0
Ksiądz z parafii im. św. Jana Bosko – Kawalerem Orderu Gwiazdy Włoch

Ksiądz salezjanin Massimo Bianco pełniący posługę duszpasterską w wileńskiej parafii św. Jana Bosko został odznaczony Orderem Gwiazdy Włoch (Ordine della Stella d’Italia)

14 września w ambasadzie Włoch w Wilnie miała miejsce nadzwyczaj miła uroczystość. Księdzu salezjaninowi, Massimo Bianco, pełniącemu posługę duszpasterską w wileńskiej parafii św. Jana Bosko został wręczony Order Gwiazdy Włoch (Ordine della Stella d’Italia). Z tej okazji poprosiliśmy salezjanina o rozmowę.


Składając jak najszczersze gratulacje z okazji tak wysokiego odznaczenia, chcielibyśmy zapytać, czy nie czuł się ksiądz samotnie w tak ważnej dla niego chwili, z dala od najbliższych?

Bynajmniej, moi najbliżsi byli ze mną. Z Turynu, skąd pochodzę, przyjechał mój 92-letni ojciec, brat z żoną, zebrali się moi przyjaciele, znajomi Włosi, którzy pracują obecnie na Litwie.

Może krótko o motywacji przyznania przez prezydenta Włoch, Sergio Mattarella, tak wysokiej nagrody.

Skrótowo – jest to ocena mojej dotychczasowej pracy tu, na Litwie i misjonarskiej w Afryce. My salezjanie otrzymaliśmy od swego założyciela, świętego Jana Bosko – jednego z najwybitniejszych synów Kościoła – tak szeroko określony program duchowości, który proponujemy młodzieży, by pomóc w wychowaniu na uczciwych obywateli i dobrych chrześcijan. Młodzi ludzie są zapraszani, by stali się przewodni­kami i apostołami dla innych młodych. Historia św. Jana Bosko pokazuje, że włą­czał on swoich wychowanków do pracy wychowawczej i ewangelizacyjnej. Tym samym, jakby przekazywał im część odpowiedzialności za swoich rówieśników, także w formie różnych grup i towarzystw młodzieżowych. To bardzo skrótowo, albowiem w życiu codziennym obejmujemy swym zasięgiem najbardziej potrzebujących, trudnych nastolatków, ubogich, osoby wracające z zakładów poprawczych, więzień.

Prezydent Włoch Sergio Mattarella tak wysoko ocenił pracę kapłana – na Litwie i misji w Afryce

Jest ksiądz na Litwie prawie 17 lat. A co było przedtem?

Afryka i przez pewien czas Moskwa. W Afryce byłem w Nigerii. Po raz pierwszy udałem się tam jeszcze jako kleryk w roku 1989, potem w roku 1991 oraz 1995. To było dla mnie bardzo trudne i ciekawe wyzwanie. Przybyłem do kraju bardzo sprzecznego, albowiem chrześcijanie, którzy dominują w południowej i centralnej części Nigerii, są tam prześladowani. W ostatnich latach dochodzi do znacznego nasilenia przemocy w stosunku do chrześcijan w północnej i środkowej Nigerii. W wyniku licznych aktów terroru i pogromów śmierć poniosły tysiące osób, w tym wielu duchownych. A przecież Nigeria posiada najliczniejszą społeczność chrześcijańską spośród krajów afrykańskich – ponad 80 milionów osób należy do kościołów różnych wyznań. Najliczniejsze grupy chrześcijańskie to protestanci oraz katolicy.

Proszę opowiedzieć o języku i celebrze Mszy świętej.

Językiem urzędowym jest angielski, którym porozumiewają się ludzie różnych grup etnicznych. Najbardziej liczną grupą są Jorubowie, którzy dominują na południowym zachodzie. Połowa z nich to chrześcijanie. Chrześcijańska Ibo jest największą grupą etniczną na południowym wschodzie. Nie jest także jednolita pod względem wyznaniowym. Co prawda, przeważają w niej katolicy, ale anglikanie, zielonoświątkowcy i ewangelicy także zajmują silną pozycję. Msze święte starałem się celebrować w języku mieszanym. Sam nawet się dziwię, ale wierni mnie rozumieli, a przecież języki te nie należą do łatwych.

Codzienna posługa duszpasterska

No i niełatwym do opanowania był też zapewne litewski oraz polski, wszak ks. dyrektor pracuje obecnie w parafii mieszanej. A co w ogóle ksiądz wiedział o Litwie przed przyjazdem?

Mówiąc szczerze, bardzo niewiele. Początkowo nawet na mapie studiowałem granice tego kraju, ale mój przyjazd był o tyle łatwiejszy, gdyż dwa lata przede mną pracował tu już obecny proboszcz naszej parafii, Alessandro Barelli, z którym pochodzimy z tego samego miasta.

Nauczyć się języka chyba nie było łatwo…

Miałem doskonałych pedagogów, dwie panie: Irenę, która uczyła mnie litewskiego i panią Danutę od polskiego. Dzięki nim sobie radzę. Miałem już czas, by oba języki poznać i zgłębić, w listopadzie bieżącego roku mija 17 lat, odkąd pracuję na Litwie.

Początkowo było Kowno?

Nie, Wilno. Od roku 2000 do 2001, a potem w ciągu lat 11 pracowałem w Palemonasie, niedaleko Kowna. Od lat pięciu jestem znów w Wilnie w parafii św. Jana Bosko.

Nowe języki były zapewne najtrudniejszym wyzwaniem, kiedy ksiądz przyjechał do naszego kraju?

Najcięższym był klimat. Trafiłem akurat w okresie smutnej, dżdżystej jesieni. Dni krótkie, ciemne, brak słońca. Ale zastępuje mi jego niedobór życzliwość ludzi, którzy mile przyjmują na Litwie księży, okazują im należyty szacunek. Cieszy, że ludzie tego kraju są mocno wierzący, że zachowują piękne tradycje, dbają o wychowanie dzieci w duchu najważniejszych wartości, które im przekazali ich przodkowie. Dotyczy to i Polaków, i Litwinów. Zauważyłem, owszem, pewne różnice między jednymi i drugimi. Litwini są bardziej powściągliwi, Polacy bardziej emocjonalni. Ale jedni i drudzy są mocno wierzący, sowietyzacja tego nie zatarła, wręcz odwrotnie.

Miał ksiądz już czas na poznanie Litwy?

Nie tak, jakby się chciało. Jestem urzeczony Szydłowem, Drogami Krzyżowymi w Kalwarii Wileńskiej oraz Żmudzkiej, które jednoczą wielu wiernych. U nas, we Włoszech, procesje są bardziej teatralizowane, te tutejsze są bliskie sercu, naturze. To wzrusza. Jeżeli chodzi o Wilno, to jak mam wolną chwilę, wybieram się na spacer od Ostrej Bramy do Katedry. To przepiękna trasa wież kościelnych… Czasu jednak stale brak.

Zdjęcie pamiątkowe z obozu letniego z młodzieżą w Twereczu (rej. ignaliński)

Każdy parafianin to doskonale widzi, wszak praca salezjanów z młodzieżą jest wyjątkowa.

Kościół nie może ograniczać się jedynie do liturgii. A naszym zadaniem, jak wspomniałem powyżej, jest praca z dziećmi i młodzieżą obejmująca różne formy. W naszej parafii działają chóry dziecięce i młodzieżowe, wspólnoty gromadzące ministrantów. Z inicjatywy ks. Alessandro Barelli działa salezjańskie oratorium, gdzie dzieci i młodzież spędzają czas wolny. Udało się nam wychować sporą grupę animatorów, którzy prowadzą zajęcia wśród młodszych kolegów i zawsze są pomocni przy parafii. Charyzmatem zgromadzenia salezjańskiego jest praca z dziećmi i młodzieżą, zorganizowanie im czasu wolnego, by mogli go spędzać treściwie, kształcąc swoje zdolności. Stąd też obok świątyni powstał w Leszczyniakach dom parafialny, w którym są salki do spotkań, jest boisko do gry w koszykówkę. Zaangażowane przez cały rok szkolny dzieci i młodzież mają też latem organizowane półkolonie. A w miejscowości Twerecze (rej. ignaliński) dom wykorzystywany jest na wyjazdy rekolekcyjne oraz rekreacyjne młodzieży. Mamy sporo wolontariuszy wśród Litwinów oraz rodzin polskich, chcemy docenić ich zaangażowanie przy parafii, organizując im np. wyjazdy podczas wakacji. Takie wspólne przebywanie z młodzieżą wykorzystujemy na formowanie w nich postawy chrześcijańskiej, ewangelizowanie młodzieży.

Tym niemniej, jeżeli chodzi o nowe powołania, chyba nie ma ich za dużo?

Trzeba odrodzić ziarno wiary. Czasami młodym brakuje odwagi. Mamy już nowego kleryka salezjanina Vytautasa, więc powoli, powoli i na pewno nasze zgromadzenie na tych terenach będzie liczniejsze.

Czy ksiądz jest pierwszym duchownym w swej rodzinie?

Na dzisiaj tak. Ale jeżeli chodzi o przeszłość, to ze strony mamy byli księża salezjanie, którzy pracowali na misji w Ameryce Południowej.

Fot. Marian Paluszkiewicz

 

 

 

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.