1
Piotr Cyrwus: To będą „Emigranci” transgraniczni

Aktor i reżyser Piotr Cyrwus Fot. Marian Paluszkiewicz

W Wilnie rozpoczyna się właśnie VIII Międzynarodowy Festiwal Teatralny „Wileńskie spotkania sceny polskiej”. Organizatorzy festiwalu jako spektakl na otwarcie wybrali „Emigrantów” Sławomira Mrożka w reżyserii Piotra Cyrwusa. W rozmowie z „Kurierem Wileńskim” aktor i reżyser opowiada o najnowszym spektaklu, Mrożku i swojej pracy.


Jak rozpoczęła się pana współpraca z Polskim Studiem Teatralnym w Wilnie?

Moja współpraca z Wilnem trwa już ok. półtora roku. Najpierw aktorzy Polskiego Studia Teatralnego przyjechali do mnie, do Warszawy. To było dla mnie nowe doświadczenie, tego rodzaju praca z dorosłymi ludźmi, którzy chcą być coraz lepsi. W dodatku nie jest to ich zawodowa praca, ale coś, czemu poświęcają czas po pracy. Mieliśmy warsztaty z „Zabawy” Mrożka. Później zostałem tu zaproszony z „Zapiskami oficera Armii Czerwonej”. W czasie tych spotkań powstał pomysł, by zrobić jeszcze raz odświeżonych „Emigrantów”, z zamienioną rolą. W Teatrze Polskim gram XX, a tu będę AA. Może kiedyś zagram jednego i drugiego?

Która z tych postaci bardziej Panu odpowiada?

Jeszcze nie wiem. Z XX zmagam się już od wielu lat, w zasadzie od czasów szkoły jestem napiętnowany Mrożkiem. Jest to pierwszy spektakl, który widziałem w Teatrze Starym na Małej Scenie. Później, kiedy z kolegą zakładaliśmy pierwszy teatr prywatny w Krakowie, też zaczęliśmy od Mrożka. Później reżyserowałem jeszcze trzy jego sztuki. Jak już mówiłem „Emigrantów” gramy ciągle w Teatrze Polskim w Warszawie. 6 listopada pewnym takim uwieńczeniem, będzie transmisja tej sztuki na żywo w Teatrze Telewizji TVP1. Oczywiście ta przygoda w Wilnie, 19 października, też jest dla mnie ważna.

Czym różnią się „Emigranci” wileńscy od warszawskich?

Są zupełnie inni. Dzięki temu, że ja i Edek (Edward Kiejzik, aktor Polskiego Studia Teatralnego w Wilnie – przyp. Red.) pochodzimy jednak z innych krajów, ten Mrożek robi się taki transgraniczny. Zawsze mi o to chodziło. Ten tekst nie łączy się ściśle z miejscem ani z krajem. W Los Angeles, podczas festiwalu, na którym byłem razem z moim kolegą, Amerykanie podchodzili do nas i mówili: „To jest sztuka o nas”. Nie wiem, być może Mrożek przechodzi teraz swój renesans. Jeden z krytyków, po premierze w Warszawie, napisał, że przywróciłem Mrożka scenie polskiej. Jeżeli tak jest – to oczywiście bardzo się cieszę. Dla mnie niesamowitym odkryciem jest to, że na Mrożka przychodzą młodzi ludzie. Na jego sztuki jest ciągle zapotrzebowanie. Jak mówi mój trener fitness: „W końcu sztuka o nas”.

„Emigranci” powstali w bardzo konkretnym kontekście polskiej historii. Jak to się dzieje, że to nadal jest sztuka o nas?

Nam kiedyś się wydawało, że przestali być aktualni. Zresztą tak myśleli moi wielcy poprzednicy. Zapytałem kiedyś pana Jerzego Bińczyckiego, dlaczego przestali grać „Emigrantów” w Teatrze Starym w Krakowie. Ten spektakl zszedł przecież przy pełnej widowni… Bińczycki odpowiedział, że wtedy, w latach 80., po strajkach Solidarności, wydawało się, że inteligent i chłoporobotnik wreszcie podali sobie ręce, że nie ma co wracać do tych podziałów. A tu jednak…
Pozwoliłem sobie oczywiście na dostosowanie tej sztuki do naszych realiów. Wykreśliłem te elementy, które ją naznaczały czasowo. Ale to jest właśnie siłą Mrożka, że te sztuki są zawsze bardzo psychologiczne. Gdzieś, pod tą warstwą wiążącą je z konkretnym miejscem i czasem, jest głęboka prawda o człowieku.
Często powtarzam, że dla nas Mrożek, podobnie zresztą jak ks. Józef Tischner, to prorocy. Doskonale potrafili zrozumieć nasz, polski charakter, swego rodzaju archetyp. Czytam zresztą Mrożka niejako przez Tischnera. „Emigranci” mówią o naszej, nie tylko polskiej, ale też ludzkiej biedzie. To odwieczny problem wyboru pomiędzy „być” a „mieć”. To jest dla mnie w tej chwili istota tej sztuki.

Czy tego wyboru pomiędzy „być” czy „mieć” doświadczył Pan w swojej pracy aktorskiej?

Nikt nie jest od tego wolny. Zresztą samo zastanawianie się nad tym problemem niekoniecznie przynosi człowiekowi ulgę. Czasem właśnie sama świadomość, że stoi się przed wyborem, jest trudna. Wierzę, że świat został stworzony ku dobru a zło nami nie rządzi. Po prostu się wydarza. Gram różne postaci, które mają straszne problemy. Swego czasu zastanawiałem się, dlaczego kiedyś grzebano aktorów za murem cmentarza. Coś w tym jednak chyba było… Często nie potrafiliśmy sobie poradzić z tym, jak połączyć nasz zawód i wiarę. Dla mnie każdy spektakl jest jak spowiedź. Dużo zależy od tego, co zrobimy z tą pustką, która potem powstaje.

Wydaje się, że pomimo tylu lat na scenie nadal pozostaje Pan góralem…

Zurbanizowanym góralem, jak mówi moja żona…

Może więc jest Pan takim góralskim emigrantem, który dzięki temu, co wyniósł ze swojego domu rodzinnego, otoczenia, radzi sobie świetnie w wielkim mieście?

Dzięki temu, ale też dzięki temu, co nabyłem później. Niektóre rzeczy, które wynosimy z domu, mogą nam przeszkadzać. Ja np. nieraz muszę walczyć z taką góralską butą, źle pojętym honorem, czy też zamknięciem się w sobie. Nic nie jest nam dane w życiu gotowe. Znów można wrócić do ks. Tischnera. Chodzi o to, jaki człowiek może być, nie tylko o to jaki jest teraz. Także w sztuce chodzi o katharsis, pewnego rodzaju oczyszczenie.

Jest Pan aktorem, który zdążył pracować w dwóch systemach. Jak się zmieniła kultura, sytuacja aktora od czasów PRL-u?

Może najbardziej zmieniła się cenzura. Ja jestem zdecydowanie przeciwnikiem jakiejkolwiek cenzury. To widz ma decydować, czy chce coś oglądać czy nie. Stało się jednak coś dziwnego. W czasach, gdy ta cenzura istniała, staraliśmy się ją ominąć, pokazać coś tak, by widzowie zrozumieli a cenzor zaakceptował. Teraz czasem to my sami cenzurujemy. „Bo widz tego nie zrozumie”, bo „może lepiej inaczej”. Oczywiście wolę dzisiejszą sytuację, jednak wydaje mi się, że najważniejsze jest samo wychowywanie widza do tego, by potrafił być dobrym, wymagającym odbiorcą. To nie jest oczywiście proste, ale przecież od tego są domy kultury, mamy też inne środki. Ludzie powinni chcieć ciągle więcej, więcej… Oczywiście ważny jest przykład. Gdy chciałem, by moje dzieci czytały książki, to nie było na to innego sposobu, niż przykład.

Czy nigdy nie chciał Pan, by Pana dzieci zostały aktorami?

Córka została. Tzn. ukończyła szkołę teatralną, ale tak szybko, jak wstąpiła na uczelnię, tak szybko porzuciła zawód. Zawsze zostawiałem dzieciom wielką wolność w dokonywaniu wyborów. Sam pochodzę z rodziny Pochodzę z rodziny rzemieślniczo-chłopskiej i jestem chyba trochę jak mój ojciec. Bardziej czuję się rzemieślnikiem niż artystą. Potrafię podejść do ciężkiej pracy, zaangażować się. Ale w tym zawodzie artystą się bywa. Wielu z nas może być przez całe życie tylko rzemieślnikami.

Czy pamięta Pan taki moment, kiedy rzeczywiście poczuł się artystą?

Było kilka takich ról. Może „Do piachu”, czy „Bolesław Śmiały”. Ale w moim fachu to nie do końca zależy ode mnie. Ta przestrzeń artyzmu jest wytwarzana także przez ludzi, którzy ten spektakl odbierają. Widownia współtworzy ten świat. Dużo więc zależy od niej.

PROGRAM VIII MIĘDZYNARODOWEGO FESTIWALU TEATRALNEGO „WILEŃSKIE SPOTKANIA SCENY POLSKIEJ”

19 października
18.30 – Rosyjski Teatr Dramatyczny Litwy i Teatr na Pohulance, „Emigranci” (aut. Sławomir Mrożek), reżyser: Piotr Cyrwus (Polskie Studio Teatralne „Teatr Studio”, Litwa); Otwarcie festiwalu

20 października
13.00 – Dom Kultury Polskiej w Wilnie, „Kartoteka” (aut. Tadeusz Różewicz), reżyser: Lubov Semchina (Studio Teatralne „Ferdydurke” Centrum Kultury Polskiej ”Dom Polski” w Tomsku, Rosja)
16.00 – Rosyjski Teatr Dramatyczny Litwy i Teatr na Pohulance, „Przesilenie” (aut. Elżbieta Lewak), reżyser: Elżbieta Lewak, Polska
19.00 ­– Rosyjski Teatr Dramatyczny Litwy i Teatr na Pohulance, „Tamara L.” (aut. Kazimierz Braun), reżyser: Kazimierz Braun (Salon Poezji, Muzyki i Teatru, Kanada)

21 października
15.00 – Rosyjski Teatr Dramatyczny Litwy i Teatr na Pohulance, „Mąż i żona” (aut. Przemysław Tejkowski), reżyseria: Jagoda Rall i Przemysław Tejkowski, Polska
18.30 – Rosyjski Teatr Dramatyczny Litwy i Teatr na Pohulance, „Seksmisja” (aut. Juliusz Machulski), reżyser: Agnieszka Salamon (Teatr AA Vademecum, Austria)

22 października
13.00 – Pałac Kultury w Trokach, Koncert zespołu folklorystycznego ”Szamotuły” (Poznań, Polska) (Wstęp wolny)
14.00 – Wielofunkcyjny Ośrodek Kultury w Rudominie, ”Kartoteka” (aut. Tadeusz Różewicz), reżyser Lubov Semchina (Studio Teatralne ”Ferdydurke” Centrum Kultury Polskiej ”Dom Polski” w Tomsku, Rosja)
15.00 – Wileński Teatr ”Lėlė”, ”Wdowy” (aut. ), reżyser: Robertas Čuta (Teatr Królewski w Trokach, Litwa)
18.00 – Wileński Teatr ”Lėlė”, ”Droga” Wojciecha Młynarskiego i Jerzego Derfla. Zamknięcie festiwalu

23 października
11.00 – Dom Kultury Polskiej w Wilnie, ”Przygody Koziołka Matołka” (aut. Kornel Makuszyński), reżyser: Sławomir Gaudyn (Polskie Studio Teatralne w Wilnie – Teatr Studio, Litwa).

Jedna odpowiedź do Piotr Cyrwus: To będą „Emigranci” transgraniczni

  1. Anonim mówi:

    Polecam filmy z panem Crywusem na YT pt. “Mafia w sieci”: https://www.youtube.com/watch?v=25tKBsBwr-M

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.