17
Jan Żaryn: Niepodległość tworzyli polscy bohaterowie

Odzyskanie niepodległości było wysiłkiem całego narodu, nie tylko elit Fot. Marian Paluszkiewicz

„Polska odzyskała niepodległość po 123 latach zaborów. Dzięki komu możemy świętować dziś w wolnym kraju? Proces odzyskiwania niepodległości to proces często bardzo oddolny. Obecny na całym obszarze Polski, nie tylko w tych najważniejszych gremiach, które kojarzymy z takimi nazwiskami jak: Piłsudski, Dmowski, Paderewski, Witos czy Korfanty. To nie był proces elitarny, który zrodził się w głowach jakiejś grupy bardziej światłych obywateli. Ten proces był wynikiem pragnienia narodu polskiego, by posiadać niepodległe państwo” – mówi prof. Jan Żaryn, historyk i senator RP.

– W długim trwaniu Rzeczpospolitej odzyskanie niepodległości zawdzięczamy tym wszystkim pokoleniom, które przez 123 lata o tę niepodległość walczyły. Jako naród historyczny mamy świadomość, że kolejne pokolenia brały na siebie obowiązek wykonania pracy niewykonanej wcześniej, czyli odzyskania niepodległości. Widać to zarówno w wymiarze jednostkowym, czyli w życiorysach konkretnych osób, jak również w historii poszczególnych rodzin, w których udział w powstaniach dziadków czy ojców owocował podobnym zaangażowaniem dzieci czy wnuków – podkreśla historyk.

Według badacza to dążenie do odzyskania niepodległości nie ograniczało się jedynie do wysiłku zbrojnego.
– Mam na myśli ziemian wielkopolskich czy włościan walczących o polską ziemię. To wszystko niewątpliwie można określić jako świadomość polskości, która w XIX w. stała się dobrem wspólnym wszystkich warstw społecznych – zauważa Jan Żaryn.

Według historyka, przez krótki okres, na początku XX w., mieliśmy wyjątkowo skutecznie działające pokolenie patriotycznych Polaków. To pokolenie niepokornych, z roczników od mniej więcej lat 60. XIX w. przez lata 70. Byli to ludzie wkraczający w I wojnę światową już z pewnym dorobkiem i umiejętnościami a wybuch wojny potrafili rewelacyjnie wykorzystać.

Polacy dążyli do niepodległości na różne sposoby, czasem sobie przeciwstawne.
– Obóz Józefa Piłsudskiego, a więc Legiony i Rada Regencyjna, reprezentowały w czasie wojny orientację proniemiecką i proaustriacką. Za główną zasługę tego obozu uważam Akt 5 listopada 1916 r., który doprowadził do umiędzynarodowienia sprawy polskiej. Skuteczność obozu popierającego Wielką Brytanię, Stany Zjednoczone i Francję, na czele którego stał Roman Dmowski, polegała głównie na tym, że w 1918 r. znaleźliśmy się w gronie państw zwycięskich. Na dodatek, dzięki dyplomacji Komitetu Narodowego Polskiego, reaktywacja naszego państwa została wpisana jako cel wojny, dzięki czemu później mogliśmy skutecznie walczyć o granice – wyjaśnia Jan Żaryn.

Według historyka należy szczególnie podkreślać, że odzyskanie niepodległości było wysiłkiem całego narodu, nie tylko elit Fot. Marian Paluszkiewicz

Według historyka należy szczególnie podkreślać, że odzyskanie niepodległości było wysiłkiem całego narodu, nie tylko elit.
– Proces odzyskiwania niepodległości to proces bardzo często oddolny. Obecny na całym obszarze Polski, nie tylko w tych najważniejszych gremiach, które kojarzymy z takimi nazwiskami jak: Piłsudski, Dmowski, Paderewski, Witos czy Korfanty. Równolegle do działań o charakterze ogólnopolskim, rozwijała się aktywność lokalna. W Tarnowie formacja „Wolność”, powstała na wzór sprzysiężenia chorążych Piotra Wysockiego z 1830 r., stworzyła w zaborze austriackim podziemną organizację, która 30 października przejęła miasto z rąk austriackich. Oni nie reprezentowali jakiegoś stronnictwa politycznego, reprezentowali po prostu Polskę. Podobnie jak: ks. Ferdynand Machay na terenie Spiszu i Orawy, podchorąży Wacław Zawadzki w Sejnach i „Orlęta lwowskie” z kapitanem Czesławem Mączyńskim. Jako kapitan był on najwyższym rangą dowódcą we Lwowie i nie pytał nikogo o wytyczne, tylko podjął decyzję, że stanie na czele powstania. To bardzo ważne, bo tacy bohaterowie faktycznie tworzyli Niepodległą. To nie był proces elitarny, który zrodził się w głowach jakiejś grupy bardziej światłych obywateli. Ten proces był wynikiem pragnienia narodu polskiego, by posiadać niepodległe państwo – zauważa Jan Żaryn.

Czy więc 11 listopada naprawdę byliśmy już wolni?
– I tak i nie – mówi profesor – Mieliśmy wówczas masę ośrodków polskiej władzy, które to powstawały w wyniku przejmowania władzy od zaborców. 11 listopada jest datą o tyle ważną, że tego dnia to przejmowanie władzy objęło również Warszawę. Walka o granice miała jednak potrwać jeszcze znacznie dłużej – zauważa historyk.

Prof. Żaryn podkreśla, że data 11 listopada 1918 ważna jest również ze względu na wymiar międzynarodowy. Tego dnia, w wagonie kolejowym w Compiègne, został podpisany rozejm Niemiec z państwami ententy. O godzinie 11.00 zaczęło obowiązywać zawieszenie broni i wojska obydwu stron zaczęły się wycofywać ze swoich pozycji.
– Była to wojna, która przemeblowała cały dotychczasowy układ wiedeński, a powołała do życia układ wersalski, którego my byliśmy współtwórcami. W tym sensie ten dzień również jest dla nas początkiem niepodległości – wyjaśnia profesor.

Jako kolejny powód świętowania właśnie 11 listopada senator wymienia początek tworzenia się na ziemiach polskich władz centralnych.
– Moment ten kojarzy się z wprowadzeniem do Rady Regencyjnej Józefa Piłsudskiego jako osoby, która przejmuje władzę wojskową od Rady Regencyjnej a następnie ją rozwiązuje, podejmując się tworzenia centralnego ośrodka władzy. Trzeba mieć świadomość, że takie działania Piłsudskiego napotkały na stanowczy opór, ponieważ władza, którą tworzył w Warszawie, była jednostronna politycznie, tzn. reprezentowała poglądy lewicowe, co nie miało szerokiego społecznego poparcia – mówi historyk.

Senator zauważa, że nie bez znaczenia był również wymiar międzynarodowy sprawy. Był to rząd nieuznawany przez zwycięzców, czyli Wielką Brytanię, Stany Zjednoczone i Francję, co groziło izolacją Polski, zanim na dobre powstała. Na szczęście, Piłsudski dobrze to rozumiał i doszło do porozumienia z Komitetem Narodowym Polskim w Paryżu, czyli reprezentacją Polski uznawaną przez wyżej wymienione mocarstwa. Efektem tego było powołanie w styczniu 1919 r. rządu Ignacego Jana Paderewskiego. W zamian za to rząd ten uznał istnienie tymczasowego naczelnika państwa, czyli Józefa Piłsudskiego, a naczelnik i rząd wyznaczyli Romana Dmowskiego i Ignacego Jana Paderewskiego na reprezentujących Polskę na konferencji wersalskiej.

– Kompromis pomiędzy dwoma głównymi siłami politycznymi, a więc obozem Dmowskiego i obozem Piłsudskiego, jest zwieńczeniem odzyskiwania prawa do niepodległości w przestrzeni prawa międzynarodowego. Mamy jeden dzień, który świętujemy, ale musimy mieć świadomość, że 11 listopada symbolizuje nam cały proces tworzenia się państwa polskiego, który rzecz jasna nie skończył się w momencie utworzenia rządu Paderewskiego, nie skończył się także wraz ze styczniowymi wyborami do sejmu. Zwłaszcza w wymiarze terytorialnym ten proces toczy się aż do roku 1921, a nawet dłużej, biorąc pod uwagę akty prawne, które noszą datę 1923 – podkreśla historyk.

Święto 11 listopada, Narodowe Święto Niepodległości, obchodzono bardzo uroczyście już w czasach II RP. Obok 3 Maja, święta honorowanego głównie przez Obóz Narodowy, było to główne, polskie święto narodowe. Według prof. Jana Żaryna bardzo szybko rocznica odzyskania niepodległości zaczęła mieć również znaczenie polityczne.

Ten proces był wynikiem pragnienia narodu polskiego, by posiadać własne, niepodległe państwo – mówi prof. Jan Żaryn Fot. Marian Paluszkiewicz

– Obóz piłsudczyków, który od 1926 r. rządził Polską, moim zdaniem już od 1928 r. tworzył politykę historyczną i mając odpowiednie instrumenty, jako obóz sprawujący władzę, zaczął wytwarzać narrację, zgodnie z którą 11 listopada był przedstawiany głównie jako dzień objęcia władzy przez Józefa Piłsudskiego. Symbolika tej daty została ugruntowana ostatecznie w 1937 r. przez ustanowienie go państwowym Świętem Niepodległości wraz z taką właśnie interpretacją, która jest oczywiście bardzo zawężająca – zauważa Jan Żaryn – Obóz władzy był wyraźnie zainteresowany zmonopolizowaniem tego dorobku, jakim było odzyskanie niepodległości, co było spowodowane szeregiem istniejących wówczas napięć, nie tylko międzypartyjnych, ale także personalnych. Tego rodzaju napięcie istniało np. między Józefem Piłsudskim a gen. Hallerem. Niewątpliwie każda ze stron ma tutaj swoje grzeszki, polegające na próbie wykluczania przeciwnika z narracji historycznej, ale to obóz rządzący, jako ten, który posiadał więcej instrumentów, ponosi większą odpowiedzialność – mówi profesor.

Według historyka, podobnych prób dokonuje się także w odniesieniu do historii najnowszej.
– Nie zawsze wynika to z rzeczywistej zasługi danego środowiska czy osoby, ale z pewnego rodzaju pychy, która kroczy przed upadkiem. Gdy ma się instrumenty władzy, można skutecznie z narracji historycznej wyeliminować swoich przeciwników. Bardzo wyraźny przykład tego mieliśmy w okresie rządów Unii Demokratycznej i Unii Wolności, która jako pewne środowisko, bardzo obecne medialnie, starało się w latach 90. ewidentnie wykluczyć takie osoby, jak choćby Antoniego Macierewicza, środowisko KPN czy inne nurty opozycyjne, jakby zupełnie nie istniały lub przynajmniej nie stanowiły żadnego dobra w naszej drodze do odzyskiwania wolności – zauważa Jan Żaryn.

– Naszym zadaniem dzisiaj, jako pokolenia, które nie jest już uwikłane w partyjno-personalne spory z czasów II RP, jest pohamowanie się przed próbą kontynuowania historycznych sporów i napięć. To nie jest łatwe, widać wyraźnie, że dużo bardziej próbuje się honorować osobę Józefa Piłsudskiego. Nikt jednak nie próbuje obecnie negować dorobku takich osób, jak choćby Roman Dmowski, Ignacy Jan Paderewski, czy gen. Haller. Mamy dziś dużą szansę i możliwość, by nie uczestniczyć w niegdysiejszych sporach. Możemy dociec prawdy historycznej, by uhonorować wszystkich, którym to się należy – zakończył profesor.

 

 

17 odpowiedzi to Jan Żaryn: Niepodległość tworzyli polscy bohaterowie

  1. Anonim mówi:

    Przypadkowa data. Nie mam nic przeciw rocznicy ale jestem przeciw, że taki paskudny miesiąc. Nie można było w czerwcu, lipcu czy sierpniu. Bez kielicha ani rusz.

  2. wielki brat mówi:

    Odzyskanie niepodległości był procesem elitarnym. Pospolitstwo zawsze potrafiło przystosować się. Tylko elity nigdy nie zgodzili się na niewolę. Wyzwolenie Kielc z Rosyjskiej niewoli przez Legiony Piłsudskiego było przyjęto bez żadnej radości. Żeby nie szlachta z Wielkiego Księstwa z Niepodległością był by problem.

  3. Dudak mówi:

    Tacy jak J.P. ,którego Niemcy w wagoniku jak W.L.dostarczyli do kraju ? Pospólstwo nie poparło i przyjęło bez entuzjazmu ? Bo było wiekami uciskane i gnębione jako “chamy,pijacy i złodzieje”.

  4. Rebus mówi:

    Nie jest latwo odzyskac niepodleglosc, jeszcze trudniej jest ja zachowac.Niestety, ale Polsce nie udalo sie zachowac swoja niezaleznosc i moze jedynie sie cieszyc tylko z takiego swieta. Polska, jesli i byla niezalezna, to tylko w okresie od upadku systemu socjalistycznego do czasu wstapienia do NATO i UE.Kraj, o losie ktorego decyduja w Brukseli i Waszyngtonie, nie moze sie liczyc niezaleznym. Taka jest prawda i nalezy sie wreszcie przestac karmic szlachetnymi iluzjami o niezaleznosci.

  5. Marko mówi:

    wielki brat mówi – 10 listopada 2017 o godz. 23:51

    Ponieważ wspominasz wyzwolenie Kielc, przypomnieć należałoby również, że Legiony Piłsudskiego odnosiły wrażenie, że wkraczają do wymarłego miasta. Ulice były puste, okna pozamykane, mieszańcy niewidoczni. Jakby ludność obawiała się jakiejś przestępczej i niebezpiecznej bandy. Stało się tak po apelu biskupa kieleckiego, w którym biskup okresił Legiony właśnie jako niebezpieczną bandę i zalecił ludności miasta unikanie wszelkich kontaktów. Fakt historyczy! Stąd zrodziło się wielkie rozczarowanie w szeregach legionistów. Rozczarowanie to oddaje tekst pieśni legionistów – “My, Pierwsza Brygada”, w której mowa jest m.in.: “Mówili żeśmy stumanieni, nie wierząc nam, że chcieć to móc, lecz trwaliśmy osamotnieni, bo z nami był nasz drogi wódz” itd. Ten sam wódz, który potem splamił się bezprzykładnym zamordyzmem. Takie to były czasy. Coś podobnego, jak i dziś w III RP.

    Tchórzliwa demonstracja kielczan pod przewodem ich biskupa jest faktem dziś skrzętnie przez Kościół pomijanym i skazanym na zapomnienie. Nie jest to jedyne fałszerstwo Kościoła kat. na temat historii Polski. Na zapomnienie Kościół skazał akty papieskich potępień narodowowyzwoleńczych powstań Polaków w XIX wieku. Ale także fakt, że konfederacji targowickiej przewodniczyli arcybiskupi polscy, pobierający jurgielt za wierność cesarzowi/carowi od zaborczych państw. To oni kazali nieść sztandary i chorągwie z Chrystusem i Maryją, żeby udzielić poparcia targowiczanom.

    Pan prof. Jan ‘Zaryn nigdy o takich drastycznych sprawach nie wspomni, bowiem uprawia historię bardzo chwalebną.

  6. Dudak mówi:

    Brawo Marko,dałeś przypalić tym w sutanach,a pan Żaryn niech pisze dla prostaczków i trzyma się szablonu chwalebnej historii Polski,bez zdrad,sobkostwa szlachty oraz niejasnych sojuszy,które i dziś są zawierane z tymi,którzy – szczerze mówiąc – na nas plują.

  7. Lenkas mówi:

    Zapomniał pan Żaryn o Leninie, jako jednym z współtwórców Niepodległości Polski nie tylko, lecz także Finlandii, Litwy, innych krajów, które wcześniej należały do Imperium Rosyjskiego, gdyby nie jego rewolucja, to caryzm rosyjski nie dopuścił by do pojawienia się tych krajów na mapie Europy…

  8. tttt45666 mówi:

    Polscy bohaterowie z Wilna

  9. Marko mówi:

    Dudak, 13 listopada 2017 o godz. 06:54
    Czasami wydaje mi się, że piszę bez ukrytych intencji. Chodziłoby tylko o to, żeby pokazać to, co inni ukrywają albo tak przeinterpretują, że z igły wychodzą widłły. Albo odwrotnie.

    Ale, szczerze mówiąc, nie bardzo mogę zorientować się, kogo masz na myśli, mówiąc o “tych, którzy na nas plują”. Mógłbyś mnie “rozjaśnić”?

    Lenkas, 13 listopada 2017 o godz. 08:54
    Jeszcze gorzej mam się z Twoją wypowiedzią. Nie bardzo rozumiem, czy żartujesz, czy może uciekasz się do ironii. Bo to jest problem. Powołujesz się na fakty historyczne, ale nadajesz im przeinterpretowane znaczenie.

    Nigdy Lenina nie zaliczyłbym do współtwórców niepodległości Polski. Nie był on zwłaszcza pogromcą Imperium Rosyjskiego. Imperium to rozpadło się samo wskutek nieudolności władzy carów (nie tylko ostatniego cara). Lenin też nie jest pogromcą caratu w Rosji. Carat upadł w marcu 1917 roku, gdy rządy przejął Kiereński. Ale Kiereński kontynuował wojnę, kraj był pogrążony w nieludzkiej biedzie, ludzie umierali z głodu i zimna.

    Lenin, za niemieckie pieniądze, przetransportowany został ze Szwajcarii do Sankt Petersburga i obalił nieudolne rząd Kiereńskiego oraz przerwał wojnę z Niemcami. Bo wziął za to niemieckie pieniądze. I zaczął ratować wyziębiony naród rosyjski od śmierci głodowej. Dlatego wydał Dekret o Pokoju.

    Polska w tym czasie była pod okupacją wojsk niemieckich i austriackich. Dopiero rozpad tych imperiów oraz deklaracja Wilsona umożliwiła Polakom odtworzenie państwa polskiego. A wtedy Lenin ruszył na zachód, by nieść światową rewolucję. Powstrzymany został przez Matkę Boską Królową Polski, a krótko mówiąc pewną *Zydówkę z mitologii semickiej, pod Warszawą. I to był ten “cud” nad Wisłą. Zarówno ten “cud”, jak i Lenin oraz ta ‘Zydówka, to są bzdury powtarzane nawet przez ludzi, którzy uważają siebie za autorytety historyczne.

    Chyba dobrze Ciebie zrozumiałem?

  10. Dudak mówi:

    @Marko Chodzi mi oczywiście o Ukraińców i Litwinów.Ostatni np.za nic mają zwycięstwo Polaków w wojnie 1919 – 1920,które uratowało ich od sowietyzacji o dwadzieścia lat wcześniej.Ukraińcy zaś w historii stale tańczyli między Koroną i Moskwą,aż okazali się w pierwszej połowie XX wieku sojusznikami Niemiec,szczególnie w latach ostatniej wojny.I widzę,że to jeszcze nie koniec : zrobią to jeszcze w przyszłości.Potrzebny więc jest podwójny kaganiec – z zachodu i ze wschodu !

  11. Marko mówi:

    Dudak, 14 listopada 2017 o godz. 18:17

    Wdzięczności spodziewać się można jedynie pomiędzy bliskimi sobie osobami. Państwa dbają o swoje interesy. Polityczne interesy. Interesy w sobie właściwy sposób pojmowane. Wszystkie państwa tak postępują. Wszyystkie. Tak mi się wydaje…

  12. Marko mówi:

    Jeszcze raz Dudak:
    Polska też została wyzwowlona w 1944/45. Winniśmy za to okazywać wieczną wdzięczność..?

  13. Dudak mówi:

    @Marko W jakiejś mierze tak,tyle że ta wdzięczność byłaby większa ,gdyby wyzwoliciele (bez cudzysłowu) po niedługim czasie opuścili Polskę.

  14. Marko mówi:

    Dudak, 15 listopada 2017 o godz. 06:58

    Gdyby wyzwolili i dali nam spokój… Ale oni nie dali nam spokoju. Narzucili nam ramy ustroju politycznego i swoją kadrę, ale też ramy ustroju gospodarczego, opartego na utopijnej ekonomii politycznej spcjalizmu. Z jednej strony rządzili nami oddani Moskwie tępaki, z drugiej strony naród podlegał zasadom gospodarowania opartego na rzekomym stosowaniu zasad marsizmu-leninizmu. To był przymus, który nas odrzucił od średniego poziomu życia w Europie na długie lata twałego zacofania. Zacofania, z którego dopiero teraz – dzięki intelektualnej i finansowej pomocy UE – powoli się podnosimy.

    Ale Ty twierdzisz, że trzeba być im wdzięcznym. Bo nas wyzwolili. A o wpędzeniu nas w niewolę w 1939 roku raczysz zapomnieć? Gdyby nie oni, to przecież nie musieliby potem nas “wyzwalać”. Z niemieckich łap. Ale przecież to oni razem, Niemcy i Rosjanie, w przyjaznym sobie sojuszu, zniszczyli nasze państwo, nasz kraj i miliony obywateli. Potem się pożarli między sobą i wschodni łajdak pogonił swego zachodniego przyjaciela. Goniąc go, szedł przez Polskę. Bo innej drogi nie było. I postanowił w Polsce pozostać. W roli “największego przyjaciela po wsze czasy”.

    Ale, mówisz, powinniśmy być mu wdzięczni. “W pewnym sensie” – dodajesz. W jakim sensie? Na czym ta wdzięczność “w pewnym sensie” powinna w praktyce polegać? Nie mylisz się czasem w swojej ocenie? Skąd wyniosłeś to przekonanie o tym, że mamy dług wdzięczności wobec ZSRR czy teraz Rosji? Sam doszedłeś do tego wniosku, czy też ktoś Ci podpowiedział? Może tatuś? Mógłbyś napisać, kim był Twój tatuś z zawodu? Albo napisać kilka słów o swoim życiu?

  15. Dudak mówi:

    @Marko Zgadzam się z tym,co napisaleś powyżej,stwierdzić chcę tylko jedno,że faszystowscy Niemcy faktycznie zakładali unicestwienie Polaków i byli rasistami,sowieci zaś tego nie zamierzali,a chodziło im o wyeliminowanie elementów wrogich ideologicznie.Być może w jakimś roku 2099 mało by kto mówił po polsku i bylibyśmy wszyscy “sowieckim narodem” mówiacym po rosyjsku,ale dzięki opatrzności historycznej tego się nie stało.Nie pochwalam ja żadnych totalitaryzmów,ale nie wszystkie z nich są jednakowe – każdy ma swą specyfike: niemiecki,sowiecki,chiński (Mao),nawet kampuczański.

  16. Ali mówi:

    Tutaj zgadzam się z Dudakiem. Najbardziej przerażający i nieludzki był hitlerowski nazizm, który nie tylko zakładał zagładę lub upodlenie całych narodów, ale częściowo plan ten zrealizował. Dzisiaj niemieccy potomkowie nazistów pragną przerzucić ( choćby częściowo) odpowiedzialność za potworne zbrodnie swoich przodków na inne narody, głównie na Polaków. Jest to ze wszech miar cyniczne postępowanie dzieci, wnuków i prawnuków katów.
    Co do samego terminu “faszyzm”, to historycznie rzecz biorąc odnosi się on do reżymu Mussoliniego. Nawet w oficjalnych dokumentach niemieckich z czasów III Rzeszy, a także w niemieckiej publicystyce z tamtego okresu rozróżnia się wyraźnie pojęcia ” narodowy socjalizm” ( niemiecki) oraz “faszyzm” ( włoski). Mussolini jednak był pierwszy, zdobył władzę na ponad 10 lat przed Hitlerem i dlatego wprowadzony przez niego termin uzyskał taką złą sławę. W gruncie rzeczy reżym Mussoliniego był stosunkowo łagodną formą totalitaryzmu. Gdzie mu tam było się równać do bolszewii ( na której wzorował się organizacyjnie) oraz do hitlerowskiego nazizmu. Dopiero w późniejszych latach, zwłaszcza po włączeniu się do do II wojny światowej u boku Niemiec, reżym ten stawał się coraz bardziej bezwzględny. Nigdy jednak nie osiągnął choćby w przybliżeniu zbrodniczej perfekcji hitlerowców. Włosi to jednak inny naród niż Niemcy.

  17. Wereszko mówi:

    A propos, wspomnianego wyżej, biskupa kieleckiego Augustyna Łosińskiego:
    “Po wyparciu Legionów Rosjanie zagrozili spaleniem i zbombardowaniem miasta, jeśli nie otrzymają gigantycznej kontrybucji. Biskup Łosiński osobiście pertraktował z carskim generałem Nowikowem na temat ocalenia miasta, potem stał na czele społecznego komitetu, który zaciągał pożyczkę na rzecz zapłacenia kontrybucji. Przy okazji uratował życie kilku legionistom wziętym do niewoli.”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.