1
Liliana Narkowicz: Książka zwykle żyje dłużej niż człowiek…

Liliana Narkowicz jest autorką wielu książek i publikacji Fot. archiwum Liliany Narkowicz

Dziś naszą rozmówczynią jest dr Liliana Narkowicz, wilnianka badająca dzieje rodu Tyszkiewiczów, autorka książek oraz wielu publikacji z tej dziedziny. Okazją do spotkania jest ukazanie się nowej książki „Skorbuciany – na rozdrożach historii“. Wielbiciele twórczości pisarki mogą już nabyć wydanie w wileńskiej księgarni Elephas.

Co zainspirowało Panią do napisania książki o podwileńskiej wsi?

Zadecydował zwykły przypadek. Z prośbą o pomoc ratowania skorbuciańskiej kaplicy zwrócili się do mnie, jako do historyka, mieszkańcy wsi. Chodzi przecież o osiemnastowieczny okaz architektoniczny z drewna sosnowego wymagający renowacji, między innymi wymiany niektórych fragmentów i elementów dekoracyjnych nadwerężonych czasem, ale też coraz zacieklej drążonych przez owady szkodniki. Wspólnie doszliśmy do wniosku, że na początku trzeba zebrać chociaż garść informacji historycznych, wstępnie zbadać aktualny stan świątyni i zainteresować zabytkiem zarówno szeregowych obywateli, jak i specjalistów. Z powodu niezbyt szczęśliwego położenia geograficznego, Skorbuciany są mało znaną i uczęszczaną miejscowością – choć stanowią integralną część Wileńszczyzny.

Czym Skorbuciany wyróżniają się na tle innych miejscowości Wileńszczyzny ?

Skorbuciany to miejsce bardzo polskie, ponad 90 proc. mieszkańców to Polacy, a jednocześnie coraz bardziej wyludniające się, bo nieperspektywiczne.
Poza kaplicą katolicką, filią parafii starotrockiej, a ze względu na pobliskie położenie obsługiwaną przez księży z Wojdat, dziś nie ma w tej miejscowości ani szkoły, ani poczty, ani nawet sklepu. Z zachowanych dokumentów archiwalnych wynika, że przed I wojną światową w tej miejscowości mieszkało przeszło 330 osób. Dziś ta liczba skurczyła się ponad trzykrotnie. W dodatku znacznie obniżył się wiek tu mieszkających.

Książka jest bogato ilustrowana. Kogo można zobaczyć na fotografiach?

To prawda, że książka została wyjątkowo bogato zilustrowana. Zbierając do niej materiały, nawet nie sądziłam, że aż tyle fotografii uda się zebrać, że to w ogóle jest możliwe. Zaczynaliśmy od kilku, skończyliśmy na ponad 100. Mamy więc wizerunki przedstawicieli rodziny Jeleńskich, także fragmenty ich listów.
Skorbuciany, jak też okoliczne majątki i folwarki, były własnością Jeleńskich herbu Wręby do czasu zakończenia powstania styczniowego. Dobra skonfiskowano w wyniku restrykcji popowstaniowych za czynny udział w tym patriotycznym zrywie.
W zasadzie jednak zdjęcia pochodzą z albumów rodzinnych mieszkańców wsi. To taki mały pomnik żywym i umarłym mieszkańcom tej okolicy. Zdjęcia pokazują dzień zwykły i świąteczny, ale też chwile radosne i smutne: wspólne muzykowanie, biesiadowanie, śluby, sceny z cmentarza. Sporo ich ilustruje życie już nieistniejącej skorbuciańskiej szkoły, zlikwidowanej na początku lat 70-tych XX wieku. Dzięki nim wiemy na przykład, jak wyglądał budynek szkolny, jacy byli nauczyciele i czego uczyli, kto dyrektorował tej placówce i kto w niej się uczył. Z punktu dziejów lokalnej historii i szkolnictwa są na swój sposób bezcenne.

Kim są bohaterowie tej książki?

Bohaterami tej książki są zarówno dawni właściciele dóbr Skorbuciany, jak i ich mieszkańcy, ale też księża sprawujący posługę kapłańską w miejscowej świątyni, ufundowanej przez Jeleńskich jeszcze w 1746 roku. Początkowo zrodziła się idea wydania broszurki opowiadającej wyłącznie o tej świątyni, swą architekturą przypominającej zamożny dom czy dwór wiejski.
Podczas spotkań i wywiadów zrozumiałam jednak, że tylko nieliczni mieszkańcy znają fragmenty historii rodzinnej wsi, a większość chciałaby ją poznać. Więcej: najstarsze pokolenie wyraziło chęć przekazania tej historii stron ojczystych dzieciom, wnukom i prawnukom. Książka zwykle żyje dłużej niż człowiek. Niekiedy jest jedynym źródłem powrotu do naszych korzeni. Tak więc bohaterami książki „Skorbuciany – na rozdrożach historii“ jest skorbuciańska wieś i pokolenia jej mieszkańców.

Jaki okres obejmuje wydanie?

Od próby wyjaśnienia etymologii nazwy „Skorbuciany“ do sytuacji dzisiejszej, także historii kaplicy od chwili jej powstania i jej aktualnego stanu. Nie mogę, niestety, powiedzieć, że zawarte w niej zostało już wszystko, że książka opowiada od A do Z o miejscowości i ludziach. To jedynie próba odtworzenia minionych dziejów, próba zatrzymania czasu w oparciu o te materiały, do których miałam dostęp, które udało się odnaleźć między innymi z pomocą samych mieszkańców, głównie Władysławy Żukowskiej, przewodniczącej Wspólnoty Mieszkańców w Ligojniach koło Skorbucian. Pisałam tę książkę z nadzieją, że być może komuś kiedyś uda się dotrzeć do nowych źródeł historycznych i dokumentalnych, aby zebrać jeszcze więcej fotografii z epoki. Tymczasem na teraz jest to temat pionierski i jak dotychczas, jedyna edycja o Skorbucianach, kiedyś żyjących tu ludziach, dzięki ofiarności których kaplica przetrwała kilka wieków pomimo wojen, powstań, zmiennej historii i ludzi ją tworzących, niekoniecznie wyłącznie pozytywnych.

Kim byli Pani informatorzy?

Główni informatorzy to oczywiście mieszkańcy wsi. Także powojenni repatrianci, których przygarnęła Polska. Podczas prezentacji książki, a ta odbyła się w skorbuciańskiej kaplicy, jak i pierwsze moje z mieszkańcami spotkanie, podszedł do mnie pewien młodzieniec, przedstawił się wymieniając swoje imię. Ponieważ nie jest to imię zbyt częste, zapytałam czy przypadkiem nie jestem synem pani Weroniki Oleszkiewicz, u której byłam ubiegłego lata. Okazało się, że tak i że pani Weronika zmarła zaledwie kilka dni przed prezentacją, nie doczekawszy chwili wzięcia tej książki do ręki. „To dzięki pani moja mama jednak nie umarła, żyje na stronach książki“ powiedział jej syn. To są wzruszające chwile, bardzo potrzebne każdemu autorowi.

Ile czasu zajęło Pani pisanie?

Po raz pierwszy spotkaliśmy się w Skorbucianach w lutym 2016 roku, a prezentacja książki miała miejsce 12 maja br. Czyli od chwili narodzin idei do zabrania książki z drukarni upłynął zaledwie rok z hakiem. Mówię „zaledwie“, bo narzucone tempo było wielkie. To był zupełnie dla mnie nowy temat, i przyznam, bardzo trudny. Należało zebrać materiały, w tym dokumenty i zdjęcia, poszperać w archiwach, przeprowadzić wywiady, kilkakrotnie odwiedzić wieś i kaplicę, wszystko sfotografować, opisać, skonfrontować z innymi źródłami, przygotować i złożyć do druku – redakcja, korekta, łamanie, makietowanie – a na końcu jeszcze i odebrać z drukarni. Nie mówię już o zdobyciu środków na sfinansowanie tej edycji, część których pochodzi od osób prywatnych. Naprawdę, dla wszystkich, którzy brali w tym czynny udział, było to niemałym wyzwaniem. No i co tu mówić, tekst wręcz w błyskawicznym tempie został przetłumaczony na język litewski. „Skorbuciany – na rozdrożach historii“ jest wydaniem dwujęzycznym, polsko-litewskim.

Dochód ze sprzedaży książek będzie przeznaczony na odnowienie nagrobka właścicielki Skorbucian – Anny Jeleńskiej i jej dzieci Fot. archiwum Liliany Narkowicz

Czy wszystkie Pani książki to wydania polsko-litewskie?

Każdy wydawca chce być rozpoznawalny, oryginalny. Jestem nie tylko autorką książki o Skorbucianach i jej mieszkańcach, ale też i jej wydawcą. Podjęłam się tego trudu z braku środków finansowych. Dla mnie to zupełnie nowe, ale inspirujące, bo dające nowe pole do popisu, wyzwanie. Faktycznie, to jest moja czwarta z kolei dwujęzyczna książka po „Dziejach dworu i pałacu w Wace“, „Kaplicy Tyszkiewiczów w Wace“ oraz „Zatroczu i Pogorzeli Tyszkiewiczów“. Nie było zaangażowane w produkcję tych edycji żadne wydawnictwo.

Samodzielne wydawanie książki wymaga pewnie zadbania o setki detali?

To prawda, że miałam dużo więcej pracy, większa też spoczywa na mnie odpowiedzialność, ale za to mam wolną rękę i mogę dać książce taką szatę, jaką sama wymyślę. Wyżej wymienione książki mają twardą, częściowo lakowaną okładkę, papier kredowy lub półkredowy, kolorowe strony z wycieniowanymi brzegami nie do podrobienia, mnóstwo ilustracji z epoki. No i są dwujęzyczne. Nie zmienimy tego, co już było, chociaż niektórzy dążą do opisania historii tego czy owego państwa na nowo. Ze względu na mocny splot litewsko-polskich dziejów Wileńszczyzny i Litwy polsko-litewskie wydania mają wielkie znaczenie poznawcze i edukacyjne.

Podobno dochód ze sprzedaży książek przeznaczyła Pani na szlachetny cel…

W pobliżu kaplicy w Skorbucianach znajduje się nagrobek Anny Jeleńskiej i jej przedwcześnie zmarłych dzieci. Najstarsi synowie pani Jeleńskiej, uczestnicy powstania styczniowego, byli ostatnimi z tego rodu właścicielami Skorbucian. Napis na kamieniu jest już nieczytelny. Na renowację tego pomnika nagrobnego właśnie będzie przeznaczony dochód ze sprzedaży książek. Zarówno tych, które zostały już kupione podczas majowej prezentacji książki, jak i tych, które są jeszcze do nabycia w Skorbuciańskiej kaplicy przed i po każdej niedzielnej Mszy św.

 

Jedna odpowiedź do Liliana Narkowicz: Książka zwykle żyje dłużej niż człowiek…

  1. Dolowski mówi:

    Mam pytnie do autorki oraz Pani Liliany,ktora,jezeli nie myle sie ma korzenie rodzinne w podwilenskich Kuprijaniszkach,czy sa plany napisania o tym,dzisiaj juz duzym i rosnacym osiedliu.Bylo one znane jeszcze za czsow Wladyslawa iv,tu znachodzil sie folwark.

Leave a Reply

Your email address will not be published.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.