9
73 lata temu Polacy rozpoczęli nierówną walkę o Wilno

image-83773

Żołnierze AK na Wileńszczyźnie przez prawie pół wieku musieli milczeć o swojej przeszłości Fot. Marian Paluszkiewicz

Oddziały Armii Krajowej podjęły próbę przejęcia miasta, zanim jednego okupanta zamieni kolejny. Nie chcieli biernie czekać na rozwijający się bieg wydarzeń ani też godzić się z ustaleniami wielkich mocarstw.

Decyzja podjęcia walki o Wilno została podjęta w Warszawie już 12 czerwca 1944 roku, na odprawie dowódców okręgów Armii Krajowej Wilno i Nowogródek. Akcja ta otrzymała kryptonim „Ostra Brama”. Cel operacji został sprecyzowany rozkazem nr 1, dnia 26 czerwca 1944 roku, przez komendanta Okręgu Wileńskiego AK ppłk. Aleksandra Krzyżanowskiego „Wilka”. Operacja miała doprowadzić do opanowania istotnego węzła komunikacyjnego i jednego z większych ośrodków administracyjnych. Miała także wywołać określone skutki polityczne poprzez zdobycie miasta własnymi siłami przed Sowietami i uznania przez nich administracji polskiej.

Jak podkreślił prof. Tomasz Gąsowski, historyk z Uniwersytetu Jagiellońskiego, walki AK o Wilno były kolejną fazą realizacji planu „Burza”. Miał on na celu wyzwolenie Polski własnymi siłami, tj. zmobilizowanymi oddziałami Armii Krajowej przy taktycznym współdziałaniu z Armią Czerwoną oraz zainstalowanie tam legalnych polskich władz.

„Metodą faktów dokonanych próbowano odwrócić ustalenia konferencji Wielkiej Trójki w Teheranie (listopad 1943) o przekazaniu ziem wschodnich II Rzeczpospolitej Związkowi Sowieckiemu. Chodziło także o zaprzeczenie sowieckiej propagandzie głoszącej, iż Polacy nie walczą z Niemcami. Z kolei dla ZSSR było to wypełnianie ustaleń teherańskich, sankcjonujących agresję z 17 września 1939 roku” – wyjaśnił w rozmowie z PAP.

Ppłk Krzyżanowski „Wilk” wydał rozkaz uderzenia na miasto nieco wcześniej niż planowano, w nocy z 6 na 7 lipca 1944 r. Oddziały AK uderzyły na odcinku od dzielnicy Belmont do cmentarza Na Rossie, natrafiając na twardy opór wojsk niemieckich, które liczyły ok. 18 tys. żołnierzy. Niemcy nie zamierzali oddać miasta bez walki. Wilno przemieniło się w twierdzę. 7 lipca pod miasto podeszły sowieckie oddziały z 3 Frontu Białoruskiego, które wieczorem rozpoczęły natarcie w celu opanowania Wilna. One także natrafiły na silny opór niemiecki, co w efekcie spowodowało kilkudniowe walki o miasto, w których walczyły zarówno wojska sowieckie jak i Armia Krajowa. Miasto zdobyto 13 lipca 1944 r.

Gdy 13 lipca walka o Wilno dobiegła końca, Polacy w mieście przeżyli krótką, ale radosną chwilę wolności. Nad miastem przez moment znów powiewały biało czerwone flagi. Sowieci nie mieli jednak zamiaru pozostawiać ich na dłużej. Dzień po wyzwoleniu miasta zgodzili się na utworzenie samodzielnej jednostki z oddziałów AK Okręgów Wileńskiego i Nowogródzkiego. Były to jednak czcze obietnice. Szef Sztabu 3. Frontu Białoruskiego zaprosił dowódców AK na odprawę w Boguszach. Tam też strony miały uzgodnić szczegóły utworzenia z oddziałów AK nowej jednostki. Bogusze stały się symbolem końca polskich złudzeń. Po przybyciu na miejsce „Wilk” został aresztowany i uwięziony.

Również innych dowódców i żołnierzy AK czekały dotkliwe represje. Ci, którym udało się ich uniknąć lub przeżyć łagry, o swojej przeszłości i biało-czerwonej fladze na Wieży Giedymina na długie lata musieli zamilknąć. Jeśli w Polsce AK tematem całkowicie zakazanym przestała być już pod koniec lat pięćdziesiątych, to na Litwie nakaz milczenia trwał aż trzydzieści lat dłużej.

– Na Wileńszczyźnie dopiero w 1989 r. można było zacząć mówić na ten temat. Do tego czasu panowała zupełna cisza, a wszelkie ślady pamięci starano się wymazać. W przywracaniu tej pamięci wiele było takich szczęśliwych zbiegów okoliczności. Założyliśmy koło ZPL we wsi Gudele, niedaleko Krawczun. Starsi ludzie opowiadali o wielkiej bitwie z Niemcami, jaką na tym terenie stoczyła Armia Krajowa. Zdecydowaliśmy, że postawimy krzyż na tym terenie. Dopiero wtedy zaczęliśmy stopniowo odkrywać historię. Odezwali się świadkowie tych wydarzeń, wśród nich wielu żołnierzy AK, którzy pozostali na Wileńszczyźnie, ale także ci, którzy mieszkali w Polsce – opowiada „Kurierowi Wileńskiemu” prof. Jarosław Wołkonowski.
Upadek Związku Sowieckiego otworzył drogę do mówienia o zbrojnym podziemiu, co jednak nie oznaczało, że AK przestaje być na Wileńszczyźnie tematem trudnym. Przywracanie pamięci o Polakach walczących z okupantami w ciągu całej wojny, nie było łatwe także w niepodległej Litwie.
– Początek był bardzo trudny. Tuż po odzyskaniu niepodległości najbardziej słyszalne były wyraźnie antypolskie głosy, co wpłynęło na ukształtowanie się w litewskim środowisku bardzo negatywnej opinii o AK i polskim podziemiu niepodległościowym. Dziś, także dzięki wysiłkowi znanych postaci litewskiego świata nauki, ten stosunek powoli się zmienia. W latach 90. napotykaliśmy wiele problemów. Bardzo trudne było samo zarejestrowanie w litewskim państwie organizacji skupiającej kombatantów AK. Udało się chyba dopiero za trzynastym podejściem. Z dzisiejszej perspektywy jestem przekonany, że ten wysiłek miał sens, przede wszystkim ze względu na samych żołnierzy AK, którzy po latach ukrywania swojej przeszłości mogli wreszcie mówić o niej z dumą. Wielu z tych ludzi przeszło przez łagry i przez pół wieku sowieckiej władzy byli postrzegani jako przestępcy. Istnienie organizacji skupiającej kombatantów AK w litewskim państwie ma też znaczenie ze względu na postrzeganie historii AK przez Litwinów – zauważa Wołkonowski.

 

9 odpowiedzi to 73 lata temu Polacy rozpoczęli nierówną walkę o Wilno

  1. Dudak mówi:

    „…przy taktycznym współdziałaniu z Armią Czerwoną…” Potem próbowano też wyzwolić Warszawę własnymi siłami …i w obu przypadkach boleśnie przegrano,w Wilnie też.Tylko wydatna pomoc Armii Czerwonej przyniosła zwycięstwo w ostatnim przypadku.Proszę dyplomowców z tytułami nie fałszować historii.a ta operacja „Burza” na Kresach bez decydującej pomocy sąsiada ze wschodu nie miała żadnych szans na powodzenie.Ot co !

  2. Jur mówi:

    Stalin parł do przodu,nie liczył się z liczbą poległych w walce.Droga do Berlina okupiona została ogromną liczbą poległych w boju.Polacy zostali oszukani przez Aljantów, którzy ukrywali zgodę na oddanie Wilna i Lwowa i wepchnięcie nas na ziemie poniemieckie. Gorzkie były chwile Wileńskiej Brygady walczącej pod Monte Cassino ze świadomością że nie powrócą na swoje ziemie.
    Co do tej pomocy ze strony Armii Czerwonej to polegała na zdradzie. Stalin interesował się Polakami przez wymordowanie oficerów Katyń ,Bykownia i inne, a potem kiedy Niemcy szli do przodu i dochodzili do Moskwy zwolnił nawet z więzienia gen.Andersa i zgodził się nawet wypuścić wywiezionych na Syberię Polaków. Jak front się zatrzymał a sroga zima zrobiła swoje sowieci, stworzyli „wojsko ludowe”,niedożywione,niedoszkolone , niedozbrojone które poniosło w pierwszej bitwie duże straty w ludziach.
    Ten „sąsiad ze wschodu” jak we wpisie z 9 lipca 2017 o godz. 10:40 ,zatrzymał się na brzegu Wisły aby patrzyć na upadek powstania w Warszawie, oraz nie zgodził się na udostępnienie swoich lotnisk dla samolotów niosących pomoc Warszawie [ które loty musiały zostać poniechane na dużą odległość od litnisk we Włoszech i dużych stratach od niemieckiej artylerii]

  3. Ali mówi:

    Historia lubi płatać figle. Stalin rzeczywiście – jak pisze Dudak- zniszczył Hitlera, ale dzisiaj, po 72 latach, dawne imperium Stalina skarlało utraciwszy spory szmat ziemi na zachodzie, na południu i na południowym wschodzie ( w Azji Środkowej). Pomimo fantastycznego zwycięstwa w roku 1945 dzisiejsza Rosja nie jest już taka ważna i wpływowa jak wtedy, gdy zdobywała Berlin. Natomiast pokonane Niemcy dzisiaj jakby się odrodziły i zaczynają na nowo zarządzać Europą.
    Nie ma więc co puszyć się dawną wiktorią, skoro jej owoce już zwiędły. W Wilnie Rosja również o niczym już nie decyduje. Nie decydują oczywiście także Polacy, ale weterani AK i ich potomkowie mogą przynajmniej obchodzić uroczyście kolejne rocznice Operacji „Ostra Brama”, czego Sowieci surowo zabraniali. I taki jest właśnie najgłębszy sens organizowania tych uroczystości.

  4. Dudak mówi:

    I gdzie ja tu napisałem,że jestem przeciwko AK i ich uroczystościom,tym bardziej że jeden z wujków był w AK łącznikiem,inny zaś zakończył na Wale Pomorskim w szynelu pokroju radzieckiego i czapce z orłem,ale bez korony.Położono niepotrzebnie życia wielu akowców w imię politycznych ambicji tych z Londynu,a które nie miały pokrycia w rzeczywistosci.Później powtórzyło się to w Warszawie.Oto co boli !

  5. Ali mówi:

    Cóż, każdy walczył wedle swoich sił i możliwości. Polska nie była ( i nadal nie jest) mocarstwem. Tym bardziej Polska okupowana przez hitlerowskie Niemcy. Sowieci w czasie II wojny światowej stracili – według najczęściej podawanych szacunków- około 20 milionów obywateli. To była dopiero hekatomba ! Można było rzecz jasna w ogóle nie walczyć. Jest to wszak założenie czysto teoretyczne. Na Słowacji w sierpniu 1944 wybuchło powstanie,które trwało około dwóch miesięcy i też zakończyło się klęską. Armia Czerwona nie dała rady bowiem sforsować wtedy Przełęczy Dukielskiej. Słowakom jednak Rosjanie niczego nie wypominali. Za komuny uroczyście obchodzono każdą rocznicę wybuchu ich powstania. Działo się tak pomimo, iż powstanie wywołały zbuntowane oddziały armii słowackiej stacjonujące w Bańskiej Bystrzycy. Była to ta sama armia, która walczyła u boku Wehrmachtu na terenach ZSRR. Wcześniej zaś uczestniczyła w agresji na Polskę. O tym się jednak nic nie mówiło. Ważni był wyłącznie czyn powstańców. Polacy zaś – warto przypomnieć- walczyli z hitlerowskimi Niemcami już od roku 1939 na wszystkich frontach wojny. O dwa lata dłużej niż Sowieci. Takie były kierunki polityki „tych z Londynu”.

  6. Jur mówi:

    W dniu 5 lipca 2017r.,zmarł uczestnik operacji Ostra Brama Jerzy Łastowski pseudonim „Szczur” w wieku 101 lat , dzielny żołnierz i patriota. Pogrzeb odbędzie się w Warszawie na Cmentarzu Północnym 17 .07. 2017

  7. Jur mówi:

    Przegrana Niemców w 1944 roku była przesądzona. Rosja samodzielnie nie wygrałaby tej wojny. Były dwa fronty: zachodni i wschodni. Sowieci musieli przejść przez Polskę idąc na Berlin .Nieśli ze sobą mordy patriotów i instalacje siłą rządu marionetkowego utworzonego w Moskwie zwanego „Lubelskim ” .Wojsko Berlinga powstało z polskich zesłańców na Syberię i z Łagrów. Ci Polacy nie byli w ZSRR na wczasach byli ofiarami wywózek i aresztowań a jedyną drogą powrotu do Polski było walczyć u boku sowietów.

  8. stasys mówi:

    „Miał on na celu wyzwolenie Polski (w jakich granicach,1939 roku?) własnymi siłami, tj. zmobilizowanymi oddziałami Armii Krajowej przy taktycznym współdziałaniu z Armią Czerwoną oraz zainstalowanie tam legalnych polskich władz ( a gdzie Litwa, w grobie?).

  9. Wereszko mówi:

    @ stasys
    „Miał on na celu wyzwolenie Polski (w jakich granicach,1939 roku?) własnymi siłami, tj. zmobilizowanymi oddziałami Armii Krajowej przy taktycznym współdziałaniu z Armią Czerwoną oraz zainstalowanie tam legalnych polskich władz ( a gdzie Litwa, w grobie?).”

    Ta twoja Lietuva (nie używaj dumnej nazwy LITWA!) dawała doopy wszystkim kolejnym najeźdźcom, niemcom w 1918, bolszewikom w 1920, sowietom w 1940, niemcom w 1941, sowietom w 1944 itd. Zawsze przeciwko Polsce! Mimo, że swoje istnienie jako wolnego państwa zawdzięcza właśnie Polsce. Zwykły niewdzięczny kurdupel, którym nie warto zawracać sobie doopy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.