0
Vladas Kuzinas – mistrz kowalstwa

Piec jest rozpalony, bucha ogniem i żarem, kowal rozgrzewa metalowy pręt, który zmienia kolor

Czym kowal, który zajmuje się kowalstwem artystycznym, różni się od kowala podkuwacza? Czy da się na Litwie przeżyć z kowalstwa? Czy jest to ginący zawód, czy przeciwnie, przeżywa renesans? Jakie tradycje ma to rzemiosło i czy łatwo się kuje damasceńską stal? – na te i inne pytanie w rozmowie z „Kurierem Wileńskim” opowiada jeden z najbardziej znanych w kraju kowali – Vladas Kuzinas.


Piec jest rozpalony, bucha ogniem i żarem, kowal rozgrzewa metalowy pręt, który zmienia kolor. Już, już i nasz rozmówca jest obok kowadła, uderzenia kowalskiego młota zlewają się w jeden ciąg, dzwonią w uszach a pręt na moich oczach zmienia kształt i przybiera jakąś fikuśną formę, będzie częścią jakiejś artystycznej kompozycji, którą na zamówienie robi gospodarz kuźni obok podwileńskich Szaterników. Kuzinas kończy pracę, w jednej ręce ściska sterany młot, odkłada pręt i na jego opalonej przez ogień twarzy wykwita szeroki, szczery uśmiech. Odwraca się do mnie, odblaski ognia z pieca jeszcze tańczą mu na twarzy…

Kolejną pasją naszego rozmówcy jest malarstwo

Praca w kuźni dla Pana jest…

Przede wszystkim – pasją. Praca w kuźni to praca dla cierpliwych, ja na przykład jestem kowalem 34 lata, ale nadal się uczę, czasami praca nad wyrobem potrafi zająć miesiąc i więcej, zdarza się również, że aby pracować nad czymś, czego jeszcze się nie robiło, trzeba samemu przygotować odpowiednie narzędzia. W supermarketach budowlanych instrumentów do pracy z metalem się nie kupi, a jeżeli komuś się powiedzie i takie jednak znajdzie, to zazwyczaj będą niskojakościowe. W Szaternikach mieszkam od 1998 roku i jest to już moja czwarta kuźnia, pierwsze dwie wynajmowałem, swoją pierwszą zbudowałem w Kojranach.

Kowale zajmują się… kowalstwem, pracą z żelazem i metalem, w czasach dziadków – podkuwali konie, ba, czasami robili nawet za dentystów, a Pan jakim jest kowalem?

Gdy mówimy kowal, to najczęściej wyobrażamy sobie człowieka w fartuchu i w rękawicach, który wali młotem w kuźni, tymczasem są kowale, którzy pracują na wsi, tacy przeważnie robią podkowy i części do urządzeń rolniczych. Są kowale miejscy, którzy tworzą sztukę użytkową: balustrady, bramy, żyrandole. Są wreszcie miecznicy, którzy wykuwają broń białą, np. do rekonstrukcji historycznych. Na początku kariery kowala kochałem kucie broni – miecze, noże. Teraz już od wielu lat zajmuję się kowalstwem artystycznym, czasami wykuwam białą broń dla muzeów… Fascynuje mnie nadawanie formy i kształtu stali, stworzenie czegoś zupełnie nowego.

Czyli kowal, mistrz kowalstwa wyrobów zdobniczych, nie da już rady podkuć konia? (Trochę się obrusza, gdy słyszy moje nieco złośliwe i podchwytliwe pytanie)

Nie jestem podkuwaczem, jestem artystą. Zresztą, podkucie konia nie jest łatwym, wbrew pozorom, zajęciem. Trzeba się tego uczyć, uważnie uczyć – w przeciwnym wypadku, to już koń, a nie mistrz, udzieli fajtłapie, krótkiej i bolesnej lekcji.

Czasami kuje Pan białą broń…

Tak, ale… wyłącznie na zamówienie muzeów. Wykułem miecze z damasceńskiej stali, dla muzeum narodowego – zresztą we wszystkich litewskich muzeach są repliki broni, która wykonałem na ich zamówienie. Wykucie dobrego miecza z damasceńskiej stali może zająć nawet miesiąc. Mówię tylko o ostrzu, głowicą, trzonem i pochwą zajmują się inni rzemieślnicy – przynajmniej tak było w średniowieczu i tak najczęściej jest dziś. Kilkanaście lat temu poznałem mistrza z Japonii, który na początku niechętny – uważał, że rozmawia z amatorem, po krótkiej rozmowie, zmienił zdanie i opowiedział mi o arkanach kucia katany, słynnego miecza japońskich samurajów.

Prawdziwy kowal, jak zapewnia Kuzinas musi dobrze władać nie tylko młotkiem

W tradycji japońskiej katana to miecz, który jest duszą samuraja, o wykuciu katany krążą legendy.

Japończycy zbudowali dookoła tego wielki mit i otoczyli iluzją – tym bardziej, że ich produkcja cieszy się popytem. Na Zachodzie za dobrą katanę znanego mistrza trzeba dobrze zapłacić… Ile? Może to być np. 50 tys. euro i wzwyż. U nas… chcą płacić tysiąc. Tak naprawdę, dla mistrza kowala wykucie katany jest oczywiście wyzwaniem, ale takim, z którym sobie poradzi.

Na Litwie da się przeżyć z kowalstwa?

Dużo się u nas na Litwie z kowalstwa, niestety, nie zarobi. Ludzie nie chcą płacić za sztukę, wolą amatorszczyznę czy chińszczyznę, zresztą z poczuciem piękna też ostatnio nie jest najlepiej. Wydaje się, że straciło na wartości. Dziś ludzie przywiązują uwagę do rzeczy materialnych, jedzenia – tymczasem nikt już nie pamięta, co na śniadanie czy obiad wolał tenor Luciano Pavarotti czy mistrz Stradivarius, a sztuka pierwszego i mistrzostwo drugiego – przetrwają wieki.

Wykucie dobrego miecza z damasceńskiej stali może zająć nawet miesiąc

Rycerstwo, kluby rycerskie przeżywają renesans, czy da się u Pana zamówić kolczugę?

Kolczugami się nie zajmuję. Mam znajomych, którzy wiedzą, jak je robić i je produkują, oczywiście pomagam im, ale to jednak nie moja działka.

Ma Pan uczniów?

Na Litwie w zawodzie kowalskim pracuje tylko dwóch moich uczniów, wszyscy pozostali wyjechali, jedni do Skandynawii, drudzy do Wielkiej Brytanii. Młodzi szukają większych pieniędzy. Teraz już uczyć nie chce… ludzie już nie chcą zajmować się kowalstwem.

Jaki jest dzisiejszy kowal?

Współcześni kowale najczęściej nie interesują się tradycjami, nie czytają książek, chcą pieniędzy i im więcej, tym lepiej. Na przykład, kopiują te czy inne ornamenty, wzory i nawet się nie zastanawiają nad ich znaczeniem. Co znaczy ta rysa, ten ornament czy księżyc dookoła słoneczka – ta wiedza już nie jest dziś prawie nikomu potrzebna, a tymczasem ma swoje i to czasami bardzo wielkie znaczenie!

Czy łatwo w naszych czasach zostać kowalem?

Przede wszystkim trzeba znaleźć sobie mistrza, a tych nie ma zbyt wielu, kowalstwa przez internet nauczyć się nie da. Najzwyczajniej się nie da.

Może Pan opowiedzieć o jakichś kowalskich tradycjach na zakończenie naszej rozmowy?

Mam anioła stróża (gestem ręki wskazuje na małego aniołka, przypiętego przy piecu), strzeże mnie. Na kowadło na przykład nie wolno siadać, trzeba szanować – bo nas karmi. Do pieca nie wolno rzucać petów od papierosów czy jakiegoś innego śmiecia.

Fot. Marian Paluszkiewicz

KUŹNIA I KRÓTKA HISTORIA KOWALSTWA

Młotek – w kuźni zwykle jest ich kilka. Różnią się wielkością i ciężarem. Służą do nadawania kształtu metalowi. Kleszcze – służą do chwytania rozgrzanego metalu oraz przytrzymywania go na kowadle w czasie obróbki młotkiem. Fartuch i rękawice – służą do ochrony ciała.

W średniowieczu nastąpił podział kowalstwa na wiejskie i miejskie, który utrzymywał się aż do XIX wieku. Kowale miejscy byli bardziej wykwalifikowani i już we wczesnym średniowieczu potrafili wykonywać stal przez nawęglanie miękkiego żelaza czy też wykonywali zdobienia przy użyciu przecinaka lub punktaka. Stało się tak za sprawą powstawania cechów, w których kształcili się przyszli rzemieślnicy. W cechach obowiązywał trójstopniowy system kształcenia:
1. „uczeń”,
2. „czeladnik”, który odbywał kilkuletnią praktykę wędrując po innych miastach,
3. „majster” – tytuł ten zdobywano po zdaniu egzaminu polegającego na wykonaniu pod okiem mistrzów cechowych „majstersztyku” i stwierdzeniu, że „czeladnik” w pełni opanował umiejętności zawodowe.
Kowale wiejscy z kolei zajmowali się głównie naprawą lub wyrobem prostych narzędzi rolniczych. Przełomowym momentem dla istniejących kuźni było zastosowanie w XIII–XIV wieku koła wodnego, które umożliwiło produkowanie gotowych wyrobów żelaznych sprzedawanych później ludności wiejskiej.

DAMASCEŃSKA STAL

Stal damasceńska (staropol. „demeszka”) – stal mająca bardzo dobre właściwości mechaniczne, stosowana w średniowieczu do produkcji broni białej. W czasie badań w 2006 roku znaleziono w niej nanorurki, co może tłumaczyć jej wytrzymałość i twardość. Nazwa pochodzi od Damaszku w Syrii, w którego okolicach istniały liczne warsztaty produkujące z tej stali miecze i szable o unikatowej w średniowieczu jakości. Białą broń ze stali damasceńskiej produkowano w latach ok. 900–1600 w krajach muzułmańskich, zwłaszcza na Bliskim Wschodzie. Powody całkowitego niemal zaniku jej produkcji w XVII wieku nie są do końca znane. Wiedza o stali damasceńskiej dotarła do Europy w czasie wypraw krzyżowych. Wśród rycerzy europejskich szybko rozpowszechniły się legendy o szablach z tej stali, którymi można było przecinać świece na pół bez ich przewrócenia oraz szczerbić kamienie i miecze europejskie. Większość z tych legend była przejaskrawiona, niemniej jednak stal damasceńska istotnie przewyższała jakością swoje ówczesne odpowiedniki europejskie.
Proces produkcji stali damasceńskiej był objęty tajemnicą i nigdy nie został opanowany w Europie. Nie zachowały się do czasów współczesnych żadne wiarygodne opisy tego procesu. Dawna hipoteza, że stal ta była otrzymana przez skuwanie ze sobą wielu (300–1 000 i więcej) warstw stali węglowej o kolejno narastającej twardości, okazała się fałszywa. Współczesne eksperymenty metalurgiczne, oparte na szczegółowych badaniach mikrostruktury tej stali, pozwoliły na opracowanie procesu technologicznego prowadzącego do uzyskania materiału o właściwościach bardzo zbliżonych do oryginalnej stali damasceńskiej.

Leave a Reply

Your email address will not be published.