3
„Piątka” – Szkoła im. Joachima Lelewela

Postawy pedagogów naszych szkolnych lat rzutowały na autorytet szkoły, której absolwenci do dzisiaj tworzą jedną wielką rodzinę Fot. z książki Krystyny Adamowicz „Zawsze wierni „Piątce“

„Zadaniem nauczyciela jest wychować ucznia do dojrzałości” – tymi słowy przemawiał do nauczycieli w czasie nabożeństwa Opieki Matki Bożej Ostrobramskiej w 2014 r. ksiądz  profesor Stanisław Koczwara, były profesor KUL-u, wybitny znawca archeologii katakumb rzymskich. 

Słowa te przypomniały mi moich nauczycieli z „Piątki”, a ilekroć wspominam lata szkolne, uczucie głębokiej wdzięczności i wielkiego szacunku kieruję właśnie do moich nauczycieli.
W mojej rodzinie „Piątka”, obecnie im. Joachima Lelewela, jest szkołą szczególną, ponieważ uczyli się w niej siostra Halina i brat Roman. Moja promocja uwieńczyła 20-lecie szkoły powstałej z gruzów powojennych, co znaczy, że była pierwszą powojenną polską szkołą w Wilnie. Jesteśmy związani z nią uczuciowo, ale też bardzo dobrze rozumieliśmy wyjątkowość tej szkoły, zasłużony autorytet, powagę, z jaką traktowano, uczono i wychowywano do dojrzałości młode pokolenie.
To właśnie w „Piątce” wykładał chemię uczeń Mendelejewa, profesor Uniwersytetu Stefana Batorego, Władysław Kuczewski, a jego uczniowie bywali wyjątkowo traktowani nawet podczas wstępnych egzaminów na uniwersytet. Język polski wykładała Janina Pietraszkiewiczówna, prawnuczka filomaty, Onufrego Pietraszkiewicza.

Jako dzieci czy młodzież, uczniowie nie zawsze umieją docenić swoich nauczycieli i wychowawców, toteż dzisiaj, gdy szkoła obchodzi swoje 73. urodziny, chcę przypomnieć „urbi et orbi” o nich i ich wzniosłym trudzie kształtowania człowieczeństwa.

Miałam szczęście być uczennicą znakomitej polonistki, Marii Czekotowskiej, która przepiękną polszczyzną wprowadzała nas w świat rodzimej literatury, a przy każdym utworze kreśliła jego tło historyczne, w ten sposób poznawaliśmy prawdziwą historię polską. Ponadto uczyła uczniów klas starszych tańców, przede wszystkim poloneza. Rozmiłowała ich w tańcu polskim, i, jak sądzę, dlatego tak wielu uczniów „Piątki” zasiliło polski Zespół Pieśni i Tańca „Wilia”. Tak było m. in. z moim bratem Romanem.

Języka angielskiego uczyła nas Helena Tomaszewska. Była już osobą w bardzo podeszłym wieku.
Nigdy się nie gniewała, cierpliwie znosiła nasze wybryki i gadulstwo, czasami tylko słyszeliśmy jej delikatne „proszę nie rozmawiać”. By łatwiej opanować język, wystawiała scenki teatralne, oczywiście aktorami byliśmy my, uczniowie. W jednej ze scenek grałam córkę milionera, słowa, które musiałam wtedy wypowiedzieć, pamiętam do dzisiaj: „Papa, if only a few men can be businessman, what should the rest do?”

Wielu uczniów „Piątki” zasiliło polski Zespół Pieśni i Tańca „Wilia” Fot. z książki Krystyny Adamowicz „Zawsze wierni „Piątce“

Nauczyciel fizyki, Zbigniew Rymarczyk, był dla nas ideałem pedagoga. Uwagi pod adresem uczniów robił w tak swoisty sposób, że przyjmowaliśmy je bez sprzeciwu i ze zrozumieniem, że „za grzechy kara i pokuta się należą”. Bardzo nas szanował, a swoich najlepszych uczniów z lat poprzednich wspominał nieraz i stawiał za wzór. Wiedziałam dlatego, że np. Krystyna Rusakówna tak dobrze umiała fizykę, że za jej wiedzę można było postawić piątkę z kropką, co w ocenie nauczyciela oznaczało wiedzę wręcz nadzwyczajną. Krystyna (po mężu Baranauskienė), absolwentka „Piątki” z  roku 1959 ukończyła medycynę i pracowała jako lekarz internista w przychodni wileńskiej.
„Ona wszystko robiła doskonale” – wspominała Rusakównę koleżanka z klasy na spotkaniu absolwentów z okazji 70-lecia szkoły w roku 2014.

Nauczyciel Rymarczyk wykładał swój trudny przedmiot bardzo klarownie i ciekawie. Gdy składałam egzamin z fizyki do Instytutu Medycznego w ówczesnym Leningradzie, od egzaminatora usłyszałam takie słowa: „Oto materiał na studentkę”. Bez wątpienia, ta ocena była zasługą mego szkolnego nauczyciela fizyki (gwoli ścisłości, studia medyczne ukończyłam na Uniwersytecie Wileńskim). Gdy mniej więcej po piętnastu latach pracy w Instytucie Onkologii mojemu pacjentowi, profesorowi fizyki, wyrecytowałam prawa: Avogadra, Faradaya, Culona i in., zaproponował mi wówczas kierownictwo w pracy w zakresie medycyna-fizyka, niestety, nie skorzystałam.

Nauczycielką biologii była Bella Biber. Ogród przyszkolny, który uprawiali uczniowie pod jej kierownictwem – to wręcz legenda. Jeszcze nie będąc uczennicą, razem z siostrą Haliną chodziłam do tego ogrodu, by się nacieszyć pięknymi roślinami, krzewami, zapachem kwiatów.
Widziałam, jak pani Biber uwija się z uczniami przy cudeńkach tam rosnących. Była to autentyczna lekcja przyrody. Wiadomo było też w całym Wilnie, że działka przyszkolna naszej szkoły bywała wyróżniana nagrodami ogólnozwiązkowymi.
Pamiętam, jak kiedyś nie odrobiłam lekcji biologii, a zostałam wywołana do tablicy. Gdy moje milczenie się przedłużało, usłyszałam „siadaj”. Nie było ani dwójki, ani żadnej nagany. Było mi bardzo przykro, wydaje mi się, że stopień niedostateczny lepiej bym zniosła. Po powrocie ze szkoły przerobiłam nieodrobione zadanie, a był to temat z anatomii człowieka. Zainteresowały mnie wtedy budowa i funkcje organizmu ludzkiego i być może ta nieodrobiona lekcja zadecydowała o moim wyborze studiów medycznych.

Naszą wychowawczynią była Anna Szpilewska, bardzo opiekuńcza, oddana dzieciom bez reszty. Dobrze nas rozumiała, być może dlatego, że sama była matką pięciorga dzieci – córki i czterech synów. Wcześnie owdowiała. Ta wspaniała kobieta, niczym Matka Polka potrafiła wszystkie dzieci „postawić na nogi”, całej piątce umożliwiła zdobycie wyższego wykształcenia, troje z nich ukończyło naszą szkołę. Starszy syn, śp. Edward, był znanym profesorem matematyki.

Rosyjskiego uczyła dyrektor szkoły, Maria Roszczenko. Podczas lekcji wyczuwało się jej wielkie zaangażowanie do wykładanego przedmiotu, była wymagająca, ale robiła wrażenie, że chyba kocha dzieci, nigdy nie podnosiła na nas głosu, bywały stanowcze, ale delikatnie robione uwagi. Za taką postawę uczniowie ją szanowali. Na lekcji, gdy przerabiano „Eugeniusza  Onegina”, czytaliśmy list Tatjany. Wywiera on, jak wiadomo, duże wrażenie, a my mieliśmy nauczyć się mniej więcej jednej piątej na pamięć. Nauczyłam się całego i wyrecytowałam przed klasą. I pamiętam go do dzisiaj. Niedawno po wysłuchaniu opery „Eugeniusz Onegin” zarecytowałam go swojej przyjaciółce. Nic w pamięci się nie zatarło.

Chemik, Kazimierz Kozłowski, miał ogromne poczucie humoru. Nieraz tuż po przerobieniu materiału umiał coś takiego powiedzieć, że lekcja chemii zamieniała się w lekcję śmiechu. Języka litewskiego uczyło nas kilku lituanistów i to dzięki nim znamy ten język bez zarzutu. Historyk, Augustinas Burokas, geograf Michał Mordas ­– to także byli niezapomniani nauczyciele, którym ja i moi koledzy wiele zawdzięczamy.
Wychowanie fizyczne prowadził nauczyciel Jan Gadowicz. Był nie tylko sportowcem o niemałych osiągnięciach sportowych, wychowywał młodzież, która także posiadała osiągnięcia. Okazał się wspaniałym człowiekiem, gdy przez kilka lat woził na wózku inwalidzkim swoją chorą żonę, wzbudzając wielki szacunek wśród sąsiadów. Odszedł do wieczności przed 3 laty.

Chlubą „Piątki” jest ks. Tadeusz Jasiński Fot. Marian Paluszkiewicz

Postawy pedagogów naszych szkolnych lat rzutowały na autorytet szkoły, której absolwenci do dzisiaj tworzą jedną wielką rodzinę.
A tę rodzinę stanowią przedstawiciele Szpilewskich, Strużanowskich, Sosnów, Perwenisów, Rusaków, Choroszewskich, Tuliszewskich, Malawków, Suboczów, Pilściów i wielu innych.
Chlubą naszej szkoły jest ks. Tadeusz Jasiński, polonista i katecheta o niemałym stażu pedagoga, który postanowił swe życie poświęcić duszpasterstwu. Na początku drogi i kapłańskiej wikary w kościele pw. św. Rafała, obecnie proboszcz parafii pw Ducha Świętego.
Szkoła nasza wychowała też innych duszpasterzy, jak ks. Marek Gładki, ks. Tadeusz Droyd i in.
Dumą naszej szkoły jest wspaniały człowiek, lekarz okulista, Olgierd Korzeniecki. Po jego tak niespodziewanej śmierci przed 10 laty nasi koledzy – lekarze Litwini, składali nam, lekarzom Polakom, wyrazy współczucia.

Uczniowie naszej szkoły byli inicjatorami organizacji wielu dziedzin życia społecznego, np. dr Medard Czobot był inicjatorem, założycielem i pierwszym prezesem Klubu Interesujących Spotkań.
Nie da się zapomnieć ekonomisty Jerzego Choroszewskiego, architekta Jerzego Modzelewskiego, wilnianina Henryka Krepsztula, brata malarki Anny Krepsztul, nazwanej „nadworną malarką Matki Bożej Ostrobramskiej”, prawnika Zdzisława Tuliszewskiego, przedwcześnie zmarłego artysty malarza Mirosława Znamierowskiego, syna znakomitego malarza Czesława Znamierowskiego, którego obrazy upiększały korytarze „Piątki”.

Ocalmy od zapomnienia tych, co odeszli. I pamiętajmy, że naukę zdobywaliśmy w szkole, która była po wojnie kuźnią wileńskiej inteligencji polskiej. Obowiązkiem naszym jest i pamięć, i dokładanie wszelkich starań, by autorytet jej nie znikał.

Krystyna Rotkiewicz
Wilno 15.06.2017 Absolwentka „Piątki” – Szkoły im Joachima Lelewela

 

 

3 odpowiedzi to „Piątka” – Szkoła im. Joachima Lelewela

  1. Henryk Połukord mówi:

    Ja jestem byłym uczniem innej sławnej polskiej szkoly w Wilnie,19-tki,obecnie Władysława Syrokomli.Tam również pracowali wybitni pedagodzy,jak choćby polonistka śp.Zofia Rzeszowska,która poświęcała swój prywatny czas na kształtowanie w naszych młodych głowach patriotyzmu,matematyczka,jej siostra,śp.Ksenia Szulc,obie spoczywają na cmentarzu we Wrocławiu,od czasu do czasu zapalam znicz na Ich mogiłach.Pani Jackiewiczowa,nazywana “wróbelkiem”,chemik Pan Stankiewicz,”indyk” i wielu innych.Ci ludzie wywarli na nas wielki wpływ,który chyba do tej pory jakoś daje o sobie znać.Cześć Ich Pamięci!
    I dlatego z wielkim szacunkiem czytam o Piątce,o której oczywiście wiedzieliśmy.Chwała Wam.

  2. W.Litwin mówi:

    Simasius oddaj szkołę!!!

    Obronimy wszystkie polskie szkoły, bo mamy do nich prawo i obowiązkiem jest walka o każdą szkołę. Nie mają prawa natomiast ci, którzy kosztem szkół ubijają prywatne interesy

  3. J.S. mówi:

    Kosztem szkół polskich ubijają prywatne interesy, zgadzam się z takim określeniem, bo wiele pomocy : na cele metodyczne, poznawcze i inne materialne pomoce , nie docierają do adresatów.
    Ale i ubijają też “kapitał” polityczny. I to robią nasi rodzimi politycy.
    Swoją drogą do Pani Krystyny Rotkiewicz, autorki miłych wspomnień o swoich Pedagogach, czuję respekt.
    Ucząc się w każdej szkole, jest grono Nauczycieli z dużej litery, ale i część z małej, niestety.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.