2
Nasza Katarzyna: śpiewać dla siebie, a żyć dla dzieci…

Chrzest dzieci – rodzina wraz z bliskimi świętowała w czerwcu w rodzinnym domu Katarzyny Fot. archiwum rodzinne

Wkrótce minie rok, odkąd jedna z najbardziej znanych par litewskiego show-biznesu – Katarzyna (z domu Niemyćko) i Deivydas Zvonkusowie – zostali rodzicami uroczych bliźniaków.

Szykując się do pierwszych urodzin długo oczekiwanych dzieci, promieniująca radością piosenkarka wita nas w swoim mieszkaniu, trzymając na rękach małą Kornelię. W kuchni przy stole pani Halina, mama Katarzyny, bawi się z wnukiem Donatasem.
Mąż wokalistki, producent Deivydas Zvonkus, jeszcze jest w pracy, ale po powrocie znajdzie smaczną buraczkową zupę na kolację i przytulny dom, pełen dziecięcego gwaru.

– To cudowny rok! Synek i córeczka są naszym żywym cudem, który nadaje życiu głęboki sens i satysfakcję większą niż sto udanych karier. Życie się zmieniło, zmieniły się priorytety, chęci i marzenia. Kiedyś, być może egoistycznie nawet, marzyłam o banalnym sukcesie, karierze, dobrobycie. Wszystko się zmieniło, gdy nareszcie zostaliśmy rodzicami. Za moje maleństwa, za rodzinę, oddałabym wszystko – nawet karierę, którą uporczywie i z trudem budowałam i która jest dla mnie bardzo ważna – mówi uśmiechając się Katarzyna, huśtając na kolanach córeczkę.

Oczywiście, każda kochająca matka powie, że dzieci są najważniejsze i nadają życiu sens. Jednak, jak zaznacza młoda mama, dopiero gdy kobieta sama zostaje mamą, uświadamia sobie, że to nie są tylko piękne słowa, które powiedziały już miliony matek. Sama wówczas przeżywa najgłębsze, jakie tylko jest możliwe, uczucie miłości, odpowiedzialności, troski i szczęścia.

„Wszystko się zmieniło, gdy nareszcie zostaliśmy rodzicami” – mówi piosenkarka
Fot. archiwum rodzinne

– Owszem, z czasem przyzwyczajasz się do tego szczęścia i zdarzają się chwile, że w pewnym sensie nie doceniasz go. Nie jest tak, że czuję się absolutnie szczęśliwa w ciągu 24 godzin na dobę, nie przeszkadzają mi nieprzespane noce, brak czasu na prysznic, bóle w plecach czy płacz dzieci – przyznaje piosenkarka.

Nie jest tą reklamową mamą, która ciągle się uśmiecha zmieniając pieluszki, gotuje obiad z trzech dań, czuje euforię, zajmując się praniem i sprzątaniem, a przy tym zawsze idealnie wyglądając. Zaznacza, że normalny człowiek przeżywa różne emocje, nawet gdy generalnie jest szczęśliwy.

– Bycie szczęśliwym nie znaczy, że nie masz żadnych problemów i wszystko idzie zgodnie z planami. Ważna jest umiejętność improwizowania, poświęcania, gotowość do wyzwań, wdzięczność. W moim życiu jest wiele wspaniałych osób, którym jestem wdzięczna: mężowi, mamie, siostrze, przyjaciołom – za wsparcie, dobre słowo, cenne porady, cierpliwość i pomocną rękę zawsze, gdy tego potrzebuję. Jestem wdzięczna Bogu, za to, że wszyscy ci ludzie są ze mną oraz za to, że podarował mi Kornelię i Donatasa – mówi wzruszona Katarzyna.

Tak, jak wszystkie przyszłe mamy, przed porodem wyobrażała sobie macierzyństwo nieco inaczej, niż wyglądało w rzeczywistości. Katarzyna słyszała nieraz, że jak urodzi dzieci, to wszystko się zmieni. Zaczęła więc do tego się szykować, układać scenariusz, jak to wszystko ułożyć – jak powinien minąć dzień, tydzień, miesiąc, rok, co ma zdążyć, czego musi się nauczyć.

– Gdy nastąpi odpowiedni czas, wszystko się samo ułoży. Rytm dnia dyktują dzieci, których nie obchodzą żadne twoje scenariusze. Najważniejsze – nie panikować i nie chcieć, aby wszystko od razu było idealne. Na szczęście, nie przeżyłam jakiegoś dużego szoku. Być może dlatego, że zostałam mamą w dojrzałym już wieku. Zdążyłam skosztować życia, poznać siebie, zrobić karierę, obaj z Deivydasem zdążyliśmy „pożyć dla siebie”. Brakowało tylko dzieci, które pomogłyby osiągnąć pełnię życia – tłumaczy Katarzyna.

Będąc mamą, nauczyła się znajdować czas na wszystko. Zanim urodziła bliźniaki, starała się ze wszystkim nadążyć, uczestniczyć we wszystkich możliwych projektach, być żoną, córką, siostrą, koleżanką, piosenkarką.

– Wydawało się wówczas, że w dobie, która ma tylko 24 godziny, po prostu nie zdążę zająć się jeszcze czymś – czasu ciągle brakowało – zauważa piosenkarka.

Teraz rozumie, że nawet mając dwójkę dzieci, można zorganizować dzień tak, żeby wszystkim było dobrze i znalazła się nawet chwilka na relaks. Oczywiście, bywa różnie i chaos jest niewykluczony…

– Bywa tak, że po nieprzespanej nocy zajmujesz się karmieniem, myciem, ubieraniem bliźniaków, mających różne charaktery i chęci. Uzgadniasz z mamą plany, bo dziś masz koncert, mama obiecuje pobyć z małymi, ale nagle ma nadciśnienie, mąż ma filmowanie. Zaczynasz siebie ganić, że jesteś złą matką, bo gubisz się w tym chaosie. Telefonujesz do męża, „wylewasz” na niego całą frustrację i emocje, a on spokojnie pomaga znaleźć wyjście. Wówczas i sama się uspokajasz, zaczynasz widzieć rozwiązanie, które przecież zawsze jest! – opowiada o możliwych scenariuszach Katarzyna.

Żartobliwie przyznaje, że nie zawsze wierzyła, że Deivydas zachowa swój olimpijski spokój również wtedy, gdy sam zostanie z ruchliwymi i energicznymi dziećmi w domu. Nawet specjalnie stwarzała takie sytuacje, żeby tato został z bliźniakami sam na sam.
– Wychodziłam z domu na pół dnia, załatwiałam różne sprawy i spodziewałam się, że gdy wrócę, mój mężczyzna będzie wołał: „Ratunku!”. I co? Wracam i widzę, że on jest nadal spokojny i świetnie sobie daje radę! Dzieci posłusznie jedzą, mieszkanie posprzątane, tatuś uśmiechnięty. A więc stereotyp, że mężczyźni nie mają pojęcia, jak się zachowywać z małymi dziećmi, jest już bardzo przestarzały. Sama się w tym upewniłam – mówi Katarzyna.

Co do sposobu wychowania dzieci, pani Zvonkuvienė cieszy się, że obaj z mężem traktują tę sprawę podobnie.
– Jestem dość srogą mamą, Deivydas też nie chce, aby nasze dzieci były rozpieszczone. Chcemy przede wszystkim wychować ich na dobrych ludzi. To, oczywiście, jest zadaniem na długie lata. Dzieciaki są jeszcze małe i nie wszystko możemy wytłumaczyć im już teraz. Ale duże rzeczy zaczynają się od czegoś małego – dziś nauczę ich, że nie wolno krzywdzić kwiatka, wyrywając liście. Kiedyś dzieci się nauczą odpowiedzialności, szacunku i wdzięczności. Wszystko ma swój czas – uważa Katarzyna.

Ważnym dla pary aspektem jest również wychowanie bliźniaków w dwóch kulturach.
– Gdy jesteśmy razem z mężem czy jego rodziną, mówię do dzieci po litewsku. Gdy zostaję z nimi sama czy obok jest moja mama albo siostra, to mówię po polsku, śpiewam polskie kołysanki. Deivydas też się cieszy, że dzieci naturalnie nauczą się dwóch języków i poznają dwie kultury, których są częścią – mówi piosenkarka.

Katarzyna niejednokrotnie podkreślała w wywiadach, że lubi wyzwania i nie wyobraża sobie życia bez sceny. Mimo że wychowuje dwójkę małych dzieci, znajduje obecnie także czas na budowanie kariery.

– Jeszcze gdy byłam w ciąży, często mnie pytano, kiedy zamierzam wrócić na scenę. Nie znałam odpowiedzi i chyba głupio byłoby coś w tej sprawie planować, bo skąd mam wiedzieć, jak będzie? Jedyne, o czym mogłam myśleć, to żeby moje dzieci urodziły się zdrowe. Podczas oczekiwania na te dwa cuda kariera naturalnie odeszła na drugi plan. Nie wyznaczałam sobie żadnych terminów, do kiedy mogę poświęcać się jedynie dzieciom, a kiedy już muszę zacząć koncertować – tłumaczy rozmówczyni.

Jednocześnie piosenkarka przyznaje, że jej zawód wymaga regularnego przypominania o sobie – artysta musi być widziany, muszą o nim mówić, musi pracować. Toteż zaledwie po upływie czterech miesięcy od urodzenia bliźniaków, świeżo upieczona mama zaśpiewała podczas uroczystości „Lietuvos garbė“ („Duma Litwy”).

– Z jednej strony artysta nie może pozwolić sobie na wzięcie kilkuletniego urlopu, bo ryzykuje, że o nim zapomną. Nigdy nie możesz wiedzieć, jak to będzie. W dodatku, w ciągu kilku miesięcy zdążyłam stęsknić się za sceną, za ludźmi, pragnęłam śpiewać dla publiczności. Z drugiej strony, miałam ogromne wyrzuty sumienia, bo wydawało mi się, że wracając na scenę, zdradzam swoje dzieci. To była niezwykle trudna decyzja… – przyznaje Katarzyna.

Jak zaznacza, obok były jednak osoby, które umiały ją zmotywować i pomogły uświadomić, że dzieci potrzebują nie tylko troskliwej, ale też szczęśliwej mamy. Wokalistka uważa, że jakość spędzonego razem czasu jest ważniejsza niż jego ilość.
– Mogłabym być z dziećmi przez całą dobę, ale też stopniowo tracić humor i denerwować się, bo swojej tęsknoty do sceny nie potrafię wykasować. Początkowo, z powodu chęci śpiewania, winiłam siebie, bo przecież „dobra mama powinna żyć dla dzieci”. Zrozumiałam jednak, że kariera i macierzyństwo nie muszą być sobie przeciwne. Można więc żyć dla dzieci, a śpiewać dla siebie! Cieszę się, że mogę to wszystko połączyć dzięki pomocy mamy, siostry i męża. Odjeżdżam na parę godzin, a gdy wracam, jestem szczęśliwa i gotowa na sto procent do zajęcia się moimi maleństwami – tłumaczy mama Kornelii i Donatasa.

Aktywna kobieta wróciła nie tylko na scenę, ale też do sali sportowej. Wyniki jej pracy w pocie czoła widoczne były już kilka miesięcy po porodzie. Katarzyna jednak jest perfekcjonistką i sądzi, że są jeszcze pewne akcenty do naprawienia. Mówi również, że nawet idealna kobieta zawsze odnajdzie w sobie coś, co jej się nie podoba.

– To chyba jest częścią kobiecej natury – zawsze się do czegoś przyczepiamy. Wiele z nas też przyzna, że w poważny kompleks mogą wpędzić te mamy, które już miesiąc po porodzie w sieciach społecznościowych chwalą się szczuplutką figurą i płaskim brzuszkiem. Z jednej strony zrozumiałym jest, że jeżeli już nie jesteś 25-latką, to odzyskać dawne kształty będzie trudniej. Z drugiej strony, muszę zdawać sobie sprawę z tego, że jestem człowiekiem sceny. Widz chce obserwować na scenie piosenkarkę o perfekcyjnych kształtach i nie obchodzi go, czy obecnie karmisz dwójkę dzieci, czy jesteś wyspana – mówi Katarzyna.

Jak zaznacza, człowiek płaci pieniądze za bilet, przychodzi na koncert i chce, żeby wokalistka dobrze wykonała swoją pracę – wizerunek zaś jest ważną częścią pracy artysty.
– Skoro więc wychodzisz na scenę, to musisz na niej dobrze wyglądać. Mam tę świadomość, dlatego
zamiast narzekania, że „jest mi tak trudno”, biorę się w garść i idę do siłowni – mówi Katarzyna.

W ciągu kilku miesięcy Katarzyna zdążyła stęsknić się po scenie, po ludziach, pragnęła śpiewać dla publiczności Fot. archiwum rodzinne

Zaznacza również, że wymogi publiczności są dobrą motywacją, żeby nie tkwić w tzw. strefie komfortu.
– Możesz nawet nie zauważyć, jak pogrążysz się w rutynę i stopniowo staniesz się kobietą, która już nie dba o siebie. W pośpiechu skręcony na głowie kok, niemyte włosy, schowane pod swetrem pozostałe po porodzie zbędne kilogramy, plamy kaszy na jeansach – te rzeczy są zrozumiałe i obecne w życiu każdej świeżo upieczonej mamy, która jest zbyt zmęczona, aby myśleć o wyglądzie. Jednak po jakimś czasie, gdy już zdrowie pozwoli, należy zacząć „wracać do siebie” i być nie tylko mamą, ale też kobietą i małżonką. W moim przypadku – też piosenkarką – wylicza wesoło Katarzyna.

Obecnie młoda mama znajduje czas na koncertowanie (m.in. już w tę niedzielę zobaczymy ją podczas gali finałowej konkursu „Dziewczyna Kuriera Wileńskiego – Miss Polka Litwy”), nagrywa teledyski i nowe piosenki, uczestniczy w sesjach fotograficznych i różnych akcjach charytatywnych. Jeżeli okoliczności się nie zmienią, to po Nowym Roku w planach jest też udział w nowym projekcie telewizyjnym.

– Na dziś najważniejszym „projektem” jest planowanie pierwszych urodzin Kornelii i Donatasa. Pierwszego grudnia minie rok, odkąd Bóg obdarował nas z mężem podwójnym szczęściem. Odczuwam je maksymalnie intensywnie każdego wieczoru, gdy obserwuję swoje śpiące w kołysce maleństwa – mówi wzruszona mama.

 

 

2 odpowiedzi to Nasza Katarzyna: śpiewać dla siebie, a żyć dla dzieci…

  1. Połaniec mówi:

    Kasia występowała kilka razy w Połańcu! Dwa razy podczas koncertu z chórem LIRA z Landwarowa i RUDNICZANKĄ z Białej Waki, ( pod kierownictwem nieodżałowanej pamięci Władysława Korkucia -koncerty w kościołach naszej Gminy), jeden raz z okzji DNI POŁAŃCA i jeden raz podczas finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy- lata 1999-2001. Dziękujemy!!!!!

  2. Oho mówi:

    Piękna rodzinka.Szczęść Im , Boże!

Leave a Reply

Your email address will not be published.