1
O „Łałymce”, oracji, wołownikach i nie tylko w Centrum Imprez w Białej Wace

image-82550

Na te Święta Wielkanocne uczniowie z Białej Waki pod okiem edukator Anny Woronieckiej własnoręcznie wyczarowali na pisankach wzorki woskiem Fot. Marian Paluszkiewicz

Centrum Imprez w Białej Wace w rejonie solecznickim zaskakuje już od pierwszego wejrzenia. W centrum niewielkiej mieściny (trochę ponad tysiąc mieszkańców) w otoczeniu sosen stoi zgrabny biały klasycystyczny budynek z kolumnami i trójkątnym tympanonem.

Po przekroczeniu progu – kolejne zdumienie. Współczesne, odrestaurowane wnętrza kontrastują z XIX-wiecznymi i bliższymi naszym czasom eksponatami, rozmieszczonymi w Muzeum Krajoznawczym, w którym się znaleźliśmy. Wita nas, mnie i kolegę redakcyjnego, Mariana, dyrektor Centrum Imprez, Loreta Grygorowicz oraz muzealnik i edukator w jednej osobie, Anna Woroniecka. Potem, w trakcie rozmowy z paniami kolejne odkrycia. Dowiaduję się wielu ciekawych rzeczy: czym jest łałymka, wesołyna, oracja, kto to jest wołownik, jak się maluje pisankę woskiem, jak się tka na krosnach… To dla ducha. A dla ciała – zostaliśmy dodatkowo poczęstowani prawdziwym świeżym chlebkiem prosto z pieca! (elektrycznego).

Centrum Imprez w Białej Wace żyje pełnią życia i nie ma w tym żadnej przesady. Osią, dookoła której toczy się tu działalność, jest etnografia. To pojęcie zostało tu skrzętnie wybrane z lamusa, dokładnie odkurzone i za sprawą obydwu pań nabrało życia i rumieńców. Stale tu coś się dzieje, a to za sprawą najrozmaitszych prowadzonych tu zajęć edukacyjnych i warsztatów, a także nowo powstałego zespołu folklorystycznego  „Łałymka”.

image-82551

W Muzeum Krajoznawczym można spróbować utkać tkaninę na prawdziwych krosnach Fot. Marian Paluszkiewicz

Centrum Imprez stale rozbrzmiewa młodymi głosami, a to za sprawą tzw. otwartej przestrzeni młodzieżowej. Jest to miejsce, w którym uczniowie (są tu dwie szkoły: polskie Gimnazjum im. Elizy Orzeszkowej i litewskie „Ryto”) mogą spędzać swój wolny czas. Do ich dyspozycji są piłkarzyki, gry planszowe, mogą napić się herbaty, upiec ciasto, biorą udział w comiesięcznych zajęciach i warsztatach.

Na pytanie, jak się mieszka w Białej Wace, siódmoklasistka Emilia Jutkiewicz odpowiada: „Mamy tu bardzo dobrą szkołę, mamy też Centrum  Imprez, gdzie jest bardzo ciekawie. Już trzeci rok z rzędu mamy możliwość malowania jajek woskiem praktycznie przez cały Wielki Tydzień. Tak więc w domu na święta mamy jaja malowane tylko przeze mnie. Na początku wszyscy je podziwiali, potem się już przyzwyczaili”.

Kiedy przyjechaliśmy do Centrum Imprez, uczniowie z Gimnazjum im. Elizy Orzeszkowej właśnie mieli zajęcia z malowania jaj woskiem. Technika ta polega na tym, że jajka są malowane „przecinkami”. Trzeba zanurzyć igiełkę w rozgrzanym wosku, lekko dotknąć jajka, pociągnąć i tak od nowa, aż powstanie ornament. Wosk szybko wystyga, dlatego możliwe jest malowanie tylko krótkimi pociągnięciami.

Warsztaty z malowania pisanek woskiem są jedną z licznych ofert Centrum Imprez, skierowanych do uczniów i dorosłych z okolic bliższych i dalszych. Pod okiem pani Anny Woronieckiej odbywają się tu warsztaty z wyplatania ozdobnych pasów, tkactwa, wykonywania świątecznych ozdób choinkowych, tworzenia lalek z gałganków. Są tu też przygotowane całe programy edukacyjne na temat powstawania chleba czy obróbki lnu.

W ramach „Szkółki tkackiej” można usiąść przy prawdziwych przywróconych do życia krosnach i spróbować samemu wyczarować fragment kolorowej tkaniny.
– Dostałam dosłownie stertę połamanego zniszczonego drewna, z którego udało mi się odrestaurować krosna. Składanie, następnie regulowanie ich, trwało kilka miesięcy. Nie tylko wyglądają tak, jak przed wiekiem, ale też działają. Potem nauczyłam się całego procesu tkania – opowiada Anna Woroniecka.

Podczas zajęć obrazujących powstawanie chleba, uczniowie zapoznają się z dawnym, tak odmiennym, procesem od ziarenka do bochenka. Są tu ciężkie kamienne żarna (uczniowie próbują je podnieść), sito, necki, łopaty do wyjmowania chleba z pieca. Próbują rozetrzeć ziarna na mąkę, w końcu zajęć piją herbatę ze świeżo upieczonym przez siebie chlebem (zmiatają wszystko co do okruszka).

image-82552

Chłopców z pewnością zainteresuje sprzęt muzyczny spośród eksponatów zgromadzonych w muzeum Fot. Marian Paluszkiewicz

Program edukacyjny „Droga lnu” pokazuje proces przemian od ziarenka do nici. Pani Anna demonstruje, jak przy międleniu lnu sypie się na podłogę paździerz, od którego bierze swą nazwę październik.
– Mamy u siebie w ofercie również programy tzw. wyjazdowe, przykładowo, jak wykonać szmaciane lalki, jakimi się bawiły się nasze babcie. Mogą się tego uczyć już nawet przedszkolaki, które mają potem satysfakcję, że własnoręcznie wykonały lalkę – opowiada Anna Woroniecka.

Inny program edukacyjny to plecenie kolorowych pasów, jakie nosili nasi pradziadowie, i poza funkcją ściśle użytkową służyły również jako piękna ozdoba. Przypuszczalnie podobne pasy nosili już Wikingowie. To zajęcie wymaga cierpliwości i …czasu.

– Obecne tempo życia skłania ludzi ku temu, że muszą mieć natychmiastowy wynik. Tymczasem wykonanie takiego pasa, niestety, wymaga trochę wyciszenia się i cierpliwości. Niektóre pasy można wykonać rękoma, inne z użyciem specjalnych narzędzi – tłumaczy pani Anna.

Przy Centrum Kultury w Białej Wace działa Muzeum Krajoznawcze, w którym zostały zebrane przedmioty użytkowe mieszkańców tych okolic z XIX i XX wieku, jak prasa, zdjęcia, pozostałości historii w postaci np. kasków niemieckich i radzieckich spoczywających obok siebie. W gablotach stare książki i modlitewniki.
Moją uwagę przykuwają polskie literki w litewskim modlitewniku bez okładki, przypuszczalnie z II poł. XIX. „Pamislik sau, kajpo Wieszpats Jezus, su Mokitenejs sawo ejo į darža Aliwu ir tarik…” – czytam.

W ubiegłym roku Centrum Imprez zrealizowało projekt, dzięki któremu udało się od mieszkańców zgromadzić ogromną liczbę starych zdjęć i ich skanów, które obrazują, jak powstawało i zmieniało się miasteczko.

– Mamy tu powyżej tysiąca eksponatów. Najbardziej wartościowy, moim zdaniem, jest oryginał rozkazu, na mocy którego powstało nasze miasteczko – opowiada pani Anna.

Biała Waka jest stosunkowo młodą miejscowością – powstała przed 65 laty, w 1955 roku. Wtedy stał tu ciemny las, ale po tym, jak naukowcy odkryli tu złoża torfowiska, powstało miasteczko. Torf służył jako paliwo dla kotłowni wileńskiej. Ludzie przyjeżdżali tu do pracy i z bliższych okolic i z całego Związku Radzieckiego. Średni wiek mieszkańców wynosił dwadzieścia parę lat.

image-82553

Len, paździerz, międlenie – te pojęcia nie są uczniom już obce Fot. Marian Paluszkiewicz

– W muzeum udowadniamy dzieciom,  że torf rzeczywiście się pali i daje ciepło. Kiedy Wilno zmieniło rodzaj paliwa na bardziej oszczędny, torf stał się już niepotrzebny – opowiada pani Anna.

Biała Waka wrosła niemalże między sosny czy też sosny wyrosły pomiędzy domami. Niewątpliwą zaletą miasteczka jest czyste powietrze. Niestety, ze statystyk wynika, że miejscowość się wyludnia. Większość narodowościową (62 proc.) stanowią tu Polacy.

– Ludzie totalnie wyjeżdżają za granicę. Prawie straciliśmy jeden segment wiekowy: młodych ludzi w przedziale 25-40 lat – stwierdza ze smutkiem dyrektor Centrum Imprez Loreta Grygorowicz – Ci, co zostali, ciężko pracują, żeby się utrzymać. Zatrudnienie daje tu zakład kamieniarski Żybartuva, producent chemii gospodarczej Vilasta, część mieszkańców do pracy dojeżdża do Wilna. Działają tu dwie szkoły: polskie Gimnazjum im. Elizy Orzeszkowej oraz litewskie gimnazjum „Šilo“, przedszkole, jest ambulatorium. Szpital gruźliczy zamknięto.

Niemniej jednak życie toczy się dalej. W Białej Wace przed półtora roku powstał kilkunastoosobowy Zespół Folklorystyczny „Łałymka”, który jest nie tylko odskocznią od codzienności, ale też postawił sobie za cel ocalanie od zapomnienia unikatowego folkloru Wileńszczyzny. „Głową” zespołu jest dr hab. Gustaw Juzala, pochodzący z Polski. Swą pracę naukową poświęcił właśnie pieśniom Wileńszczyzny. Obecnie wykłada na Uniwersytecie Wileńskim, z czego zespół bardzo się cieszy, gdyż przy okazji zespolacy korzystają z jego wsparcia merytorycznego i praktycznego.

Swą nazwę „Łałymka” zespół zawdzięcza, jak się okazuje, specjalnym pieśniom wielkanocnym.

image-82554

Gloria-Ewa Dijak z łatwością wydobywa dźwięki na cymbałach wileńskich Fot. Marian Paluszkiewicz

– Te pieśni są przepiękne! Kiedyś chłopcy wołowniki (nazywano ich, w zależności od terenu, łałownikami, łałykownikami, alelujnikami, ałownikami) na Wielkanoc chodzili po wsiach, zaglądając szczególnie do tych domów, gdzie mieszkały panny na wydaniu. Pukali do okna i intonowali na początku wesołynę: „Wesoły dzień dziś nam nastał”. Następnie mówili orację, czyli życzenia składane gospodarzom, po czym śpiewali łałymki, od słowa „łałym”, czyli pisanka, malowane jajko – opowiada Loreta Grygorowicz, zespolanka „Łałymki”.

„Dobry wieczór, panieneczko, oj, łałym, łałym, daj łałym./ Racz otworzyć okieneczko/ oj, łałym, łałym, daj łałym/ Racz pokazać złotą rączkę/oj, łałym, łałym, daj łałym./My ci damy złotą obrączkę/ oj, łałym, łałym, daj łałym – przyjedzie panicz śliczny, nie tutejszy, zagraniczny” – śpiewa miękko Pani Loreta.

Osobno śpiewało się łałymki dla panny, osobno dla gospodarza czy gospodyni.  Wołownicy śpiewali je od niedzieli wieczorem czasami aż do wtorku, w dzień i w nocy tak, żeby nie ominąć żadnej chaty. Gospodarze odwdzięczali się za wizytę wołowników jajkami, kiełbasą, pieniądzem. Dzisiaj, niestety, ta tradycja już zanikła.

– Chcemy zachować autentyczną postać piosenek, ich wyjątkowe brzmienie. Nie pretendujemy na wielkie sceny w dzisiejszych czasach, kiedy ogólnie zupełnie innej muzyki się słucha, ale uważam, że musimy te pieśni zachować. Na Wileńszczyźnie wbrew pozorom mało słyszy się autentycznych wileńskich piosenek, brak nawet strojów, odwzorowanych na te pochodzące z regionu wileńskiego – mówi Loreta Grygorowicz.

Co jest ważne, zespół zdołał nawet przywrócić do życia wileńskie cymbały, mało tego, znalazły się dwie młode osóbki, które potrafią na nich zagrać! Cymbalistki (dumnie to brzmi!) Gloria Ewa Dijak i Waleria Bizunowicz nauczyły się tej umiejętności od mistrza z Ełku – Pawła Grupkaitisa w ramach warsztatów zorganizowanych przez Centrum Kultury Samorządu Rejonu Solecznickiego.

Zespół już miał swój debiut podczas ubiegłorocznego festiwalu „Pieśń znad Solczy”, gdzie wspólnie z „Turgielanką” i „Solczanami” zaprezentował obrazek z wesela wileńskiego. Przy pomocy dr. hab. Gustawa Juzali, autora książki „Semiotyka folkloru muzycznego pograniczy polsko-litewskich”, odtworzono nie tylko brzmienie piosenek, ale też dawne zwyczaje wileńskie.

„Łałymka” wraz z zespołami „Solczanie” i „Turgielanka” szykuje obecnie kolejną niespodziankę na tegoroczną edycję „Pieśni znad Solczy”, kolejny piękny obrazek z życia przodków z podwileńskiej wsi. W przygotowaniu są też stroje wileńskie z II poł. XIX w. W swych działaniach filia w Białej Wace jest niezmiennie wspierana przez Centrum Kultury Samorządu Rejonu Solecznickiego, kierowane przez Grażynę Zaborowską. Poprzez kontakt z Litewskim Narodowym Centrum Kultury i jego specjalistkę od sztuki ludowej, Danutė Keturakienė, przy pomocy starych zdjęć (w tym też wileńskiego fotografa Jana Bułhaka), materiałów z muzeów polskich odwzorowano wygląd strojów wileńskich.
– Długa spódnica, fartuszek, serdaczek, bluzka, krajka (pasek). Kolory naturalne: zielony, brązowy, biały, granatowy. Absolutnie nigdy żadnych cekinów nie było w ubiorze panny z XIX w. mieszkającej w okolicach Wilna – opisuje wygląd wileńskiej panny Loreta Grygorowicz.

W repertuarze „Łałymki” znalazły się unikatowe piosenki, których z pewnością nigdzie więcej się nie spotka.

image-82555

Dyrektor Centrum Imprez Loreta Grygorowicz Fot. Marian Paluszkiewicz

– Chcemy pokazać różnorodność obrzędowych piosenek, które towarzyszyły człowiekowi od jego narodzin aż do śmierci w ciągu całego kalendarzowego roku: od adwentu poprzez Wielkanoc, św. Jerzego, poprzez pieśni sianokośne i żniwne (nie śpiewa się ich w Polsce, a są bardzo ładne, choć trudne) – opowiada.

W zbiorach pani Lorety znalazło się ponad 50 piosenek. Jak się okazuje, nic to w porównaniu z tym, co udało się ocalić od zapomnienia panu Gustawowi Juzali. Jedna z sędziwych pań na Laudzie „wyśpiewała” mu na kasecie magnetofonowej 400 piosenek, osadzonych w tradycji, związanych z przemijaniem pór roku, kalendarza liturgicznego i robót w polu. „Pobili się dwie Kasieńki,/ a za jaku przyczynańku,/ za mojego chłopczynańku/ za mojego synańku/ – płynie z kasety rzewny mocny głos.

– Bardzo trudno jest na równym  miejscu zaszczepić miłość do folkloru i tradycji wileńskich. Być może sami sobie jesteśmy winni, że zespoły folklorystyczne na Wileńszczyźnie włączyły do swego repertuaru regionalne tańce i piosenki z Polski, poprzez to jakby odsuwając w cień nasze własne dziedzictwo. Ale mamy nadzieję, że uda nam się to wspólnie z „Turgielanką” i „Solczanami” odmienić – rozważa Loreta Grygorowicz.

Jedna odpowiedź do O „Łałymce”, oracji, wołownikach i nie tylko w Centrum Imprez w Białej Wace

  1. Stanisław mówi:

    Wszystko co w pamieci zstało,to przed szeździesięciu lat było. W białej wace się kąpałem,
    Młyn w Wojdatach z ojcem odwiedzałem,z Heńkiem Kaczyńskim z Wjdat na Sachalinie
    w wojsku służyłem w mieście Ocha trzy lata wytrzymałem w ciepłej ziemiance spałem!
    W WILNIE na lotnisku wychowałem i z tamtąd do Polski wyjechałem!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.