0
Ta trudna codzienność nauczycieli…

To nauczyciel jest najbliżej ucznia – codziennie, nie tylko w święto…

5 października, jak co roku na Litwie, obchodzimy Światowy Dzień Nauczycieli. Został on ustanowiony przez UNESCO w celu wyrażenia uznania dla setek tysięcy nauczycieli i edukatorów na całym świecie.

Jest takim dniem w roku, kiedy w sposób szczególny mówi się o znaczeniu pracy osób uczących w szkołach, przedszkolach i uczelniach wyższych. Życzenia i kwiaty powędrują dziś do nauczycieli również w szkołach polskich na Litwie.
Obecnie na Litwie funkcjonuje 70 szkół i 16 filii z polskim językiem nauczania. Naukę pobiera w nich ponad 11,5 tys. uczniów. Wiedzę przekazuje im 2,5 tysiąca nauczycieli i wychowawców przedszkolnych.
Zdaniem UNESCO, zdrowe i rozwijające się społeczeństwo nie może istnieć bez nauczycieli. Obchody Światowego Dnia Nauczyciela są okazją do podkreślenia wiodącej roli pedagogów w zapewnieniu najwyższej jakości edukacji na wszystkich poziomach.
Na tegorocznym święcie nauczycieli na Litwie cieniem kładzie się spór zbiorowy. Sześć oświatowych związków zawodowych 26 września wręczyło premierowi, Sauliusowi Skvernelisowi, pismo, żądając spełnienia ośmiu postulatów.
Jak twierdzą związkowcy, zostały one uzgodnione w czerwcu z resortem oświaty. Rząd ma czas na ich spełnienie do symbolicznej daty 5 października, Międzynarodowego Dnia Nauczyciela. Jeżeli nie uda się dojść do porozumienia, związki zawodowe „pozostawiają prawo do zapowiedzenia bezterminowego strajku branży oświatowej”.
Pod żądaniami złożyły podpisy Litewski Związek Zawodowy Placówek Oświatowych (przewodniczący Eugenijus Jesinas), Związek Zawodowy Oświaty Litwy (Audrius Jurgelevičius), Związek Zawodowy Nauczycieli Litwy (Jūratė Voloskevičienė), Związek Zawodowy Pracowników Oświaty Litwy (Andrius Navickas), Związek Zawodowy Nauki i Oświaty „Solidarumas“ (Ramutė Minkevičienė) i Stowarzyszenie Związków Zawodowych Uczelni Litwy (Asta Lapinskienė).

Nauczyciele na Litwie niejednokrotnie upominali się o podwyżki

Związki zawodowe żądają wprowadzenia etatowego wynagrodzenia z 20 proc. podwyżką, zniesienia „nożyc” przy naliczaniu płacy zarobkowej, zmniejszenia liczby uczniów w klasie, zwiększenia wynagrodzeń, w tym również pedagogom nauczania przedszkolnego i wczesnoszkolnego, podwyżek dla wykładowców i pracowników naukowych.
Zdaniem premiera, nie wolno inwestować w obecny system oświaty, ponieważ wymaga on zreformowania.
Co niepokoi dziś oświatowców? Który trybik w systemie oświaty szwankuje? Co zaś napawa nauczycieli radością?
– Może nie wszystko zależy od pieniędzy, ale w tym przypadku finansowanie jest bardzo ważne – uważa Regina Markiewicz, kierowniczka wydziału oświaty w samorządzie rejonu solecznickiego – Trzeba jeszcze raz rozważyć kwestię finansowania „koszyczka ucznia” i „koszyczka klasy”. „Koszyczek klasy” jest wygodny w przypadku mniejszych szkół, jeżeli zaś chodzi o większe szkoły, finansowania zaczyna brakować.
Jak mówiła „Kurierowi Wileńskiemu” Regina Markiewicz, kolejnym, wielkim problemem jest ujednolicony program nauczania z języka litewskiego, który obowiązuje obecnie również w klasach początkowych.
– Mamy problemy w klasach początkowych, ponieważ większość dzieci z polskich rodzin nie zna języka państwowego. Bardzo trudno jest od razu zacząć naukę języka litewskiego na takim samym poziomie, jak dziecko, które uczy się litewskiego jako ojczystego. Widzę rozwiązanie np. poprzez nauczanie dzieci w mniejszych grupach, np. pięcioosobowych, tak, by nauczyciel mógł z nimi pracować indywidualnie. Ale na to też potrzebne są pieniądze – mówi Regina Markiewicz.
Podobnie uważa Józef Kwiatkowski, prezes Stowarzyszenia Nauczycieli Szkół Polskich na Litwie „Macierz Szkolna”.

– Martwi mnie nierozstrzygnięty, odgórnie narzucony problem, czyli ujednolicony język litewski, który jest dzisiaj zmorą i nauczycieli, i uczniów. Drugi problem, to brak egzaminu z języka polskiego na liście obowiązkowych egzaminów maturalnych – powiedział prezes Macierzy.
Zdaniem nauczycieli, poważnym problemem jest też przeciążenie uczniów i nauczycieli programami nauczania.

– Przede wszystkim niepokoi to, że programy nauczania są bardzo przeładowane. Z jednej strony, musimy kształcić uczniów, ale z innej strony, uczeń, który ma 7 trudnych lekcji dziennie, musi dodatkowo odrobić zadania domowe i na skutek tego tym dzieciom, które sumiennie się uczą, brakuje po prostu wolnego czasu na własne hobby, na poczytanie lektur, na obejrzenie programu edukacyjnego, na zwiedzanie. Niektórzy szykują się również do olimpiad, konkursów, co jest ogromnym obciążeniem. Myślę, że gdyby lekcji było mniej, byłoby dużo łatwiej – powiedziała „Kurierowi Wileńskiemu” Andżeła Dajlidko, wicedyrektor Gimnazjum im. Michała Balińskiego w Jaszunach.

Józef Kwiatkowski

Dzień pracy ucznia, który sumiennie wykonuje swe obowiązki, znacznie przekracza ustawowy 8-godzinny dzień pracy dorosłego człowieka. Podobnie nauczyciele, po 7-8 lekcjach spędzonych w szkole muszą dodatkowo w domu wykonać pracę, niewidoczną gołym okiem: sprawdzić zeszyty, wystawić opisowe oceny, przygotować lekcje na następny dzień.
– Pierwsza lekcja nie będzie równie dobra jak siódma. To nie dlatego, że nauczyciel jest niewykwalifikowany, tylko dlatego, że jest zwyczajnie zmęczony, to ogromne obciążenie fizyczne – twierdzi wicedyrektor Andżeła Dajlidko.
Jak mówi, w codziennym procesie nauczania brakuje czasu na kształtowanie wartości duchowych czy też na przygotowanie zawodowe uczniów.

– Uczeń musi opuszczać szkołę przygotowany do życia, ze świadomością tego, co potrafi i co chce w życiu robić, gdzie chce studiować, kim chce być. Na szukanie odpowiedzi na te pytania w szkole brakuje czasu. W 45 minut nie da się odpytać uczniów z pracy domowej, wyjaśnić nowy temat i przygotować do życia – zaznacza wicedyrektorka.
Dzisiejsze programy nauczania przewidują samoświadomość dzieci w zdobywaniu wiedzy. W związku z tym rola nauczyciela zmienia się, musi on stać się przewodnikiem w zdobywaniu wiedzy, kierować procesem poznawczym, pomagać w wyjaśnianiu trudnych tematów, dziecko zaś powinno zająć się samoedukacją.
Tymczasem nawet wśród młodzieży gimnazjalnej tylko nieliczne osoby mają świadomość potrzeby samokształcenia. Szkolny materiał „do przerobienia” jest tak obszerny, że nie da się tylko kierować procesem i tylko pomagać. Wiele wysiłku trzeba również włożyć w wytłumaczenie nowego tematu.
Mimo wszelkich zgrzytów w systemie edukacji to nauczyciel spędza pół dnia w szkole z uczniem, jest najbliżej, wspiera, kształtuje, uświadamia, uczy.

Regina Markiewicz

– W naszym rejonie cieszy to, że wszystkie dzieci mają warunki do nauki w języku ojczystym. To jest wielka radość i wielka wartość, że dziecko może zdobyć wiedzę w języku ojczystym – mówi Regina Markiewicz, kierowniczka działu oświaty samorządu rejonu solecznickiego.
– W naszym gimnazjum cieszy mnie rosnąca liczba uczniów: oznacza to, że rodzice ufają nam, oddając dzieci do polskiej szkoły, wierzą, że potrafimy dać odpowiednie wykształcenie. Mamy ładną, wyposażoną szkołę, klasy, całe środowisko szkolne sprzyja wychowaniu i kształtowaniu nowych umiejętności i kompetencji – dodaje wicedyrektor Andżeła Dajlidko.
Jak mówi, bardzo ważne jest też to, że w gimnazjum nie brakuje nauczycieli, że są oni wykształceni, że stale dbają o rozwijanie kwalifikacji i urozmaicenie lekcji. Szkoła ma sporo własnych tradycji i świąt i, co ważne, uczniowie wykazują się inicjatywą i są bardzo aktywni w organizowaniu świąt szkolnych.
Innym ważnym powodem do radości jest fakt posiadania wykształconych, wykwalifikowanych pedagogów.
– Wszyscy nauczyciele w polskich szkołach posiadają wykształcenie wyższe, wielu z nich ma stopień magistra. Wśród nauczycieli większość ma miano starszego nauczyciela, 341 nauczycieli ma tytuł metodyka. 24 pedagogów uzyskało stopień eksperta, zauważyć trzeba, że aż ośmiu z nich to nauczyciele poloniści, sześciu lituanistów, dwóch fizyków – wylicza Józef Kwiatkowski.
– Cieszy to, że wszystkie szkoły pomyślnie przebrnęły przez ten ostatni etap, który trwał pięć lat. Bez względu na trudności i przeszkody etap akredytacji został pomyślnie ukończony, szkoły średnie otrzymały status gimnazjum. W rejonie solecznickim status gimnazjum otrzymały wszystkie ubiegające się o niego szkoły. Ogółem z 40 średnich szkół 37 są dziś gimnazjami – podsumowuje w rozmowie z „Kurierem Wileńskim” Józef Kwiatkowski.

Fot. Marian Paluszkiewicz

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.