2
Tomasz Kaźmierski: W Anglii mieszka spora część naszego narodu

Prof. dr inż. Tomasz J. Kaźmierski ma nadzieję, że współpracę pomiędzy Wilnem a Londynem będzie można rozwijać Fot. archiwum

Rozmowa z prof. dr inż. Tomasz J. Kaźmierskim, rektorem Polskiego Uniwersytetu Na Obczyźnie w Londynie


Z czym związana jest Pana wizyta w Wilnie?

Zostałem wybrany na rektora przez senat Polskiego Uniwersytetu Na Obczyźnie (PUNO). Objąłem obowiązki 1 września. To mój pierwszy rok jako rektora i jedną z rzeczy, które chciałbym rozwinąć, to współpraca z drugim polskim uniwersytetem poza granicami, jakim jest Universitas Studiorum Polona Vilnensis i Stowarzyszeniem Naukowców Polaków Litwy. To właśnie cel mojej wizyty. Widzę możliwości współpracy, choćby w obszarze konferencji naukowych. Mam nadzieję, że współpracę pomiędzy Wilnem a Londynem będziemy mogli rozwijać.

Od kiedy mieszka Pan w Anglii?

Pochodzę z późniejszej emigracji. Wyjechałem w 1983 r. Dla tych Polaków, którzy przyjechali po przyłączeniu do Unii Europejskiej, jestem starym, angielskim Polonusem, ale ta stara Polonia, to przede wszystkim Polonia powojenna.
Po II wojnie światowej to Londyn był głównym ośrodkiem życia polskiej emigracji, gdyż rząd Wielkiej Brytanii zgodził się na przyjęcie Polaków, którzy byli rozsiani po całej Europie. Ta pierwsza wojenna emigracja objęła ok. 160 tys. osób. Większa była wówczas tylko Polonia amerykańska. Wiodącym elementem tej emigracji byli polscy oficerowie, którzy, osiedlając się w różnych częściach Anglii, organizowali środowiska polonijne. Działały one bardzo prężnie, również dlatego, że wkład polskich kombatantów był powszechnie przez Brytyjczyków doceniany.

W jakich okolicznościach zdecydował się Pan na wyjazd?

Pracowałem na Politechnice Warszawskiej. W Polsce zrobiłem studia, doktorat. Pracownikom naukowym nie było wówczas trudno wyjechać z Polski, wielu moich kolegów mieszka obecnie w Ameryce, nawet żartowali, że ja też tam skończę.
Wydaje mi się jednak, że Anglia jest z Polską bardziej kompatybilna kulturowo. Może wydawać się, że to zupełnie różna kultura, ale ma wiele elementów wspólnych, np. szacunek dla wolności, tolerancja, lokalna samorządność. Te wspólne wartości tworzą płaszczyznę, na której łatwo się porozumieć. Potem wyjechałem na trochę do Stanów, pracowałem w IBM, ale wróciłem do Anglii. Zaważyła rodzina, ale także bliskość Polski, w której powoli zaczynały się już zmiany.

Czy od razu zadeklarował Pan, że wyjeżdża na stałe?

Gdybym powiedział, że nie zamierzam wracać, to nie dostałbym paszportu. Wziąłem więc urlop bezpłatny, potem go przedłużyłem. Pod koniec 1984 r. trzeba było wreszcie się określić. Rodzina już wtedy była ze mną, powiedziałem więc mojemu kierownikowi w pracy, że nie wrócę.
Łatwo coś takiego powiedzieć, ale nasza droga do twardego postanowienia, że nie wracamy, była jeszcze bardzo długa. Czuliśmy się wyrwani z korzeniami, to trwało chyba do początku lat 90. Wtedy już byliśmy pewni, że zostajemy na stałe. Chyba wszyscy emigranci, nawet teraz, gdy jest o wiele łatwiej, bo nie trzeba palić za sobą mostów, mają podobne historie.

Czy można powiedzieć, że Wielka Brytania po wojnie wzbogaciła się o Polaków, którzy tam zamieszkali?

Na emigracji wykształceni ludzie zawsze są mile widziani i warto to podkreślać. Poprzednia rektor PUNO, Halina Taborska, rozpoczęła w Londynie tradycję konferencji kwietniowych po katastrofie smoleńskiej w 2010 r., które są poświęcone wkładowi Polaków w różne dziedziny życia w Anglii. W ubiegłym roku odbyła się konferencja dotycząca dziedziny muzyki, w 2018 r. odbędzie się kolejna, poświęcona polskim architektom.

PUNO jest wyjątkowym uniwersytetem. Chyba jedynym polskim uniwersytetem poza granicami kraju…

To uniwersytet, który został założony przez Rząd Rzeczypospolitej Polskiej na Uchodźstwie. Protoplasta PUNO, pierwszy polski uniwersytet poza granicami powstał już w 1939 r. w Paryżu. Znalazło się tam wielu polskich naukowców z przedwojennych uczelni, których przed wojną było ok. 40. Trzy historyczne uniwersytety, czyli jagielloński, wileński i lwowski, ale także wiele nowszych uczelni, w tym technicznych.
Część kadry, po przegranej kampanii wrześniowej, znalazła się na Zachodzie. To oni zainicjowali powstanie paryskiej placówki. Następnie, już w 1949 r., gdy było wiadomo, że nie mogą wrócić do kraju, który znalazł się pod władzą komunistów, zdecydowali się na założenie polskiej placówki naukowej w Londynie. Tak właśnie powstał Polski Uniwersytet na Obczyźnie, który funkcjonował przez ponad 50 lat jako jedyny wolny polski uniwersytet, bo jak wiadomo, uniwersytety w PRL-u były pod względem ideologicznym kontrolowane przez władze komunistyczne. Ten etos PUNO istnieje do tej pory. Teraz oczywiście nie jest to jedyny wolny uniwersytet, ale pojawiają się innego rodzaju wyzwania.

Jakie to wyzwania?

Po wejściu Polski do Unii Europejskiej nastąpiła bardzo intensywna migracja Polaków do Wielkiej Brytanii. Nie wiemy, ilu w tej chwili Polaków tam mieszka. Według oficjalnych statystyk, podawanych przez polski rząd, jest to ok. 1 mln osób.
Jeżeli się jednak przyjrzeć statystykom, np. z angielskich szkół, to liczba polskich dzieci, jakie w nich się uczą wynosi ok. 400 tys. Z tego można wyciągnąć wniosek, że Polaków na Wyspach jest znacznie więcej. To naprawdę duża część narodu. W tej sytuacji PUNO chce odpowiedzieć na potrzeby tego młodego pokolenia Polaków, stwarzając im możliwości kształcenia.
W tej chwili koncentrujemy się głównie na organizacji kursów podyplomowych. Bardzo dużo z nich to kursy dla nauczycieli, tym zajmuje się Zakład Dydaktyki Polonijnej, ale są też kursy związane z opieką medyczną i te związane z działalnością PUNO, czyli nauki humanistyczne, społeczne. Jedną z moich głównych ambicji jest wzmocnienie nauk technicznych, także dlatego, że to moja dziedzina – jestem elektronikiem.

Ilu studentów co roku studiuje na PUNO?

Liczba studentów jest u nas bardzo zmienna. Nie prowadzimy regularnych studiów I stopnia, ale przede wszystkim kursy, które rozpoczynają się w różnych fazach roku akademickiego. Rocznie może to być około stu kursów. To są ludzie w różnym wieku, przeważnie młodzi, którzy przyjechali do Anglii z przyczyn ekonomicznych, czasem od razu po maturze. W Anglii zdążyli już dobyć pewną pozycję, a teraz chcą podnosić swoje kwalifikacje. Są także osoby po studiach, które uczą się u nas na studiach podyplomowych.

Polonia w Wielkiej Brytanii bardzo się zmieniła po wejściu Polski do Unii Europejskiej. Jaka jest teraz?

Jestem pełen zachwytu, kiedy patrzę na tych ludzi, którzy przyjechali w ostatnich latach. To, co przekazują media, czasem wygląda różnie, ale z moich obserwacji w Southampton, gdzie mieszkam, wynika, że działają bardzo aktywnie.
Powstaje bardzo wiele organizacji, w moim mieście są obecnie 3 polskie szkoły sobotnie. Pamiętam, jak nauka w takich szkołach wyglądała wtedy, gdy ja przyjechałem, bo uczyłem polskiego w klasie dla dorosłych. W tej chwili jest to robione bardzo profesjonalnie, zajęcia są prowadzone przez nauczycieli z Polski. To duże szkoły, np. na ok. 400 dzieci. W Southampton prawdopodobnie ok. 10 proc. mieszkańców miasta to Polacy.

Czy szkoły sobotnie to wystarczające rozwiązanie dla Polaków w Wielkiej Brytanii?

To jest jeden z ważniejszych tematów związanych z Polonią, jakimi powinien, według mnie, zainteresować się Rząd RP. Ta pomoc, jaką otrzymują Polacy w szkołach sobotnich, na pewno nie jest wystarczająca. Nie można przecież dobrze nauczyć się języka polskiego, chodząc do szkoły tylko raz w tygodniu, w sobotę. Trzeba myśleć o szerszym kształceniu, np. o polskich szkołach. W Anglii są takie możliwości, są grupy narodowościowe czy wyznaniowe, które mają swoje szkoły.
Oczywiście taki pomysł może być krytykowany, pojawią się głosy, że młodzież nie integruje się dobrze w takiej szkole z Anglikami, ale wydaje się, że choćby jedna taka szkoła średnia mogłaby istnieć po to, żeby w Anglii można było zrobić polską maturę.

Wydaje się, że to byłoby bardzo korzystne, zwłaszcza dla rodzin, które myślą o powrocie z emigracji…

Tak, dokładnie. Wielu osobom trudno wrócić właśnie dlatego, że boją się o to, czy ich dzieci będą potrafiły włączyć się w polski system edukacji. To są problemy, których Polonia w Anglii nie rozwiąże własnymi siłami, mógłby w tym pomóc jedynie Rząd RP. Konieczne byłyby oczywiście ogromne środki, ale nie możemy zapominać, że w Anglii mieszka obecnie naprawdę duża część naszego narodu. Te szkoły sobotnie utrzymują związek z Polską, historią, ale to za mało.

Czy Polacy w Wielkiej Brytanii chcą takich szkół?

Na pewno chcą więcej, niż może im to zapewnić szkoła sobotnia. Od czasu do czasu mam w Southampton wykłady, z okazji różnych rocznic. Na takie spotkania przychodzi bardzo wiele rodzin z dziećmi. Wyraźnie widać, jak bardzo brakuje im informacji o Polsce. Na pewno byłoby to rozwiązanie najbardziej korzystne dla rodzin, które nie chcą zostawać w Wielkiej Brytanii na stałe. Wydaje mi się, że Polska powinna być zainteresowana tym, by powrót z emigracji był maksymalnie ułatwiony, a wrócić jest dużo trudniej, jeśli dziecko np. przez 3 lata chodziło do szkoły w Anglii.

Czy PUNO otrzymuje wsparcie od polskiego rządu?

Na razie nie, ale o to zabiegamy. Uniwersytet został powołany dekretem Rządu RP na uchodźstwie, a III RP jest spadkobierczynią II RP i tego rządu. Mamy nadzieję, że uda nam się przekonać polskie władze, że PUNO jest polskim uniwersytetem, który powinien być uwzględniony w budżecie. Gdyby tak się stało, moglibyśmy rozwinąć działalność, uruchomić studia I stopnia, które kiedyś działały. Oczywiście, nawet w tych warunkach, jakie mamy, myślimy o rozwoju. Bardzo chciałbym umożliwić za pośrednictwem PUNO rekrutację na studia zaoczne na polskich uczelniach. Ilość wizyt w czasie studiów w Polsce można by zmniejszyć, gdyby część zajęć czy egzaminów mogła się odbywać w Londynie. Byłaby to bardzo atrakcyjna forma studiów dla młodych Polaków w Anglii. Studia tutaj są dosyć drogie i najczęściej wiążą się z koniecznością wzięcia kredytu. Chętne do współpracy są także polskie uczelnie.

 

2 odpowiedzi to Tomasz Kaźmierski: W Anglii mieszka spora część naszego narodu

  1. Lenkas mówi:

    Spora część naszego narodu mieszka na Kresach Wschodnich… (poza Unią, niestety)… A w Anglii to Polaczki, nie lubiani przez Brytyjczyków…

  2. Lenkas mówi:

    A jeśli chodzi o emigrację powojenno, to nie mam nic przeciwko temu, pewnie jak i Brytyjczycy, bo lata 40. XX wieku to dawna przeszłość… Brat mojego dziadka właśnie po wojnie osiadł w Jorku…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.