5
Karolis Zikaras: Obywatele Litwy mówiący po polsku to spadkobiercy Wielkiego Księstwa Litewskiego

image-82326

Wielką wartością są demokratyczne tradycje, głęboko zakorzenione w historii Zachodu, ale także Polski i Litwy – podkreśla Karolis Zikaras Fot. Marian Paluszkiewicz

Rozmowa z Karolisem Zikarasem, historykiem, analitykiem Departamentu Komunikacji Strategicznej Litewskiego Wojska.

Jest Pan analitykiem Departamentu Komunikacji Strategicznej Litewskiego Wojska. Czym zajmuje się ten departament?

Nasz departament powstał kilka lat temu, ponieważ dostrzeżono, że pojawia się coraz więcej informacji, które mogą być wymierzone przeciwko mieszkańcom Litwy. Jeśli mówimy o obronności państwa, jej bardzo ważnym elementem są morale żołnierzy. Nie możemy natomiast mówić o motywacji żołnierzy bez kontekstu środowiska, z jakiego pochodzą. My nie klonujemy naszych wojskowych, oni pochodzą po prostu z naszej społeczności. Ważna jest zatem działalność mająca na celu prawidłową informację nie tylko wojska, ale także ogółu społeczeństwa.

Jaka jest rola społeczeństwa w obronności kraju?

Społeczeństwo, jego przekonania, motywacja do obrony własnego kraju są bardzo ważną częścią obrony narodowej, dlatego każdy agresor zawsze działa tak, by wpłynąć na obniżenie wsparcia społecznego dla wojska. W przypadku wojny – to nie jest tak, że tylko wojsko broni kraju, a cała reszta obserwuje w telewizji, jak powodzi się naszym na froncie. Konflikty zbrojne, jeśli zaistnieją, angażują całe państwo. W czasie pokoju żadne państwo nie ma takiej armii, która faktycznie jest w stanie sama prowadzić wojnę. Nawet dla najsilniejszych pod względem ekonomicznym państw jest to niemożliwe. To społeczeństwo jest siłą, która faktycznie może obronić swój kraj. Wojsko tę obronę tylko organizuje. Właśnie dlatego nasi potencjalni przeciwnicy starają się na różne sposoby nasze społeczeństwo rozbijać. Chodzi o działania, które wpływają na to, że nasze społeczeństwo staje się coraz mniej obywatelskie, że ludzie mieszkający na Litwie nie postrzegają tego kraju jako swoje państwo, którego są gotowi bronić. Według mnie to właśnie jest przekonanie obywateli, że to jest ich państwo, które tworzą przez swoją codzienną aktywność, jest kluczowe dla bezpieczeństwa kraju. Dlatego najważniejsze jest, by mieszkańcy Litwy czuli się w swoim państwie dobrze, by widzieli sens istnienia i obrony tego państwa.

Bez wątpienia w kształtowaniu tego rodzaju poglądów ogromną rolę odgrywają media. Jak Pan ocenia propozycje różnorakiej kontroli środków masowego przekazu, jakie proponują niektórzy politycy?

Żyjemy w czasach szybkich przemian, nic więc dziwnego, że różni ludzie szukają sposobów na to, jak żyć w nowej sytuacji. Jest to wyzwanie, przed jakim stoi współczesne społeczeństwo, można nawet powiedzieć – Zachodnia Cywilizacja. Okres po zimnej wojnie, gdy wszyscy odetchnęli z ulgą, mając nadzieję, że wojny już nigdy więcej nie będzie, minął. Nadszedł nowy okres, gdy musimy znaleźć nowe rozwiązania problemów. Osobiście uważam, że dla nas wielką wartością są tradycje demokratyczne, głęboko zakorzenione w historii Zachodu, ale także Polski i Litwy. Pomimo zmieniających się czasów uważam, że to właśnie demokratyczne zasady powinny pozostać dla nas fundamentem. Oczywiście – to pociąga za sobą konsekwencje. W demokratycznym państwie nie możemy kontrolować mediów, czegoś im nakazać. Jest to zresztą całkowicie niepotrzebne. Ważna jest natomiast edukacja społeczeństwa tak, by potrafiło patrzeć krytycznie na przekazywane wiadomości i sprawdzać ich źródła. To nie jest łatwe, ale trzeba mieć na uwadze, że życie w demokratycznym państwie to nie tylko wolność. To także odpowiedzialność każdego obywatela. A to zakłada ciężką pracę. Nie jest łatwo tak edukować obywateli, by byli odporni na manipulację.
Wydaje mi się, że w obecnych czasach krytycznego myślenia, analizowania wiadomości trzeba uczyć już dzieci. Drugim ważnym aspektem jest kształtowanie postaw obywatelskich. Nie tylko instytucje są odpowiedzialne za państwo. To sprawa każdego obywatela. Również dziennikarz czy naukowiec są obywatelami państwa i w swojej pracy nie powinni o tym zapominać. Żyjąc w demokratycznym państwie, powinni postępować uczciwie wobec siebie, ale także wobec swojej ojczyzny. Ważne jest, byśmy stali po stronie prawdy. Nie możemy postępować w taki sposób, jak nasi oponenci, bo nie będziemy się niczym od nich różnić. Instytucje państwowe mogą jedynie prowadzić dialog z mediami lub naukowcami, w żadnym wypadku nie mogą na nie naciskać, gdyż wtedy przestalibyśmy być demokratycznym państwem.

Wydaje się, że w kształtowaniu świadomości obywateli bardzo ważną rolę odgrywają historycy.

Bez wątpienia historia jest tu bardzo ważną dziedziną nauki. Niezależnie od tego, co mówią postmodernistyczni intelektualiści, nasze myślenie jest nadal myśleniem historycznym. Wszyscy ludzie, niezależnie od wykształcenia, szukają w przeszłości wyjaśnienia wydarzeń, jakie obserwują w teraźniejszości. Historia bardzo angażuje, zwłaszcza, gdy rozumiemy, że dotyczy nas, naszych przodków, stąd często wywołuje duże emocje. Przecież wszyscy chcemy, by to nasi przodkowie byli najlepsi, by stali zawsze po stronie prawdy.
Dobra znajomość historii swojego kraju i regionu jest na pewno bardzo ważnym elementem wychowania obywatelskiego. W demokracji nie można polegać jedynie na odczuciach. Żeby państwo dobrze funkcjonowało, obywatele muszą rozumieć pewne procesy. Doskonale rozumieją to także nasi oponenci. Są takie momenty w naszej historii, które można by uznać za szczególnie istotne z punktu widzenia kształtowania postaw obywatelskich. Dla Litwy są to na pewno czasy Giedymina czy Witolda Wielkiego, które są często postrzegane jako okres szczególnej potęgi państwa. Właśnie dlatego nasi oponenci ze Wschodu, w swojej historiografii będą udowadniać, że w tym okresie Litwini odgrywali w Wielkim Księstwie marginalną rolę, a potęgę państwa tworzyli przodkowie Białorusinów, co oczywiście nie jest prawdą. O tym, jak ważna jest historia w tzw. wojnie informacyjnej, najlepiej świadczą wydarzenia, jakie poprzedziły konflikt zbrojny na Ukrainie. Tuż przed nim pojawiło się bardzo wiele filmów dokumentalnych, książek, artykułów, które udowadniały, że istnienie niepodległej Ukrainy nie ma zupełnie podstaw historycznych, że to państwo zostało sztucznie stworzone przez zachodnie siły jako przeciwwaga dla Rosji. Doskonale widzimy więc, jak ważna jest informacja społeczeństwa i opracowania historyczne, zwłaszcza te o charakterze popularnym. Niestety, grube, naukowe książki nie mają wielkiej szansy na dotarcie do odbiorców. Powtarzam jeszcze raz – nie chodzi o tworzenie litewskiego przekazu propagandowego. Chodzi o to, by nasze społeczeństwo miało wystarczającą wiedzę, aby podchodzić krytycznie do informacji, jakie są wytworem naszych oponentów.

A jak z historią relacji polsko-litewskich? Czy przypadkiem nie jest to jeden z momentów, które wymagają ponownego odczytania?

Patrząc na całą polsko-litewską historię trzeba przyznać, że jesteśmy dla siebie najważniejszymi sojusznikami w regionie. Oczywiście – w naszej długiej historii wzajemnych relacji zdarzały się różne rzeczy, jednak zdecydowanie przeważają okresy wspólnego działania. Można powiedzieć, że bardzo ostry, czasem brutalny konflikt, jaki zaistniał pomiędzy Polską i Litwą w XX w., jest wyjątkiem w całej naszej historii. Jest on natomiast niezwykle korzystny z punktu widzenia Rosji. Bardzo dobrze taki pogląd sformułował zresztą w swojej książce „Podstawy geopolityki” rosyjski politolog Aleksandr Dugin.
Wydaje mi się, że bardzo ważne jest teraz, aby Litwini zrozumieli, że nie jesteśmy państwem, które powstało w 1918 r., że nasze tradycje są o wiele dłuższe, że jesteśmy kontynuatorami tradycji Wielkiego Księstwa Litewskiego, o czym najbardziej przypomina Pogoń. Jak dobrze wiemy, była to tradycja państwa wielonarodowościowego i wielowyznaniowego, które szczególnie ceniło wolność i demokrację. Właśnie ta idea wolności, którą symbolizuje Pogoń, może nas szczególnie zjednoczyć także teraz. Wydaje mi się, że pomimo, trudności, udało nam się jednak osiągnąć znaczy stopień demokracji i wolności. Tymczasem w Rosji, tak jak kiedyś, tak i teraz, jej nie ma.

Nierzadko słychać jednak głosy, które widzą największe zagrożenie dla Litwy w mniejszościach narodowych. Wyraża się to choćby w symbolicznej już walce o zakaz stosowania innych niż litewskie znaków diakrytycznych w dokumentach.

Trzeba zrozumieć, że nasza tożsamość narodowa kształtowała się w okresie konfliktu z Polską. Do II wojny światowej to właśnie Polska była postrzegana jako największy wróg, przede wszystkim ze względu na zajęcie Wileńszczyzny. Niektórzy ludzie nadal żyją tym duchem, nieustannie broniąc litewskości. Tymczasem obecnie litewskości aż tak bardzo bronić już nie trzeba, bo nasza tożsamość narodowa jest już dobrze ukształtowana. Można ją dalej pielęgnować nie będąc z nikim w konflikcie. Zbytnie akcentowanie obrony języka litewskiego czy też ukazywanie Polaków z Wileńszczyzny jako spolonizowanych Litwinów to nieco przestarzałe tendencje, które nie odpowiadają dzisiejszej sytuacji. Zgadzam się więc, że dalej postępując w ten sposób, możemy jedynie stworzyć niebezpieczeństwo dla naszego państwa, ponieważ obronić możemy je tylko wszyscy razem. Dlatego tak ważne jest, by każdy mieszkaniec Litwy miał poczucie, że to jego ziemia, na której czuje się dobrze i której chce bronić. Ważne jest więc, by w polityce państwa pojawiał się kierunek akcentujący wspólne tradycje. My jako Litwini powinniśmy na nowo spróbować spojrzeć na naszą historię. Przecież Polacy, którzy żyją na Litwie i mówią teraz w języku polskim, to pewnego rodzaju pomnik Wielkiego Księstwa Litewskiego, spadkobiercy jego tradycji. Przecież do połowy XVI w. to właśnie język polski był podstawowym językiem elity Wielkiego Księstwa, nic więc dziwnego, że nadal jest on obecny w okolicach Wilna, które wówczas było centrum politycznym i kulturalnym.

Chyba prozachodnie sympatie najbardziej potwierdzają rzesze emigrantów. Pomimo sentymentów raczej rzadko zdarza się, by ktoś próbował emigrować z Litwy na Wschód.

Żyjemy w czasach dużego napięcia, jednak jestem przekonany, że ostatecznie Rosji nie opłaca się okupacja Litwy. Zawsze, gdy ziemie litewskie wchodziły w skład imperium, właśnie stąd pochodziły czynniki destabilizacyjne. Tak było w czasach i carskich, i w ZSRR. Myślę, że jako naród jesteśmy po prostu bardzo przywiązani do tradycji zachodniej demokracji. Dla bezpieczeństwa naszego państwa ważne jest więc przede wszystkim pielęgnowanie tych tradycji.

5 odpowiedzi to Karolis Zikaras: Obywatele Litwy mówiący po polsku to spadkobiercy Wielkiego Księstwa Litewskiego

  1. Dudak mówi:

    Przy takim stosunku naszych władz do swoich obywateli obawiam się o skuteczność naszej obrony wobec potencjalnego agresora,ale niech będę w błędzie,bo tak jest spokojniej na duszy,choć surowy realizm podpowiada mi co innego.

  2. Salomon C mówi:

    Jak przyjdzie do do czego to Wilno poprosi PL o obronę. Warszawa będzie miała kłopot bo czy chcemy umierać za rządy nacjonalistów i depolonizatorów w Wilnie?

  3. W.Litwin mówi:

    A postawcie się w roli samych Polaków na Litwie. Przyjdzie co do czego to Polacy będą bronić Wileńszczyzny, czyli terytorium Litwy. A jak Litwa traktuje swoich obywateli??? Szybciej ci nacjonaliści lietuvisi, którzy ubliżają naszym rodakom czmychną a Polacy będą walczyć

  4. W.Litwin mówi:

    „Obywatele Litwy mówiący po Polsku to spadkobiercy WKL” — uhu to sobie Pan naskrobał u Landsbergisa i paru innych oszołomów

  5. czarek mówi:

    Pan Zikaras na zdjeciu wyglada na wmiare mlodego czlowieka . Zapewne tez z tego powodu nie pamieta okresu Demokracji Ludowej . Wtedy wlasnie drwiac spiewalismy na melodie hymnu ZSRR slowa ” Na h.. nam swoboda naszego naroda gdy nie ma co wypic i nie ma co jesc. „. Niestety obecnie mozna spiewac prawie to samo . ” Na co nam demokracja w naszym panstwie gdy …….”. W Europie istnieja panstwa/narody / szpoleczenstwa gdzie ludzie rozumieja i szanuja ustroj demokratyczny . N.p. Wielka Brytania , Szwajcaria , kraje skandynawskie . Wszedzie indziej ustroj zalezy od konunktory :jak dobrze to moze byc demokracja . Jak zle to zaraz pojawia sie naczelnik, wodz , duche i znajduje zwolennikow. Przykladem moze byc Grecja i jej dwie najwazniejsze partie : Syriza – skrajnie lewicowa i faszystowska Zlota Iutrzenka . Francja , Polska i Holandia takze ma swych popularnych ” zbawicieli „. Wydawac by sie moglo ze Historia , nie tak odlegla przeciez , nie nauczyla ludzi nic. Pan Zikaras wydaje sie byc optymista .To dobrze , bo mnie patrzac na nasza rzeczywistosc tego optymizmu brakuje .

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.