować jedzeniem. I tak jak się obejdzie kilka stoisk, to całkiem syty człowiek odchodzi — przypomina stara wilnianka Józefa Jodko. Pamiętam też duże kaziukowe serca z napisanymi wierszykami dla ukochanej dziewczyny. Były różne napisy, ale jeden szczególnie utkwił w pamięci: „Weronicia, moja życia/ Daj mnie igła, daj mnie nicia/ A ja wezma serca swoja/ I przyszyja, tam gdzie twoja — dodaje pani Józefa.

Prezydent szukała palm właśnie z podwileńskich Ciechanowiszek

Ładna to i chwalebna była tradycja częstowania uczestników jarmarku, bo wszak św. Kazimierz słynął z wielkiej dobroczynności. Dziś pewnie również można by było zorganizować taki namiot dla biednych, do którego każdy sprzedający podarował choć po parę plasterków wędliny, czy kiełbasy i szklankę gorącej herbaty. Byłby to bardzo ładny gest. Nie szkodziłoby tam też mieć do rozdania nieco obrazków św. Kazimierza i małych ulotek z jego życiorysem Wszak jest on patronem Litwy i młodzieży, a stosunkowo niewiele o nim wiemy.

Pięknym akcentem wieńczącym tegoroczne Kaziuki, była wieczorna Msza święta odprawiona w intencji wszystkich Kazimierzy i Kazimier. Księża pozdrawiali wszystkich, a całą uroczystość uświetniły przepiękne śpiewy braci zakonnych z różnych klasztorów.

KAZIUKOWE PRZYSŁOWIA

Na św. Kazimierza zima do morza zmierza.
Dzień św. Kazimierza resztki zimy uśmierza.
Na św. Kazimierza dzień się z nocą zmierza.
Na św. Kazimierza wyjdzie skowronek spod pierza.

Fot. Marian Paluszkiewicz

2 odpowiedzi to Po Kaziukach: wesoło, kolorowo i… drogo

  1. Lubomir mówi:

    W wymiarze międzypaństwowym Imieniny Świętego Kazimierza są najwyraźniej mniej znaczącym wydarzeniem, niż polsko-czeskie spotkania w Karkonoszach, w dniu imienin świętego Wawrzyńca. Może do imprez kazimierzowskich należałoby dołączyć wspomnienia o Kazimierzu Wielkim, Kazimierzu Warneńczyku i Kazimierzu Jagiellończyku. Przecież Kaziuki powinny stać się wielkim świętem Polaków i Litwinów – w Trokach, Wilnie i Kownie, w Krakowie, Warszawie i w Gdańsku.Tam gdzie trudno dotrzeć ze słowem, niech jednoczy muzyka Obojga Narodów!.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.