4
Prof. Dorota Misiejuk: Język to soczewka naszej tożsamości

Prof. Dorota Misiejuk

Rozmowa z prof. Dorota Misiejuk, specjalistą od komunikacji międzykulturowej z Uniwersytetu w Białymstoku o tym, w jaki sposób uczyć języka ojczystego w szkołach mniejszości narodowych a także o tym, czy Polacy z Wileńszczyzny muszą wstydzić się za to, jak mówią po polsku.


Nauczyciele języka polskiego na Litwie mówią o tym, że coraz trudniej zachęcać im uczniów do nauki języka ojczystego. Czy w nauczaniu języka mniejszości powinno się coś zmienić?

W dzisiejszym, zglobalizowanym świecie, kategoria mniejszości nam się przewartościowuje, pojawiają się zupełnie nowe problemy. Edukacja mniejszości narodowych powinna więc przejmować zupełnie inny model niż ten XX wieczny, opierający się na maksymalizowaniu języka w edukacji. Chodzi raczej o uświadomienie sobie, w jaki sposób na przyszłość mogę dokonać aktu dziedziczenia przeszłości. Świat zmienia się dziś bardzo szybko i nie jesteśmy w stanie przewidzieć, w jakich kontekstach kulturowych nasi wychowankowie będą funkcjonować za 20 lat. A to jest przecież perspektywa każdego wychowawcy.

Czy oznacza to, że nie należy kłaść nacisku na język, a na całość kontaktu z polską kulturą?

Nie, język, to bardzo ciekawe zjawisko, to soczewka naszej tożsamości. To już Kant powiedział, że najpierw idzie nazwa, a później potem rzecz, którą oznacza. Od tego, jak nazywamy, zależy jak myślimy. Chodzi o samą formę absorbowania języka, same sposoby uczenia języka, dotykanie innych artefaktów kultury, które związane są z językiem – to wszystko musi ulec zmianie. Koncentrowanie się na artefaktach kultury polskiej, które kiedyś funkcjonowały i opowiadają o rzeczach dawnych, są już dziś niekompatybilne społecznie. W języku polskim, jeżeli mówimy o mniejszości polskiej, sama narracja artefaktów kultury powinna ulec zmianie.
Powinniśmy patrzeć na nie z perspektywy przyszłościowej, a nie przeszłości.
Uczenie języka jest oczywiście bardzo ważne i kompetencje językowe są kluczowe dla szacunku do samego siebie. Może jednak postawić pytanie: co to jest język. Możemy na niego patrzeć jako na artefakt kultury i wtedy jest to system, ale język możemy postrzegać także w perspektywie mowy, która jest bardziej efektywna dla budowania własnej tożsamości. Czy wobec tego uczenie języka mniejszości, nie powinno rozpoczynać się od aktu odziedziczenia tych wyrażeń, które są tradycyjne dla grupy zamieszkującej dany teren? A wiadomo, że mowa każdej grupy jest zupełnie inna. Wtedy celem każdej grupy było by odziedziczenie tych artefaktów mowy i pokazanie ich różnicy w stosunku do systemu językowego. Decyzją ucznia było by, na którym etapie zatrzymuje się i przestaje rozwijać język. O standard będą dbali prawdopodobnie tylko nieliczni, ale w przypadku mniejszości, wartościowe jest również używanie języka polskiego w formie mowy regionalnej.

Dzisiaj na Wileńszczyźnie trudno mówić jednak o gwarze wileńskiej. Język, jakim nierzadko posługują się Polacy na Litwie częściej określany jest raczej jako „sieczka językowa”. Wiele w nim słów, czy form rosyjskich, białoruskich czy litewskich. Czy taka mowa również może być wartością regionalną? Czy Polacy z Wileńszczyzny nie muszą się wstydzić swojego języka?

Wstydzić – na pewno nie. To jest moje stanowisko światopoglądowe. Na to zjawisko powinniśmy natomiast patrzeć refleksyjnie. Chodzi o to, żeby wiedzieć, że dane słowo w naszym systemie jest efektem wydarzeń społeczno-historycznych. Wówczas mamy wolność wyboru. Jeżeli uczeń od samego początku swojej edukacji językowej dostaje informację, że jego mowa jest zła, że jest nieposprzątana, brudna – to on tak zaczyna myśleć o sobie. A to już nie nie jest dla niego dobre.

Wtedy polskość nie kojarzy się z czymś, co wzbogaca, ale z ciężarem…

Dokładnie tak. Wydaje mi się, że tutaj najważniejsze, co mamy do zrobienia, to taka praca oświeceniowa. Mamy pokazać, że język jest żywą formą. Oczywiście rozumiem te wszystkie problemy związane ze standaryzacją, z tym że mamy ochotę uczyć standardu, ale nauczanie związane jest zawsze wychowaniem. Jeżeli uczeń w procesie edukacyjnym dostaje informację, że popełnia błędy, to dla niego jest to również informacja o nim samym. W jego głowie utwierdza się wówczas przekonanie: „ciągle źle mówię, a więc ciągle jestem zły, ciągle cele do osiągnięcia są przede mną”. Uczeń postrzega także język polski, w tej wersji, jaką poznaje w szkole jako obcy, nie jako swój. Powinien dostać jasną, klarowną informację, że jest w porządku. Oczywiście możemy się zastanowić, czy w perspektywie języka jako systemu nie można by czegoś poprawić, ale zawsze w oparciu o szacunek do samego siebie. Jeżeli ciągle jego sposób mówienia nie jest przyjmowany a wręcz wyśmiewany, dostaje informację wychowawczą: „nie powinienem mieć do siebie szacunku, bo to, co dali mi rodzice nie jest wartościowe”.

Wydaje się, że to czego szczególnie potrzebują uczniowie z Wileńszczyzny, to kontakt ze współczesną polską kulturą. W jaki sposób można zapewnić to najlepiej w naszych warunkach?

To bardzo praktyczne pytanie. Oczywiście, wiele rzeczy można znaleźć dzisiaj w internecie, to jest na pewno ogromny zasób kulturowy. Odpowiedź według mnie wiąże się bardzo z podróżami, wyborem repertuaru kin, teatrów… Z różnego rodzaju inicjatywami artystycznymi. To wszystko oczywiście sprowadza się również do kwestii finansowych. Jesteśmy obecnie w stosunkowo dobrej sytuacji. Jest wiele projektów, w ramach których możemy organizować wyjazdy, wymiany. Ważne jest jednak, by uczeń do tego rodzaju wyjazdów do Polski również był dobrze przygotowany. To ogromne wyzwanie dla wychowawcy. Nauczyciel musi mieć świadomość gdzie i po co wiezie ucznia, wiedzieć, jak otworzyć go na kontakt z kulturą. Trzeba zadbać o formę takiego spotkania z kulturą. Jestem przeciwniczką np. spektakli teatralnych w salach gimnastycznych. Na ucznia działa także cisza, przestrzeń teatru.

Wydaje się, że wyjątkowo wartościowe mogą być wyjazdy integracyjne dla uczniów z Polski i Wileńszczyzny…

Tak, oczywiście, ale to też nie zawsze jest skuteczne. Jeżeli zabieramy gdzieś grupę np. 60 dzieci, które są następnie wtłoczone w przestrzeń, gdzie kontakty międzyludzkie są utrudnione, nie osiągniemy efektu. Dziecko z takiej wycieczki wróci mając wrażenia jedynie z kontaktu ze swoją grupą, ale nie nauczy się komunikacji z innymi osobami. Trzeba pamiętać, że na takich masowych imprezach buduje się silną opozycję „swój-obcy”. Następuje bardzo szybko blokada.
Jeżeli zadbamy o warunki, by integracja była możliwa, może być to bardzo pomocne. W takiej edukacji kulturowo-językowej ważne są obyczaje związane z językiem. Mówienie półgłosem, słuchanie nawzajem. To taki moment, gdy udrażnianie się sam przekaz językowy. Bardzo łatwo w takich warunkach nauczyć się nowej, poprawnej normy językowej.
Grupa nie może być jednak większa niż 14 osób z każdej strony. Po prostu w większych grupach nie da się pewnych procesów przeprowadzić. Niekoniecznie jednak po takim wyjeździe standard języka musi się poprawić. Musimy pamiętać, że dzieci i młodzież w Polsce również nie zawsze używają w mowie standardu języka polskiego, ale słów charakterystycznych dla swojej grupy wiekowej.

Czy jednak polska młodzież z Litwy, nie powinna znać również języka rówieśników z Polski? Czy nie pomoże to choćby w wejściu w środowisku rówieśników po wyjeździe do Polski na studia?

To dobre pytanie. Użyła jednak pani słowa „powinna”. Nie wiem, czy tak „powinna”. To rozstrzyga się w procesie socjalizacyjnym. Na pewno ważne jest nauczenie się komunikowania. Podstawą jest więc standard języka, i o to tylko mogą zadbać nauczyciele. Co się będzie działo między uczniami, na ile zabsorbują język rówieśników – to się będzie działo. Ważne jest by uczniowie byli do takiego spotkania dobrze przygotowani. Nie tylko uczniowie z Litwy, ale żeby podobny trening przeszli również uczniowie z Polski.
Często jest tak, że uczniowie z Litwy są przygotowani do wyjazdu, wychowawcy nastawiają ich na kontakt z nowymi osobami, natomiast uczniowie z Polski są zupełnie nie gotowi. Wyobrażają sobie, że przyjadą do nich Polacy z Litwy. Patrzą na to z perspektywy swojej wiedzy o Unii Europejskiej. Nie wiedzą, skąd Polacy na Litwie się wzięli. Mając swoje doświadczenie – podejrzewają, że coś się zadziało w życiu ich rodzin, że wyjechały na Litwę do pracy, tak, jak się wyjeżdża do Wielkiej Brytanii. Zupełnie nie są przygotowani do tej odmienności Polaków z Litwy. Kiedy dochodzi do spotkania, te wszystkie wyobrażenia padają i pojawia się silna opozycja. Dzieci idą na tę samą wycieczkę, ale ze sobą nie rozmawiają. Przy tego rodzaju inicjatywach konieczne jest, by wychowawcy potrafili zintegrować grupę. Inaczej kontakt, który miał prowadzić do integracji może okazać się raniący.

 

 

4 odpowiedzi to Prof. Dorota Misiejuk: Język to soczewka naszej tożsamości

  1. Marko mówi:

    Im więcej osobistych kontaktów, wyjazdów do Polski na kursy albo wakacje, tym lepsze będą rezultaty w opanowaniu języka polskiego i kultury polskiej. Najbardziej owocne są osobiste przeżycia, spontaniczne kontakty, wesołe zabawy.

  2. Lenkas mówi:

    Po co Polakom z Litwy polski język jak Polaków w Polsce, przecież mają swoją odmianę polszczyzny, która jest inna, ale nie jest gorsza od tej polskiej… Nie warto na siłę udawać z siebie takich prawdziwych Polaków-koroniarzy… Jest to podbne to tego, gdyby Australijczyk zaczął uważać się za Anglika lub Amerykanina i używać brytyjskiej albo amerykańskiej wersji języka angielskiego zamiast swojej… W dodatku Polacy na Litwie to przeważnie spolonizowani Litwini, nie wolno zapominać o swym pochodzieniu…

  3. Marko mówi:

    Lenkas, 28 listopada 2017 o godz. 08:33
    Podstawą gwary regionalnej jest zawsze literacka forma języka.

  4. Adam81w mówi:

    Nie dajmy zniszczyć polskiego języka na Litwie. Im więcej Polacy z Litwy będą brać udziału w polskim życiu narodowym, w życiu narodu polskiego tym lepiej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.