9
Kuriozalne przepychanki z literką „w” w nazwiskach

image-82016

Decyzja sądu dotycząca podwójnej pisowni nazwisk – w wersji oryginalnej i zlitewszczonej – nie może być realizowana w praktyce i nadal stanowi problem Fot. Marian Paluszkiewicz

Rodziny Wardyn i Pauwels od lat walczą w litewskich sądach o możliwość zapisu swych nazwisk w dokumentach tożsamości w oryginalnej pisowni, czyli z literką „w”. To prawo zdobyły już w ubiegłym roku, kiedy sąd okręgowy zezwolił na oryginalną pisownię nazwisk.

Tymczasem Litewski Najwyższy Sąd Administracyjny we wtorek, 7 marca, wydał ostateczne i nieodwołalne orzeczenie, że nazwiska w ich dokumentach muszą być pisane w dwóch wersjach: zlitewszczonej i oryginalnej, a więc obok Vardyn i Pauels występować musi również forma Wardyn i Pauwels. Zdawać by się mogło, że jest to sukces w batalii o literkę „w”, jednak pokrętna decyzja sądu stwarza dziwaczną sytuację. Sejm będzie dążył do ostatecznego rozwiązania problemu oryginalnej pisowni nazwisk już podczas wiosennej sesji sejmu — zapowiada przewodniczący sejmu, Viktoras Pranckietis, który opowiada się za pisownią literek „w”, „x” i „q” w paszportach obywateli Litwy.

— Orzeczenie sądu jest analogiczne do spraw sądowych o nazwiska Jacquet i Mickiewicz. Oznacza to, że nie wiadomo, jak to orzeczenie może być realizowane w praktyce — tak skomentowała decyzję sądu Ewelina Baliko, prawniczka z Europejskiej Fundacji Praw Człowieka, reprezentująca wnioskodawców.

Łukasz Wardyn z małżonką Małgorzatą Runiewicz-Wardyn jako jedni z pierwszych 10 lat temu rozpoczęli walkę o prawo do pisania polskiego nazwiska. 7 listopada ubiegłego roku sąd okręgowy zobowiązał urząd metrykacji do wydania świadectwa ślubu na nazwisko Wardyn. Inne orzeczenie sądowe, z 20 września 2016, zobowiązało Urząd Migracji do wydania karty ID i paszportu synowi państwa Wardynów zgodnie z występującym zapisem w Rejestrze Mieszkańców, czyli nazwiskiem Wardyn.

Litewski Najwyższy Sąd Administracyjny zmienił tę decyzję, nakazując wpisanie w dokumentach tożsamości syna podwójnego nazwiska — w wersji oryginalnej i zlitewszczonej.
Ernesta Pauwels,  obywatelka Litwy, która zawarła związek małżeński z Belgiem, jest pierwszą obywatelką Litwy, której sąd zezwolił na oryginalny zapis nazwiska w paszporcie. Po tym, gdy Urząd Migracji odmówił wydania stosownego dokumentu, Pauwelsowie znowu zwrócili się do sądu, prosząc o oryginalny zapis nazwiska w dowodzie tożsamości żony, która w świadectwie ślubu ma zapisane nazwisko Pauwels.

image-82017

Ewelina Baliko

— Urząd Migracji dotychczas nie ma pojęcia, jak w paszporcie praktycznie umieścić dwie wersje nazwiska, ponieważ nie było dotychczas takich przypadków. Z kartą ID jest jeszcze większy problem, ponieważ również nie wiadomo, w którym miejscu umieścić nazwiska — tłumaczy Ewelina Baliko.
Podobna sytuacja zaistniała w przypadku nazwisk Jacquet i Mickiewicz. 28 lutego br. Litewski Najwyższy Sąd Administracyjny przyjął dwa ostateczne orzeczenia w sprawie pisowni tych nazwisk i zobowiązał w dziecięcych dowodach osobistych wpisanie dwu wersji nazwiska — oryginalnej i zlitewszczonej. Ta decyzja spowodowała niejednoznaczną sytuację: w Rejestrze Mieszkańców widnieje zapis nazwiska w wersji oryginalnej (czyli np. z literkami „w”, „x” czy „q”),  tymczasem w dowodzie osobistym sąd nakazał wpisanie sztucznie utworzonej litewskiej wersji nazwiska, uznanej za oficjalną. W ten sposób osoba otrzymuje jak gdyby podwójną tożsamość, którą trudno jest zidentyfikować nawet wewnątrz kraju.

— Po otrzymaniu najnowszego orzeczenia sądu Mickiewicz i Jaquet natychmiast zwrócili się do Urzędu Migracji z prośbą o wydanie im nowego dokumentu tożsamości z dwoma wpisami nazwiska, oryginalnym i zlitewszczonym. Urząd Migracji odmawia jednak wykonania orzeczenia i wydania dokumentów, dopóki petenci nie zmienią wpisu swego nazwiska w Rejestrze Ewidencji Mieszkańców na wersję litewską i na własne życzenie nie zrezygnują z oryginalnej pisowni nazwiska. Oczywiście, tego nie zrobią — zaznaczyła Ewelina Baliko.

image-82018

Łukasz Wardyn

Do Europejskiej Fundacji Praw Człowieka zgłasza się coraz więcej osób, które mają podobne problemy z zapisem nazwisk. W którym miejscu karty ID mogą być wpisane podwójne nazwiska, a także na jakiej podstawie Urząd Migracji żąda zmiany istniejącego i uprawomocnionego przez orzeczenie sądu zapisu w Rejestrze Mieszkańców z oryginalnego na wersję litewską — te pytania na razie zostają bez odpowiedzi.
— Obecnie w Rejestrze Ewidencji Mieszkańców nazwiska figurują w pisowni oryginalnej. Jeżeli orzeczenie sądu będzie realizowane w taki sposób, będziemy się zwracać do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, jak i do Komisji Europejskiej — mówi Ewelina Baliko.

Akty prawne obowiązujące  obecnie w państwie litewskim przewidują, że imiona i nazwiska w dokumentach tożsamości obywateli Litwy mogą być pisane wyłącznie w pisowni litewskiej. Obecnie w sejmie Litwy są dwa alternatywne projekty zgłoszone przez posłów poprzedniej kadencji: jeden zezwala na stosowanie w dokumentach tożsamości liter „x”, „w” i „q”, inny dopuszcza stosowanie  liter łacińskiego alfabetu wyłącznie na dalszych stronach paszportu, pozostawiając na pierwszej stronie nazwisko w wersji litewskiej.
„Myślę, że parlament musi powrócić do dyskusji i postawić w niej kropkę. Opowiadam się za tym, żeby była stworzona możliwość pisania tych trzech liter. Nieważne, czy na drugiej, czy na trzeciej, czy na ostatniej stronie paszportu. Musimy troszczyć się o ludzi, o obronę ich praw” — powiedział wczoraj Viktoras Pranckietis dla Žinių Radijas.

9 odpowiedzi to Kuriozalne przepychanki z literką „w” w nazwiskach

  1. Ali mówi:

    Proponuję wydać paszport na nazwisko Grzybowska – Grybauskaite. Było nie było Pani Prezydent jest Polką z pochodzenia, a w każdym razie ma jakieś polskie korzenie rodzinne.

  2. lolek mówi:

    “Co jakiś czas w naszych mediach wraca problem litewski. Ot choćby dziś. Z niezrozumiałych dla nas powodów Litwini upierają się, żeby polskie nazwiska, mieszkających na Litwie Polaków, pisane były po litewsku, nie zgadzają się na podwójne nazwy ulic*, nawet w miejscach zamieszkałych w większości przez Polaków.

    Zadajemy sobie pytanie – dlaczego? Przecież my ich tak nie traktujemy. Wystarczy pojechać choćby do gminy Puńsk. Jeśli gdzieś w Polsce Litwini stanowią większość, to stosowane jest podwójne nazewnictwo. Polscy Litwini nie mają problemów z edukacją w ojczystym języku, a ich wyjątkowość jest u nas traktowana raczej jako atrakcja turystyczna, na pewno nie jako zagrożenie. Dlatego zachowania Litwinów są dla nas niezrozumiałe.

    Nie potrafimy zrozumieć, czemu oni nie traktują nas równorzędnie, tak jak my ich.

    Wytłumaczę Wam dlaczego i proszę przeczytajcie to do końca.
    Ich sytuacja jest nieporównywalna z naszą, dlatego oni nie mogą sobie pozwolić na to, co dla nas jest tylko równorzędnością. Po jednej stronie jest silny, bezpieczny język dużego narodu, a po drugiej cudem odratowany język narodu o wiele, liczebnie, mniejszego. Litewskim (już po całej akcji odtwarzającej) posługuje się 4 miliony ludzi, a polskim 40 milionów. A nie przepraszam, 44 miliony, zgubił mi się “ogonek” wielkości wszystkich użytkowników litewskiego.

    Nasz język nigdy nie był naprawdę zagrożony. Polski nigdy nie przestał istnieć. Nigdy nie było takiego ryzyka. Możemy promować język litewski na wszystkie możliwe sposoby i nic złego się nie stanie. Polski na tym nie straci.
    Tymczasem Litwini nagle “obudzili się” prawie bez języka. Pozbierali resztki, odtworzyli co się dało, wyrzucili wszelkie polonizmy i rusycyzmy (co nie było proste) po czym stanęli przed koniecznością włożenia tego języka w naród. Naród, któremu naprawdę było prościej, wygodniej i opłacalniej, korzystać z rosyjskiego czy polskiego. Nawet dziś na Litwie łatwo znaleźć Litwinów (nie Polaków i nie staruszków) potrafiących porozumieć się po polsku. Bo to się nadal w niektórych sytuacjach opłaca. Znalezienie w Polsce Polaka mówiącego po litewsku to wyzwanie. Po co ktoś miałby się uczyć litewskiego?
    Dlatego władze litewskie zastosowały jedyną na świecie skuteczną metodę przywrócenia języka – totalny zamordyzm językowy. A polsko-litewski konflikt językowy jest tylko efektem ubocznym tego zamordyzmu. Myślicie, że mogli działać inaczej? Nie mogli i zaraz Wam to udowodnię.

    Nie dowiedziałam się tego ani w szkole ani na zajęciach ze stosunków polsko-litewskich na studiach. Wiecie, gdzie to zrozumiałam? Dopiero 2000 km dalej, w Irlandii.

    Wiedzieliście, że Irlandczycy mają własny język? Nie wersję angielskiego, tylko prawdziwy, piękny, bardzo skomplikowany, celtycki język. Jest obowiązkowo nauczany w ich szkołach i wymagany na niektórych egzaminach.

    Ale Irlandczycy nie używają go w życiu. Ostatni jednojęzyczni użytkownicy już wymarli. Zdarzają się jeszcze malutkie dzieci, do których rodzice mówią specjalnie cały czas po irlandzku, ale one też nie mają żadnych szans. Wystarczy, że pójdą do szkoły i natychmiast władzę nad nimi przejmuje powszechny wszędzie wokół angielski.

    Władze wprowadzają kolejne programy ratowania języka, ale to nic nie daje. Irlandzkie dzieci na pytanie o najbardziej nielubiany przedmiot w szkole wskazują… swój język ojczysty. Bo go nie potrzebują. Przecież w życiu prawie nikt go już nie używa. Mało tego, jest od angielskiego trudniejszy. W efekcie Polacy mówiący po irlandzku robią to zwykle znacznie lepiej od rodowitych Irlandczyków, bo niektóre dźwięki istniejące i w polskim i w irlandzkim, w angielskim się nie pojawiają.

    Tymczasem język to ważny wyznacznik narodowości. Poznając irlandzki zobaczyłam, że to okno na zupełnie inny świat. W języku są odpowiedzi na temat charakterystycznego dla Irlandczyków sposobu myślenia i widzenia świata. Na pytanie, czy ten fragment irlandzkiej kultury da się odratować, jest tylko jedna odpowiedź – już nie.
    Bo jedyną skuteczną metodą byłoby pójście drogą litewską – totalny zamordyzm językowy. Kiedy cała nauka musiałaby się odbywać w języku narodowym, wszelkie kontakty z urzędami, policjantami itd. Telewizja, radio, reklamy mówiłyby tylko językiem narodowym, bez możliwości wyboru. Podobnie nazwy miast i ulic. Bez możliwości skorzystania w razie wątpliwości z wersji angielskiej.

    Inaczej się nie da. Obowiązkowa nauka w szkołach, specjalne programy prowadzone w języku narodowym, wspieranie twórców śpiewających po irlandzku, a nawet zmuszenie Unii Europejskiej do uznania języka irlandzkiego za jeden z języków unijnych, kiedy praktycznie nikt z tych tłumaczeń nie korzysta, nie pomaga, bo nie może pomóc.

    W tak tragicznej sytuacji język można odzyskać wyłącznie sposobem litewskim. Innej drogi nie ma. Dlatego Irlandczycy mogą tylko patrzeć, jak ich piękny język umiera i zbierać w skansenie jego ślady.

    A Litwini swój język odratowali.

    Uważacie, że istnieje równie skuteczna, a mniej drastyczna metoda na uratowanie umierającego języka? Przekażcie ją władzom Irlandii. Szukają jej rozpaczliwie od lat.

    ——————————
    Konfliktem zakończyła się nawet próba nadania jednej z ulic w Wilnie nazwiska prezydenta Kaczyńskiego. Sama się śmiałam, że jeszcze zrobią z niego Kaczynskasa, ale w zasadzie to przecież nawet my stosujemy polski zapis i polskie końcówki dla ronda Jerzego Waszyngtona, czy ulicy Szekspira. ”
    http://kor.blox.pl/2013/04/W-obronie-Litwinow.html

  3. W.Litwin mówi:

    Dobry tekst lolek, ale to niczego nie usprawiedliwia.Mało tego. Nie można porównać sytuacji Irlandii i Litwy!!!

    Czym innym jest świadome porzucenie, a czym innym narzucanie, lituanizacja.

    Irlandczyk to Irlndczyk. Polacy mieszkający na Litwie nie są przecież narodowości litewskiej!!! Tylko polskiej. I chcą mieć prawo do nauczania i podtrzymania swojej kultury, języka, tożsamości.

    Dlatego, mimo że w jednej i drugiej sytuacji chodzi o język, to absolutnie nie są te same sprawy i absolutnie nie można ich zestawiać razem.

  4. Ali mówi:

    Wiesz Lolku, dobrze się stało, że Litwini uratowali swój język. Mogą mieć satysfakcję. Nie bardzo jednak wiem dlaczego po uratowaniu swojego języka usiłują rozszerzać na siłę bazę jego użytkowników. Do 4 milionów Litwinów chcą jeszcze dołożyć około 250 tysięcy Polaków. Wbrew ich woli. W wyniku takich działań proporcje pomiędzy użytkownikami języka polskiego i litewskiego na świecie nie ulegną żadnej istotnej zmianie. Język litewski już został uratowany i dodatkowa lituanizacja niedużej mniejszości polskiej niczego nie zmieni. W Irlandii jest inaczej, gdyż tam praktycznie nikt nie chce posługiwać się rodzimym językiem celtyckim. Warto przy tej okazji zaznaczyć, że posługiwanie się przez Irlandczyków językiem angielskim nie spowodowało zaniku poczucia odrębności narodowej i pragnienia wywalczenia niepodległości Irlandii. Są to zagadnienia o wiele bardziej złożone niż się niektórym językoznawcom wydaje.

  5. Marko mówi:

    lolek, 10 March 2017 at 09:59

    Brawo, lolek. Brawo! To się nazywa myślenie empatyczne. Jest to próba rozumienia przeciwnika, interlokutora, adwersarza. Tylko podejmując takie próby możliwe jest osiągnięcie porozumienia i zgody.

    Jest jeszcze inny aspekt tej samej sprawy. Były czasy dominacji polskiej kultury na Litwie. Wtedy to kultura litewska prawie rozmyła się w kulturze polskiej, a potem, po ogłoszeniu leninowskiego – oszukańczego! – prawa wszystkich narodów do samostanowienia, kultura litewska rozmywała się w kulturze sowiecko-rosyjskiej. Litwini są, choć nielicznym, wielkim narodem, narodem o wspaniałej kulturze w mozaice kultur i narodów Europy. A podstwą każdej kultury jest rodzimy język. Ich dbałość o zachowanie tej ich kultury zasługuje na zrozumienie i nasz bezwarunkowy szacunek.

    Zbyt długo żyli Litwini bez lub prawie bez swojej państwowości. Na pewno odczuwali dominację kultury polskiej. A nas rozpierała duma narodowo-katolicka oraz nieskrywana pogarda dla mniejszościowych kultur Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Teraz oni odpowiadają pięknym za nadobne. Biorą odwet. Mają swoje państwo, i nagle Polacy w RL znaleźli się w roli mniejszości narodowej. Nastąpiła zamiana ról. I w tej sytuacji rozwijanie mentalności nacjonalistycznej, katolicko-narodowej, jest wielkim błędem. Polacy są dumni z katolicyzmu polskiego na Litwie. Dla Litwinów, w dużym stopniu, katolicyzm jest eksportem narodowej ideologii polskiej. W tej sytuacji Litwini reagują swoim nacjonalizmem. I obie strony pogrążają się w swoich narodowych egoizmach. Pojednania chyba długo jeszcze nie będzie. Narodowa arogancja litewska będzie się zmagać z narodowo-katolicką arogacją polską. Co zrobić, by się wyzbyć tych arogancji?

  6. Ali mówi:

    Marko ! Ile można Tobie tłumaczyć, że Litwini są również katolikami ? Ty chyba nawet nie wiesz, ilu litewskich księży, łącznie z hierarchami kościelnymi, wspierało w okresie międzywojennym i w czasie II wojny światowej litewski nacjonalizm. Żeby nie było wątpliwości : Ja nie potępiam tych księży. Oni byli litewskimi patriotami. Mieli prawo zajmować takie stanowisko. Nie można jednak opowiadać, że na Litwie “katolicyzm jest eksportem narodowej ideologii polskiej”. Przynajmniej od czasu litewskiego odrodzenia narodowego tak nie jest.
    Jeszcze jedna kwestia : “Biorą odwet” powiadasz. Za co ? Polonizacja warstwy szlacheckiej na Litwie była całkowicie dobrowolna. Polonizacja nie była rezultatem celowej polityki w czasach Rzeczypospolitej przedrozbiorowej. Wtedy zresztą nie było jeszcze nacjonalizmów, gdyż nie było narodów w ich nowoczesnej formie. Polonizacja litewskiej szlachty wiązała się z tym, że Litwa była opóźniona cywilizacyjnie w stosunku do Polski. W roku 1795 wspólne państwo polsko-litewskie zakończyło żywot i od tamtej pory, aż po drugą dekadę wieku XX, ziemie litewskie należały do Rosji. Wtedy zupełnie już nie było warunków do przeprowadzania przymusowej polonizacji Litwinów. Po Powstaniu Styczniowym natomiast władze rosyjskie stosowały wobec Polaków nie tylko represje bezpośrednie, ale również drastycznie ograniczały możliwości posługiwania się językiem polskim w przestrzeni publicznej.
    A co do owej “pogardy” – z pewnością była, ale to już jest daleka przeszłość. Współczesne pokolenia Litwinów jej nie doświadczyły. Nie miały kiedy doświadczyć, skoro ludzie nawet ludzie urodzeni bezpośrednio po zakończeniu II wojny światowej mają już 72 lata życia. W przypadku mniejszości litewskiej w RP ewentualną pogardę mogliby jeszcze odczuwać ludzie urodzeni przed rokiem 1939, a w praktyce, biorąc pod uwagę proces kształtowania się świadomości dziecka, gdzieś przed rokiem 1934. Ile lat mają dzisiaj ci ludzie ? Ilu z nich dożyło starości ? Ponadto zdecydowaną większość współczesnych Litwinów, również dzisiejszych mieszkańców Wilna, stanowią potomkowie przedwojennych obywateli Republiki Litewskiej. A obywatele przedwojennej RL pogardy ze strony Polaków nie doznali. Było wręcz odwrotnie na tamtych terenach. Tak więc z doświadczeniami doznania pogardy praktycznie musielibyśmy cofnąć się do pokolenia Litwinów urodzonych przed rokiem 1918, a może jeszcze wcześniej. Oni już odeszli.
    W ramach “odwetu” natomiast cierpią, całkiem realnie, współcześni Polacy zamieszkali na Litwie. Tak być nie może. Tak być nie powinno.

  7. Marko mówi:

    Szanowny Przyjacielu Ali, kończąc, chciałbym choć jedną kwestię skorygować. Piszesz pod moim adresem: “Ty chyba nawet nie wiesz, ilu litewskich księży, łącznie z hierarchami kościelnymi, wspierało w okresie międzywojennym i w czasie II wojny światowej litewski nacjonalizm. Żeby nie było wątpliwości : Ja nie potępiam tych księży.”

    Doskonale zdaję sobie sprawę z katolickiego nacjonalizmu w RL. To, co litewscy katolicy, na czele ze swoimi duchownymi, wyrabiali w czasie wojny, zwłaszcza w odniesieniu do Żydów, ale i Polaków, jest obrzydliwe, a było też, nierzadko, zbrodnicze. W przeciwieństwie do Ciebie, ja uważam katolicki nacjonalizm litewski za zło, jednoznaczne zło, zło bardzo charakterystyczne dla katolików, bowiem religia ta ogłupia i podszczuwa narodowo, zresztą tak samo, jak i wszystkie inne religie. Ja – w odróżnieniu od Ciebie – zdecydowanie potępiam nacjonalistycznych biskupów i księży litewskich, i to nie tylko czasu wojny. Kto uważa Kościół katolicki za instancję moralności, ten jest naiwny. W Kościele tym było wielu łobuzów najwyższej miary. Już kiedyś wymieniłem kilka znanych nazwisk. Teraz przepomnę jeszcze abp. Paetza, którego wybronił nasz święty papież, zamiatając sprawę pod dywan przenajświętszej Stolicy Aposltolskiej. Wymienię abp. Wesołowskiego, osobistego pupilka świętego papieża, który, w roli legata papieskiego w Dominikanie, gwałcił tamtejsze dzieci, razem ze swoim naganiaczem, księdzem Gilem. Ksiądz siedzi w więzieniu. Wesołowski zachlał się na śmierć, bo go Watykan pozbawił wszelkich godności. Według zachodnich mediów, w ostatnich dnia swego bydlackiego życia siedział i chlał, i srał pod siebie, i szczał, i tak zdechł w swoim watykańskim apatamencie. Kościół katolicki w Polsce pochował go z wszelkimi honorami, przysługującymi zmarłemu arcybiskupowi, chociaż Twoja uwielbiana Stolica Apostolska publicznie ogłosiła, że pozbawiony został statusu duchownego nawet, nie tylko godności biskupiej. Straszliwe zakłamanie! Największy zbrodniarz komunistyczny, Jaruzelski, został skierowany przez obłudników kościelnych prosto do nieba, z wiatykiem u martwych ustach, i “po spełnieniu wszystkich powinności chrześcijanina”. Chamstwo! Katolickie brutalne chamstwo. Ja taki Kościół mam w głębokiej pogardzie. I, na koniec, przypomnę jeszcze hańbiącą Konfederację Targowicką, która doprowadziła Rzeczpospolitą Obojga Narodów do upadku. Na rozkaz papieża zorganizowali ją polscy i litewscy hierarchowie. Rozgniewany lud Wila i Warszawy powiesił kilku z nich ich na ulicznych latarniach. Ale dzisiejsi katolicy nic o tym nie wiedzą. I nadal aceptują swoje odurnianie.

  8. Ali mówi:

    Marko : Po pierwsze Twoja argumentacja jest niespójna. Najpierw usprawiedliwiasz Litwinów gratulując Lolkowi “myślenia empatycznego”, dalej zaś pisząc o tym,że Litwinom z racji dbałości o własny język i zachowanie własnej kultury należy się ” zrozumienie i nasz BEZWARUNKOWY szacunek”, ale litewskich księży katolickich, którzy myśleli i myślą nadal ( niektórzy) właśnie takimi kategoriami, bezwarunkowo potępiasz. Żadnego ze znanych księży litewskich nie obciąża się odpowiedzialnością za Holokaust. Mordercy Żydów z czasów II wojny światowej wcale nie byli tacy religijni jak się Tobie wydaje. Niemniej, księża litewscy o język litewski na ogół dbali. Często aż do przesady. Także po wojnie, jak chociażby biskup Steponavicius i jego kolejni następcy.
    Po drugie, księża pedofile, tacy jak wymienieni Paetz czy Wesołowski, ze sprawami polsko-litewskimi nie mieli nic do czynienia. Nie wiem dlaczego w tym kontekście powołujesz się na ich czyny. Czyżby z powodu niemożliwej do opanowania antykatolickiej obsesji ?
    Po trzecie, Jaruzelski bynajmniej nie był “największym zbrodniarzem komunistycznym”. Mógłbym wymienić tutaj nawet nie kilkunastu, ale wręcz kilkudziesięciu o wiele bardziej zbrodniczych komunistów. Szkoda mi na to czasu, ale jeżeli nie wierzysz w moje zapewnienia, to zacznę ich wymieniać w kolejnym wpisie. W tym miejscu tylko tytułem zamarkowania tematu : Lenin, Dzierżyński, Stalin, Jeżow, Beria, Abakumow, Chruszczow, Bela Kun, Rakosi, Ceausescu, Mao Zedong, Pol Pot, Ieng Sary, Tito, Ranković, Bierut, Berman, Romkowski, Różański, Fejgin.
    W porównaniu z wyżej wymienionymi i wieloma innymi, których na razie nie wymieniłem, Jaruzelski e jawi się nieomal jak anioł, który mógłby pójść prosto do nieba. Nawiasem mówiąc bardzo w to wątpię, aby znalazł tam swoje miejsce, nawet wskutek kościelnej protekcji.
    A co do Targowicy i spraw z końca XVIII wieku to chciałbym wskazać uprzejmie, że księżmi katolickimi w tamtych czasach byli również Kołłątaj i Staszic, a także biskup-poeta Ignacy Krasicki. Różnie zatem zachowywali się księża.
    Tak na koniec : Takie stwierdzenia pod adresem człowieka jak “chlał”, “srał pod siebie”, “szczał” i “zdechł” są sprzeczne z elementarnymi wymogami kultury i świadczą tylko o niezrównoważeniu emocjonalnym autora.

  9. v mówi:

    Gdzie ta litera,(” W” oczywiscie) przesliczna taka, dla orlow, sokolow, herosow? Gdzie? No gdzie? Gdzie? No gdzie? …. Niema, niema, niema, niema. Niema, niema, niema, niema (1000 razy) w litewskim alfabecie…., je, jeeeee.

Leave a Reply

Your email address will not be published.