0
Kleszcze rynku inwestycyjnego i ostrożność przy wyborze oferty

Należy uważnie przeanalizować stronę internetową firmy, która chce z nami współpracować Fot. archiwum

Powszechnie wiadomo, że jeśli odkładamy pieniądze do skarbonki, musi minąć trochę czasu, aby uzbierała się tam konkretna suma. Obecnie coraz więcej osób chcąc pomnożyć swój kapitał, decyduje się na giełdę lub pochodne formy inwestycji.

Eksperci ostrzegają jednak, że na rynku jest wiele ofert, ale nie wszystkie są bezpieczne. Istnieją firmy, które są zwyczajnymi piramidami finansowymi. Specjaliści radzą chronić swój kapitał i unikać wątpliwych instytucji, a przed skorzystaniem z usług firm inwestycyjnych upewnić się, że podlegają one regulacjom Unii Europejskiej.

– Istnieje wiele firm, które oferują klientom różnego rodzaju usługi finansowe i zachęcają do inwestowania. Musimy jednak bardzo uważać, wybierając instytucję, której powierzymy swoje pieniądze. Praktycznie każdego tygodnia zwracają się do mnie osoby, które zainwestowały swoje oszczędności w wątpliwe interesy i proszą o pomoc w ich odzyskaniu. Tłumaczę im, że wybrana przez nich firma była fikcyjna, zarejestrowana gdzieś w raju podatkowym na drugim końcu świata, bez licencji na działalność w Unii Europejskiej. Jedyne, co mogę zrobić, to przestrzegać inwestorów i zwiększyć ich czujność – tłumaczy „Kurierowi Wileńskiemu” Robert Borkowski, konsultant finansowy wileńskiego biura Domu Maklerskiego TMS Brokers Europe Limited.

Potencjalni inwestorzy często znajdują w internecie fikcyjne firmy, których strony mogą wyglądać solidnie i sprawiać wrażenie poważnych, godnych zaufania instytucji. Po rejestracji kontaktuje się z nimi konsultant, który doskonale potrafi zachęcić do inwestowania. Mówi o inwestycjach „bez ryzyka” i „z gwarancją” na kilkadziesiąt czy nawet kilkaset procent w skali roku.
– Człowiek zazwyczaj nawet nie sprawdza wiarygodności firmy, z której przedstawicielem rozmawiał. W pułapkę oszustów trafiają osoby, które nie znają zasad inwestowania, nie mają odpowiedniej strategii, wykształcenia ani praktyki. Ryzykowne jest zarówno inwestowanie zgodnie z poradami nieznajomego, zagranicznego konsultanta, jak również samodzielne próby pomnażania kapitału bez przygotowania merytorycznego. Najlepiej w tej sprawie poradzić się profesjonalisty, który ma licencję działalności na Litwie – mówi Robert Borkowski.

Firma inwestycyjna, która chce świadczyć swoje usługi na Litwie powinna mieć specjalną licencję i spełnić szereg innych wymogów, stawianych przez Bank Litwy. Zostały one zaostrzone w ubiegłym roku w celu zwiększenia bezpieczeństwa mieszkańców i zapewnienia jakości świadczonych usług. Wszystkie spółki mające licencje świadczenia usług finansowych w naszym kraju, można znaleźć na stronie internetowej Banku Litwy www.lb.lt w sektorze „Finansų rinkos dalyviai”.

– Jeżeli osoba korzysta z usług firmy mającej licencję działalności na Litwie i ma podejrzenia, że dzieje się coś niedobrego, to może skierować skargę do Banku Litwy. Sprawa zostanie przeanalizowana i jeżeli się okaże, że człowiek został oszukany, spółka może stracić licencję. Schemat ten jednak nie działa w sprawie rosyjskich firm, z których usług często korzystają nasi mieszkańcy ― tłumaczy Borkowski.

W Rosji, jak dodaje, sytuacja wygląda zupełnie inaczej niż w UE. Podmioty nie muszą spełniać tam wielu wymogów prawnych. Dlatego nieuczciwe firmy mają naprawdę szerokie pole do działania. Codziennie powstają tam różne fałszywe spółki, podszywające się pod poważne instytucje inwestycyjne. Niestety, nikt tego nie kontroluje.

– W dodatku te firmy mogą być zarejestrowane nie tylko w Rosji, ale – co często się zdarza – w rajach podatkowych. W wypadku podejrzeń o oszustwo, Bank Litwy musiałby zwracać się do tych państw, które jednak nie mają żadnych zobowiązań wobec Unii. Wpłacone przez inwestora pieniądze po prostu gubią się w labiryntach finansowych. Weryfikacja, gdzie trafiły, jest często niemożliwa – opowiada przedstawiciel domu maklerskiego TMS.

Nieuważni inwestorzy tracą zwykle od kilkuset do kilkunastu tysięcy euro. Niektóre osoby jednak ryzykują jeszcze bardziej i tracą znacznie większe sumy.
W ubiegłym roku w litewskich mediach było głośno na temat 66-letniej rolniczki z Janiszek, u której poprzez stronę internetową www.trade.xtrack.com w ciągu kilku miesięcy wyłudzono 80 tys. euro. Latem 2015 roku kobieta otrzymała maila z propozycją inwestycji, gwarantującej szybkie i bezpieczne dochody.
Adresatka zarejestrowała się na wskazanej stronie internetowej, podała swoje dane osobiste, numer konta bankowego oraz wysłała kopię paszportu.
Wkrótce do mieszkanki Janiszek zadzwoniła konsultant ds. inwestycji, która mówiła w języku rosyjskim. Konsultant zaproponowała inwestycje, które miały w 100 procentach powiększyć kapitał rolniczki.

Robert Borkowski podkreśla, że przed skorzystaniem z usług firm inwestycyjnych należy upewnić się, że podlegają one regulacjom UE Fot. archiwum

Pierwsza inwestycja była niefortunna i kobieta straciła włożone 2 000 euro. Kilka tygodni później znowu zgodziła się na inwestowanie pieniędzy w akcje spółek wydobywających złoto, ropę naftową i produkujących kawę. Poczuła ogromny zapał, gdy zarobiła 11 tys. dolarów, a wkładane i zarabiane sumy mogła obserwować na platformie internetowej, gdzie była zarejestrowana. Po kilku miesiącach pieniądze się skończyły i kobieta postanowiła zwrócić to, co udało się zarobić. Zauważyła jednak, że z platformy zniknęły wszystkie dane, dotyczące jej dochodów. Kobieta podejrzewając, że została oszukana, natychmiast zawiadomiła policję.

Podczas śledztwa ustalono, że firma, za pośrednictwem której 66-latka z Janiszek zajmowała się inwestycjami, jest zarejestrowana na Cyprze oraz ma licencję działalności na Litwie. Problem jednak polegał na tym, że kobieta nie zwróciła uwagi na wszystkie zasady inwestowania, podane na stronie tej firmy. Okazało się, że spółka nie ma żadnej odpowiedzialności za poniesione przez klienta straty. Sam klient podejmuje całe ryzyko związane z inwestowaniem, nawet w takim wypadku, jeżeli operacji finansowych dokonuje zgodnie z zaleceniami przedstawiciela firmy. 66-latka, nie mająca żadnego pojęcia o zasadach inwestowania i oślepiona możliwością szybkiego zarobku, straciła 80 000 euro, w czym też sama okazała się winna.

Jak zatem nie dać się oszukać?
– Zawierając umowę z firmą, zawsze należy uważnie ją czytać i w żadnym wypadku nie wolno podpisywać jej pospiesznie, pod presją sprzedawcy. Warto dać sobie czas do namysłu, przed podpisaniem poradzić się profesjonalisty i przeczytać całą umowę – szczególnie to, co w niej napisano drobnymi literami. Przeanalizujmy również stronę internetową firmy, która chce z nami współpracować. Niektóre naprawdę wyglądają profesjonalnie. Jeżeli jednak widzimy, że platforma internetowa firmy zarejestrowana jest w raju podatkowym, zrezygnujmy z jej oferty – mówi Robert Borkowski. Specjalista z TMS Brokers dodaje, że przede wszystkim, przed każdą ważną decyzją finansową warto sobie uświadomić, że nikt nie zadba o nasze pieniądze lepiej, niż my sami.

Z taką opinią zgadza się również wilnianin, Grzegorz Sewerski. 34-letni informatyk przed 6 laty skusił się możliwością wypróbowania swoich sił na giełdzie walutowej. Nie został oszukany, wszystkie operacje wykonywał samodzielnie i fortuny nie stracił. Przyznaje jednak, że ciekawa i łatwa na pozór sprawa okazała się zbyt twardym orzechem do zgryzienia.
– Platformy do handlu na Forexie są agresywnie reklamowane w mediach na Litwie od pewnego czasu. Ciekawiło mnie, w jaki sposób tam można zarobić i w ogóle interesował mnie sam proces tej gry. Wtedy minimalny depozyt do rozpoczęcia gry na giełdzie wynosił od 500 do 700 litów. Włożyłem 2 000 litów, bo większa suma daje możliwość zawierania większych transakcji, oznacza większy zysk, czemu towarzyszy oczywiście większe ryzyko strat – opowiada „Kurierowi Wileńskiemu” mężczyzna.

Na początku, ku zadowoleniu rozmówcy, udało się zarobić, jednak później zaczął powoli tracić pieniądze. Co prawda, straty nie były bardzo bolesne, ponieważ nie podejmował dużego ryzyka.
– Grałem z przerwami, próbowałem się więcej dowiedzieć o zasadach inwestowania, dokształcić się w tym temacie. Mimo tego nic tak naprawdę nie zarobiłem. W ciągu 6 lat moja „zabawa” kosztowała mnie około 2 000 euro. Postanowiłem skończyć ten interes, gdy zaobserwowałem, jak w ciągu zaledwie minuty wygrana w wysokości 700 euro przekształciła się w przegraną w wysokości 1 700 – wspomina Grzegorz.

Wtedy wilnianin postanowił wybrać coś bardziej stabilnego i bezpiecznego. Za pieniądze, które mu zostały, nabył akcje firmy farmaceutycznej z USA, produkującej leki przeciwbólowe.
– Co do gry na giełdzie walutowej, mogę powiedzieć tyle, że nie warto zaczynać tego interesu jako hobby. W teorii wszystko wygląda na łatwe. Widzisz kursy walut, budujesz jakąś analizę techniczną, robisz wnioski i grasz. Jednak „robienie pieniędzy z pieniędzy” wymaga bardzo dużo czasu, musisz zajmować się wyłącznie tą sprawą. Najlepiej, jeżeli przed rozpoczęciem inwestowania na giełdzie walut nie tylko skonsultujesz się ze specjalistą, ale również weźmiesz udział w specjalnych szkoleniach organizowanych przez zawodowców. Osobistej inicjatywy i wiedzy zdobytej z forów internetowych czy konsultantów telefonicznych na pewno nie wystarczy, aby osiągnąć na giełdzie większy sukces, gdyż jest to poważne wyzwanie – tłumaczy Sewerski.

O tym, że grę na giełdzie walutowej należy traktować jako „pracę na cały etat” świadczy również nieubłagana statystyka. Około 90 proc. osób traci środki w ciągu kilku tygodni od rozpoczęcia przygody z Forexem. 5 proc. utrzymuje środki (ma minimalne zyski z kontraktów wystarczające na pokrycie prowizji). 3 proc. zyskuje nieznacznie, natomiast mniej niż 2 proc. wszystkich kont notuje nadzwyczajne zyski. Większość zapytanych, czemu gra na Forexie, deklaruje w pierwszej kolejności możliwość szybkiego zarobienia znacznych środków. Tymczasem na drugim miejscu jest adrenalina lub zrobienie czegoś ekscytującego.

CO NIECO O „PIRAMIDACH”

Piramida finansowa albo tzw. schemat Ponziego (nazwa pochodzi od Charlesa Ponziego, który stał się znany za sprawą tej techniki na początku 1920 roku) – to nielegalne działania inwestycyjne, które opierają się na zwrocie pieniędzy inwestorom z własnych pieniędzy lub z wpłaconych przez kolejnych inwestorów, a nie z rzeczywistego zysku osiągniętego na skutek działań prowadzących przez organizatora. W sieć piramidy zazwyczaj wpadają nowe przedsiębiorstwa, które w stosunkowo szybkim czasie chcą uzyskać bardzo wysoki zwrot. System piramidy zawsze jest skazany na porażkę, ponieważ zawsze dochodzi do momentu, w którym wypłaty na rzecz inwestorów, przewyższają kapitał, jakim dysponuje organizator.

Dotychczas największa piramida stworzona została przez pochodzącego z USA przedsiębiorcę Bernarda Madoffa. W grudniu 2008 roku został aresztowany i oskarżony o niezliczoną ilość oszustw, których dopuścił się na giełdzie papierów wartościowych. Łącznie w jego piramidę zainwestowano 65 mld dolarów, co czyni go największym oszustem w historii. W 2009 r. Madoff został skazany na 150 lat więzienia. Wielu uważa również, że to właśnie on zapoczątkował globalny kryzys finansowy.

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.