0
Udane wojaże „Wileńszczyzny”

Do Lublina i na Pomorze wyruszył już cały zespół Fot. archiwum

Występy artystyczne połączone ze zwiedzaniem miast, poznanie najnowszych obiektów kulturalnych – wszystko to zaoferowali Reprezentacyjnemu Polskiemu Zespołowi Pieśni i Tańca „Wileńszczyzna” organizatorzy wojaży do Lublina i Gdańska.

Przed wyjazdem zespół trapiła niepewność, czy da występ na miarę swojego ponad trzydziestopięcioletniego doświadczenia. Obawy budziło to, czy chór, w bardzo odnowionym składzie, w stosunkowo krótkim czasie osiągnie odpowiedni poziom, by występować na tak poważnych imprezach. Było to ogromne wyzwanie. Członkowie zespołu nawet wahali się, czy nie zrezygnować z zaproszeń tych miast, jednak się zdecydowali: takiej szansy nie można było zaprzepaścić.
Do Lublina zespół został zaproszony na obchody Dnia Unii Lubelskiej, święta bardzo ważnego nie tylko dla miasta, ale i dla obu krajów – Polski i Litwy.
Oto ich wrażenia.

Zespół „Wileńszczyzna” żyje i pracuje Fot. archiwum

Natalia Sosnowska, kierownik artystyczny Reprezentacyjnego Polskiego Zespołu Pieśni i Tańca „Wileńszczyzna”.
Kiedy tylko dotarliśmy do Lublina, poczuliśmy, jak jesteśmy oczekiwani. Tuż po posiłku zorganizowano dla nas wycieczkę do zamku, w którym podpisano Unię.
Następnego dnia, z samego rana, uczestniczyliśmy we Mszy świętej w kościele akademickim KUL, gdzie przeżyliśmy ogromne wzruszenie, kiedy odczytana została intencja, by Pan Bóg swoimi łaskami obdarzał „Wileńszczyznę” i całą ziemię, na której zespół się narodził. Dodało to na pewno pewności wielu z nas, gdyż koncert, jaki miał miejsce w Sali Kongresowej Uniwersytetu Przyrodniczego przeszedł bardzo dobrze.
Widownia była z nami od chwili, gdy minutą ciszy uczciliśmy pamięć nieodżałowanego założyciela „Wileńszczyzny”, stałego jej kierownika, śp. Gabriela Jana Mincewicza, aż do ostatniego utworu z repertuaru – hymnu „Wileńszczyzny drogi kraj”, oklaskiwanego przez wszystkich na stojąco.
Było wiele miłych akcentów, kiedy ludzie, którzy byli na występach „Wileńszczyzny” przed siedemnastu laty, pamiętając nas, przyszli również teraz na ten koncert, dziękowali i zapraszali na kolejne występy.
Na Pomorzu „Wileńszczyzna” jest znana. Jeździmy tam już prawie dziesięć lat. Ale za każdym razem organizatorzy robią nam bardzo miłe niespodzianki. Tak było też obecnie, kiedy mieliśmy możliwość obejrzeć niedawno otwarte Muzeum II Wojny Światowej. Mając na względzie, że zespół tworzą ludzie młodzi, młodzież, była to dla nich, i dla wszystkich pozostałych, wstrząsająca lekcja historii.
O piękną dekorację kiermaszową i fantastyczne oświetlenie zadbało Nadbałtyckie Centrum Kultury, za co bardzo im dziękujemy. Akustyka gotyckiego kościoła św. Jana w Gdańsku jest wspaniała, wszystko to sprawiło, że wypadliśmy bardzo dobrze.
Sobotnie popołudnie poświęciliśmy na zwiedzanie Muzeum Marynarki Wojennej, żaglowca „Dar Pomorza”, a już wieczorem swój dwuczęściowy, ponad dwugodzinny program przedstawiliśmy w Miejskim Teatrze im. Witolda Gombrowicza w Gdyni.
Takiej widowni, jaką tu mieliśmy, może chyba życzyć sobie każdy zespół. Publiczność dosłownie szalała, oklaskiwała nas na stojąco, domagała się bisu prawie każdego utworu.
W niedzielę, tuż po Mszy świętej, wyruszyliśmy w drogę powrotną.
Każdy z nas kłania się nisko wszystkim organizatorom, tym, co nas zaprosili, tym, co się o nas troszczyli, co zadbali, byśmy wyjechali bogatsi o nową wiedzę, nowe doznania, a najważniejsze, że pomogli nam uwierzyć, iż można sporo osiągnąć, jeżeli się bardzo chce i sporo nad tym pracuje.
Do końca sierpnia mamy odpoczynek. Ale już od dnia 28 sierpnia oczekujemy na nowy narybek. Czekamy na każdego – na tego, kto może chwilowo zrezygnował z uczestnictwa w zespole, i na każdą młodą chętną osobę.

Leonarda Klukowska, choreograf zespołu.
Dla tancerzy „Wileńszczyzny” bieżące lato jest bardzo nasycone. Byliśmy w Siedlcach, poza tym dwanaście dni odpoczywaliśmy i koncertowaliśmy w Małopolsce.
Do Lublina i na Pomorze wyruszył już cały zespół. Dwie grupy taneczne: podstawowa „Wileńszczyzny” oraz starsza „Jutrzenki”. Dla mnie te koncerty były też wyjątkowe, bo mimo że jestem w zespole od pierwszych dni, to doskonale zdawałam sobie sprawę, jaka to będzie trema dla młodych członków zespołu.
Wypadli dobrze. Biorąc pod uwagę, że mieli tak mało czasu na przygotowania, pod kierunkiem Natalii Sosnowskiej zrobili wszystko, co możliwe. Widzowie naprawdę byli zadowoleni, a ci, którzy nie znali naszej historii i nie wiedzieli o naszej stracie wieloletniego kierownika, na pewno nie zauważyli, że wielu występujących miało tremę, że były to dla nich koncerty premierowe.
Kiedy tylko włożyli kostiumy, kiedy stanęli na scenie, zmobilizowali się i wypadli bardzo dobrze. Zresztą występować w takiej scenerii, jak w kościele św. Jana w Gdańsku, to wielka przyjemność. Te sklepienia, ta akustyka, wszystko przyczyniło się do sukcesu zespołu.

Teresa Bartusewicz, chórzystka
Gdy dowiedziałam się, że zespół tradycyjnie otrzymał zaproszenie, by koncertować w Gdańsku i Gdyni, zaniepokoiłam się bardzo. Bo jak bez kierownika, śp. pana Jana, damy radę? Był dla nas wszystkim w jednej osobie. Gospodarze tych miast wiedzieli o naszej trudnej sytuacji w zespole i mimo to zaprosili „Wileńszczyznę” ponownie. Uwierzyli w nas i nas poparli.
Pani Natalia podjęła żmudną codzienną pracę nad ustawieniem i brzmieniem chóru. Prawą ręką był Julian, wesoły, pomysłowy i mądry młodzieniec. Musieliśmy sprężyć się i zaktywizować wszystkie swoje siły, bo czasu na opanowanie dwuczęściowego koncertu mieliśmy bardzo mało. W odróżnieniu od tancerzy, chór ćwiczył od zera. Nowi ludzie, głosy, brzmienie, miejsce…
Na koncert jechałam z wielkim, mogę powiedzieć, strachem i niepewnością. Jak to będzie? Ale opieka Boża i nasz kierownik czuwali nad nami, gdyż odzew i komentarze po koncercie były zaskakujące. Niezmiernie się cieszę.
Jestem wdzięczna pani Natalii, pani Leonardzie, Julianowi, Małgosi, Grzesiowi i całej młodzieży, która z wielkim entuzjazmem, chęcią, miłością i szacunkiem podjęła się tak nielekkiego wyzwania.
Praca przyniosła owoce. Było uczucie zadowolenia i spełnienia. Zespół „Wileńszczyzna” żyje i pracuje.

Julian Germanowicz, chórzysta.
W moim życiu tak się składa, że ostatnio mam swoje życiowe premiery, związane z tym zespołem. Najpierw w tym zespole tańczyłem. Potem, kiedy moja nauczycielka wokalu, Natalia Sosnowska, powiedziała, że mam warunki do śpiewu, przeszedłem do chóru. A teraz, jak żartuję, awansowałem do roli pomocnika swej nauczycielki. Ponieważ do wyjazdu mieliśmy stosunkowo mało czasu, pomagałem trochę młodym i niedoświadczonym, by mogli pewnie stanąć na scenie. Bo chodzi przecież nie tylko o śpiew, ale i o trzymanie się na scenie, poruszanie. Ponieważ trochę się udzielałem w tej roli, to mocniej przeżywałem, jak młodzi dadzą radę podczas koncertów. Trema była, i za siebie, i za moich młodych kolegów. Bo przecież dla każdego nowicjusza taki ponad dwugodzinny występ to ogromne wyzwanie. Sam przez to przecież przechodziłem. Z całą pewnością mogę stwierdzić, że każdy z nas dał z siebie wszystko, młodzież dzielnie się trzymała, a fantastyczna reakcja publiczności tylko nas w tym utwierdziła.

Grzegorz Rungo, chórzysta.
Siebie zaliczam już do weteranów, a pamiętam dokładnie, kiedy przyszedłem do zespołu, tuż po ukończeniu szesnastu lat. Byłem najmłodszym członkiem.
Jeśli chodzi o wyjazd na Pomorze, to razem z „Wileńszczyzną” jestem tam co roku. I ciągle nie mogę się nadziwić reakcji wspaniałej publiczności, która żyje każdym wykonywanym przez nas utworem. Tak ciepło odbierają nasze występy, tak serdecznie witają.
Takie chwile są bardzo wzruszające. Mamy swe tradycje – wszystkie otrzymane kwiaty zawsze niesiemy do kościoła, a w tym roku kwiaty otrzymane w Lublinie, na naszym pierwszym zagranicznym występie bez pana Jana, przywieźliśmy do Wilna i złożyliśmy je na grobie założyciela naszego zespołu.

Waldemar Mieszkuniec, chórzysta
Należę do nowicjuszy zespołu, przyszedłem do „Wileńszczyzny” w połowie wiosny. Ale jeśli chodzi o śpiew, nowicjuszem nie jestem. Należę do chóru parafialnego „Śpiewające Rafałki”, który działa w wileńskim kościele św. Rafała.
Te występy w Polsce, z tak znanym, renomowanym zespołem, były dla mnie, jak i dla wielu młodych, ogromnym wyzwaniem. Doskonale wiedziałem, jak wysoki jest poziom „Wileńszczyzny”, jaką poprzeczkę śp. pan Jan wyznaczył i jak obecnie, nie szczędząc czasu, z oddaniem, pracuje pani Natalia. Bardzo jestem wdzięczny nowej kierowniczce zespołu, starszym kolegom, wszystkim, którzy dodali mi pewności, bym dobrze się czuł w szeregach tego znanego kolektywu.
Podczas pierwszego koncertu w Lublinie przeżywałem tremę, ale już na Pomorzu czułem się pewniej. Teraz, po powrocie, przewijam w pamięci nie tylko nasze występy, ale miasta, poznane zabytki. To była wspaniała przygoda artystyczno-poznawcza, za co wszystkim ogromnie dziękuję.
_________________________________________________
PODZIĘKOWANIE
Reprezentacyjny Polski Zespół Pieśni i Tańca „Wileńszczyzna” składa serdeczne podziękowanie gospodarzom miast, w których występował, instytucjom, w których odbywały się koncerty, wszystkim miłośnikom naszej twórczości i każdemu, kto się przyczynił, by występy przebiegały sprawnie.
Nisko się kłaniamy publiczności, która tak ciepło nas przyjmowała, która dodała nam otuchy na dalszą pracę.
Serdeczne Bóg zapłać!
________________________________________________

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.