1
Wakacje Miłosierdzia Bożego w malowniczych Narwiliszkach

image-84458

Wspólne omawianie całego dnia pracy

Przed paroma dniami zakończył się ostatni turnus wakacji dla dzieci (53 osoby) z najbiedniejszych i nieprzystosowanych rodzin rejonu solecznickiego. Wypoczynek odbywał się w XVI-wiecznym pałacyku w malowniczych Narwiliszkach, tuż przy granicy z Białorusią.

Organizatorem wakacji była solecznicka Wspólnota Miłosierdzia Bożego, którego prezesem, głównym organizatorem i niestrudzonym motorem jest Tadeusz Romanowski. Obóz odwiedziliśmy na dzień przed zakończeniem turnusu.

Były to już trzeci tego rodzaju turnus dla dzieci z tego rejonu w tym roku. Dwa poprzednie odbywały się w Polsce. Odpoczynkowi, jako motto, towarzyszyły trzy podstawowe tezy: „Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”, „Modlitwą i pracą, ludzie się bogacą oraz „ Jeżeli uwierzysz, to zobaczysz”.

image-84459

Rozśpiewana gromadka przed pałacykiem

Jak głosi podanie, zamek, w którym przebywały dzieci, został wybudowany w końcu XVI wieku. Dokonał tego bogaty kupiec, Vaitiekus Sorc, który zakochał się w pięknej, młodej hrabiance, Dorocie Zienowicz a którą pojął potem za żonę. To do dla niej wybudował to cudo. Po śmierci męża wdowa sprowadziła na Litwę Zakon Franciszkanów Mniejszych, którzy mieszkali tam 200 lat. W ciągu swego istnienia zamek przeżył wiele mniejszych i większych tragedii. Ostatecznie w roku 2002 rozpoczęto jego rekonstrukcję i dziś już niemal w pełnej krasie może przyjmować gości.

Od kierownika grupy, Tadeusza, dowiedzieliśmy się, że całą grupą opiekuje się sześciu wolontariuszy. Najmłodszy uczestnik wczasów ma półtora roczku, nazywa się Jacek i był na wypoczynku ze swoją głuchoniemą mamą Eweliną W dniu, gdy przybyliśmy, tuż po śniadaniu niemal cała gromadka dzieciaków powitała nas wesołymi oklaskami. Potem, Barbara Suckiel, z zawodu muzyk, zebrała dzieci, aby powitać nas piosenką, którą zwykle witają gości: Wszyscy wam życzyli to i owo / A my wam życzymy żyjcie zdrowo / Aby wam Pan Jezus błogosławił / I na długie lata żyć zostawił.

image-84460

Po bieganiu i zabawie trzeba fryzurę poprawić!

Dzieci coś tam jeszcze majsterkowały przy zabawkach, układały jakieś rysunki itp., a my poznawaliśmy historie niektórych z nich. Wiktoria np. pójdzie do szóstej klasy, mieszka z bratem i siostrą oraz tatą, dlatego często musi, i obiad ugotować, i w domu posprzątać, gdy tato jest w pracy. Na obozie też nie próżnowała, bo na naszych oczach z elastycznych gumeczek dosłownie w ciągu kilku minut wyplatała piękne, kolorowe bransoletki i dawała w prezencie koleżankom.

Okazało się, że nikt na wakacjach się nie nudził. O godzinie ósmej była pobudka, następnie gimnastyka, o dziewiątej krótka modlitwa i śniadanie. Potem praca przez godzinę: niektórzy pomagali paniom przygotować do obiadu ziemniaki, warzywa, inni sprzątali teren, jeszcze inni (pięcioosobowa grupka chłopców) niemal codziennie pracowała na przyległym do zamku cmentarzu, głównie odchwaszczając groby. W południe był czas na krótką modlitwę za zmarłych Anioł Pański, po obiedzie Msza św., podczas której dzieci śpiewały, potem Koronka do Miłosierdzia Bożego. Był też czas wolny na gry i zabawy, czyli wszystkiego po trochę, aby cały dzień był zajęty.

Jak się nam udało zauważyć, cała grupa była się bardzo rozśpiewana i śpiewała nawet przy pracy czy zabawie. Jednak pośród wielu pieśni, chyba najbardziej wzruszająca była ta, zatytułowana „Serduszko”, której słowa tak oto brzmią: „Puk, puk, cichutko serce daje znak/ Kto mi odpowie dla kogo puka tak/ Dla Ciebie bije me serduszko, Boże/ Choć jest maleńkie, lecz potrafi kochać już/ Byś wiedział, że Cię kocha w każdej porze / Puk, puk, puk”.

Niektóre dzieci były po raz pierwszy na takim obozie, a niektóre po raz drugi i nawet trzeci. Wśród odpoczywających bywają też czasem dzieci opiekunów. I nie dlatego, że są biedne lub mają złe warunki w domu, ale dlatego, że rodzice-opiekunowie chcą uczyć ich miłości, miłosierdzia, umiejętności współżycia z innymi i dzielenia się wszystkim.

Barbara Suckiel jest już po raz trzeci na takim obozie i zdaje się, że na dobre ją to dzieło miłosierdzia przekonało.

image-84461

Tadeusz Romanowski z grupką milusińskich

– Do tego nie da się siebie zmusić, trzeba raz spróbować i na pewno się pokocha. Owszem, tego rodzaju praca wymaga zarówno hartu ducha, jak i hartu ciała. Tu musi być inne podejście do dzieci, bo one potrzebują szczególnej uwagi, miłości oraz ciepła. Trzeba więc też w sobie ćwiczyć cierpliwość i pokorę, nauczyć się pokonywać swoje wady. To dość trudna, ale jakże wspaniała, nie tylko lekcja, ale i szkoła życia. Początkowo myślałam, że to ja coś daję tym dzieciom, a tymczasem życie pokazało, że jest odwrotnie. To ja bardzo wiele tu się nauczyłam i dziś jestem głęboko przekonana, że o wiele więcej wzięłam niż dałam – zwierza się Barbara. Sama przyjechała też ze swoimi dwoma maluchami, by już od kolebki zaszczepiać w nich miłość do bliźniego.

Ile dzieci, tyle trudnych, a niekiedy nawet bardzo bolesnych losów. Tyle też charakterów, różnorodnych nawyków, dlatego niemal każde dziecko wymaga innego, często bardzo indywidualnego podejścia i nie zawsze wystarczą tylko wiadomości pedagogiczne, trzeba jeszcze mieć intuicję. Wychowawcy i opiekunowie robią wszystko, żeby dzieci odjechały z jak najlepszymi wrażeniami, panie w kuchni też się bardzo starają, by posiłki były nie tylko smaczne, ale zawsze świeże i urozmaicone.

A skoro już jesteśmy przy historiach dzieci. Bardzo często powodem ich ciężkich losów jest trudna sytuacja materialna w domu. Często brakuje jedzenia, nie mówiąc już o jakimś przyzwoitszym ubraniu. Dla dorosłych jest to zwykle mniej upokarzające, ale dla dzieci bardzo. Przecież do tej samej szkoły często chodzą i dzieci biedne, i te z bogatszych rodzin. Wiadomo przecież, że czasem lepiej ubrane dzieci szydzą z tych biedniejszych, czasem nawet specjalnie chwalą się tym, że mają drogie buty, nowoczesną komórkę, ładniejszy plecak itp. Takie biedniejsze dziecko już w szkole czuje się gorsze, wpada w kompleksy, zamyka się w sobie, to także negatywnie odbija się na ich nauce.

image-84462

Chłopcy porządkują miejscowy cmentarz

Rozmowa z jedną z dziewczynek szczególnie mnie wzruszyła. Taty swego w ogóle nie znała, mieszkała tylko z mamą. Los chciał, że mama wcześnie zmarła i wzięła ją do siebie, już w dobrze podeszłym wieku, babcia. Opiekowała się nią i troszczyła, jak tylko mogła. Babci nie było dane jednak dłużej pożyć i dość szybko też odeszła. Kilkuletnia dziewczynka została absolutnie sama na tym świecie, bo nie miała żadnych krewnych. Przez pewien czas sąsiedzi przynosili dla niej jakieś tam jedzenie, ale najgorzej było nocą. Dziewczynka bała się spać w mieszkaniu, w którym zmarła babcia, dlatego spała w psiej budzie. Wreszcie ktoś się nią zainteresował i zabrano ją do domu dziecka.

– Tam właściwie było dobrze, bo i jedzenie w porę i czysta pościel, ale mnie brakowało bardzo tego ciepła, przytulenia się do kogoś bliskiego – opowiada moja rozmówczyni, dziś już uczennica czwartej klasy.

image-84463

Pałac w Norwieliszkach w całej krasie

Często się mówi, że niezbadane są wyroki Boże i chyba tak jest. Stosunkowo szybko znalazła się pewna bardzo porządna rodzina, która nie miała dzieci i adoptowała tę sierotę. Dziś dziewczynka ma wspaniałą, kochającą ją rodzinę, dobre warunki materialne, a do nowych rodziców mówi mamo i tato. Zresztą tu nie trzeba było wielu słów, bo na własne oczy przekonaliśmy się, jak to dziecko lgnęło do przybranego ojca, który jest bardzo aktywnym członkiem Wspólnoty Miłosierdzia.

– Ona jest moją prawą ręką, nie tylko w czymś pomagając, ale niekiedy udziela mi naprawdę dobrych i cennych porad, w jaki sposób nawiązać kontakt z tym lub innym dzieckiem, czym je zainteresować – zwierza się tato.
– Nie wiem, jak to było, ale wierzę, że to sam Bóg odszukał tę biedną dziewczynkę i dał mi taki wspaniały prezent – dodaje.

W kontekście losów tej dziewczynki, przypomniały mi się wersy bardzo pięknej pieśni: „Rozpięty na ramionach / Jak sokół na niebie / Chrystusie, Synu Boga / Spójrz proszę na ziemię / Pociesz zrozpaczonych, chleba daj głodującym. / Modlących Ciebie słuchaj / I wybacz umierającym / Spójrz cierpienia sokole na wszechświat, na ziemię / Na cichy ciemny Kościół, dziecko wzywające Ciebie”.

image-84464

Miejscowy kościółek pw. Matki Bożej Miłosierdzia

Ludzie często powiadają, że człowiek strzela, a Pan Bóg kule nosi. I chyba niemało jest w tym prawdy. Materialnie wspólnocie się nie przelewa, a czasem nawet bywa bardzo krucho finansowo, często jednak, niemal w ostatniej chwili, znajdzie się jakaś pomocna dłoń. Wspólnota szczególnie dużo zawdzięcza Robertowi Sługockiemu z Polski, który wspiera ją ubraniami, obuwiem, zabawkami, Bożenie Łozowskiej z rejonu wileńskiego, która zaopatrzyła najbiedniejsze dzieci w obuwie sportowe, Stowarzyszeniu Odra-Niemen, Stowarzyszeniu „Traugutt” z Polski, polskiej Telewizji Trwam, Waldemarowi Tomaszewskiemu, księdzu Józefowi Aszkiełowiczowi, samorządowi rejonu i wielu, wielu innym, często anonimowym darczyńcom.

– To nas bardzo cieszy, że ludzie nie są obojętni na biedę i cierpienia bliźnich, ale też trochę smuci, że zbyt ospale i niemrawo reagują na to nasi miejscowi mieszkańcy. Rozumiem, że nie każdego stać, ale nie brak też i takich, którym nie sprawi większego problemu, jeśli przynajmniej parę euro ofiarują kilka razy w roku na szczytny cel. Z całego serca apeluję do wszystkich naszych mieszkańców o trochę więcej wrażliwości wobec potrzebujących – powiedział prezes stowarzyszenia, Tadeusz Romanowski.

Fot. Marian Paluszkiewicz

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Jedna odpowiedź do Wakacje Miłosierdzia Bożego w malowniczych Narwiliszkach

  1. Lenkas mówi:

    Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego? Opiat’ skripit potiortoje sedlo i veter beredit byluju ranu… Dumas w wersji radzieckiej: Odin za wsech i wse za odnogo…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.