0
Optymalizacja wyższych uczelni nie rozwiąże problemu idącego oddolnie – ze szkół

Optymalizacja uczelni ma na celu podniesienie jakości studiów Fot. Marian Paluszkiewicz

Na Litwie mają zostać zaledwie cztery wyższe uczelnie. Dwa uniwersytety o randze międzynarodowej – Uniwersytet Wileński i nowy Uniwersytet Kowieński – oraz dwa uniwersytety techniczne: w stolicy i Kłajpedzie.

O jakościową edukację w regionach mają zadbać filie uczelni, specjalistyczne akademie i postępowe kolegia. Dodatkowo studia licencjackie mają być od przyszłego roku dostępne za darmo. Reforma ma być zapoczątkowana jeszcze w tym roku, choć dojrzewała od kilku lat.

– Najważniejszym naszym celem jest podnieść jakość studiów. Żeby to zrobić, nie jest ważna ilość uniwersytetów, ale jakość nauczania. Po wprowadzeniu nowej reformy studenci otrzymają wsparcie socjalne. Kolejnym naszym zadaniem jest zwiększenie wynagrodzeń wykładowcom i badaczom. Wzrośnie nie tylko wypłata, ale też zapewnione zostanie należyte zatrudnienie w jednej placówce. Zostaną wprowadzone bezpłatne studia bakałarza ─ powiedziała „Kurierowi Wileńskiemu”  Jurgita Petrauskienė, minister oświaty i nauki.

Grupa robocza proponuje, by w kraju zostały dwa klasyczne uniwersytety: w Wilnie i Kownie. Do Uniwersytetu Wileńskiego mają być dołączone: Uniwersytet Michała Romera w Wilnie i Litewski Uniwersytet Edukologii, zaś Uniwersytet Szawelski ma zostać częścią Uniwersytetu Wileńskiego.

W Kownie ma być powołany Uniwersytet Kowieński, utworzony z Uniwersytetu Technicznego w Kownie, Uniwersytetu Witolda Wielkiego, Uniwersytetu Aleksandrasa Stulginskisa oraz Litewskiego Uniwersytetu Sportowego.
Wileński Uniwersytet Techniczny im. Giedymina ma się skupić na studiach technicznych, a Uniwersytet Kłajpedzki – na nauce i studiach ważnych dla portu morskiego.
– Znacznie zmniejszyła się liczba maturzystów i, odpowiednio, studentów. Obecnie 80 procent chętnych dostaje się na studia wyższe. Jest to niezwykle duża liczba, raczej nie wszyscy są gotowi, by studiować na uniwersytetach. Na studia wyższe dzisiaj idą nawet te osoby, które ledwo zdały maturę. W planach jest zreformowanie programów kształcenia, niektóre z nich mają trwać 3 lata, a ich liczba ma być zmniejszona z 1800 do 700. W naszym kraju powinny być zwiększone wynagrodzenia dla wykładowców, ponieważ dzisiaj są naprawdę bardzo niskie i nie motywują – zaznaczyła minister.

Zgodnie z planami środki państwowe mają trafiać do uczelni, uwzględniając jej osiągnięcia, w tym badane będą kwestie: czy absolwenci znajdują zatrudnienie po studiach, jak ich oceniają pracodawcy, czy studia są zgodne ze standardami danego zawodu itd.
Reforma ma trwać 4 lata. Specjaliści prognozują, że w jej wyniku dwie uczelnie z Litwy trafią na listę 500 najlepszych uniwersytetów na świecie, a jedna – na listę 300 najlepszych.
W reformę trzeba będzie zainwestować około 150 mln euro. Władze twierdzą, że pozyskają środki z oszczędności i funduszy unijnych.
Premier Saulius Skvernelis zaznaczył, że wdrożenie nowej reformy szkolnictwa wyższego nie będzie łatwe, ale alternatywy dla niego nie ma.

„Nie myślę, że będzie to łatwe, ale nie ma innego wyjścia, jeżeli mówimy o jakości studiów, zmianie modelu finansowania, wreszcie o zmianie pracy wykładowców, podwyżkach, lepszych warunkach dla studentów. Wkrótce o planowanej reformie zostanie poinformowana społeczność akademicka” – mówił Saulius Skvernelis.

Tymczasem profesor Jarosław Wołkonowski, prodziekan ds. ogólnych Filii Uniwersytetu Białostockiego w Wilnie w rozmowie z „Kurierem Wileńskim” zaznaczył, że optymalizacja wyższych uczelni wynika z malejącej liczby uczniów w szkołach średnich, a potem studentów i trzeba otwarcie powiedzieć, że to politycy są winni, że dzisiaj mamy tak małą liczbę dzieci w szkołach.

– Ta reforma dotyczy jedynie wyższych uczelni państwowych. Filia w Wilnie (Wydział Ekonomiczno-Informatyczny) Uniwersytetu w Białymstoku ma status filii uczelni zagranicznej. Władze Litwy traktują nas jako uczelnię niepaństwową. Politycy mówią, że ma być zmienione finansowanie uczelni, ale jak? Dzisiaj jest jeszcze trudno coś stwierdzić. Czy państwo wróci do modelu, kiedy studia były bezpłatne, czy funkcjonujący obecnie „koszyczek studenta” pozostanie? – pyta retorycznie Jarosław Wołkonowski.

W 2009 roku w kraju było 41 tysięcy maturzystów, natomiast w bieżącym roku 26 500. Liczba maturzystów w szkołach polskich także drastycznie maleje, jeżeli w 2009 roku było 1400 maturzystów, to w tym roku jest ich 850.

– W szkołach na Litwie z polskim językiem nauczania zmniejsza się liczba uczniów. W 2000 roku w szkołach polskich było 22 tysiące dzieci, to w tym roku mamy ich 11 330. Jest to wina wyłącznie polityków, przy tym również Akcji Wyborczej Polaków na Litwie-Związku Chrześcijańskich Rodzin. To właśnie politycy tworzą tę sytuację prorodzinną, to oni przyjmują te ustawy – zaznaczył Wołkonowski.
W 2009 roku było 210 tysięcy studentów, w tym roku akademickim tylko 120 tysięcy.
– Dzisiaj politycy przychodzą do uczelni i mówią: „Nie macie wystarczająco studentów, więc będziemy was łączyć”. Ale to przecież jest ich wina, polityków. To oni do tego doprowadzili. Teraz swój błąd, swoją winę przerzucają na uczelnie. Muszą przede wszystkim zmienić swój ton, przeprosić za swoje błędy i wspólnie ze społecznością akademicką zacząć szukać wyjścia. Niech włączą ich do tej dyskusji. Natomiast dzisiaj to wszystko idzie tzw. buldożerem. Uważam, że politycy popełniają ogromny błąd. Uczelnie przecież pracowały przez wiele, wiele lat. Kształciły młodzież na dobrym poziomie – twierdzi profesor Wołkonowski.

Na Litwie są uczelnie państwowe i niepaństwowe. Politycy uważają, że uczelni państwowych jest za dużo.

– A tymczasem jeżeli zobaczymy, ilu mamy wykładowców na liczbę studentów, to mamy słabe wskaźniki – 16,5 studenta na jednego wykładowcę przy średniej unijnej 15,7. Nie liczy się przecież, ile jest uczelni, a ilu jest wykładowców akademickich. Tutaj Litwa ma słabsze wskaźniki niż średnia unijna. 5 proc. ludności Litwy to są studenci przy średniej unijnej 3,9 proc. Tym niemniej, Litwa ustępuje według tego wskaźnika takim krajom, jak Dania (5,4 proc. ludności stanowią studenci czy Finlandia 5,6 proc.). Przyszła gospodarka będzie oparta na wiedzy, dlatego też ocenia się, że w 2020 roku około 35 proc. miejsc pracy w Unii Europejskiej będzie wymagało wyższego wykształcenia – zaznaczył.
Jak powiedział, przedstawiciele uczelni muszą być włączeni do tej dyskusji, która się teraz odbywa.
– Myślę, że uczelnie zaczną same się łączyć, kiedy społeczność akademicka tak zadecyduje. Ale nasi politycy chcą to narzucić na siłę. Szkoły wyższe mają autonomię na całym świecie. To nie są przedszkola (z całym szacunkiem do tej instytucji), żeby politycy mogli otwierać, zamykać, łączyć, dzielić. To jest zupełnie inny podmiot prawny, posiadający szeroką autonomię – i tak jest na całym świecie! – twierdzi profesor Jarosław Wołkonowski, prodziekan ds. ogólnych Filii Uniwersytetu Białostockiego w Wilnie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.