2
Pielgrzymka dziękczynna dzieci komunijnych: Kalwaria Wileńska-Sokółka-Studzienniczna

Chwila podziękowania za ofiarę Eucharystii

Maj jest okresem pierwszych komunii dzieci i w wielu parafiach istnieje tradycja zakończenia białego tygodnia jakąś pielgrzymką. Tym razem dzieci komunijne z Kalwarii Wileńskiej oraz parafii na Zwierzyńcu wybrały się do Sokółki w Polsce, miejsca, gdzie dokonał się cud eucharystyczny.

Wczesnym rankiem, po krótkiej modlitwie i błogosławieństwie proboszcza ks. Rusłana Wilkiela, dwa autokary ruszyły w stronę granicy Polski. Jeden autokar był z dziećmi komunijnymi, ich rodzicami, katechetką Aliną Bielską oraz duszpasterzem ks. Józefem Makuciem.
Pasterzem drugiego autokaru, w którym jechali parafianie, był ks. Walenty Dulko. Przed wyjazdem wiernym rozdano ulotki informacyjne o samej Sokółce i krótkiej historii cudu. Dodatkowo w ulotkach tych należało anonimowo wpisać swoją intencję. No i tak w imię Boże, poprosiwszy o opiekę św. Krzysztofa, patrona podróżujących, wyruszyliśmy w drogę. Piękny, słoneczny poranek zachęcił nas do podziwiania piękna postępującej wiosny. Zachwycały biało kwitnące sady, zielone łąki i pierwsze wiosenne kwiaty. Krajobraz pomagał duchowo nastawić się na bardziej modlitewną atmosferę.

Podstawowym celem pielgrzymki było uczcić Jezusa w Eucharystii, objawiającego swoje Serce w agonii, obecne w konsekrowanym Komunikancie w sokólskiej świątyni pw. św. Antoniego przy kaplicy Matki Bożej Różańcowej przed wystawioną na widok publiczny cząstką Ciała Pańskiego.

Już na początku podróży księża ogłosili chwilę ciszy, by każdy mógł się dokładniej zastanowić, z czym, a właściwie z jaką intencją tam jedzie. By mógł także sobie uświadomić, czym się różni pielgrzymka od wycieczki. I o tym nam trochę opowiedzieli po drodze księża. Zresztą już na kilka dni przed wyjazdem mieliśmy kazania na ten temat, jak się należy duchowo przygotować do pielgrzymki. Dzień przed odjazdem w Kalwarii Wileńskiej była odprawiona Msza św. w intencji pielgrzymujących. Słowem, każdy z nas doskonale wiedział, w jakim celu i z czym w sercu jedzie.

Wspólna modlitwa przed Relikwiarzem

Pielgrzymka, sporo się różni od zwykłej wycieczki, bo jej głównym celem nie jest zwiedzanie zabytków, ale świętych miejsc, gdzie ludzie przyjeżdżają ze swoimi intencjami, by o coś w tym lub innym cudownym miejscu prosić, np. o łaski dla siebie lub innych, by dziękować i przepraszać. I tu bardzo dużo zależy od duszpasterza pielgrzymki. A nie każdy duszpasterz ma potrzebną charyzmę – powiedziała Kurierowi wieloletnia organizatorka dalszych i bliższych pielgrzymek, Regina Atkočiūnaitė.
Nam się akurat udało, bo mieliśmy wspaniałych duszpasterzy.

Przed pielgrzymką organizatorzy zapoznali nas z historią cudu i miejsca. Eucharystyczny cud w Sokółce wydarzył się w 2008 r. w czasie porannej Mszy św. 12 października kapłanowi rozdzielającemu Komunię Świętą upadł na stopień ołtarza konsekrowany komunikant. Ksiądz przeniósł hostię i położył do specjalnego naczynia z wodą (vasculum), by mogła się rozpuścić. Takie są procedury, że komunikant umieszcza się w naczyniu, które służy kapłanowi do obmywania palców po udzieleniu Komunii Świętej. Komunikant może rozpuszczać się przez kilka dni. Kiedy 19 października, w niedzielę misyjną, otworzono  sejf, by sięgnąć po jakąś potrzebną rzecz, rozpłynął się zapach kwaszonego chleba. W vasculum był rozpuszczony komunikant z lśniącą jak żywa, czerwoną plamką jakby lekko skrzepniętej krwi, wielkości paznokcia. Resztka śnieżnobiałego komunikantu była zespolona z plamką krwi, jakby przyfastrygowana nicią.

Proboszcz ks. Stanisław Gniedziejko polecił schować komunikant w sejfie. Po 10 dniach naczynie z komunikantem przeniesiono do kaplicy w sąsiadującej z kościołem plebanii. Komunikant został położony na korporale i umieszczony w tabernakulum. W styczniu 2009 r. abp. Edward Ozorowski polecił poddać komunikant badaniom patomorfologicznym. W czasie pobierania próbki nierozpuszczona część komunikantu była już wtopiona w tkaninę. Krwistobrunatna struktura fragmentu była tak samo wyraźna jak na początku, jedynie w sposób naturalny zeschnięta i krucha.
Badania niezależnie wykonali prof. Maria Sobaniec-Łotowska i prof. Stanisław Sulkowski, patomorfolodzy z Uniwersytetu Medycznego z Białegostoku. Wyniki pokrywały się: badany fragment przybrał postać tkanki mięśnia sercowego człowieka w stanie agonii.
Byli i tacy naukowcy, którzy próbowali udowodnić, że tego rodzaju zmiany mogły też zajść pod wpływem jakiejkolwiek bakterii. Jednak ich teoria się nie potwierdziła, bo ta relikwia bardzo szybko zaczęła słynąć coraz to liczniejszymi cudami.

Okrzyki radości skierowane ku Niebu

Przez prawie trzy lata Najświętszy Sakrament z cudem eucharystycznym przechowywany był w kaplicy na plebanii. Mogli zobaczyć go jedynie nieliczni kapłani za zgodą abp. Ozorowskiego.
Na uroczystość instalacji Najświętszego Sakramentu 2 października 2011 w kaplicy przybyło 25 tys. osób. W asyście sióstr eucharystek ks. Gniedziejko, krocząc po dywanie ułożonym ze świeżych kwiatów, przeniósł Najświętszy Sakrament z kaplicy plebanii do kościoła.

Cud eucharystyczny w Sokółce uznany został na szczeblu diecezjalnym. Taką decyzję ma prawo wydać już biskup miejscowy po otrzymaniu wyników badań i analizie przypadków uzdrowień. Na obecnym etapie poza diecezją białostocką cud w Sokółce określany jest mianem wydarzenia eucharystycznego. O rozszerzeniu kultu na cały Kościół decyzję wydaje Stolica Apostolska, a jej podstawą jest potwierdzenie badaniami zjawisk cudownych uzdrowień, stwierdzenie rozszerzania się kultu eucharystycznego, m.in. ożywiony ruch pielgrzymkowy.

Stolica Apostolska informowana jest na bieżąco o wydarzeniach w Sokółce. Pierwszym pokłosiem cudu było wprowadzenie w parafii w każdy czwartek całodniowej adoracji Najświętszego Sakramentu kończącej się Nieszporami Eucharystycznymi. Od kiedy Najświętszy Sakrament znalazł się w kaplicy kościoła, adoracja odbywa się codziennie od porannych aż do wieczornych Mszy Świętych. Powstało też koło Eucharystycznego Ruchu Młodych.

9 kwietnia 2009 roku decyzją miejscowego Arcybiskupa kościół pw. św. Antoniego Padewskiego w Sokółce został podniesiony do rangi Kolegiaty (z łac. collegium – zgromadzenie równoprawnych osób; duchowieństwo kolegiaty wyróżnia się spośród pozostałego duchowieństwa danej miejscowości posiadaniem pewnych przywilejów honorowych). Obecnie kościół ten nazywa się Sanktuarium Przenajświętszego Sakramentu.

Po dygresjach historycznych, wróćmy do pielgrzymki. Podczas podróży były modlitwy, śpiewy pieśni religijnych, opowiadano różne ciekawe, czasem śmieszne historie. Mogliśmy także lepiej wzajemnie się zapoznać, choć wielu pielgrzymów pochodziło z tej samej parafii i od lat już się znali. Mieliśmy także okazję lepiej poznać naszego duszpasterza, ks. Walentego, któremu cały czas dopisywało poczucie humoru, ustawicznie z nami rozmawiał, coś opowiadał. Przez całą drogę starał się skupić naszą uwagę na pięknie, które nas otacza, na to, jak każdy z nas jest bardzo kochany przez Pana Boga, nawet ten najbardziej grzeszny człowiek.

Modlitewnie i wesoło było też w autokarze, którym jechały dzieci komunijne wraz z księdzem, katechetką i rodzicami. Modlono się, śpiewano, dzieci dzieliły się swoimi wrażeniami i przeżyciami komunijnymi. Ale nie tylko to. Zarówno dzieciom, jak i rodzicom w drodze urządzono egzamin z religii. Dla dzieci były pytania z podstaw katechizmu. Dorosłych pytano, kto ochrzcił Pana Jezusa, ile guzików w sutannie ma ksiądz i wiele jeszcze innych podchwytliwych pytań. Dzieciaki za poprawne odpowiedzi otrzymały swego rodzaju nagrody w postaci kolorowych małych dyplomów.

Kilkugodzinna podróż zleciała „jak z bicza trzasnął” i ani się obejrzeliśmy, jak byliśmy w Sokółce, w miejscu, gdzie znajduje się mała cząstka mięśnia sercowego Pana Jezusa. Ktoś kiedyś powiedział, że alfą i omegą człowieka jest jego serce. To w sercu rodzi się miłość, uczucie współczucia, potrzeba pomocy bliźniemu i wiele innych jakże szlachetnych myśli i uczynków. Ale w sercu też rodzi się złość, często nienawiść, zatwardziałość i niechęć przebaczenia innemu człowiekowi. I tak nasze serce ma jakby dwie strony: tę dobrą i tę złą, którą musimy starać się zwalczać, a to jest możliwe tylko poprzez modlitwę i z pomocą Bożą.

Relikwiarz z cząstką Ciała Pańskiego

O wyznaczonej godzinie dzieci komunijne z Kalwarii Wileńskiej pod opieką swojej nieocenionej katechetki, Aliny Bielskiej oraz ks. Józefa Makucia, wspólnie z dziećmi z kościoła na Zwierzyńcu wraz z siostrą Jordaną ze Zgromadzenia Sióstr św. Rodziny udały się na Mszę św. Rozpoczęła się ona pieśnią „Idzie mój Pan” Dzieciaki wraz  z ks. Józefem, który śpiewał i grał na gitarze, utworzyły piękny, dziecięcy chór.
Ich anielskie głosy towarzyszyły nam podczas całej Mszy św. Po niej wszyscy mieliśmy czas na modlitwę przed wystawioną relikwią. Każdy z obecnych zapisał na oddzielnych kartkach swoje intencje, które były złożone na ołtarzu.
A w tych intencjach codziennie w ciągu miesiąca będzie odprawiana Msza św. Nastąpiło duże skupienie i rozmodlenie, wyjątkowa cisza i jakiś bardzo podniosły nastrój duchowy. Taka dłuższa chwila wewnętrznego skupienia i kontemplacji. Po Mszy św. mieliśmy okazję obejrzeć film dotyczący zaistniałego cudu.

Ale co Bogu, to Bogu, ale ludziom też coś się należy. Trochę już zmęczeni i zgłodniali urządziliśmy na pięknej łące pod lipą wspólną agapę, czyli posiłek chrześcijan. I choć nie umawialiśmy się, co i ile z jedzenia kto weźmie, nasz „zielony stół” okazał się bardzo bogaty i różnorodny pod każdym względem. A po obiedzie zebraliśmy jeszcze dużo resztek niczym w przysłowiowej ewangelii podczas rozmnożenia chleba i ryb. Tak posileni na duchu i na ciele pojechaliśmy odwiedzić sanktuarium Matki Bożej Studziennicznej, gdzie w cudownej kaplicy przed laty ukazała się Matka Boża, a my uczestniczyliśmy w nabożeństwie majowym.

Po części modlitewnej naszej pielgrzymki, mieliśmy okazję jeszcze na godzinkę wpaść do Augustowa na drobne zakupy.
A przy okazji, od ks. Walentego dowiedzieliśmy się także skąd pochodzi nazwa Augustów. Okazało się, że bardzo dawno temu w te strony przyjechał na polowanie król Zygmunt August. Pech chciał, że zabłądził w lasach i długo nie mógł znaleźć wyjścia, aż wreszcie natrafił na jakąś bardzo ubogą chatkę, gdzie go przyjęto na nocleg, a potem wskazano właściwą drogę. Ale że gospodarze tej skromnej chatki byli bardzo uprzejmi, to przypadli królowi do gustu. I potem wiele razy król odwiedzał tę puszczę i tę rodzinę. Stąd więc prawdopodobnie powstała nazwa miejscowości Augustów i nazwa Puszczy Augustowskiej.

Zmęczeni fizycznie i zziajani, bo było upalnie, jednak nadal weseli i pełni pozytywnych przeżyć, w drodze powrotnej zaczęliśmy dzielić się wrażeniami.

Maria Baniukiewicz jest prawdziwą fanką wszelkich pielgrzymek. Była w Fatimie, Laurdes, Ziemi Świętej i w wielu jeszcze innych, cudownych sanktuariach, a w niektórych nawet po kilka razy. Gdy zapytałam, czy doznała kiedyś jakiegoś cudu, odpowiedziała bardzo lakonicznie, ale i dobitnie: „Nigdy nie oczekuję cudów namacalnych, że np. przestanie boleć ręka, czy noga, bo nie to dla mnie jest najważniejsze. Najważniejsze, że za każdym razem naładowuję swoje wewnętrzne akumulatory, czuję się silniejsza na duchu, bardziej optymistycznie spoglądam na życie.
Zresztą, moim zdaniem, cuda dzieją się codziennie. Kiedy oglądam wschód słońca, budzącą się do życia przyrodę, kwiaty na łące, śpiew ptaków, odbieram to wszystko jako cud. W życiu każdego człowieka dzieje się wiele cudów, tylko trzeba umieć je dostrzec” – dodaje pani Maria.

Jej mąż Henryk, nieczęsto pielgrzymuje, ale tym razem był bardzo zadowolony z tej pielgrzymki i twierdził, że bardzo głęboko to wszystko przeżył. Ela Popławska właśnie kończyła komunijny biały tydzień i była bardzo szczęśliwa, że tu w Sokółce, przed cudowną relikwią mogła ten okres uwieńczyć. Tu tak bardzo blisko poczuła Pana Jezusa. Miała też swoją tajemniczą intencję, w której się modliła. I pomimo że, jak sama twierdzi, bardzo gorąco modliła się, to całkiem nie jest pewna, czy jej prośba będzie wysłuchana. Jeśli nie, to się nie zrazi, będzie nadal prosić aż do skutku.

Na wejście młodzież zaśpiewała: „Idzie mój Pan…”

– Pielgrzymki dodają wiele sił. Nawet jeśli nie otrzymamy tego, o co prosimy, to otrzymamy więcej sił do zniesienia takiej lub innej trudności. My często o coś prosimy Boga, ale Bóg nam tego nie daje, a daje w zamian coś innego, o wiele bardziej nam potrzebnego i pożytecznego. Poza tym, moja mama zawsze mówiła, że o cokolwiek prosisz, zawsze na końcu mów: „Bądź wola Twoja” – zwierza się Krystyna Masłowska.

Niżej podpisana nie jest zbyt wielką fanką pielgrzymek, ale raz do roku zawsze gdzieś wyjeżdżam i za każdym razem wracam bardziej podbudowana na duchu. I nie chodzi tu tylko o modlitwę w takim czy innym cudownym miejscu. Na dobrą pielgrzymkę i samopoczucie po niej składa się wiele elementów, w tym bliższe poznanie ludzi, którzy tak bardzo podobnie myślą, podobne mają cele i to dodaje sił.

Niektórzy pielgrzymi mówili, że po powrocie do domu przypomnieli sobie jeszcze, że o coś nie poprosili, za coś nie podziękowali, nie przeprosili. Ale to też nic straconego, bo powracając myślami do pielgrzymki, uzupełniają te mniejsze lub większe luki w domu podczas modlitwy. Powszechnie się mówi, że podróże kształcą i to jest prawdą. A ponieważ tego rodzaju wyjazdy łączą w sobie i podróże, i pielgrzymowanie, to kształcą podwójnie: poszerzają horyzonty naszej wiedzy i horyzonty naszego rozwoju duchowego.

Fot. Andrius Gric

 

2 odpowiedzi to Pielgrzymka dziękczynna dzieci komunijnych: Kalwaria Wileńska-Sokółka-Studzienniczna

  1. Wiktor mówi:

    ,,Cudu Eucharystycznego w Sokółce,woj.Podlaskie z 2008.r”nie można nazywać Cudem,bo nie został uznany przez Watykan.

  2. schlange mówi:

    wiktor
    to, że nie został JESZCZE zatwierdzony przez Ojca Świętego jako cud, nie znaczy, że cudu nie było, bo przecież był i jest – widać nadal znaki Pana Jezusa na komunikancie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.