1
Na mundial biało-czerwoni wracają po dwunastu latach przerwy

Robert Lewandowski jak taran ruszył do piłki zbyt lekko wycofanej do własnego bramkarza przez Nemanje Mijuškovića, wygrał tzw. „spaw” i wpakował futbolówkę do pustej czarnogórskiej bramki Fot. ELTA

Polska pokonała Czarnogórę 4:2 i w przyszłym roku w Rosji po raz ósmy w historii zagra w piłkarskich mistrzostwach świata. Na mundial biało-czerwoni wracają po dwunastu latach przerwy.

Była 77. minuta meczu na Stadionie Narodowym w Warszawie. Już od 16-tej, po szybko zdobytych golach Krzysztofa Mączyńskiego i Kamila Grosickiego, Polska prowadziła z Czarnogórą 2:0, a z boiska od dłuższego czasu wiało nudą.
Gospodarze odliczali minuty do końcowego gwizdka dzielące ich od upragnionego awansu, a widzom do głowy by nie przyszło, że coś złego mogłoby się im jeszcze stać w tym meczu, w którym biało-czerwonym do szczęścia wystarczał remis.
Zwłaszcza, że i goście zdawali się być absolutnie pogodzeni ze swoją porażką i definitywną utratą marzeń o wyjeździe do Rosji. Trener Czarnogórców, Ljubisa Tumbaković, zdecydował się na zmianę.
Vladimir Jovović schodził z boiska tak wolno, że szybciej zapewne uczyniłby to któryś z Polaków. W jego miejsce pojawił się Stefan Mugoša. I dosłownie po chwili wszystkim przysypiającym widzom i piłkarzom zafundował absolutny wstrząs.
W zamieszaniu po rzucie rożnym Nemanja Mijušković raczej dość przypadkowo zagrał piłkę głową w stronę stojącego tyłem do bramki Mugošy, a ten niespodziewanie dla wszystkich huknął przewrotką z dziesięciu metrów prosto pod poprzeczkę bramki Wojciecha Szczęsnego.

W Czarnogórców wstąpił nowy duch.
Polacy jak po nokaucie stali dalej głęboko cofnięci nie potrafiąc wyjść z własnej połowy, a tymczasem Žarko Tomašević uderzeniem z powietrza, z osiemnastu metrów, pięć minut później po raz drugi pokonał Szczęsnego. W sytuacji, gdy Dania w Kopenhadze prowadziła z Rumunią, oznaczało to, że każdy kolejny gol gości wyrzuca Polskę do piekła baraży.
Sielanka na stadionie zmieniła się w zatrważający lęk.
Na szczęście nie trwał zbyt długo, bo do akcji wkroczył polski kapitan. Robert Lewandowski jak taran ruszył do piłki zbyt lekko wycofanej do własnego bramkarza przez Nemanje Mijuškovića, wygrał tzw. „spaw” i wpakował futbolówkę do pustej czarnogórskiej bramki.

Kapitan Polaków, który w kwalifikacjach zdobył aż 16 goli nie krył jednak irytacji z nerwowej końcówki niedzielnego meczu Fot. archiwum

Huk kamieni spadających z serc kibiców słychać było chyba nawet w Wilnie.
Na gości ten błąd obrońcy podziałał jak paraliżujący grom z jasnego nieba i dosłownie po chwili, po dośrodkowaniu Jakuba Błaszczykowskiego, Filip Stojković wpakował piłkę do własnej bramki.
Stadion eksplodował! Od gola Mugošy upłynęło raptem 9 minut.
Po meczu piłkarze i cały sztab długo cieszyli się wspólnie z kibicami, nie schodząc z murawy stadionu.
Robert Lewandowski przez mikrofon podziękował sympatykom za wsparcie w całych, długich eliminacjach i obiecał, że zespół zrobi wszystko, by jak najlepiej zaprezentować się w Rosji.

W rozmowach z dziennikarzami kapitan Polaków, który w kwalifikacjach zdobył aż 16 goli (a dla reprezentacji już 51, wyprzedzając legendarnego Włodzimierza Lubańskiego) nie krył jednak irytacji z nerwowej końcówki niedzielnego meczu.
– Wychodzisz na mecz i pokazujesz jakość. W pierwszej połowie to robiliśmy, a w drugiej wyszliśmy trochę za spokojnie. Nie chcieliśmy atakować, a gdy nie chcesz atakować, to prosisz się o stratę gola. Sami sobie nerwy stworzyliśmy. Prowadziliśmy 2:0 i sami się uśpiliśmy naszą grą.
Jak nie atakujemy, to przeciwnik potem takie przypadkowe bramki strzela. Stworzyliśmy trochę stresu sobie i kibicom, ale chwała nam, że potem strzeliliśmy jeszcze dwie bramki – powiedział Lewandowski.
Na selekcjonera, Adama Nawałkę, pierwszego trenera, który wprowadził Polskę, zarówno do finałów mistrzostw Europy, jak i świata, dziennikarze czekali po meczu ponad godzinę. Gdy wszedł do sali konferencyjnej, rozległy się brawa i posypały gratulacje.
– Cel został osiągnięty, bardzo się cieszymy, duże brawa dla zawodników – rozpoczął trener. – Każdy mecz w tych eliminacjach był ciężkim meczem, co potwierdza dzisiejsze spotkanie. Myślę, że cały czas idziemy do przodu. Odzyskaliśmy zaufanie kibiców, w każdym meczu jesteśmy groźni dla najlepszych. Myślę, że są jeszcze rezerwy i będziemy starali się je wykorzystać tak, by na mistrzostwach świata rywalizować i dać ludziom trochę radości. Myślę, że ta drużyna ma przyszłość, trzeba oczywiście cały czas ciężko pracować – zakończył selekcjoner.
***
Losowanie grup turnieju finałowego odbędzie się 1 grudnia w Moskwie. Polska, która w rankingu FIFA klasyfikowana jest aktualnie na 6. miejscu, będzie dzięki temu wśród ośmiu rozstawionych drużyn.

KOŃCOWA TABELA GRUPY E
1. Polska………10 25 28-14
2. Dania………10 20 20-8
3. Czarnogóra….10 16 20-12
4. Rumunia………10 13 12-10
5. Armenia………..10 7 10-26
6. Kazachstan………10 3 6-26

Specjalnie dla Kuriera
Jarosław Tomczyk
Warszawa
Specjalnie dla „Kuriera Wileńskiego”

Jedna odpowiedź do Na mundial biało-czerwoni wracają po dwunastu latach przerwy

  1. Bałaszewicz Bobrujski mówi:

    Brawo Macierz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.