0
Wspólnota „Aš esu” (Ja jestem) pomaga wyzbyć się nałogów i uzależnień

Ksiądz Kęstutis, jego wolontariusze i pomocnicy, na których zawsze może liczyć Fot. archiwum

W Piśmie Świętym możemy znaleźć zapisane przez ewangelistów takie oto wypowiedzi Chrystusa: „Chcę raczej Miłosierdzia, a nie ofiary”, w innym zaś miejscu: „Nie zdrowi, lecz chorzy potrzebują lekarza”.

Całkiem niedawno, bo w niedzielę uroczystości Przemienienia Pańskiego odwiedziłam jedną z naszych wileńskich oaz Miłosierdzia, wspólnotę „Aš esu”, którą prowadzi ksiądz Kęstutis Dvareckas. Wspólnota podlega Archidiecezji Wileńskiej i utrzymuje się głównie z datków charytatywnych.
Na podwórku, za ogromna bramą, gdzie mieści się mały kościółek, zobaczyłam wiele osób: młodych i starszych, mężczyzn i kobiet, którzy się wzajemnie witali serdecznymi uściskami; widać, że znali się nie od dziś. Każdego gościa witał swoim przyjaznym szczekaniem ogromny, czarny pies. Zastanawiałam się, kim są ci ludzie: przyszli na jakąś zwykłą, kolejną imprezę czy może jest w tym wszystkim coś znacznie głębszego?

Praca we wspólnocie ma też swoje radosne chwile Fot. archiwum

Jak się dowiedziałam od ks. Kęstutisa, jest to wspólnota, w której ludzie leczą swoje rany ze wszelkiego rodzaju złych nałogów i uzależnień. Ludzie popularnie tę wspólnotę nazywają oazą Miłosierdzia. Tu wiele ludzi doznaje uzdrowień ducha i ciała, ludzie pod opieką doświadczonych lekarzy i księdza uwalniają się od narkotyków, alkoholu, gier hazardowych i innych nałogów. To wspólnota, w której jest dużo bólu, cierpienia i łez, ale równie dużo rodzinnego ciepła, radości i wielkiej Miłości. Tu bowiem tak wielu leczy swoje obolałe rany, które niekiedy przez wiele lat krwawiły. Niektórzy doznali tu prawdziwego przemienienia. Pomimo że grzeszni i okaleczeni, otoczeni są wielką miłością Boga i ludzi dobrej woli. Miłością, której dziś tak bardzo brakuje prawie każdemu z nas, ale to dzięki niej doznali przemienienia.

Po wykładzie specjalistycznym odbyła się uroczysta Msza św., która tym razem była nieco szczególna z dwóch powodów. Trzy osoby uroczyście otrzymały świadectwa, że ukończyły już leczenie i wyzbyły się swoich nałogów. Drugim powodem była wielka radość, że dwoje dorosłych mężczyzn zdało egzamin z katechezy i już następnym razem będą mogli przystąpić do pierwszej spowiedzi i Pierwszej Komunii św. Towarzyszyła temu wielka radość i oklaski. Miło było widzieć, jak osoby odbywające rehabilitację czytały Słowo Boże, wielu z nich przystępowało do komunii św. Każde takie spotkanie, odbywające się w pierwszą niedzielę miesiąca, kończy się zwykle równie uroczystą agapą (na pamiątkę uczty pierwszych chrześcijan po każdej wspólnej modlitwie).

W trakcie agapy nie tylko można się posilić, wypić kawę, ale także podyskutować, wymienić poglądy, podzielić się swoimi radościami i smutkami. Dodam, że podstawowe dania na stół zwykle szykują sami członkowie wspólnoty. To jak w jednej zgodnej rodzinie. A że atmosfera jest tu rzeczywiście bardzo serdeczna, świadczy fakt, że często przychodzą tu ludzie postronni z miasta, by trochę „pooddychać” tym duchem, by doświadczyć braterstwa i dobroci, jakie tu panują. Niekiedy niedzielna agapa solidnie się przedłuża, bo tym ludziom po prostu trudno jest się rozstać. Są tu przecież zawsze wysłuchani, zrozumiani, a przecież niekiedy najbliżsi już wykreślili ich ze swego życia. Wspólnota obchodzi tu także swoje święta, ma rozrywki kulturalne itp.

Małe święto dużej, zgodnej i kochającej się rodziny Fot.archiwum

Mimo woli nasuwają się mi na myśl zapiski z Dzienniczka św. Faustyny po jednym z objawień Jezusa. Jego słowa brzmiały: „Córko Moja – patrz w przepaść miłosierdzia Mojego i oddaj temu miłosierdziu Mojemu cześć i chwałę, a uczyń to w ten sposób – zbierz wszystkich grzeszników z całego świata i zanurz ich w przepaść miłosierdzia Mojego. Pragnę się udzielać duszom, dusz pragnę – córko Moja. W święto Moje – w święto Miłosierdzia, będziesz przebiegać świat cały i sprowadzać będziesz dusze zemdlone do źródła miłosierdzia Mojego. Ja je uleczę i wzmocnię.” (Dz. 206).

Cóż może być bardziej pocieszającego jak te słowa wypowiedziane przez Jezusa? W nich zawarta jest cała nadzieja i ostoja grzesznika. Za wstawiennictwem s. Faustyny znajdują się nowi promotorzy Miłosierdzia. Dobrym przykładem jest Wilno, o którym się mówi, że jest miastem Miłosierdzia. Wielu ludzi cicho, bez reklamy i oklasków poświęca się pracy z chorymi, ułomnymi i cierpiącymi. Jednym z takich jest właśnie ks. Kęstutis Dvareckas. Wiele w życiu widział i przeżył. Otarł się o zło i dobro. Niekiedy się mówi o tak zwanej błogosławionej winie. I w księdza przypadku właśnie tak było, bo zło, o które się otarł, było błogosławione, gdyż wydało wspaniały owoc miłości i Miłosierdzia.

W porę podana bliźniemu ręka pomoże mu zawsze powstać z błota Fot. archiwum

Z pewnością z wieloma rzeczami nie poradziłby sobie, gdyby nie łaska Boża, pomoc ludzka i modlitwy wielu osób. Te właśnie trzy filary dodają mu sił, bo od ponad pięciu lat skutecznie prowadzi tę placówkę pomocy chorym. Każdego, ktokolwiek do niego się osobiście zwróci, zawsze wysłucha, pocieszy, doradzi, doda otuchy, powie dobre słowo. Nigdy nie potępia za postępki, wręcz odwrotnie, mówi, że Bóg nawet największego grzesznika do siebie przytuli i wszystko mu wybaczy, jeśli ten tylko ze skruszonym sercem zwróci się do Boga. Zresztą Kościół nas naucza, że na nawrócenie się nigdy nie jest za późno. Bóg czeka niekiedy aż do ostatniej chwili naszego życia na nasze nawrócenie.

Poniżej przedstawiam tekst, który od lat jest nie tylko mottem życia księdza Kęstutisa, ale też pewną receptą na pogodę ducha, bardziej optymistyczne spojrzenie na życie ze wszystkimi jego niespodziankami, na lepsze fizyczne i duchowe samopoczucie.

„Każdy poranek budzi nas do nowego dnia. Dnia, który nie jest dla nas ani karą, ani też owocem naszych zasług. Daje nam dzień, który daje wiele kolejnych szans: coś naprawić, kogoś przeprosić, komuś wybaczyć, szansę cieszyć się i płakać, wyciągnąć i przyjąć rękę pomocy. Żeby jednak z tych wszystkich dobrodziejstw skorzystać, potrzebny jest jeden warunek. Muszę się obudzić. Obudzić właśnie ja i przyjąć samego siebie z miłością i wdzięcznością, a nie jak jakiegoś zbędnego intruza. Obudzić się, wstać i robić kolejny krok po kroku ku nowemu dniu ze wszystkimi zadaniami, które staną dziś przede mną. Muszę „przejść” ten dzień tak, by o zachodzie słońca z czystym sumieniem mógłbym powiedzieć: Panie, wykonałem”.

Papież Franciszek podczas Światowych Dni Młodzieży mówił podobnie, byśmy wstali wreszcie z naszych kanap i ruszyli w drogę. I nie chodzi tu o wstanie z konkretnej kanapy, ale o wstanie z kanapy naszego myślenia, zatwardziałego naszego serca, z kanapy naszej złości i zawziętości, z kanapy znieczulicy i wielu jeszcze innych kanap.

Osoby potrzebujące pomocy i wsparcia specjalistów (lekarzy i księdza) są zapraszane do wspólnoty „Aš esu” przy ul. šv. Stepono 37.

 

 

 

 

 

 

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.