8
Ojczyzna Polszczyzna po wileńsku

Przez 20 lat profesor Jan Miodek wychowywał trzy pokolenia Polaków w miłości i szacunku do ojczystej mowy z telewizyjnego ekranu.
Z pewnością niejeden mieszkaniec Wileńszczyzny pamięta bardzo podówczas popularną audycję „Ojczyzna Polszczyzna”.

Dzisiaj wydaje się, że tak w Koronie, jak i na Litwie, ta miłość i ten szacunek jakby wyblakły, przygasły i ustąpiły miejsce innym, rzekomo ważniejszym sprawom. Mało kto zastanawia się nad tym, jak ważną rolę odgrywa język w naszym życiu.
Języka używamy właściwie przez cały czas kiedy jesteśmy przytomni – w domu, pracy, w szkole i w każdej prawie rozrywce w wyjątkiem łowienia ryb i samotnych wspinaczek. Rzecz w tym, że użycie języka trudno przeliczyć wprost na pieniądze i dlatego dzisiejsza rynkowo-pieniężna cywilizacja zepchnęła język, wraz z innymi „nierynkowymi” sprawami, na dalszy plan.
Język jest jednak „nierynkowy” tylko z pozoru, bowiem wszyscy włodarze rynku – producenci, sprzedawcy, pośrednicy, autorzy reklam itd. przecież się nim posługują i przy jego pomocy zdobywają klientów oraz sprzedają produkty i usługi. A ponadto, język dotyczy wszystkich pozostałych, nieraz najbardziej intymnych sfer naszego życia. Porozumiewamy się przezeń z najbliższym i dalszym otoczeniem we wszystkich okolicznościach i na każdy temat. Dlatego język, którym się posługujemy, jest cząstką naszej osoby i tożsamości, tak samo jak ciało, DNA i linie papilarne. Dlatego w istocie jesteśmy tym, jak mówimy i piszemy, tak samo, a nawet bardziej, niż tym, co jemy, w co się ubieramy i w czym mieszkamy. Trzeba to rozumieć i o tym pamiętać.

Mając powyższe na względzie przyjrzyjmy się językowi dzisiejszego Wilniuka. W wielu chlubnych przypadkach jest to szlachetna, poprawna polszczyzna okraszona dobrą znajomością języka litewskiego i rosyjskiego. Jednak w znacznie liczniejszych jest nim, niestety, nieokreślona bliżej mieszanina języków słowiańskich połączona z łamaną litewszczyzną i anglopodobnym szwargotem.

Czy próbujemy temu zaradzić? Z pewnością niektórzy z nas próbują i chwała im za to. Zazwyczaj są to pracowici, ofiarni nauczyciele i świadomi polskiej tożsamości rodzice, którzy dbają o właściwą edukację swoich dzieci. Obawiam się jednak, że znacznie więcej jest tych, którzy zwalają winę za wspomniany stan rzeczy na radziecką przeszłość, na nacjonalistyczną politykę państwa i uchylają się od odpowiedzialności za kondycję naszej polszczyzny oraz innych języków, którymi przyszło nam się posługiwać.

Drodzy Państwo, pora się obudzić z tego marazmu. Nie oglądajmy się na rząd i nierząd, na demony historii i współczesności. Czy dobra gospodyni czeka, aż krasnoludki rozpalą w piecu, żeby nastawić obiad? Nie czekajmy więc i my, aż władze państwowe ułatwią nam posługiwanie się polszczyzną w życiu publicznym. Nie zwalajmy na innych, że nie potrafimy albo nie chcemy poprawnie mówić lub pisać.

Istotnie, jest wiele niezałatwionych spraw językowych w aspekcie prawnym, obywatelskim i edukacyjnym. I większość z nas dobrze wie, że niełatwo je będzie załatwić w bliskiej, a może i dalszej przyszłości. Ale nie możemy tych niezałatwionych spraw traktować jako wymówki. Jesteśmy przecież kowalami swego losu i to od naszych kompetencji językowych zależy między innymi nasz sukces zawodowy i społeczny. Żyjemy w społeczności wielojęzycznej, jakich wiele w Europie i na świecie. Bierzmy z nich zatem dobre, a nie złe przykłady.

Katalończycy biją się o niepodległość, władze hiszpańskie zamykają przywódców do więzienia. Ale proszę mi znaleźć Katalończyka, który nie włada równie biegle i sprawnie językiem hiszpańskim, jak i katalońskim. Belgowie kombinują, jak się podzielić, bo Flamandowie żyją z Walonami jak pies z kotem, a przecież nie rozetną Brukseli na dwa kawałki, wszak to właśnie stolica – siedziba największych europejskich instytucji – jest głównym źródłem dochodu dla całego kraju.
A proszę mi pokazać Flamanda, którego francuszczyzna nie jest nienaganna. Podobnie i w Szwajcarii – każdy Szwajcar włada swym lokalnym językiem, którego często dobrze nie rozumieją w sąsiedniej dolinie, a oprócz tego świetnie opanował język niemiecki i francuski. I nikt nie widzi w tym nic dziwnego.
Wielojęzyczność nas wzbogaca. Tym, którzy to zrozumieli, wiedzie się na ogół nie najgorzej. Uczmy się więc języków i nie oglądajmy się na władze i przepisy. Jeśli dobrze odrobimy lekcje, to na ich zmianę też przyjdzie czas.

Józek Powsinoga

8 odpowiedzi to Ojczyzna Polszczyzna po wileńsku

  1. Anonim mówi:

    Polska się od nas odwróciła.

  2. Lenkas mówi:

    Nie ma nic złego w mówieniu po swojemu… Nie warto sztucznie robić z siebie takiego prawdziwego Polaka z Polski, bo nasi przodkowie nigdy tak nie rozmawiali…

  3. Kamil207 mówi:

    Nie odwróciła. Odwróciły się moze lemingi ale nie prawdziwi Polacy.

  4. Anonim mówi:

    autor w 100 proc. ma racje
    lzej wilniukom wymigiwac niz dolozyc staran i sprobowac mowic poprawna polszczyzna, dlaczego lwowiacy potrafia a wilniuki tkwia w swym uporze-ano bo tak “predzej i lechczej”
    nic nie mam przeciw litewskiemu i rosyjskiemu jezykom ale na Boga, nie uzywajmy tych jezykow zamiast tylko obok polskiego

  5. Lenkas mówi:

    W Wilnie mówi się po swojemu, bo to dialekt północno-kresowy… Zawsze się polszczyzna w WKL różniła od tej z Polski, bo powstała na podłożu języków białoruskiego i litewskiego, ma w sobie wiele z tych języków… Więc jeszcze raz powtarzam, że nie należy sztucznie i na siłę udawać z siebie takich prawdziwych Polaków z Polski, bo nasi przodkowie nigdy tak nie rozmawiali…

  6. Marko mówi:

    Lenkas, 10 listopada 2017 o godz. 08:49

    Masz rację Lenkas. Mowa wileńska jest gwarą języka polskiego. Moim zdaniem jest najpiękniejszą gwarą języka polskiego. Dlaczego? Po pierwsze dlatego, że jest moją gwarą, gwarą moich bliskich. Po drugie jest cudownie śpiewną gwarą. Juś samo słuchanie tej gwary koi nerwy i wprawia w dobry nastrój.

    Co innego jednak – jak słusznie zauważasz – jest gwara, a co innego literacka forma języka polskiego. Język literacki jest konieczny, jest na pierwszym miejscu. Ale nigdy nie stanowi podstawy do rugowania mowy ludowej, gwary, naszej przecudnej gwary wileńskiej. Bo gwara, każda gwara, wzbogaca język literacki, urozmaica go, przydaje mu piękności.

    Jest jeszcze jedna ważna okoliczność, której nie wolno przeoczyć. Państwo litewskie i język tego państwa. W interesie każdego Polaka leży jak najlepsza znajomość języka litewskiego. Taka jest sytuacja i tę sytuację należy uwzględniać. W swoim najlepszym interesie. Znajomość tego języka nie wywołuje żadnych szkód, a przysparza korzyści. Kto nie zna języka litewskiego, wyklucza siebie samego z pewnych szans życiowych w RL. O to należy więc zadbać przede wszystkim. I nigdy nie porzucić cudownej gwary wileńskiej! Powiem więcej. Wydaje mi się, że porzucenie tej gwary nie jest możliwe. Bo serce by nie wytrzymało.

  7. tak jest mówi:

    Jak posliznem sie , jak piz…nem sie – ziuriu liadas guli { patrze lod lezy) . Stare powiedzonko Polsko-Litewskie.

  8. Ali mówi:

    Zgadzam się w pełni z treścią komentarza. Gwara wileńska chwyta za serce i nie należy jej rugować na rzecz posługiwania się literacką polszczyzną w każdej sytuacji życiowej. Gwary stanowią prawdziwe bogactwo kulturowe. Na gruncie języka polskiego zwłaszcza gwary kresowe.
    Zgadzam się również z sugestią, że należy bardzo dobrze władać językiem urzędowym danego państwa. Pamiętać wszak należy, że starsze pokolenia Polaków z Wileńszczyzny nie znały dostatecznie dobrze języka litewskiego z tej prostej przyczyny, że Litwa była częścią zdominowanego przez Rosjan i urzędowy język rosyjski ZSRR. Jest to język słowiański, o wiele łatwiejszy dla Polaków do opanowania niż język litewski. Gdy w czasach ZSRR funkcjonowały na Litwie dwa języki urzędowe przeciętnemu Polakowi łatwiej było opanować biegle język rosyjski niż litewski. Ponadto był to język używany na obszarze całego ZSRR. Dzisiaj w młodszych pokoleniach Polaków wygląda to inaczej. Młodsi Polacy z Wileńszczyzny znają już biegle lub prawie biegle język litewski.
    Ostatnia uwaga : W Belgii rzeczywiście wszyscy Flamandowie znają dobrze język francuski. Czy jednak wszyscy Walonowie władają w tym samym stopniu językiem niderlandzkim ? Chyba nie. Ta dysharmonia wzięła się stąd, że przez długie dziesięciolecia ludność francuskojęzyczna dominowała w tym państwie. Stąd też w dawnych koloniach belgijskich, tj. w Kongo oraz w Rwandzie i Burundi ( te dwa ostatnie były formalnie terytoriami mandatowymi Ligi Narodów) językiem urzędowym jest wyłącznie język francuski. Odwrotnie jest w Kanadzie, gdzie wszyscy frankofonii znają biegle język angielski, ale zdecydowana większość mieszkańców anglojęzycznych nie zna wcale lub prawie wcale języka francuskiego, chociaż na terenie całego państwa obydwa języki mają status równoprawnych języków urzędowych. Zmierzam do tego, że tak naprawdę w żadnym państwie nie ma stanu idealnego równouprawnienia języków. Zawsze jeden z nich dominuje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.