0
Kolejny sukces redakcji „Kuriera Wileńskiego”: zwycięstwo na Polskim Dyktandzie dla Dorosłych!

Zdobywcy nagród w tegorocznym konkursie Polskiego Dyktanda dla Dorosłych

Rosną akcje „Kuriera Wileńskiego” na giełdzie dziennikarskiej.
Anna Pieszko, autorka poniższego tekstu, zdobyła 1 miejsce na konkursie Polskie Dyktando dla Dorosłych 2017!
To już kolejne wyróżnienie dla dziennikarzy „Kuriera Wileńskiego”.
Ilona Lewandowska w ubiegłym tygodniu otrzymała nagrodę wyróżnienia od Marszałka Senatu RP Stanisława Karczewskiego za udział w konkursie „Polska rodzina poza Polską”.
Cieszymy się razem z naszymi koleżankami redakcyjnym i czekamy na kolejne sukcesy!

Matrymonialne rozterki pewnego singla były tematem tegorocznego Polskiego Dyktanda dla Dorosłych. Tekst został ułożony przez doc. dr Barbarę Dwilewicz i doc. dr Irenę Masojć, wykładowczynie polonistyki na Litewskim Uniwersytecie Edukologicznym i, jak przystało na poważny sprawdzian, obfitował on w ortograficzne zasadzki i pułapki.
Wydarzenie zostało zorganizowane 16 grudnia przez Związek Polaków na Litwie, we współpracy z Centrum Języka Polskiego i Kultury Polskiej na LUE.
Szczęśliwa piątka zwycięzców to: Alina Wysocka i Wioletta Salwińska (dwa trzecie miejsca, warte 200 euro), Diana Kardis i Andrzej Czujko (dwa drugie miejsca, warte 450 euro), na pierwszym miejscu znalazła się – ku ogromnej swej radości – niżej podpisana (z nagrodą w wysokości 1 000 euro).
Pula nagród o łącznej wartości 2 300 euro została przeznaczona dzięki wsparciu Senatu RP i Fundacji „Oświata Polska za Granicą“, której przedstawiciel, Jacek Giebułtowicz, przybył na konkurs.

Przed sprawdzianem Michał Mackiewicz rozdał numerki, które zapewniły anonimowość prac

Prezes ZPL, Michał Mackiewicz, po przywitaniu uczestników rozlosował numerki, które zapewniły anonimowość prac. W tegorocznej, trzeciej edycji konkursu, do sprawdzianu z ortografii przystąpiło około 20 osób. Niektórzy uczestnicy – logopeda, emerytowana nauczycielka, lekarz – po napisaniu dyktanda przyznawali, że pisownia niektórych wyrazów nie była oczywista. Pewną trudność stanowiły wyrazy zapożyczone z języka angielskiego, pisownia łączna i rozłączna, pisownia przyimków, nazw geograficznych, a nawet… kaligrafia.
– Pewien niedosyt budzi to, że nie za wiele osób przyszło na ten konkurs. Nie wiem, co było przyczyną, ale mam nadzieję, że jeżeli takie konkursy będą organizowane częściej, co roku, to liczba tych osób będzie się zwiększać. Zwłaszcza że anonimowość konkursu powinna być zachętą, by jak najwięcej osób brało w nim udział – mówiła dr Barbara Dwilewicz.

Fot. autorka

Tekst dyktanda – „Rozterki singla”

Trzydziestokilkuletni mężczyzna, trzymając w ręce fastfoodowe danie, siedział zamyślony na placu Łukiskim, od niechcenia spoglądał spode łba na nowo wybudowane wieżowce i rozmyślał o bezpowrotnie zaprzepaszczonych szansach matrymonialnych.

Swoją pierwszą miłość poznał w ósmej klasie, uczęszczając do grupy juniorów w sekcji lekkoatletyki. Oboje woleli skoki w dal niż skoki wzwyż, przedkładali bieg sprinterski nad maraton. Następnie ich hobby się zmieniło, zaczęli wspólnie chodzić do galerii na bezpłatne wernisaże wileńskich artystów plastyków i marzyć o studiach współczesnego designu za granicą. Pamięta to dżdżyste popołudnie i rzewne pożegnanie przed wyjazdem Aurelii do Holandii. Zdążył ją tam nie raz i nie dwa odwiedzić, a przy okazji obejrzeć autentyczne płótna Rembrandta i van Gogha. Uczucie wszakże nie wytrzymało próby odległości. Nie dość, że zaczęła nadsyłać zdjęcia w towarzystwie czarnookiego Włocha, to jeszcze przeprowadziła się do niego.

Eugeniusz dotychczas był nieżonaty, kiedyś niezmiernie cenił tę kawalerską wolność, jednakże ostatnio przeżywał nie najlepszy okres w swoim życiu i z coraz większą niechęcią wracał do nieprzytulnego mieszkania. Niejednokrotnie już się zastanawiał, gdzie by znaleźć kandydatkę na żonę. Doszedł do wniosku, że najlepiej zapytać o to wszystkowiedzącego kolegę, lecz ów był nieco zaskoczony niecodziennym pytaniem i zaczął mówić mu coś nie do rzeczy. Zatem sam postanowił, że uda się albo nad morze Marmara, albo nad Morze Śródziemne, a tam zapewne nie brak jasnowłosych kobiet, bo takie na ogół były w jego guście. Niemal w okamgnieniu przygotował się do podróży na od dawna wymarzoną Majorkę. Już w samolocie czekała go przyjemna niespodzianka, obok usiadła urocza dwudziestoparolatka, z czego niezmiernie się ucieszył. Jego radość trwała jednakże nazbyt krótko, gdyż ni stąd, ni zowąd pojawił się czteroipółletni chłopczyk i zawołał donośnie: „Mamo, nareszcie cię znalazłem!”. Kilkugodzinny lot bez międzylądowań nie był uciążliwy, a Eugeniusz oczyma wyobraźni widział już siebie spacerującego po złocistożółtej plaży z superatrakcyjną dziewczyną.

Marzenia omal nie stały się rzeczywistością. Grając w ping-ponga, poznał piękną pół Polkę, pół Czeszkę mieszkającą w województwie jeleniogórskim. Naprawdę nie sposób było się oprzeć jej urodzie – długie blond włosy, fitnessowa sylwetka, hollywoodzki uśmiech. Zbliżyło ich wspólne zamiłowanie do muzyki jazzowej. Nasz bohater zadurzył się w niej nie na żarty i o mało się nie oświadczył w przededniu jej odjazdu podczas romantycznego spaceru wzdłuż wybrzeża, gdyby nieopatrznie mu nie rzekła, że za półtora miesiąca wychodzi za mąż.

Czyżby niespełnione marzenia Eugeniusza nie miały się w ogóle zrealizować?

Leave a Reply

Your email address will not be published.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.