17
Tysiące polskich rodzin na Litwie czeka na zwrot ojcowizny

image-82078

Stolica jest obecnie jedynym miastem, gdzie znacjonalizowane przez Sowietów mienie zwrócono jedynie niecałym 54 procentom mieszkańców Fot. Marian Paluszkiewicz

Niedawno rząd Litwy oświadczył, że do 2019 roku planuje zakończyć proces zwrotu ziemi, ponieważ trwa on bardzo długo, od 27 lat. Rząd zobowiązał samorządy do stycznia 2018 roku przygotować plan niezagospodarowanych gruntów w jednostkach samorządowych oraz zaprojektować działki, które mają być zwrócone prawowitym właścicielom. Decyzja ta ma przyśpieszyć zwrot ziemi.

Tymczasem eksperci oceniają rządową decyzję sceptycznie. Przypominają, że szybciej nie zawsze znaczy lepiej, gdyż przyspieszenie procesu może poskutkować masowym wypłaceniem symbolicznych rekompensat dla pretendentów do ziemi.

Jak poinformowano Kurier Wileński, w litewskiej Narodowej Służbie Rolnej (NSR) do stycznia tego roku w sprawie zwrotu ogółem 39,98 tys. hektarów ziemi apelowało 51,8 tys. mieszkańców. W całym kraju ziemię zwrócono 87,04 proc. obywateli. W obecnej chwili na zwrot własności czeka jeszcze 6,7 tys. mieszkańców, którzy żądają ogółem 3,74 tys. hektarów ziemi.

– W 68 ze 103 miast własność już została zwrócona całkowicie. Przykładowo, w Kłajpedzie zwrot ziemi już zakończył się w stu procentach, w Kownie zwrócono już ponad 90 procent ziemi. Samorządy tych miast nie zwlekały z procesem sporządzania planów działek. Zupełnie inaczej sytuacja wygląda w Wilnie. Stolica jest obecnie jedynym miastem, gdzie znacjonalizowane przez Sowietów mienie zwrócono jedynie niecałym 54 procentom mieszkańców. Zwrócona w stolicy ziemia stanowi 2,87 tys. hektarów. W ubiegłym roku działki otrzymało 271 wilnian – powiedział nam Ruslanas Golubovas, rzecznik prasowy NSR.

image-82079

Stanisław Majewski Fot. Marian Paluszkiewicz

Ogółem na zwrot ziemi czeka jeszcze 3 625 mieszkańców Wilna, 701 mieszkańców Kowna oraz 283 mieszkańców Połągi. Jak powiedział przedstawiciel NSR, problem ze zwrotem mienia polega na tym, że poszczególne decyzje dotyczące restytucji praw na znacjonalizowaną nieruchomość podejmują instytucje od siebie niezależne.

– Ostateczną decyzję w sprawie zwrotu ziemi podejmuje Narodowa Służba Rolna, ale przydzielaniem oraz planowaniem działek zajmuje się lokalny samorząd. Służba już niejednokrotnie zwracała się do wileńskiego samorządu z prośbą niezaciągania procesu zwrotu majątku mieszkańców. Prośby były jednak ignorowane, samorząd dotychczas nie podjął żadnych konkretnych działań, aby problem rozwiązać. Nasuwa się zatem wniosek, że dane zachowanie samorządu, przeciwne oczekiwaniom mieszkańców, jest spowodowane jakimiś motywami politycznymi – tłumaczył przedstawiciel NSR.

Stołeczne władze tymczasem podkreślają, że zwrot ziemi jest procesem niezwykle czasochłonnym, a przygotowanie planu tylko pod jedną działkę może zająć nawet kilka lat. Według samorządu wileńskiego proces zwrotu ziemi w stolicy nie jest odwlekany z premedytacją. Największy problem w Wilnie stanowi brak niezagospodarowanej ziemi, dlatego zaspokojenie wszystkich interesantów jest skomplikowane.

Oprócz zwrotu ziemi „w naturze” państwo proponuje kilka sposobów rekompensaty. Jednym z nich jest możliwość odzyskania ziemi w postaci lasu lub w papierach wartościowych. Można również uzyskać rekompensatę pieniężną. Zgodnie z rządową metodyką za hektar ziemi o przeznaczeniu rolnym płaci się ok. 2 891 euro, natomiast za ziemię przeznaczoną w chwili nacjonalizacji pod zabudowę – 22 242 euro. Warto podkreślić, że cena rynkowa za jeden ar (w zależności od położenia, infrastruktury i innych czynników) w stolicy wynosi mniej więcej tyle, co państwo płaci za hektar. Jednak w aktach prawnych, regulujących proces restytucji mienia, obecnie nie jest przewidziana możliwość rekompensaty według ceny rynkowej.

image-82080

Renata Cytacka Fot. Marian Paluszkiewicz

Ubiegający się o większe rekompensaty mieszkańcy jeszcze przed kilku laty masowo zwracali się do sądów. Jednak w 2013 roku utracili wszelkie możliwości uzyskania rekompensaty według ceny rynkowej ziemi. Sąd Konstytucyjny orzekł wówczas, że obliczana przez państwo wartość wykupywanej ziemi jest zgodna z zasadą równoważności. Sąd uznał więc jako sprawiedliwą niską cenę oferowaną przez państwo jako rekompensatę za odebraną ziemię.

Zdaniem Grzegorza Saksona, prezesa Związku Prawników Polaków na Litwie, szybkie, ale również sprawiedliwe zakończenie procesu zwrotu ziemi, nie wygląda realnie. Jak twierdzi, przymusowe i przyśpieszone przygotowanie planów działek może sprawić, że praca będzie wykonana niechlujnie. Samorząd może także odpowiedzieć, że po prostu brakuje wolnej ziemi.

– W takim przypadku pretendentom mogą być zaproponowane rekompensaty pieniężne. Praktycznie jednak nikt tego pieniężnego sposobu „zwracania ziemi” nie wybiera, bo rekompensaty są symboliczne. W niektórych przypadkach nie sięgają one nawet 1 procenta wartości rynkowej ziemi, dlatego takich symbolicznych wypłat – co jest zrozumiałe – ludzie nie chcą. Było już jednak sporo przypadków, gdy Narodowa Służba Rolna wypłacała taką rekompensatę, gdy w samorządzie konstatowano, że brakuje wolnej ziemi. Z tego powodu posypały się skargi – powiedział Kurierowi Wileńskiemu Grzegorz Sakson.

Jak zaznaczył, obecnie oczekuje się na orzeczenie Najwyższego Sądu Administracyjnego. Jeżeli decyzja sądu nie będzie po myśli pretendentów, wówczas formalnie proces zwrotu ziemi można zakończyć w ciągu kilku najbliższych lat.

– Chodzi o to, że zostanie stworzona pewna praktyka sądowa i sądy będą mogły się nią kierować. To znaczy, że mogą być stworzone możliwości dla wypłacania nieadekwatnych rekompensat nawet wbrew woli pretendentów. W ten sposób zwrot ziemi można byłoby zakończyć dosyć szybko. Powstaje jednak pytanie, czy taki sposób rekompensaty – wypłacenie za hektar ziemi symbolicznych 2 000 euro – można uważać za sprawiedliwy? – rozważał Grzegorz Sakson.

Rządowe plany przyspieszenia zwrotu ziemi sceptycznie ocenia również Renata Cytacka, prawniczka, radna samorządu miasta Wilna z ramienia AWPL-ZChR, prowadząca audycję „Ojcowizna” w Radiu Wilno.
– Praktycznie każdy nowo zaprzysiężony rząd na Litwie podaje nam datę zakończenia procesu zwrotu ziemi. Są to tylko deklaracje, gdyż za tym nie idą zwykle jakieś konkretne działania – mówi Kurierowi Wileńskiemu radna, zwracając uwagę również na problem dyskryminacji polskiej mniejszości narodowej w procesie odzyskiwania znacjonalizowanego przez Sowietów majątku.

image-82081

Grzegorz Sakson Fot. Marian Paluszkiewicz

Prawniczka, która w ciągu pięciu lat konsultowała Polaków na Litwie w sprawach zwrotu ojcowizny, podkreśla, że najwięcej problemów powstaje podczas zwracania ziemi na Wileńszczyźnie, a przede wszystkim w Wilnie.
– Niestety, właśnie tutaj ma miejsce najwięcej naruszeń prawnych. Jest to spowodowane brakiem kontroli i odpowiedzialności urzędników regulacji rolnej. W 1997 na Litwie ustawowo z ziemi, czyli nieruchomości, utworzono „ruchomość”. To ewenement na światową skalę. Tym samym zapoczątkowano problem z przenosinami ziemi. Jak ktoś zwrócił prawo do własności 1 ha, np. na Żmudzi, to mógł go przenieść pod Wilno oraz podwoić, a czasami nawet potroić swój majątek. Ziemie czasami przenoszono na tereny, które kiedyś należały do miejscowych Polaków – tłumaczy Renata Cytacka.

Zaznacza, że w wyniku przenosin ziemi wielu Polaków nadal nie może odzyskać swojej ojcowizny, bo działki już zostały zajęte. W pozostałej części kraju takich problemów nie ma i ziemia prawie wszędzie została już zwrócona.

– Tymczasem około 4 tys. polskich rodzin wciąż czeka na zwrot swojej ojcowizny, a krzywda wyrządzona Polakom wciąż trwa. Ostatnio do programu „Ojcowizna” zwrócił się mieszkaniec Wilna, któremu za posiadaną działkę w wysokości 6 arów wyznaczono rekompensatę pieniężną w wysokości zaledwie 70 euro! Mężczyzna z tego powodu czuje ogromny żal, bo jasne jest, że potrzebuje nie tej nikczemnej kwoty, tylko swojej ojcowizny – mówi Cytacka.

Podkreśla również, że przykładów dyskryminacji Polaków w sprawie zwrotu ziemi jest masa.
– Przykładowo na początku reformy odrzucano polskie dokumenty własnościowe sprzed 1939 roku, jakoby były to dokumenty obcego państwa. A jakiego niby miały być? To jawna dyskryminacja Polaków. W niektórych miejscach dany proceder trwał wiele lat. Tymczasem mieszkańcy z innych zakątków Litwy spokojnie przenosili swoją ziemię na własność, którą niegdyś zabrano Polakom – ubolewa Renata Cytacka.

Zaznacza także, że z tych „przenosin” skorzystało wielu przedstawicieli litewskiego establishmentu, sędziów, prokuratorów, sygnatariuszy Aktu Niepodległości Litwy. Jak mówi, nawet sam Vytautas Landsbergis przeniósł swoją ojcowiznę spod Kowna i zamienił 9 ha lasu w Szukiszkach na działkę na Zwierzyńcu w Wilnie, czy też działkę małżonki w Awiżeniach i in. O udziały ziemi, które przyznano Landsbergisowi, ubiegali się również rdzenni mieszkańcy tych okolic. Jednak zostali z niczym.

– Przypomnieć warto również o powtórnej, litewskiej nacjonalizacji. Polegała ona na anulowaniu aktów własności mieszkańców „wielkiego Wilna”, czyli okolic, które zostały przyłączone do stolicy w 1996 roku. Sprawy dotyczą przede wszystkim anulowania aktów własności, w których były jakiekolwiek zasoby leśne. Na przykład, jeżeli działka wynosiła 1 ha ziemi, a zasób leśny zaledwie 1 ar, to akt własności, który został wydany np. w 2003 roku – zostawał anulowany. Działo się tak ze względu na przyjętą później ustawę o lasach państwowych, na mocy której miejskie zasoby leśne należą do lasów państwowych i nie podlegają zwrotowi – tłumaczy Cytacka.
Jak mówi, dziś wszystkie zasoby leśne wciągnięte do „wielkiego Wilna” po 1996 roku są uznawane za lasy o znaczeniu państwowym i nie podlegają zwrotowi. W ten sposób, zdaniem rozmówczyni, mieszkańcom ponownie jest odbierana własność.

– Pamiętajmy, że w miastach można zwrócić tylko tę ziemię, która była w posiadaniu przed wojną. Ludzie otrzymali ją w słusznej wierze na podstawie aktu własnościowego. Jak można po latach zagrabiać to, co przedtem w imię prawa oddano? Okazuje się, że można. Sprawę przekazano do sądów, które anulowały prawo własności. W trakcie rozpraw wszelkie czynności prawne są cofane, np. jeżeli właściciel sprzedał działkę, to cofa się akt sprzedaży, a jeżeli ktoś zastawił w banku, to zastaw również jest anulowany itd. Nasi rodacy po otrzymaniu aktu własności dysponowali we własnym zakresie swoją własnością, a teraz sąd nakazał anulować wszelkie czynności cywilno-prawne i oczywiście kosztami obciążył właściciela parceli – mówi Renata Cytacka.

Ubolewa jednocześnie, że oszukany człowiek został dodatkowo zmuszony do poniesienia kosztów za błędy popełnione przez urzędników. Opłaty sądowe to ogromne koszty, zaś ludzie ponoszą odpowiedzialność za to, czego nie uczynili.
– Tymczasem w sądach nawet nie znajdziemy przykładów anulowania aktów własności u wielkich dygnitarzy, którzy przenieśli parcele z głębi kraju do rezerwatów, parków i wileńskich lasów. Kolejny raz okazało się, że nowelizacja ustawy została skierowana przeciwko miejscowym mieszkańcom – podkreśla Renata Cytacka.

Prawniczka stwierdza, że w sprawie zwrotu ojcowizny Polacy są dyskryminowani już od 27 lat.
– Są to lata upokorzeń, zwodzenia obietnicami, nadużycia urzędniczego i wysyłania bez końca do sądów. Własność, którą zaborcy zagrabili w jeden dzień, po upłynięciu ponad ćwierć wieku w niepodległym państwie, nadal nie zostaje zwrócona właścicielom. Trudno więc takie państwo nazywać demokratycznym. Konstytucja zabrania jakiejkolwiek dyskryminacji, dlatego polskich pretendentów z Wileńszczyzny w sprawie zwrotu ziemi należy traktować tak samo, jak pretendentów z innych zakątków Litwy i zwrócić ich własność godnie – mówi Cytacka.

Tymczasem Stanisław Majewski, doktor nauk ekonomicznych, dyrektor Międzynarodowego Centrum Badań Naukowych i Edukacji, członek Stowarzyszenia Naukowców Polaków Litwy, sądzi, że poprzez postanowienie zwrotu ziemi władze zrobiły polskiej społeczności niedźwiedzią przysługę.

– Proces zwrotu ziemi na Wileńszczyźnie trwa tak długo i nie przynosi pozytywnych wyników dla Polaków dlatego, że sam jego charakter jest specyficzny. Gdy zmienia się władza, zmieniają się również zasady własności. Własność przechodzi w inne ręce. Wtedy zaczyna się bałagan. Chodzi o to, że przed 27 laty, po 11 marca, obudziliśmy się w państwie z gospodarką wolnorynkową, a nie w państwie socjalistycznym. Trafiliśmy do systemu, z którym wcześniej nie mieliśmy do czynienia. Nastąpił podział własności, pojawiła się własność prywatna, której w sowieckich czasach nie mieliśmy albo mieliśmy bardzo ograniczoną. Dokument, który zatwierdził prawo do zwracania odebranej kiedyś nieruchomości, był bardzo ważny. Własność jednak zaczęto dzielić nie tak, jak się należy i wyrządzono niesamowitą szkodę dla prawowitych właścicieli – mówi dr Stanisław Majewski.

Podkreśla, że zasady zwracania ziemi były świadomie wymierzone w polską mniejszość i zakładały lituanizację Wileńszczyzny. Jak twierdzi, litewskie władze bały się, że jeżeli zaczną zwracać ziemię sprawiedliwie – czyli nieruchomość będzie zwracana byłym właścicielom – to Wileńszczyzna wróci w ręce Polaków, bo to właśnie do nich te tereny należały przed wojną.
– W tej sprawie interesy starych i nowych władz były podobne – nikt nie chciał, aby ziemia została zwrócona Polakom. Zwrot ziemi dał im fantastyczną okazję rozwiązania „polskiego problemu” poprzez zasiedlenie niegdyś polskich terenów przez Litwinów, którzy przybyli z różnych zakątków naszego kraju – tłumaczy ekonomista.

Dr Majewski zaznacza, że sprawiedliwym byłoby zwrócenie obywatelom majątku w takiej postaci, w jakiej go znacjonalizowano w lipcu 1940 roku. Inaczej rozwiązywać sprawę należało tylko w przypadku tych obywateli, których ziemie w czasach sowieckich zostały zabudowane.

– Rządzącym nie chciało się jednak, żeby tak było. Rozwiązano rady rejonowe oraz zamieniono wszystkich przewodniczących komisji prywatyzacyjnych. Zamiana ta polegała przede wszystkim na narodowości – zamiast Polaków w komisjach zasiedli Litwini, którzy mało troszczyli się o to, aby rdzenny naród nie został skrzywdzony, a ziemie nie zostały rozdane dla przyjezdnych. Obecnie więc wokół Wilna jest masa przyjezdnych milionerów, którzy skorzystali z możliwości przenoszenia odzyskanej ziemi i w ten sposób się wzbogacili. To niedopuszczalne, bo to znaczy, że rdzennym mieszkańcom tę ziemię zabrano – mówi dr Stanisław Majewski.

image-82082

W wyniku przenosin ziemi wielu Polaków nadal nie może odzyskać swojej ojcowizny Fot. Marian Paluszkiewicz

Podkreśla, że zaczęto również niesamowicie utrudniać proces zwrotu ziemi.
– Zwykły człowiek po dziś dzień musi chodzić do przeróżnych instytucji, pisać podania, szykować dokumenty, wyjaśniać sprawy z urzędnikami. Jednak to nie znaczy, że doczeka się zwrotu swoich posiadłości, bo częstą sprawą jest, że zebrane dokumenty gdzieś znikają, po czym całą „drogę krzyżową” po urzędach należy rozpoczynać na nowo – mówi naukowiec.

Zdaniem Stanisława Majewskiego władze są zainteresowane, aby wszystko trwało jak najdłużej, gdyż w ciągu tego czasu wiele osób po prostu nie dożyje do zakończenia procesu zwrotu ziemi. Jak twierdzi, o bardziej skuteczny sposób zwrotu ziemi powinni zadbać lokalni politycy, którzy powinni zainicjować powstanie instytucji stale monitorującej proces zwrotu ziemi – jak układane są kolejki, komu, gdzie i ile majątku zwrócono. Wszystkie informacje powinny być publiczne i jasne.

– Bardziej aktywna ma być również sama polska społeczność. Musimy bardziej stanowczo walczyć o swoje prawa, na przykład organizować wiece. Walka o swoje prawa to rzecz normalna i zrozumiała, bo nie chcemy być oszukani przez władze, nie zasługujemy na to. Nie prosimy przecież o cudze mienie, tylko o swoje – mówi Stanisław Majewski.

17 odpowiedzi to Tysiące polskich rodzin na Litwie czeka na zwrot ojcowizny

  1. stasys mówi:

    „Ogółem na zwrot ziemi od 27 lat czeka jeszcze 3 625 mieszkańców Wilna”.
    Obecnie w Warszawie toczy się ok. 8 tys. postępowań dot. roszczeń związanych z dekretem Bieruta, z czego ok. 4,5 tys. spraw dotyczy zwrotu nieruchomości, a ok. 3,5 tys. to postępowania odszkodowawcze,

  2. Lubomir mówi:

    Oby w samej Warszawie nastąpiła jak najszybciej ‚Dobra Zmiana’. Ci od Herr Thuzka przecierali ‚odszkodowawcze szlaki’, tyle tylko, że nie dla pokrzywdzonych polskich rodzin. Dla Herr Thuzka istnienie Polski było i jest nieporozumieniem, a polskość to nienormalność. I pomyśleć, że ktoś taki ukończył w Polsce bezpłatne studia historyczne i uzyskał tytuł ukończenia wyższej uczelni humanistycznej. Oby pokrzywdzeni na Litwie i Żmudzi Polacy i ich następcy – mogli wreszcie liczyć na prawne wsparcie, ze strony prawników Rzeczypospolitej Polskiej. Bruksela i Strasburg są tak nasycone Niemcami i lobbystami Niemiec, że wątpliwe jest, by ktoś stamtąd poparł odszkodowawcze dążenia Polaków.

  3. Żvirblis mówi:

    Lubomir, jeśli ci coś zabrał Herr Tusk, to zwróć się do Władimira Władimirowicza, może on pomoże,,,

  4. W.Litwin mówi:

    Skandaliczne „przenosiny” ziemi, grabież…
    To znamy od lat. Ale trzeba walczyć. I to, jak to robić pokazuje chociażby Pani Cytacka w programie Ojcowizna w Radio Wilno.

    Natomiast Litwa powinna czym prędzej zwrócić ziemię prawowitym właścicielom lub wypłacić adekwatne odszkodowanie

  5. Lubomir mówi:

    Re: Żvirblis Dziękuję za radę. Radzę sobie sam a kiedy nie radzę, to proszę o poradę solidnego polskiego adwokata. Wcale nie trzeba wybierać między ‚dżumą’ a ‚cholerą’.

  6. wielki brat mówi:

    Do W.Litwin. Skandaliczne „przenosiny” nie mogły odbyć się bez wiedzy samorządu. Co oni robiły? Czemu nie walczyli?

  7. tad mówi:

    Kto byl w rzadzie u wladzy czy partyjny ten zalatwil ziemie sobie , krewnym i znajomym, a ten biedak zostal skrzywdzony i nie mial do kogo zwrocic sie . W Wilnie nie pozwalano nawet prywatyzowac nalezaca dzialke kolo domu , nie mowiac o wlasnosci.Nie zaplacisz urzedniku, bedziesz obijac progi i nic nie zalatwisz.Przy rzadzie Wadnoriusa byla ustawa , ze reformie z ziemia mozna bylo zakonczyc za pare lat. Tak nie, ktos powinien na tym wzbogacic sie.

  8. andrzej mówi:

    Około 1,5 roku temu w programie pierwszym TVP wyemitowano program dokumentalny red T. Sekielskiego „Po prostu”, w którym miedzy innymi poruszono kwestię zwrotu ziemi w szczególności Polakom obywatelom RL. W rozmowie z p. Ladsbergisem, notabene w języku polskim, stwierdził, że z chytrym uśmieszkiem na ustach, że to sprzedajni urzędnicy w lokalnych urzędach za łapówki tak rozdzielali ziemię, że trafiła do Litwinów, a nie pierwotnych właścicieli. Program można obejrzeć na stronie https://vod.tvp.pl/22291234/11112015.

  9. Lubomir mówi:

    Gdyby na czele Rady Europejskiej stał człowiek czujący się Polakiem, to być może byłby to temat dla podległej przewodniczącemu Rady – Komisji Weneckiej. Ale jeżeli stanowisko piastuje osobnik wrogo nastawiony do Polski, Polaków i polskości, to trudno liczyć na wsparcie krzywdzonych Polaków.

  10. v mówi:

    zwroccie ziemie potomkom osadnikow, glupcy.

  11. schlange mówi:

    Lubomir
    dokładnie, tak jest, zawsze ciężko żyło się nam sąsiadom Niemców i Rosjan, znacznie ciężej, kiedy pomiędzy nami byli sprzedawczyki naszej Narodowej Polskiej sprawy.

  12. Lubomir mówi:

    schlange Dokładnie tak. Wiadomo, czego oczekiwać po wrogu, nie ubierającym żadnych masek. Najbardziej trudny do zdefiniowania i rozpoznania jest podstawiony sabotażysta – wyszkolony w tym, żeby nie dać się zdemaskować i perfekcyjnie udający Polaka. Ten może zdewastować gospodarkę i oświatę, nie mówiąc o tym, że może nawet wyciąć w pień wszystkich generałów, ględząc w tym czasie o swoim rzekomo arcypolskim patriotyźmie.

  13. Maur mówi:

    Ten problem nie rokuje szans na jakieś przyzwoite rozwiązanie.
    Przy tej okazji naszła mnie pewna myśl: a gdyby tak Polak z Lietuvy, posiadający polskie obywatelstwo albo i wbrew jego woli inne obywatelstwo, posiadający dokument do ojcowizny sprzed 1939 roku – zwrócił się do sądu w Polsce o potwierdzenie prawa własności do określonej nieruchomości – to sąd w Polsce musiałby taki fakt potwierdzić. Taki dokument miałby już inny wymiar.
    Może niech prawnicy rozważą taką ścieżkę wspomagającą przywrócenie elementarnej sprawiedliwości…

  14. Lubomir mówi:

    Dziwi bezczynność polskich władz. Także tych najnowszych. Na okrągło robią wycieczki do Izraela, Brukseli, Strasburga i Hagii – wdając się w pyskówki z Niemcami i germanofilami. Tymczasem Polacy w ojczyźnie nie mogą się opędzić od najnowszego niby-to-prawa spadkowego, na mocy którego to bubla prawnego – nękani i rujnowani finansowo są najdalsi {często jedynie formalni krewni}, za nieswoje długi frankowiczowskie, a z drugiej strony jest niemal zerowe zainteresowanie bieżącymi problemami Rodaków, zarówno tych nad Wisłą i Odrą, jak i tych m.in. nad Wilią i Niemnem. Kiedy chodziło o rodzinny majątek Niemki Agnes Trawny na Mazurach – oddano go Niemce, nie licząc się z opinią Polaków na ten temat. Oczywiście działo się to w czasach wojujących antypolaków. Ale przecież teraz nie ma już u sterów Niemca udającego Polaka. I co?. Wciąż całkowity zastój?. Złodziei i aferzystów wciąż obchodzi się wielkim łukiem. Najlepiej nękać bezbronnych i najsłabszych.

  15. stanislaw mówi:

    Zbigniew Balcewicz, pełniąc funkcję wicenaczelnika powiatu z ramienia Akcji Wyborczej przez 5 lat był odpowiedzialny za zwrot ziemi w regionie…

  16. Dudak mówi:

    Czekajcie :dogoniat i dobawiat…za Wilnem i na piaszczystej ziemi.a z wywodami Lubomira o bezczynności POLSKICH władz zgadzam się,tym bardziej nie ma czego oczekiwać od obcych nam,Polakom,władz litewskich.

  17. Jur mówi:

    Wilno I Wileńszczyzna ma swoich prawnych właścicieli nieruchomości zapisanych w księgach hipotecznych Prawa do rekompensaty działają wobec tych co musieli opuścić swoje ziemie po lipcu 19443b wobec wyboru –zsyłka na Syberię lub przesiedlenie na tereny polskie lub poniemieckie To rozstrzyga w Polsce prawo tylko do 20% rekompensaty wartości pozostawionej nieruchomości Polakom obywatelom polskim. Osoby, które nie mają obywatelstwa polskiego i np. są obywatelami USA, Anglii , Niemiec lub Australii mogą żądać od Litwy zwrotu, lub odszkodowania za pozostawione nieruchomości. Sytuacja jest teoretyczna i sprowadzona do niewykonalności na Litwie. Przykład właściciel [prawny spadkobierca Pałacu i terenu w Poądze hr Tyszkiewicz mógł teoretycznie ubiegać się o zwrot własności miał wtedy 90 lat ,ale musiał by przyjąć obywatelstwo litewskie , mieszkać na Litwie przez 10 lat licząc zwrot ! Oczywiście były to warunki mało realne do spełnienia – nie dożyłby tego czasu –zresztą niedługo zmarł.
    Inna jest sytuacja Polaków,którzy pozostali na swoich ziemiach i w swoich domach i nie mają prawa własności do tych nieruchomości ,a szczególnie w pobliżu Wilna. Przeciąga się latami uregulowanie zobowiązań państwa do zwrotu nieruchomości w naturze . Proponuje się Polakom nierealnie niskie państwowe odszkodowania pieniężne odbiegające rażąco od rynkowych wartości .

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.