0
„Metoda Mieszka” i inne sposoby samoobrony

image-82171

Kobieta będzie czuła się bardziej pewna siebie i bezpieczna, jeżeli ukończy kurs samoobrony Fot. Marian Paluszkiewicz

W ubiegłym tygodniu wszyscy, którzy oglądają telewizję, czytają gazety i korzystają z internetu, mogli upewnić się, że sytuacje realnego zagrożenia zdrowia i życia zdarzają się nie tylko w filmach akcji.

Historia porwania i zamordowania 26-letniej Ievy Strazdauskaitė nie pozostawiła nikogo obojętnym i zdominowała wszystkie wiadomości w kraju. Jak wynika ze wstępnych danych śledztwa, czterech bandytów porwało dziewczynę po zimitowaniu wypadku drogowego nieopodal miasteczka Elektrėnai. Ich celem był ekskluzywny samochód Audi A7, którym jechała dziewczyna.
Mimo że eksperci zapewniają, że przypadek brutalnego morderstwa 26-latki jest wyjątkowy, warto wiedzieć, jak się zabezpieczyć przed możliwym zagrożeniem.
– Okrutne i banalne przestępstwo, którego ofiarą padła Ieva Strazdauskaitė, zszokowało nas wszystkich. Mimo że bardzo szybko udało się zatrzymać podejrzanych, pozostaje poczucie pustki, gdyż wszyscy rozumiemy, że niewinna dziewczyna miała żyć, a nie umierać. Wszyscy mamy matki, córki, żony, siostry i nikt nie chciałby dla nich takiego losu – powiedział „Kurierowi Wileńskiemu” Ramūnas Matonis, kierownik biura prasowego Departamentu Policji.

Matonis przyznał, że w tle tej tragedii znaczna część społeczeństwa zaczęła wątpić w bezpieczeństwo na drogach. Zaznaczył jednak, że obawy te są praktycznie bezpodstawne.
– Litewskie drogi są bezpieczne. Do podobnych tragedii dochodzi raz na 20 lat, brutalne kradzieże na drogach są niezwykle rzadkie. Jeżeli teraz raptem zaczniemy się wszystkiego bać, to w ogóle przestaniemy wychodzić z domu – mówi Matonis.
Strazdauskaitė została porwana, gdy po zderzeniu z samochodem bandytów wyszła ze swego auta, aby sprawdzić, jakie są uszkodzenia.
– To normalne, że po kolizji na drodze ludzie tak właśnie się zachowują. Kierowcy wychodzą, sprawdzają auta, wypełniają deklaracje pisemne w sprawie wypadku i rozjeżdżają się. Jeżeli natomiast mamy jakieś podejrzenia, że wypadek został spowodowany umyślnie i grozi nam niebezpieczeństwo, należy zamknąć się w swoim aucie i natychmiast dzwonić na policję – mówi przedstawiciel Departamentu Policji.
Jak zaznacza Matonis, znacznie częściej niż na drogach dochodzi do napadów na przechodniów na ulicy.
– Właśnie na dworze, szczególnie w ciemnościach, w źle oświetlonych miejscowościach należy uważać najbardziej. Jeżeli nie ma potrzeby, nie należy mieć przy sobie dużo pieniędzy i dokumentów. Drogie ozdoby należy przykryć, aby nie zwracały na siebie uwagi. Klucze od mieszkania najlepiej trzymać nie w torebce, ale kieszeni, aby można było je jak najszybciej wybrać, nie tracąc czasu na szukanie przy drzwiach. Jeżeli ktoś próbuje odebrać torebkę, lepiej ją po prostu oddać, bo zdrowie i życie jest ważniejsze niż rzeczy, które mogą być skradzione – tłumaczy Matonis.
Należy też pamiętać, że jeżeli złodziej każąc oddać rzeczy, chce, by je wręczyć do ręki, lepiej rzucić je w jego stronę. Podczas gdy napastnik pochyli się za łupem, będzie kilka cennych sekund na ucieczkę.

Jak mówi Matonis, jeżeli idąc ulicą mamy podejrzenia, że ktoś nas prześladuje, należy najpierw przejść na drugą stronę ulicy. Jeżeli podejrzenia się potwierdziły, należy jak najszybciej biec tam, gdzie mogą być ludzie i wołać o pomoc. Funkcjonariusz podkreśla również, że nigdy nie warto podczas spaceru mówić przez telefon, pisać sms-ów czy słuchać muzyki przez słuchawki – wszystko to bowiem przeszkadza zauważyć, co się dzieje obok i sprawia, że osoba może stać się łatwą ofiarą dla napastnika.
Tymczasem Aurelijus Kauneckas, instruktor samoobrony i sportów walki w Wilnie, mówi, że jeżeli często musimy chodzić potencjalnie niebezpiecznymi ścieżkami, najlepiej zabezpieczyć się w gaz pieprzowy lub nawet pistolet gazowy. To dobre rozwiązanie, ponieważ pozwala na obezwładnienie przeciwnika, zachowując jednocześnie bezpieczny dystans. Gazy pieprzowe zawierają substancję, która w zetknięciu ze skórą lub błoną śluzową, np. gardła lub nosa, wywołuje pieczenie, swędzenie, chwilowe oślepienie, kichanie, kaszel, katar.

image-82172

Specjaliści podkreślają, że ogólnie biorąc, sytuacja na litewskich drogach jest bezpieczna Fot.Marian Paluszkiewicz

– Najważniejsze jednak umieć skorzystać z przedmiotu, jaki mamy do obrony, a nie tylko go posiadać. Na przykład korzystając z gazu pieprzowego, należy uważać, aby nie pryskać go pod wiatr. Nie radziłbym też nosić go na dnie torebki. Najlepiej, jeżeli będzie pod ręką, na przykład w kieszeni, skąd uda się go szybko wydobyć – tłumaczy Kauneckas.
Obezwładnić napastnika można również gołymi rękami. Jednak w tym celu praktyka jest bardziej cenna niż teoria. Dlatego każdej kobiecie, która chce zapewnić sobie optymalne poczucie bezpieczeństwa, radzi się ukończyć kurs samoobrony.
– To, że kobieta jest lżejsza i słabsza od napastnika, nie znaczy, że jest skazana na porażkę. Należy przede wszystkim pamiętać, że uderzać musimy w te miejsca, które najbardziej bolą. Jeżeli ktoś na ciebie napada, odruchowo zaczynasz wymachiwać rękoma i nogami. Warto więc maksymalnie szybko skupić się i celować w najbardziej wrażliwe miejsca, takie jak jądra, oczy, uszy, krtań czy skronie. Pierścionki na palcach też mogą być dobrą „bronią” podczas celowania w twarz gwałciciela, szczególnie jeżeli chodzi o nos i oczy – radzi Aurelijus Kauneckas.

Warto pamiętać, że napad w celu zgwałcenia, a nie obrabowania ofiary, ma nieco inny charakter. Toteż jeżeli kobieta nie posiada gazu pieprzowego czy nawyków z zakresu samoobrony, może wykorzystać inne taktyki zniechęcenia napastnika.
Po pierwsze należy uświadomić sobie, że większość gwałcicieli to osoby znajome, które są wpuszczane do domów potencjalnych ofiar np. na imprezę.

Dlatego przede wszystkim należy uważać na to, kogo wpuszcza się do domu, nie zapraszać do siebie mężczyzn spotkanych na pierwszej randce i wracać do domu taksówką. Także tzw. znajomi znajomych mogą okazać się niebezpieczni, zwłaszcza pod wpływem alkoholu.
Poza domem najczęściej gwałty mają miejsce w parkach, ciemnych uliczkach i parkingach.
Czy można zatem zniechęcić napastnika do gwałtu, skoro już się „napalił”? Specjaliści od samoobrony mówią, że można. Niektóre ze sposobów mogą, co prawda,  wywołać odruch wymiotny, jednak mają one okazać się skuteczne. Specjaliści podkreślają, że krzyki typu „Nie rób tego, błagam – odpuść!” prawdopodobnie jeszcze bardziej podniecą gwałciciela. Natomiast wiele kobiet, którym udało się  uniknąć gwałtu, podkreśla, że może pomóc „zachęta”: „No rób to dalej, zboczeńcu, mam HIV!”. Ponadto wykrzyknięcie do napastnika: „Jestem w ciąży”, nieraz może okazać się odrzucające dla desperatów.

Zaleca się również stosować wszelkie zachowania, które zniechęcają napastnika do ciała kobiety. Warto tutaj wspomnieć metodę, z której w wierszu „Przyjaciele” Adama Mickiewicza skorzystał Mieszek broniąc się przed atakiem niedźwiedzia: „Wącha: a z tego zapachu,/ Który mógł być skutkiem strachu,/ Wnosi, że to nieboszczyk i że już nieświeży./ Więc mruknąwszy ze wzgardą odwraca się w knieję,/ Bo niedźwiedź Litwin miąs nieświeżych nie je”.
Subtelnie przedstawiona w wierszu metoda, pasująca nie tylko dla odstraszania „niedźwiedzia Litwina”, polega na robieniu wszystkiego, żeby ciało stało się obrzydliwe dla napastnika. Czyli chodzi o takie „niesmaczne” zachowania, jak wywołanie wymiotów, zsikanie się w bieliznę czy „zabrudzenie gatek”, co potrafi mocno zniechęcić gwałciciela. Jak radzą psycholodzy oraz same osoby, którym udało się uniknąć gwałtu – należy przełamać wszelkie bariery, bo to lepsze rozwiązanie niż uświadamianie sobie po fakcie tego, jak nasze ciało jest obrzydliwe dla nas samych.

Z kolei o tym, że kurs samoobrony może być bardzo przydatny dla kobiet, świadczy niedawny przykład z Seattle w stanie Waszyngton w USA. Na początku tego tygodnia pewien zwyrodnialec, który zaatakował biegaczkę w miejskim parku, dostał za swoje. 36-letnia Kelly Herron akurat ukończyła kurs samoobrony, co pomogło jej pokonać gwałciciela.
Biegaczka w parku przygotowywała się do maratonu. W połowie treningu zatrzymała się, żeby skorzystać z toalety. Kiedy suszyła ręce, zorientowała się, że coś jest nie tak. Odwróciła się i zobaczyła mężczyznę. Powalił ją na ziemię, po czym zaczęli się bić na podłodze. Jednak napastnik się przeliczył. Herron trzy tygodnie wcześniej ukończyła kurs samoobrony i nie zamierzała dać za wygraną. Głośno krzyczała, w pewnym momencie zaczęła nawet tracić przytomność, ale potem nagle dostała zastrzyk adrenaliny. Udało jej się wyrwać. Poprosiła o pomoc przechodnia i razem zamknęli zboczeńca w toalecie, gdzie został aż do przyjazdu policji.
Oprawcą okazał się 40-letni Gary Steiner, który już wcześniej był karany za przestępstwa na tle seksualnym. Jego niedoszła ofiara nie traci ducha walki i nadal trenuje w parku.
Tymczasem 53-letnia wilnianka Regina, dzieląca się z  „Kurierem Wileńskim” osobistym doświadczeniem, podkreśla, że w przypadku napadu gwałciciela najważniejsze jest błyskawiczne zorientowanie się i odnalezienie w sobie… agresji.
– Przed 34 laty byłam przeciętną nastolatką, która ciemnym, wrześniowym wieczorem wracała do domu z praktyki. Szłam przez las ścieżką, którą znałam doskonale i chodziłam już niejednokrotnie – wspomina dziś Regina.

Była to krótsza droga do domu w dzielnicy, w której się urodziła, wyrosła i czuła się bezpiecznie.
– Wszystko stało się raptownie, ale wtedy wyglądało, że czas zamarł. Mężczyzna rzucił się na mnie, powalił na ziemię i zaczął dusić. Najpierw próbowałam odciągnąć jego ręce od mojej szyi. To chyba pierwsza i naturalna reakcja. Jednak po chwili zrozumiałam, że jest zbyt silny, natomiast moje własne siły zaczęły mnie opuszczać. Miałam dosłownie sekundę, aby uświadomić sobie, że jedyną szansą na ratunek jest napad! Schwyciłam go za głowę, a kciukami zaczęłam wgniatać mu oczy do oczodołów. To musiało być dla niego niespodziewane i niezwykle bolesne, bo natychmiast odpuścił szyję i chwycił mnie za ręce. Zmobilizowałam pozostałości sił i zaczęłam go mocno kąsać w szyję, dopóki był zajęty odciąganiem moich rąk od swych oczu. Głośno zakrzyczał i odepchnął mnie. Ja się podniosłam i nie oglądając   zaczęłam uciekać – wspomina rozmówczyni szczegóły strasznego napadu.

Jak mówi, nie wie, czy napastnik próbował ją dogonić. Nie pamięta ani jego twarzy, ani głosu, tylko chrapliwe jego sapanie podczas napadu i głośne bicie własnego serca podczas ucieczki. Dotychczas nie wiadomo, kim był napastnik, nie udało się go złapać.
– Nie uczyłam się samoobrony, jestem zwykłą, spokojną i, powiedziałabym, tchórzliwą kobietą. Nawet prawa jazdy nie mam, bo boję się siadać za kierownicą! Ale wtedy uratowało mnie to, że postanowiłam zapomnieć, kim jestem. „Ja nie będę ofiarą – będę agresorem!” – powiedziałam sobie i uwierzyłam w to. Uwierzyłam, że jestem silna i że to ja na niego napadam – mówi Regina – Uwierzyłam, że sama mogę i muszę skaleczyć tego łobuza. Dlatego żyję.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.