5
„Oaza spokoju” – Wilno w pierwszych dniach wojny

image-84435

Pani Ostrobramska nawet podczas wojny czuwała nad miastem Fot. archiwum

W pierwszych dniach września 1939 r. wojna zdawała się być bardzo daleko od Wilna. 1 września mieszkańcy nie doświadczyli jeszcze bombardowań, a wileńska prasa zdawała się z optymizmem patrzyć w przyszłość.

Pewien niepokój budziły oczywiście niedogodności, jakie już pierwszego dnia wojny dały się odczuć. Już 1 września zarekwirowano na potrzeby wojska samochody osobowe i ciężarowe, co w efekcie spowodowało trudności w zaopatrzeniu sklepów. Półki były więc puste a mieszkańcy, którzy chcieli kupić podstawowe produkty, musieli sporą część dnia spędzać w kolejkach.
Pomimo braków w zaopatrzeniu i rosnących cen, przez pierwsze dwa tygodnie wojny życie w Wilnie było nieporównywalnie spokojniejsze niż w zachodniej i centralnej Polsce. Aleksandra Piłsudska, druga żona Marszałka, już wtedy wdowa, która w tych dniach przyjechała do Wilna razem z dziećmi z Warszawy, określiła w swoich wspomnieniach miasto jako „oazę spokoju”. Po pełnej niebezpieczeństw podróży przez pół ogarniętej wojną Polski, życie w mieście wydawało się płynąć niemal normalnie.

„Panował tam taki nastrój, jakby wojna toczyła się o tysiące kilometrów. Uniwersytet przygotowywano na otwarcie nowego roku akademickiego, codziennym tematem rozmów były żniwa, nowe nominacje na uniwersytecie i możliwość podwyższenia podatków. Dowiedziałam się, że samoloty niemieckie pokazały się nad miastem jedynie w pierwszych dniach wojny po to tylko, aby rzucić bombę czy dwie na lotnisko, skąd zaraz usunięto nasze maszyny. O tym nalocie teraz już niemal zapomniano. Od czasu do czasu docierały do nas wieści z frontu, przywożone przez żołnierzy w drodze z jednego miejsca na drugie” – pisała Aleksandra Piłsudska w swoich wspomnieniach o pierwszych chwilach pobytu w Wilnie.
Nastroje wśród mieszkańców wydawały się raczej optymistyczne. W wygraną i szybkie zakończenie wojny nieugięcie wierzyła wileńska prasa. „Wojna 1939 roku będzie znacznie krótsza niż w roku 1914. Zakończy się prawdopodobnie wewnętrznym załamaniem się Niemiec i kapitulacją” – przekonywał na łamach „Kuriera Wileńskiego” poeta i publicysta Kazimierz Leczycki. Nadzieję podsycała informacja o przystąpieniu do wojny Francji i Wielkiej Brytanii, jaka pojawiła się we wtorek, 5 września. O rychłej przegranej Niemców przekonywało również „Słowo”.

image-84436

Aleksandra Piłsudska Fot.archiwum

Wileński spokój nie miał jednak trwać długo. Przerwało go na długie lata wycie syren w sobotę, 16 września o 9 rano. W ciągu kilku minut lotnictwo niemieckie zbombardowało stację kolejową i wiele domów mieszkalnych, po pierwszym nalocie nastąpił kolejny. „Tym razem, piloci ośmieleni brakiem obrony przeciwlotniczej, sprowadzili maszyny nad same dachy. Ostrzelany został orszak pogrzebowy i kobiety czekające przed piekarnią. Były ofiary wśród mieszkańców domu dla starców i wśród chłopców grających w piłkę nożną na łące przy rzece” – opisywała Piłsudska .
Naloty trwały przez 5 godzin. Po ich zakończeniu Aleksandra Piłsudska wyszła z domu na dyżur do Czerwonego Krzyża.

„Po drodze, chociaż każdy ambulans, jaki był w mieście, zbierał zabitych i rannych, widziałam wiele ofiar. Między innymi, pamiętam, na noszach małą dziewczynkę, uśmiechniętą, jak gdyby przez sen, z lalką w ramionach. Żołnierz pomagał sanitariuszom Czerwonego Krzyża wnosić trupa do ambulansu. Widziałam, że nastąpił na coś butem w rynsztoku. Schylił się i łzy mu napłynęły do oczu. W ręku trzymał pantofelek lalki.

„Ja też mam dzieci – rzekł ochryple – alem rad, że dziś wracam do oddziału. Od małego służę w wojsku, w niejednej wojnie się biłem, ale ta to całkiem inna. Ciężko się do niej przyzwyczaić”.

Poszłam dalej. Naprawdę całe wieki wielkiego wysiłku cywilizacyjnego musiałyby pójść na marne, gdyby ludzie pogodzili się z masową rzezią słabych i bezbronnych. Nieco dalej natknęłam się na gromadkę kobiet przed proklamacją czy też afiszem na murze. Zatrzymałam się i ja. W ordynarnych, złą polszczyzną pisanych słowach, Niemcy bluźnili, że tak jak Matka Boska Częstochowska okazała swoją łaskę Führerowi, tak i Matka Boska Ostrobramska otoczy go opieką, na dowód czego wojska niemieckie wkroczą do Wilna dnia następnego, właśnie w sam czas na Mszę św. w południe” – pisała w swoich wspomnieniach wdowa po Marszałku.
Następny dzień, czyli 17 września miał być jednak o wiele bardziej tragiczny. To nie Niemcy mieli wkroczyć do Wilna, a inny wróg, który zbliżał się ze Wschodu, przekreślając nadzieję na zwycięstwo i szybkie zakończenie wojny. Mimo to wilnianie nie tracili nadziei. „Ostateczne zwycięstwo przypadnie państwom zachodnim i na to ani Niemcy, ani Sowiety nie poradzą. Możemy być pewni tego zwycięstwa ostatecznego” – pisał Stanisław Cat-Mackiewicz w ostatnim numerze „Słowa”, jaki wyszedł 18 września 1939 r. Następnego dnia Wilno opanowali sowieci.

 

5 odpowiedzi to „Oaza spokoju” – Wilno w pierwszych dniach wojny

  1. Dudak mówi:

    Albo ten „noż w plecy” mial jakieś większe znaczenie – wojna była przegrana już do 17 września,denerwują zaś te zbitki słowne,które wędrują z artykułów do artykułów,a najwięcej sposób myślenia,jaki narzucili dziś – a i od razu po wojnie – większości polskich historyków,nasi nowi sojusznicy i przyjaciele,którzy z taką szewską pasją chcieli z pomocą Hitlera zniszczyć ZSRR,że zapomnieli ,iż na drodze ostatniego leży Polska,a której nigdy nie rozpatrywali jako poważnego tworu politycznego,ale tylko korytarza w drodze na wschód.Tak samo jest i dzisiaj.

  2. Ali mówi:

    @Dudak : Przecież „nóż w plecy” należy połączyć z paktem Ribbentrop-Mołotow, a konkretnie z tajnym protokołem do tego paktu. Hitler, zanim napadł na Polskę, postanowił zabezpieczyć się na Wschodzie. Bez takiego zabezpieczenia dziesięć razy zastanowiłby się zanim by zaatakował nasz kraj. Stalin mu jednak pomógł, bo przy okazji ubił swoją pieczeń. Wkrótce zajął nie tylko wschodnią Polskę, ale także Litwę, Łotwę, Estonię, Besarabię i Północną Bukowinę. Wyprawił się także na Finlandię, ale tam czekała go niespodzianka.
    Taką to „pokojową politykę” prowadził wódz ZSRR wraz ze swoją kamarylą.

  3. Dudak mówi:

    @Ali.Dla mnie dziś jest ostatecznie jasne,że zmowa monachijska miała trzy odsłony :zdrada czy sprzedaż Czechosłowacji,”zapomnienie” o Polsce i atak na ZSRR,czyli „Plan Barbarossa”jako cel ostateczny nie tylko III Rzeszy..Wszystko zepsuli Japończycy,zmuszając USA do wojny po stronie antyhitlerowskiej koalicji,bo inaczej…ale zbliża się mecz…stawiam na remis…podpiszmy rozejm…he-ha-he !

  4. Ali mówi:

    No bez przesady ! Co by nie powiedzieć to Wielka Brytania w latach 1940-1941 samotnie walczyła przeciwko III Rzeszy. W tym czasie ZSRR był cichym sojusznikiem Hitlera.
    Co do Japonii : Zaatakowała USA, ale do końca II wojny w Europie nie atakowała ZSRR. Mało tego: 14 kwietnia 1941 zawarła z ZSRR pakt o nieagresji ważny , jeśli dobrze pamiętam, na 15 lat. Po Hiroszimie i Nagasaki Stalin złamał tę umowę z Japonią atakując jej wojska w Mandżurii.
    USA zaatakowane w grudniu 1941 przez Japonię wcale nie musiały wypowiadać wojny Hitlerowi. Nie musiały walczyć z dwoma potężnymi przeciwnikami na dwóch kontynentach. Mogły zachować się wobec Niemiec tak jak Stalin w latach 1941-1945 wobec Japonii. Mogły walczyć tylko z Japonią, a wojnę z Niemcami zostawić ZSRR i Anglii. Nie zrobiły tego.

  5. Ali mówi:

    Przepraszam za drobną pomyłkę : Formalnie to Hitler wypowiedział wojnę USA nazajutrz po japońskim ataku na Pearl Harbor, ale Stany wcale nie musiały podejmować z nim walki. Technicznie Niemcy nie mogły wówczas sięgnąć zbrojnie Ameryki. W trakcie II wojny większość państw Ameryki Łacińskiej formalnie wypowiedziała Niemcom wojnę. Żadne z nich nie musiało jednak brać w niej rzeczywistego udziału.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.